10.04.2020

Cyfrowe święto po 20 latach, czyli Cyfroteka 2020 (z notatek kuratora)

Marcelo Zammenhoff
Maciej Kus, fot. Marcelo Zamenhoff
Cyfrowe święto po 20 latach, czyli Cyfroteka 2020 (z notatek kuratora)
Maciej Kus, fot. Marcelo Zamenhoff

W 2020 roku, po niemal dwudziestu latach od pierwszej edycji, Cyfroteka wreszcie zaistniała jako festiwal z prawdziwego zdarzenia, a nie jedno- lub najwyżej trzydniowe wydarzenie, jak trzy poprzednie edycje (2000, 2010, 2012). Nadal jest jednak festiwalem pozaistytucjonalnym, z nikłymi funduszami, zebranymi w ostatniej chwili, głównie z prywatnych źródeł dobroczyńców. Pogratulować szczęściu, że impreza mogła zaistnieć jeszcze w tym roku, przed pandemią – dokładnie w pierwszych tygodniach lutego (2–20 lutego 2020). To było 19 niezwykłych dni.

Datom tym hołd złożył Andrzej Chętko w specjalnym, dodatkowym, autorskim wydarzeniu 18 lutego – wydarzeniu, którego nie było pierwotnie w planie, powstało bowiem w trakcie festiwalu, na prośbę samego artysty (a rownież znanego wykładowcy łódzkiej ASP). W swoim długim i ciekawym wystąpieniu Chętko (osobiście czciciel liczby 18) precyzyjnie wyjaśnił klucz wszystkich dat z cyframi 0, 1 i 2, wydrukowanych na specjalnej planszy, będącej prezentem dla dyrektora Cyfroteki, czyli niżej podpisanego, a zarazem nowym dziełem, które pojawiło się na wystawie w trakcie jej trwania. Daty zostały pogrupowane przez syna Andrzeja, Antoniego, fluo-flamastrami, w pewne grupy (np. wyodrębnione wszystkie niedziele albo daty symetryczne, daty innych możliwych Cyfrotek), aż plansza wypełniła się ciekawymi wzorami. To, co powstało w trakcie akcji-wykładu, zostało w efekcie partyturą, która – uwaga! – zostanie wykonana muzycznie jeszcze w tym roku przez pewnego znanego muzyka. A opowieść musiała zająć trochę czasu, albowiem dat było sporo, od roku 2000 – roku pierwszej Cyfroteki, do końca roku 2022, kiedy to kończą się już daty umożliwiające przeprowadzenie Cyfrotek w naszym stuleciu.

Wykład Andrzeja Chętki, fot. Marcelo Zammenhoff
Andrzej Chętko, fot. Marcelo Zammenhoff

Oprócz 19-dniowej wystawy, która sama w sobie zasługuje na odrębne podsumowanie, Cyfroteka składała się z dziesięciu różnych wydarzeń w różnych miejscach w Łodzi: w Galerii Off Piotrkowska odbyło się otwarcie-wernisaż oraz święto performance; w modym ostatnio Konkrecie (kawiarni w budynku Muzeum Sztuki) był dzień scenicznych koncertów; odbyły się trzy sympozja-prezentacje, a to z kolei w kameralnym Obszarze Wspólnym oraz sali MS2; była osobna, autorska wystawa Józefa Robakowskiego w jego prywatnej przestrzeni wystawienniczej. W festiwalu wzięło udział 64 artystów i artystek. Ogromną zaletą Cyfroteki była niezwykła różnorodność i rozpiętość stylistyczna wypowiedzi, prac i działań, choć łączył je wspólny klucz – subiektywny, pro-cyfrowy wybór kuratora. Wielu artystów przygotowało swe prace specjalnie na Cyfrotekę.

Józef Robakowski, fot. Marcelo Zammenhoff
Wystawa autorska Józefa Robakowskiego, fot. Jerzy Grzegórski
Wystawa autorska Józefa Robakowskiego, fot. Konrad Ciszkowski

Bez wątpienia gwiazdą Cyfroteki, jeśli tak powiedzieć można, był artysta starszego pokolenia – Janusz Połom. W ostatniej chwili pojawiły się środki, by móc artystę sprowadzić, zresztą pan Janusz sam bardzo tego pragnął, gdy tylko usłyszał o idei Cyfroteki. Otóż Janusz Połom uznawany jest za pioniera zastosowania komputera w polskiej sztuce. I tu państwa odsyłam do zasobów Muzeum Sztuki w Łodzi – możecie tam obejrzeć dokumentację bardzo rozbudowanej akcji Elektroniczne antynomie z 1973 roku, odbywającej się w Muzeum w ramach trwającej prawie miesiąc, doniosłej historycznie akcji Warsztat (nawiasem, jej partyzanckie założenia całkiem przypominały obecną formę Cyfroteki). Spotkanie z Januszem Połomem było unikalne, bowiem tylko w jego trakcie można było wysłuchać genezy i rysu historyczo-obyczajowego tamtych momentów historii sztuki, a także zadać pytanie artyście. Takie chwile są bezcenne, szkoda, że nie cieszą się tak szerokim zainteresowaniem obywateli jak np. dyskoteki.

Jausz Połom, elektronicze antyomie z 1973 (artefakty), fot. Marcelo Zammenhoff
Opowieść Janusza Połoma, prowadzenie Daniel Muzyczuk, fot. Marcelo Zammenhoff

Innym filarem Cyfroteki, by zastosować to określenie uczciwie (zamiast np. mecenasa), był Józef Robakowski, który nie tylko wsparł przedsięwzięcie własnymi środkami, ale także służył radą, sprzętem, wziął udział jako artysta, a nawet uruchomił własną wystawę w prywatnym, niezależnym miejscu. I ta właśnie wystawa, zatytuowana Obrazy zupełne (przyjaciołom Moskalom), niby odrębna, subiektywna, autorska, nieźle konweniowała z założeniami Cyfroteki, a zatem oczywiście, że stała się częścią programu. W galerii Magazyn, przy ul. Łąkowej, Robakowski prezentował grupę dzieł autorskich, jak również kilka zbiorów ze swojej kolekcji, np. oryginał Rodczenki czy cenne albumy o konstruktywizmie. Była też ciekawa opowieść o wspólnej bazie tego wszystkiego, a także dokumentacja pewnego niedawnego działania pod Moskwą, wykonanego wraz z Małgorzatą Potocką i kilkoma „Moskalami”.

Na uwagę zasługują zaproszeni na Cyfrotekę performerzy, którzy wystąpili na otwarciu oraz tydzień później. Ponieważ nie sposób skupić się na każdym artyście z osobna, opiszmy subiektywnie tych najciekawszych, najbardziej wyrazistych. Oto więc całkiem ciekawy występ dał Piotr Pasiewicz – na co dzień rysownik akcjonistyczny, tym razem zanurkował w wielkiej tkaninie przypominającej kod paskowy, w której wił się na tle podobnego, wcześniej nakręconego wideo. Z kolei znany performer, Darek Fodczuk, wcielił się w rolę malarza pokojowego, odbywającego luźną pogadankę z publicznością, w czasie której zrealizował ledwo widoczne, ogromne, białe zero (0) na białym tle. Niby nic odkrywczego, ale publiczność to poruszyło. Inny klasyk światowego performance, Andrzej Dudek-Dürer, obchodził w zeszłym roku pięćdziesięciolecie pracy twórczej. W przeciwieństwie do innych, jego działania są przewidywalne, albowiem od owych pięćdziesięciu lat konsekwentnie ascetyczne, szamańskie i rytualne. Na Cyfrotece mogliśmy uczestniczyć w takim właśnie metafizycznym seansie, pełnym autorefleksyjnej symboliki człowieka-żywej rzeźby (50 obrazów na pięćdziesięciolecie żywej rzeźby).

Andrzej Dudek-Dürer, fot. Jerzy Grzegórski

Jednym z najbardziej ekstrawaganckich, ekscentrycznych i radykalnych artystów na Cyfrotece okazał się Marek Rogulski. Niewinnie zaczynająca się, improwizowana przemowa o roli performera przerodziła się w szalony, transowy monodram, okraszony w finale dźwiękami granymi na trąbce. Artysta, w szpilkach, przywdziewał specjalnie spreparowane wstęgi materiału z hasłami-maifestami własnego nurtu „Steerage”, dywagując nad elitarną właściwością performera awangardowego – osoby wyjątkowej. Takie akcje głęboko zapadają w pamięć.

Marek Rogulski, fot. Marcelo Zammenhoff
Marek Rogulski, fot. Jerzy Grzegórski

Performance-koncert Barbary Konopki, w duecie z Weroniką Kami Amelią, tworzącymi wspólnie grupę Pentarosa, był z kolei psychodelicznym odlotem do dziecięcych krain. Specjalnie na tę okazję zaaranżowana przestrzeń, składająca się ze świetlnych, kolorowych dekoracji, sama w sobie już ten odlot zapewniała. Artystka w swojej opowieści luźno przemieszczała się od odkryć z pogranicza nauki, cybernetyki, genetyki i metafizyki, do hedonistycznych manifestów o istocie miłości. W tym dziwacznym występie strzelały confetti, grały instrumenty (skrzypce Barbary, waltornia i elektronika Amelii), odczytywana była poezja.

Pentarosa (Barbara Konopka, Weronika Kami Amelia), fot. Jerzy Grzegórski

Dużo by mówić o koncertach. W samej galerii Off Piotrkowska odbyło się ich kilka. Na szczególną uwagę zasługuje obecność legendarnego Tadeusza Sudnika, który dał wspólny występ ze znanym w awangardowych, warszawskich środowiskach, pianistą, Tomaszem Wirackim. Ich połączenie cyfrowej elektroniki z czystym fortepianem (choć właściwie pianinem cyfrowym – i otóż to!) urozmaicała fletem i wokalem artystka o pseudonimie India. Koncert był wisienką na torcie otwarcia Cyfroteki. W późniejszym czasie miały miejsce występy wspomnianej Basi Konopki / Pentarosy, Mirka Rajkowskiego, który specjalizuje się w śpiewie alikwotowym, specjalnie powołanej, jednorazowej grupy towarzyskiej Anti Sinus, Piotra Malinowskiego oraz Procesora Plus. Za to we wspomnianym wcześniej Konkrecie pojawili się kolejno trzej, nieprzypadkowo dobrani artyści. Wszyscy solo, choć trzeci z nich normalnie jest projektem wieloosobowym. Pierwszy to Radek Tereszczuk, a jego jednoosobowy projekt to techno-breakbeatowy R9. Co ciekawe, był on też gościem pierwszej Cyfroteki, 20 lat temu, w łódzkim Forum Fabricum. Radek jest również jednym z inicjatorów wydawanej właśnie antologii 30 lat techno w Polsce, o której ostatnio dosyć głośno. R9 bardzo sprężył się dźwiękowo: jego występ live był krótki i zwarty. To dobrze, gdy po aryście pozostaje niedosyt. Drugi z artystów, przedstawiciel najmłodszego pokolenia – Paszka (prywatnie Szymon Sapalski) – to bardzo świeży akcent muzyczny, i bardzo na czasie. To młodzieżowa, współczesna neoawangarda, bazująca na cyfrowych errorach dźwiękowych, a także obrazowych. Jest to rodzaj live-setu niby klubowego, ale ciągle jest z nim coś nie tak; podobnie z cyfrowo psującym się obrazem, który widzimy w tle. No i trzeci z artystów – tajemniczy 00nd00d, choć możemy zdradzić, że to projekt Wojtka Kucharczyka. Jednym słowem, sprawdzona marka. Choć z powodów ekonomicznych Kucharczyk wystąpił solo, dał z siebie wszystko, wprawiając salę w szaleńczy trans. Wojtek Kucharczyk to sceniczny szaman-perkusjonalista, żonglujący elektroniką jak stary wyjadacz. Jest w tym zawsze dowcip – tak, jak i w bardzo czujnym videostreamingu. Na koniec szaman-00nd00d zapraszał na scenę kolejno chętnych wokalistów z publiczności, i to był naprawdę ciekawy, nieprzewidywalny akcent.

00nd00d, fot. Marcelo Zammenhoff

No i wreszcie sama wystawa. Była to ciekawie, dość elegancko, jak na pofabryczny wystrój galerii OFF, lecz nowocześnie i z rozmachem urządzona ekspozycja, której aranżację zawdzięczamy Maciejowi Kusowi. Maciej Kus to zarazem autor elektronicznych obiektów rzeźbiarskich, które sam miał okazję okazale wyeksponować – o co nie było trudno, gdyż jeden z nich był sporych rozmiarów.

Naszą przyszłością są postludzie. Rozmowa z Ryszardem W. Kluszczyńskim Aleksandra Hirszfeld rozmawia z Ryszardem W. Kluszczyńskim o festiwalu Art+Science Meetings oraz specyfice sztuki nowych mediów Polsce CZYTAJ!

W dwóch salach Galerii OFF prace były rozsądnie przemieszane, bez podziałów pokoleniowych czy tematycznych. Na wystawie nie mogło zabraknąć tuzów dokonań okołocyfrowych z czasów, gdy pojęcie cyfrowości było czymś stricte naukowym – jak wspomnianego już Józefa Robakowskiego, Janusza Połoma czy zmarłego w 2009 roku Wojciecha Bruszewskiego, który eksperymentował również z komputerami i numeracją (klasykiem są choćby automatyczne wydruki Sonetów). Prace Bruszewskiego na Cyfrotece były oczywiście reprodukcjami, zaś najciekawsza z nich nosiła tytuł 16 sytuacji oświetleniowych i pochodziła z roku 1975.

Jan Pieniążek, warszawski artysta-elektronik, związany niegdyś w CSW oraz Akademią Ruchu, to osobny dinozaur sztuki okołocyfrowej. Znany był niegdyś z bardzo dowcipnych instalacji-obiektów, w których eklektyczne połączenia rozmaitych elementów w efekcie prowadziły dialog z obserwatorem (a nawet same sobie coś śpiewały). Na Cyfrotekę przywiózł jedną z nielicznych już, zachowanych prac – Koło fortuny, którym było koło rowerowe na statywie z czujnikiem. Kręcąc nim, losowaliśmy przypadkową myśl filozoficzną XIX-wiecznego, polskiego filozofa, Stanisława Leopolda Brzozowskiego.

Jan Pieniążek, fot. Marcelo Zammenhoff

Warto zwrócić też uwagę na najmłodsze, rokujące pokolenie. Tu dominowały trzy artystki, z różnych miast, które prawdopodobnie w ogóle się nie znały: Klaudia Pisarek (z Katowic) z czterema obrazami odnoszącymi się do post-hiperrealizmu architektonicznego, Karolina Zaborska (z Łodzi) tworząca miejskie kolaże-animacje, oraz Olga Kowalska (z Krakowa) i jej poszukiwania czegoś utraconego w opuszczonych miejscach. Łączy je to, że jakby na nowo odkrywają postnowoczesość otoczenia, w którym przyszło im żyć. Jest w tym też jakiś ślad lokalo-patriotyczny.

Klaudia Pisarek, fot. Marcelo Zammenhoff

Ciekawą, prowokacyjną pracą był Skaczący Jarek – seria 8-bitowych postaci z gier, zbudowanych z trójwymiarowych „pikseli”, z głową prezesa rządzącej partii, autorstwa Artura Klose. Dziwne, ale żadnej sensacji czy skandalu ta praca nie wywołała. Więc chyba oswoiliśmy się na tyle z sytuacją polityczną, że podobne komentarze krytyczne sensacji już nie wzbudzają . Podobnych kontrowersji nie wzbudziła też zresztą moja wideo-praca Automatyczny rozgrzeszyciel, czyli głowa księdza gadająca liczbami (mowa generowana była przez pierwszy polski syntezator mowy z początku lat 90.). Pewnie jeszcze dziesięć lat temu pojawiłyby się dyskusje wokół takiego ujęcia tematu, lecz obecnie nikogo to nie dziwi. Może to nawet dobry symptom? Ciekawsza dla odbiorców okazała się druga moja praca, Heroizm cyfryzacji narodowej, czyli collage trójwymiarowy, składający się z gipsowego godła, świetlówki, diod LED i zużytych dyskietek.

Artur Klose, „Skaczący Jarek”, fot. Marcelo Zammenhoff
Marcelo Zammenhoff, „Heroizm cyfryzacji narodowej”, fot. Marcelo Zammenhoff

Z prac czujnych, na czasie, na uwagę zasługują dwa wideo: Małgorzaty Goliszewskiej Wszystko, opierająca się na wpisywaniu w wyszukiwarkę Google początków zdań – niby nic odkrywczego, lecz prostota tej pracy spowodowała, że artystka dzięki niej zasłużyła sobie na artystyczną rezydencję we Włoszech. Z kolei pętla video Jessici Rossolini Auto-tele-metamorphosis składała się z gęsto zestawionych, krótkich selfie-filmików, nagrywanych telefonem przy użyciu nakładek z Instagrama, gdzie mamy do czynienia ze śledzeniem twarzy i gestów, dzięki czemu autorzy niezliczonych takich nakładek dokonują kompletnie surrealistycznych dziwactw. Możesz być pralką, bananem, mieć na nosie dziwaczne, neonowe okulary albo po prostu nieskończenie zwielokrotnioną twarz. Obie prace łączy to, że są prostym wykorzystaniem gotowych internetowych modułów. Tyle że artystki ubrały te eksperymenty w ramy dzieła sztuki, nadając im tytuł i zamierzoną wymowę.

Jessica Rossolini, fot. Marcelo Zammenhoff
Małgorzata Goliszewska, fot. Konrad Ciszkowski

O geniuszu Jerzego Kosałki (członka wrocławskiej grupy Luxus) wiadomo nie od dziś. Jego genialne w swej prostocie połączenie tradycyjnego, obracającego się liczydła, wbitego w płytę główną komputera PC, czyli specjalnie stworzona na Cyfrotekę praca, Liczymy, liczymy, wzbudzała powszechne uznanie. Z kolei Witold Szwedkowski zabawia się słowem: jego Ćwierć, typograficzno-geometryczna praca ścienna, była bardzo trafionym, minimalistycznym akcentem wystawy. Bardzo fajne były też cyber-maski Krzysztofa Małagowskiego, zbudowane z elektrośmieci; totalne połączenie szamanizmu z cyberpunkową postnowoczesnością pasowało idealnie do programowych założeń Cyfroteki.

Jerzy Kosałka, „Liczymy, liczymy”, fot. Marcelo Zammenhoff

Jak więc wypadła cała, IV już Cyfroteka? Miał to być wybór prac i działań artystycznych, w których pojawia się tzw. myśl cyfrowa, autorsko pojęty pierwiastek cyfrowości, cokolwiek to znaczy – czyli co właściwie? Ano, każdy to wyzwanie potraktował indywidualnie, co oczywiście stanowiło o różnorodności dzieł. Były prace zarówno stworzone od podstaw cyfrowo, jak i zupełnie tradycyjne, odnoszące się w jakiś sposób do liczb. Miała być więc cyfrowa wypowiedź – i była. Miało być o cyfrowych zagrożeniach – pewnie można by i tego się doszukać.

IV Święto Myśli Cyfrowej CYFROTEKA, fot. Marcelo Zammenhoff
IV Święto Myśli Cyfrowej CYFROTEKA, fot. Marcelo Zammenhoff
IV Święto Myśli Cyfrowej CYFROTEKA, fot. Marcelo Zammenhoff
IV Święto Myśli Cyfrowej CYFROTEKA, fot. Marcelo Zammenhoff

Czy więc się udało? Z pewnością tak, i to ze zdumiewającym rozmachem, co aż dziwi, mając na uwadze krótki i niemal partyzancki okres przygotowań. Ale Cyfroteka od początku spotykała się prawie wyłącznie z entuzjazmem wszelkich środowisk, między innymi za jej nieinstytucjonalność i oddolną inicjatywę, co doceniło kilku wspierających ją ofiarodawców. A więc nie mogło się nie udać. I proszę wybaczyć, że nie zdołaliśmy przedstawić wielu innych, świetnych prac i artystów. Było ich po prostu bardzo dużo. Mamy jednak nadzieję, że powstanie porządny katalog, w którym się wszyscy znajdą, a na który już teraz znów zbierane są fundusze. No i niewykluczone, że Święto Myśli Cyfrowej będzie jednak kontynuowane bardziej regularnie – bo są takie postulaty wśród odbiorców, kuratorów, krytyków, samych artystów, a nawet urzędników miejskich. Wspierajcie więc Cyfrotekę. Wszyscy trzymamy kciuki.

Organizatorzy składają podziękowania Józefowi Robakowskiemu, tajemniczemu panu Darkowi, Maćkowi z Pan Tu Nie Stał, Muzeum Sztuki w Łodzi, WRO Art Center, Fudacji Bęc Zmiana, Jackowi Łupinie – Apple Muzeum Polska, Łódzkiemu Centrum Wydarzeń.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaJózef Robakowski, Wojciech Bruszewski, Janusz Połom, Jerzy Kosałka, Andrzej Dudek-Dürer, Dariusz Fodczuk, Andrzej Miastkowski, Jan Pieniążek, Marek Rogulski, Piotr Wyrzykowski, Łukasz Niewiadomski, Małgorzata Goliszewska, Mirosław Rajkowski, Tadeusz Sudnik & Tomasz Wiracki, Barbara Konopka & Weronika Kami Amelia, Jessica Rossolini, Karolina Zaborska, Distort Visual, Paszka, 00nd00d, Radek Tereszczuk (R9), Rafaela Jasionowicz, Combi Cats, Olga Kowalska, Dominik Podsiadły, Witold Szwedkowski, Claudine Pisarek, Aleksandra Ska, Aleksandra Chciuk, Seweryn Swacha, Artur Klose, Anna Karasoń-Skibicka, Piotr Sakowski, Igor Nawrocki, Michel Ducerveau, Bernard Mailer, Piotr Pasiewicz, Paweł Maciak, Ewa Ciechanowska & Marcjana Urbańska, Krzysztof Małagowski, Katarzyna Matoszko, Maciej Kus, Krolina Breguła, Jolanta Ciesielska, Marcin Polak, Leszek Gwiazda, Piotr Malinowski, Paweł Sokołowski, Marcin Garncarek, Piotr Gwadera, Bosakula, Procesor Plus, Dj-107, Dj.Ash, Psychotronika, Jacek Kozłowski, Marcelo Zammenhoff
WystawaIV Święto Myśli Cyfrowej CYFROTEKA
Czas trwania2.02–20.02.2020
KuratorMarcelo Zammenhoff
Indeks

Zobacz też