02.04.2020

Artyści i artystki w czasach zarazy #1

Paweł Żukowski, praca z cyklu „Kartony”, 2020
Artyści i artystki w czasach zarazy #1
Paweł Żukowski, praca z cyklu „Kartony”, 2020
Jak artyści i artystki radzą sobie w trudnych czasach zagrożenia koronawirusem i kwarantanny? Jaki jest ich sposób na przetrwanie i jakie refleksje im towarzyszą? Zadaliśmy to pytanie kilkudziesięciu artystkom i artystom.

Paweł Żukowski

Wojtek Dada, Rafał Jakubowicz

Gigant handlu internetowego, jakim jest Amazon, notorycznie łamie prawa pracownicze, nie zważając na postulaty związków zawodowych. Amazon, nawet w obliczu pandemii, nie zamknął magazynów. Zatrudnieni w centrach dystrybucyjnych Amazona pozbawieni są środków ochrony osobistej i poddawani presji, związanej ze wzmożonym zainteresowaniem – wskutek zamknięcia tradycyjnych centrów handlowych – zakupami w sieci. Pomimo ogłoszenia „kwarantanny społecznej”, pracownicy Amazona muszą dojeżdżać do magazynów autokarami, często z daleka, narażając zdrowie i życie po to tylko, żeby pomnażać zyski przedsiębiorstwa. Obecny kryzys powinien nam dobitnie uświadomić iluzoryczny, obłudny i klasowy wymiar propagowanego przez rząd hasła #ZostanWDomu. „Dystansowanie społeczne” to komfort, na który mogą sobie pozwolić jedynie uprzywilejowani.

Rafał Jakubowicz, Wojtek Dada, „Have Fun”, 2020

Adam Rzepecki

czuję się świetnie,
wciąż brakuje mi czasu,
jestem w wieku 65+,
co raz zmieniam pracki wiszące na ścianie, więc wciąż mam kontakt to z tym, to z tamtym artystą,
nie golę się, dzisiaj znów zrobiłem sobie selfie, by nie zapomnieć jak zarastam,
nie daję się zwieść nagłym zainteresowaniem prawie wszystkich sztuką,
nie tak dawno pomyślałem, że mój tęgi umysł nie wymyśliłby sytuacji, w której będę sam na wernisażu swojej wystawy w Bunkrze Sztuki,
ćwiczę yogę,
maluję,
mole zjadły mi sweter Armaniego,
rozmawiam telefonicznie z Piotrem Lutyńskim, Zbyszkiem Liberą i Andrzejem Świetlikiem,
uczę się gotować zupy, choć tak pysznej jak robiła moja Mama nigdy nie potrafię zrobić,
znów czytam Becketta,
nie czytam Dżumy Camusa,
mole zjadły mi sweter Armaniego,
odnalazłem kilka swoich – zaginionych, myślałem – fotografii z początku lat 80-tych,
chodzę na samotne spacery wzdłuż wpadającej do Wisły rzeki Wilgi,
dzisiaj dopiero zorientowałem się, że należało zmienić zegarki z czasu zimowego na letni,
wyglądam przez okno,
napisałem na ścianie słowa poety Ryszarda Krynickiego „Kto wybiera śmierć/nie przestanie żyć/kogo
śmierć wybierze – ten umrze/zaledwie”,
żartem rozpowiadałem wszystkim, że przygotowuję (zaplanowaną na kwiecień tego roku) dużą monograficzną wystawę pośmiertną,
chciałbym tę wystawę zobaczyć.
chciałbym zaprosić kogoś na uroczystą kolację u siebie w domu,
wiem, że to co się stało zmieni człowieka. na gorsze.
jutro zrobię porządek w łazience.
mole zjadły mi sweter Armaniego.

31 III. 2020, Kraków

Agata Słowak

Filipka Rutkowska

reż. Dawid Nick

Karol Radziszewski

Zosia, 2020

Zawsze chciałam mieć wywiad. Rozmowa z Karoliną Jabłońską Z Karoliną Jabłońską rozmawia Wojciech Szymański CZYTAJ!

Karolina Jabłońska

Marcin Maciejowski

Marcin Maciejowski, „Rzym i życie (La Grande Bellezza)”

Tomasz Armada

Chore gówno

Wiecie kochani, już dawno nie pisałem do was nic od serca, bo wiecie jak to jest. Dorosłe życie, zobowiązania, kontrakty, realizacja siebie, praca, bycie królem mody zobowiązują do braku czasu i do posiadania kultury osobistej, oglądu rzeczywistości i między innymi ogłady, a przede wszystkim do poprawności politycznej, awansowania klasowego i kultury wyższej. Bo pomimo, iż pochodzę z wiochy, totalnej niziny społecznej i konkubinatu, to zapracowałem na to, co mam, bo każdy jest kowalem własnego ja i ja też wziąłem je w swoje ręce. Bo wiecie, jak byłem mały, to mieszkałem tam, gdzie PKP nie dojeżdża, nie miałem komputera i na ulicy zawierałem znajomości z podobną sobie patologią. Całe dnie chodziliśmy po tych nieużytkach. Grzebaliśmy po śmietnikach. Sprzedawaliśmy butelki. Jedliśmy smażone obierki po ziemniakach, surowy szczaw, pigwę i mirabelki. Rzucaliśmy w siebie zgniłymi papierówkami maczanymi w krowim łajnie. Piliśmy wódę na targu i lizaliśmy się na dworcu. Tam nie było nic, nawet kina, nie mówiąc już o partycypacji. Chciałem odbić się od tego dna i wyjść na ludzi, na swoje, na to życie. Prawdziwe. Dlatego wymyśliłem i wybiłem siebie. Starałem się wszystkich i siebie oszukać, aby przedwcześnie zadebiutować. Dążyć do celu i przywłaszczyć sobie kolejne tytuły. Promować się, ale tu też kiedyś muszą nastać pewne granice. Naprawdę szkoda gadać, nie jest to ten czas i miejsce, żeby w tej sprawie zabierać głos i ujawniać jakie są fakty, bo ciśnie się na usta temat o wiele donioślejszy. Lepiej nic nie mówić, wiecie, bo co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie i jak ktoś potem to przeczyta, taki ktoś poważny, np. z mediów, znawców, instytucji zleceniodawców, to co sobie pomyli, że on jest jakiś pomylony, chory czy niepoczytalny, niby wyszedł z tej wsi, ale wieś z niego niekoniecznie, ogólnie mu się w dupie poprzewracało od tej wody sodowej, nakupował do domu papieru toaletowego i jedzenia i nie wiadomo co potem będzie w tym domu robić. Na co komu pisać takie bzdury, przecież jak to wróci do normy, to komuś może się wydać, unieważnią, nie zaproszą lub co gorsza nic już nigdy nie napiszą, a zamiast umowy to podpiszesz dozgonny zakaz zbliżania się i spadniesz z tej drabiny społecznej, zamiast sztuki i życia będzie praca zarobkowa i merkantylne podejście. Brak znajomości, ciemne pole i znów ten totalny mentalny syf.

A ja powiadam wam. Odkąd się urodziłem, byłem sobą i nie wyssałem z mlekiem matki, jak koledzy, że będę projektantem. Ja na to zapracowałem! Nie na to się tyle lat uczyłem w wielu trudach i mękach, wbrew sytuacji materialnej i geopolitycznej, żeby teraz spocząć na laurach. Bardzo inspiruje mnie styl oraz fajne fatałaszki, ciuszki, wiecie. Jak widzicie, bo czytacie wywiady z moim ja to tu, to tam, jak wiecie z komentarzy, niedawno robiłem sztukę z patologii, dlatego nie miałem ambicji, żeby się wszystkim podobało. Czasami też przewiduję trendy i zauważyłem pewien. Bardzo modne jest bycie z LGBTQ lub wspieranie ich. Ale jak taki queer, bi, czy kim ja tam jestem, lub ktoś tam z nich się wybije za bardzo, to wzbudza reakcje, jest oceniany i komentowany. Nie oceniaj książki po okładce, nie życzę sobie, aby ktoś oceniał mnie z wyglądu czy z tego, co mu się podoba. Masakra. Tak bardzo Was to boli, że od tylu lat mam misję życiową i robię karierę i biznes. Zbieram te fajne skrawki, szmatki i z nich skrajam lub w ciemno zszywam jak leci jakieś cudaczne ubrania, jeżeli oczywiście można w ogóle tak powiedzieć, bo to nie do noszenia, nie wiadomo czy do kupienia, bo żaden porządny człowiek to nie dokona takiego wyrobu, bo jak ja będzie mores wyglondoć, jak to powiedziała dyrekcja jednego z tych teatrów, w których robiłem zamieszanie, bo pracą bym tego nie nazwał, szanujmy się, ludzie chcą wyglądać jak należy: po ludzku, nie jak zwierzęta, na śmietnikach, z pomocy dla powodzian by tego nie wzięły, tylko jak z cywilizacji europejskiej, ale też nie za bardzo, bo wiadomo, tam też jakiejś cudaki, śmierć cywilizacji czy jak to mówiom…

Tak więc reasumując i przyznając prawdę, wbrew temu co mówią, to jestem normalny. I najprawdopodobniej to nie jestem aż takim chamem, na jakiego się zachowuję, wyglądam, kreuję czy co ja tam robię przed państwem. W dzisiejszej koniunkturze warto też czasami pokazać twarz. Bo od kilku sezonów modny jest autentyczny dystans do siebie z przymrużeniem oka.

Ja tak naprawdę we wnętrzu jestem taki, że od urodzenia nie nałożyłbym żadnego ubrania z galerii, które dzięki opatrzności zamknięto wbrew czcigodności, tylko bieda, starzy i życie mnie do tego zmusiło i jedzenia mięsa. To wbrew i poszanowaniu drugiej istoty, czy to ludzkiej czy nie, i drugiego obiegu. I dlatego plis, błagam, w obliczu tak ciężkich trudów nie kupujecie już tych wędlin i ubrań strasznych w sieciówkach śmieciówkach i dyskontach biedronkach i lidlach, bo mnie normalnie błyskawica strzeli… Powtarzam, kupcie to co nasze, swojskie, moja szmatkę co se uszyłem ją własnymi rękami, sklejając butaprenem z moimi przyjaciółmi innymi ćpunami z Łodzi w przerwach od przerwy gdzie ćpiemy dopalacze w pracowni i szyjemy se na ulicy. Błagam doprawdy. Wystarczy wybłagać u mnie uszycie ubrania lub kostiumu, właściwie to przebrania, bo ja bym ubraniem tego nie nazywał raczej, żeby uratować world i ekologię przed ludźmi. Inaczej nie inaczej jak będziecie żyć jak dotąd i jak dalej będziecie prać w więcej niż w 90 stopniach, to wam puszcza szwy i overlocki i do waszego mózgu się dostanie mikroplastik z dzianiny, który mutuje i po prostu to co się stanie z ludzkim genotypem, to jest niewypowiedzialne, to co się dzieje nie bierze się znikąd i nie życzyłbym tego nikomu, a przede wszystkim wam, świat się upomina o swoje i was skarze, za to że nie dbaliście.

Bo to serio absurdalne kuriozum, żeby komuś z was przyszło do głowy, żeby w obecnym uniwersum nowe ubrania sobie kupić. Ale jak wiecie, bo śledzicie trendy, to tendencje na ten sezon to są takie, aby ograniczyć to kupowanie i wybrać jakieś inne rozwiązanie z drugiej ręki fintydż kubły PCK, ubrania po swojej starej. Ja podobno słyszałem od pani, co trendy zna, się wypowie i przepowiada, a to nie są głupi ludzie i na sztuce też się znają, na plastyce olejowej przykładowo, bo nie ma to tamto, oni też kończyli ASP chociażby, albo na rysunku żurnalowym pozują. No i ona powiedziała mi w tajemnicy, jak dodałem ją do follow, że na zachodnich wybiegach w przyszłym sezonie zimąwym w reakcji na kwarantannę to wszystko pójdzie w drugą stronę… Serio, i modne będzie kradnięcie lub wymiana ubrań od żuli śpiących na ławce lub spod sklepu. Znacie to, ale w modzie pośród wszystkiego tego, co już było, tego jeszcze nie było, więc to będzie taki artystyczny wintydż. Ona opisała mi taki przepis: zaczajasz się na żulisko jakieś i wymieniasz z nim swoją garderobę i dajesz mu nawzajem jako rekompensatę i charytatywnie się udzielając, swoją stylówę, z poprzedniego sezonu co prawda, no ale na pewno to by była korzystna metamorfoza dla takiej łajzy i dobroczynny gest ku pamięci humanizmu. Brzmi znajomo? To jest kanoniczny zapis w historii ubioru tak biednej u nas, a mniejsza, taki menel to przecież i tak trendu nie zna, no, bo on w głowie to ma wiecie sami co, pstro, i jak wiemy dla niego to dobre przebrać go za człowieka według specjalistów. Bo moda to nie są tylko fatałaszki, ale ma też coś do powiedzenia i trzeba to jasno zeznać. A wiecie, ludzie gadają, gusty są różne i z nimi nie ma co dyskutować i ja nie jestem fanką podchodzenia tak bezrefleksyjnie do trendu, bo to nie o tym mowa! Trzeba mieć własny rozum i styl, tak? Trzeba mieć zdrowie podejście do tego wszystkiego, bo inaczej to my wszyscy zwariujemy. Tamta ma depresję, tamten terapię, inny leki, a ta to już w ogóle ma dwubiegowe, każdy coś ma, ja też mam swoje problemy i zmartwienia, nie tylko sukcesy… Może nie dlatego wyglądam jak chory, bo takie są trendy i moja fanaberia, ale po prostu taki jestem, są miesiące, że wymiotuję, krwawię z jelit, bo jestem chory na autoimmunologię i nie mam czasu iść do szpitala, bo przecież jest deadline, tak? Chory nie chory, ale nie tak się umawialiśmy. Umowa to umowa. Kostiumy muszą być, wystawa musi się odbyć i z czegoś żyć trzeba.

Bardzo dobrze, że się stało jak się stało, bo ludzkie pojęcie już przeszło i przechodzimy. Może w końcu da Wam to coś do myślenia. Przede wszystkim trzeba samemu sobie gotować zdrowo i regularnie odżywiać się, pić dużo płynów, uprawiać ruch, a przede wszystkim nie kupywać. Żaden chłopak niedługo nie będzie hetero, jakaś baba niedługo lodówkę sobie wniesie na piętro gdzie skończy się feminizm. A ja się pytam, gdzie kończy się poszanowanie godności ludzkiej, co? Jesteśmy tu ze mną, ponieważ ja bez Was bym był nikim i takim pozostał. Jakimś no-name-mem, totalnym randomem czy czymś. Kto wie, może nadal jakimś człowiekiem z Końskich, jakimś zwykłym Tomkiem spod sklepu, a kto wie, może i wiochmenem kupującym beczułkę w lewiatanie, a co najgorsze głosującym na PiS. To, że nie jadłem nigdy sushi, nie oglądam filmów, seriali, mam podstawowe braki w znajomości kanonicznych dzieł kultury i słucham discopola to nie byłoby już takie egzotyczne, urocze, śmieszne i hot tylko żałosne i godne pogardy.

To naprawdę dla mnie bardzo ważne, że uratowaliście mnie z tej strasznej biedy, gdzie nie mógłbym sobie wiedzieć jak należy myśleć, głosować, nie byłbym mógł nie kupować niczego, uczestniczyć w kulturze, ani szyć. Fajnie, że wam się podobają moje gadżeciki, ciuszki, że mnie inspirujecie i followujecie i że do mnie piszecie, komentujecie. To dzięki Wam jestem tutaj. Tak więc piszcie, opowiadajcie mi o swoich problemach w dobie kwarantanny, ja się podzielę swoim doświadczeniem życiowym totalnego skraju i biedy, o której wy nawet nie śniliście, a którą musiałem wielokrotnie przejść przez swój życiorys, ale to na priv, bo serio to nie jest miejsce na jakąś prywatę. Ja oczywiście postaram się doradzić, odpisać i udostępnić, bo karma wraca do człowieka, chociaż czasami ja nie odpisuję na żadne wiadomości, bo ja już tego nie dźwigam.

No bo wiecie, jaka jest prawda, że ubranie jest bardzo ważne, ubranie zabija, ubrania prawdę ci powie o człowieku. Każde ubranie coś mówi. Jak chłop ci powie, że on się nie zna na kolorach i na ciuszkach to Mu uwierzysz? A skąd On nie wie jak się ubrać, żeby to nie był pedalski kolor. Tamta pani ubrała się tak, że trzeba odwrócić wzrok i na to się nie da patrzeć, a nie pomyślisz może, że właśnie umarła jej córka? Hmmm? Daje do myślenia? Moje ubrania może wyglądają na niepoważne i głupie, ale takie nie są i mi powiedziały wczoraj, że jak zaraza się skończy to nic się nie zmieni, znowu będzie można nie mieć refleksji, nie mówić, nie mieć czasu na nic, na myślenie, znów można będzie kupować, śledzić trendy, znowu będą prace, spektakle, tyle że o epidemii, znowu będą wystawy, tylko że o kwarantannie, znowu będzie fajnie, znowu będzie normalnie.

Jakub Gliński

Jest statycznie, ale miło. Siedzę cały czas w pracowni (sypialnię i pracownię mam w tym samym budynku). Bez pośpiechu, pobudka i śniadanie, zimny prysznic, ćwiczenia rozruchowe, obserwacja giełdy, malowanie obrazów, oglądanie z dziewczyną od nowa Trailer Park Boys, rozmowa telefoniczna z mamą, która jest pielęgniarką, koniec malowania ok. 2 w nocy. Generalnie czilera, ale… szykujmy się po tym wszystkim na gigantyczny kryzys gospodarczy.

Mirosław Bałka

Przemek Matecki

Oleg & Kaśka

Pomimo pandemii COVID-19, nasz system pracy tak właściwie niewiele się zmienił. Najbardziej odczuwalną zmianą jest dla nas zamknięcie wszystkich instytucji publicznych i ograniczony dostęp do pracowni oraz materiałów. Dlatego też postanowiliśmy zorganizować mini Biennale w warunkach domowych i z wykorzystaniem tego, co akurat pod ręką. Biennale rozprzestrzeniało się od naszej łazienki, przez salon, aż po kuchnię, nie przekraczając metrażu kawalerki (ok. 25m²). Nasza mała akcja powstała w ramach @self_house_residency, projektu zorganizowanego przez Magdalenę Morawik oraz Łukasza Horbówa. Udostępniamy więc na tę okazję nasz lodówkowy pawilon Viva Arte Viva!, by dodać wszystkim nieco otuchy i nadziei (bądź je odebrać) w tym trudnym czasie.

Katarzyna Oczkowska

Niby piekło to inni, ale jak się okazuje, można zupełnie niespodziewanie znaleźć się w gorszym miejscu. Jestem raczej w tej grupie osób, która bardzo ambiwalentnie i momentami w skrajny sposób przeżywa kwarantannę. Innymi słowy, od poczucia zwyczajności i wiary, że przecież wszystko będzie OK, przez długotrwałe poczucie derealizacji, problemy ze skupieniem, a wreszcie stany lękowe, po natychmiastową, afektywną konieczność różnych aktywności, robienia rzeczy, działania. Do tego wszystkiego psychoterapia przez telefon jest doświadczeniem bardzo szczególnym. A z krótkiego podsumowania, co fajnego bądź niefajnego – kwestia gustu – udało mi się zrobić to: ogarniam Instagrama, ale to robię zawsze, choć pewnego razu w akcie paniki i niezgody na rzeczywistość zerwałam kontakt ze światem na prawie dobę, wyłączając telefon i komputer, w końcu zrobiłam sobie TikToka, bo wcześniej nigdy nie miałam czasu, po raz trzeci obejrzałam wszystkie części Harry’ego Pottera (kto nie ma tego typu potrzeb, niech pierwszy rzuci kamieniem), zaczęłam riserczować materiały do tekstu, który chcę napisać o wideo Anety Grzeszykowskiej, wykorzystując do tego schizoanalizę Deleuze’a i Guattariego, zaczęłam czytać Zapiski dla zabicia czasu Kenkō z japońskiej serii Karakteru. I co najbardziej spektakularne z tego wszystkiego, to założyłam wraz z Kasandrą44 antykryzysowy duet Domatorki44, który ma ambicje duchowego przewodnictwa dla narodu (lubimy sobie podśpiewywać pod nosem, że nazywamy się Milijon). Domatorki44 infekują od środka popularny portal z – tak zwanymi – sex kamerkami, po to żeby odwrócić kamerkowy porządek i kontekst. Podczas dotychczasowych kilkugodzinnych performansów można było zobaczyć zabawy i przyjemne, i pożyteczne (buzia wraz z głosem, bez lusha). Bo obok permanentnego rejwu, miała miejsce i joga, i lektura Uwikłanych w płeć Judith Butler albo Dżumy Camusa, i demonstracje polityczne wraz ze skandowaniem haseł w ramach, tak zwanych, privów (w odpowiedzi na użycie trybu rozkazującego w odniesieniu do zademonstrowania nagiego ciała). No, a co tam u was?

Marek Sobczyk

Michał Szota

Ściółka leśna, struktura wątroby, preferencje wyborcze. Rozmowa z Tymkiem Borowskim Z Tymkiem Borowskim rozmawia Janek Owczarek CZYTAJ!

Tymek Borowski

SZUM pyta „jak przetrwać?” Technicznym pytaniom należą się techniczne odpowiedzi Załączam screen z programu Folding@home, który od paru dni pracuje u mnie non-stop. Program włączy Waszego kompa do rozproszonego, najpotężniejszego na świecie superkomputera (26.03 sieć przekroczyła próg 1 exaFLOP’a, 10x więcej, niż największy dotychczasowy superkomputer) – udostępni moc procesora i GPU (których na 100% używasz i tak z reguły tylko przy wymagających gierkach) biologom molekularnym rozpracowującym konstrukcję wirusa, żeby wydizajnować lekarstwo na COVID-19. Program jest super prosty w obsłudze, klikasz „Fold” i działa. A jak już razem poradzimy sobie z koroną, to nie kasujcie. Wasz komp będzie znajdował lekarstwa na raka i inne takie. Wszyscy inwestujemy kupę pieniędzy w niesamowicie zaawansowany sprzęt, który przez 90% czasu leży odłogiem, zróbmy z niego użytek. Szczegóły i program tu: https://foldingathome.org/.

Konrad Żukowski

Moja mama mówi, że wszystko to co jest teraz, przewidziałem swoimi obrazami wcześniej. Tak też jest. Przygodę z quarantanną zacząłem od namalowania obrazu corona virus 2,5 x 3 m. Kolejną popełnioną pracą, datowaną na brak mydła i papieru w Rossmanie, jest chcę zostać batmanem 190 x 170 cm. Na pierwszym obrazie przypadkowo namalowałem karuzelę dla szkieletów. Przerysowałem ją poźniej na kartkę, następnie zrobiłem rzeźbę. Robiąc zapasy jedzenia kupiłem również 50 kg gipsu dentystycznego. Wykonałem dwie kolejne rzeźby. Trzymacz żelki oka z żabki oraz zawartość mojej głowy o 3 w nocy podczas pandemii. Rzeźby w późniejszym czasie planuję odlać w metalu. Planuję powrócić do malarstwa. Gram dużo w GTA V.

Konrad Żukowski, „samolot, uśmiechnięta buźka, słoneczko”
Konrad Żukowski, „korona wirus”, olej na płótnie, 250 x 300 cm
Konrad Żukowski, „chcę zostać batmanem”, olej na płótnie, 190 x 170 cm

Zofia Krawiec

Marek Rachwalik

No i co tam, katolickie obesrołki? U mnie gra, choć kostki na łapach mi popękały od ciągłego mycia i cinżko bedzie dać w ryja nawet cherlawemu pozerowi z miasta. Po wsi gadajom, że 60 procent populacji zdechnie, bo tak Merkel powiedziała. Gdyby wasz bóg był fajny, to nie musielibyśmy tera siedzieć w zatęchłych izbach jak myszy po norach. Dlatego skonstruował żem trójkołowca do walki z nim, aby po 2000 lat uciemiężeń wreszcie się uwolnić. Machina będzie oczywiście black/death metalowa, przecież nie będę słuchał synthpopu jak jakaś baba (albo jazzu, jak stara baba).

Marek Rachwalik, „Autoportret na tle black/death metalowej machiny do walki z bogiem”

Paweł Śliwiński

Paweł Śliwiński, „Hospital Waiting Room” olej na płótnie, 60 x 50 cm, 2013

Katarzyna Przezwańska

Izabela Chamczyk

Jak żyć w czasie pandemii i nie zwariować albo jak zwariować? Gdzie jest ta granica?
Jak zachować swoją codzienność w koronie?
Jak ją nosić ?
Gdzie się nie dotykać?
Jak się nauczyć oddychać bez nabierania powietrza?
Jak się przywyczaić?
Którędy iść?
Jak zrozumieć, że nie ma już nic?
Jak przestać myśleć o jutrze i się nie bać, jednocześnie bojąc się?
Jak się nie pozabijać i dać upust swoim morderczym instynktom?
Ile pić wody?
Po co jest sztuka w czasach zarazy?
Jak przekraczać granice, jak ich nie przekraczać?

Performance w Galerii Entropia we Wrocławiu jest odpowiedzią na wszystkie pytania w pandemii.

Dominika Kowynia

Moment, w którym ogłoszono zalecanie dotyczące izolacji, pamiętam już niewyraźnie, mimo upływu zaledwie trzech tygodni. To było wtedy, kiedy byłam bardzo rozpędzona i myślałam o tym, że czekają mnie dwie indywidualne wystawy w najbliższych miesiącach, co powodowało duży stres.

Poczułam rodzaj ulgi, tym bardziej, że chyba słabo docierała do mnie powaga sytuacji. Przespałam z dwie doby snem pełnym szczęścia, że nikt ode mnie nic nie może teraz chcieć (na tak zwane już).

W kolejnych dniach przeniosłam najpotrzebniejsze materiały z pracowni wynajmowanej w centrum do nielegalnej suszarni naprzeciwko mieszkania. Rzutem na taśmę namalowałam obraz w pewnym sensie dotyczący bieżącej sytuacji i byłam z niego raczej zadowolona. Ale zaraz potem nastąpiła przerwa, która trwa już dziesiąty dzień. Nie jestem zdołowana, ale chyba powoli dociera do mnie, co się dzieje, co nie pozwala mi w pełni kontynuować malowania w moim normalnym trybie. Nie umiem udawać przed sobą, że są niby wakacje i chyba nie chciałabym też, żeby obecny moment pozostał zupełnie bez wpływu na moją pracę. To jednak musi przyjść naturalnie, a nie jako obowiązek reporterski. U mnie, nie wiem jak u innych.

Nie jestem optymistką. Rozmowa z Dominiką Kowynią Z Dominiką Kowynią rozmawia Piotr Policht CZYTAJ!

Nie kupuję tych wszystkich opowieści umiejscawiających obecną sytuację w jakimś ponadczasowym sensie. Prawdę powiedziawszy, zawsze mnie takie robione na gorąco interpretacje żenowały i strach ani o milimetr nie zmniejsza mojego poczucia obciachu, kiedy czytam, że Ziemia właśnie daje nam znak i że zmądrzejemy, zwłaszcza jeśli ta teoria umoczona jest w sosie samorozwoju. Czasem tylko myślę, że możemy spróbować na podstawie tego doświadczenia zbudować jakiś lepszy system zaradczy, który byłby pomocny w starciu z kryzysem klimatycznym. Obecny wydaje się fikcją, widać dosyć wyraźnie naszą bezsilność. I choć nie jestem optymistką, to bardzo chciałabym, żeby się udało, żebyśmy jak najliczniej przeżyli, no i żebyśmy nie dali się pod wpływem lęku o życie jeszcze bardziej zmanipulować tej władzy. Ciężkie zadanie na czas siedzenia w domu.

Ten moment oczywiście jest, oprócz ewidentnego tragizmu, bardzo interesujący poznawczo. Dlatego staram się nie reagować na nic zbyt szybko i nauczyć się koncentrować na nowo w tym dziwnym, nagle pozyskanym i zawieszonym czasie.

Ciekawe jest dla mnie obserwowanie w mediach społecznościowych jak radzą sobie inni ludzie, artyści i artystki. Wydaje mi się, że w zależności od wieku i stopnia artystycznego spełnienia dzieje bardzo różnie – klasycy i klasyczki są chyba najbardziej zrelaksowani, może nawet czują satysfakcję z tego, że wszystko stanęło w miejscu. Zachwycają mnie działania w internecie – profile najmłodszego pokolenia, które zaczęły błyskawicznie kiełkować na instagramie i dają złudzenie równowagi, tak jakby nic nie mogło zostać zamknięte naprawdę, bo jak się w jednym miejscu ściśnie, to w drugim wychodzi. Najbardziej wzruszyła mnie wystawa w lodówce duetu Oleg i Kaśka na profilu self_house_residency.

Jak przeżyję, to opowiem i namaluję więcej.

suszarnia-pracownia, fot. Wiktor Trias

Kamil Pierwszy

Kamil I, „Przypuszczam, że robię to, by udowodnić, że istniejesz”
Kamil I, „Przypuszczam, że robię to, by udowodnić, że istniejesz”

Krzysztof Piętka

Krzysztof Piętka, „Żyjący w dwóch światach”, 110 x 130 cm, 2019

Martyna Czech

Martyna Czech, „Lala też umiera sama”, olei j akryl na płótnie, 150 x 100 cm, 2020

Maciej Chorąży

Maciej Chorąży, „No Scrubs”

Magdalena Starska

Mikołaj Sobczak

Król Mikołaj Niepowściągliwy. Wokół „Nowego Królestwa” Mikołaja Sobczaka "Nowe Królestwo" Mikołaja Sobczaka w Polana Institute recenzuje Stach Szabłowski CZYTAJ!

W czasie kwarantanny pracuję więcej niż zwykle. Jakbym starał się zrekompensować sobie nieobecność przyjaciół tworzeniem kolejnych obiektów. Zacząłem czytać Biesy Dostojewskiego, ponieważ tytuł zawierał w sobie obietnicę jakiejś grupy, czy raczej „nielegalnego zgromadzenia”, którym wypełniam swoje kolejne prace. Chcę, aby było nas dużo i abyśmy razem zatańczyli nad zwłokami późnego liberalizmu. A w sztuce marzenia stają się rzeczywistością, prawda?

Zastanawiam się, czy pandemia przyniesie trwalsze konsekwencje przez swoją wymuszoną izolację. Przyszedł moment, w którym możemy sobie wyraźnie zdać sprawę, jak bardzo przeterminował się kult indywidualizmu doby neoliberalizmu. Slogany typu: „Jesteś kowalem własnego losu”, „Tylko dzięki swojej ciężkiej pracy dojdziesz na szczyt” brzmią nareszcie jak pokrzykiwania wariata, którego niedawno nazywaliśmy „coachem”. Okazuje się, że niewiele zależy od nas samych. Ta świadomość wymaga od nas zrobienia kroku w stronę wspólnotowości. I czy to będzie właśnie ten krok, kiedy już wyjdziemy ze swojej kwarantanny?

Mikołaj Sobczak, pracownia
Mikołaj Sobczak, pracownia
Mikołaj Sobczak, pracownia
Mikołaj Sobczak, pracownia

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też