15.02.2019

Moment zawieszenia. O przyszłości Bunkra Sztuki z Agatą Biskup, Moniką Drożyńską, Anną Lebensztejn, Ewą Łączyńską-Widz i Jarosławem Suchanem

Arkadiusz Półtorak
Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, fot. Zygmunt Put/ Wikimedia Commons
Moment zawieszenia. O przyszłości Bunkra Sztuki z Agatą Biskup, Moniką Drożyńską, Anną Lebensztejn, Ewą Łączyńską-Widz i Jarosławem Suchanem
Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, fot. Zygmunt Put/ Wikimedia Commons
Obecna sytuacja jest rezultatem kryzysu, który wynika z tego, że władze miasta zdają się zupełnie inaczej rozumieć misję i rolę Bunkra niż środowisko wokół niego skupione. Można wykorzystać ten czas na dyskusje, negocjacje, wzajemne poznawanie swoich racji i wspólne wypracowanie nowej formuły działania.

Arkadiusz Półtorak: Pół godziny temu wyszliście z biura Jacka Majchrowskiego, który przyjął was, by rozmawiać o przyszłości Galerii Bunkier Sztuki w Krakowie. Jaki z waszej perspektywy był cel tego spotkania?

Monika Drożyńska: Przyszliśmy do prezydenta, żeby zapobiec fuzji Bunkra z MOCAK-iem, czyli faktycznej likwidacji tej pierwszej instytucji. Jako przedstawicielka Towarzystwa Osób Kibicujących Galerii Bunkier Sztuki chciałam przedstawić nasz plan dotyczący przyszłości galerii. Uważamy, że galeria to nie budynek, lecz osoby, które ja tworzą. Nasz główny postulat to znalezienie osoby, która zajęłaby się profesjonalnie remontem budynku. Podczas przebudowy zespół osób odpowiedzialnych za program mógłby realizować go w przestrzeni miejskiej, a po zakończonym remoncie można będzie ogłosić konkurs na dyrektora Galerii.

Anna Lebensztejn: Chcieliśmy też zapobiec „unii personalnej”, która naszym zdaniem oznacza dokładnie to samo w praktyce.

Ewa Łączyńska-Widz: Chodziło też, wreszcie, o to, by zaproponować alternatywne rozwiązania – otworzyć przestrzeń mediacji pomiędzy Urzędem Miasta, pracownikami Bunkra i środowiskiem.

Jarosław Suchan: Wypada nadmienić na wstępie, że do spotkania doszło z inicjatywy pracowników i związanych z Krakowem artystów. My, ja i Ewa, postanowiliśmy wesprzeć tę grupę, mając jakąś wiedzę na temat kierowania instytucjami, a przy tym mogąc spojrzeć na całą sytuację „z boku”.

Od kilkunastu lat nasila się proces centralizacji życia artystycznego – zasysania przez stolicę najbardziej aktywnych twórców, kuratorów czy krytyków. Dlatego trzeba raczej wzmacniać lokalne instytucje, dbać o ich zróżnicowanie i programową wyrazistość, a nie marginalizować je, na przykład poprzez sprowadzanie do roli muzealnego oddziału.

Z Bunkrem Sztuki łączą was jednak silne więzi.

J.S.: To prawda. Ewa współpracuje bardzo blisko z krakowskim środowiskiem, a ja przez jakiś czas kierowałem Bunkrem. Oboje podzielamy też zdanie inicjatorów spotkania, że połączenie dwóch omawianych instytucji nie przysłuży się artystycznej scenie Krakowa.

M.D.: Zresztą nie tylko Krakowa. Bunkier Sztuki jest częścią polskiej powojennej historii sztuki – to byłaby strata dla całego kraju.

J.S.: To prawda. W Polsce poza Warszawą nie ma zbyt wielu dużych instytucji, które posiadają odpowiednią przestrzeń, kompetentny zespół, wyrazisty program i mogą dzięki swojemu potencjałowi stanowić oparcie dla aktywnych w danym miejscu artystów. Osłabianie instytucjonalnej infrastruktury – a w moim przekonaniu tym skutkowałoby połączenie Bunkra z Muzeum – to zatem działanie na rzecz dalszego osłabiania lokalnych scen. Od kilkunastu lat nasila się proces centralizacji życia artystycznego – zasysania przez stolicę najbardziej aktywnych twórców, kuratorów czy krytyków. Dlatego trzeba raczej wzmacniać lokalne instytucje, dbać o ich zróżnicowanie i programową wyrazistość, a nie marginalizować je, na przykład poprzez sprowadzanie do roli muzealnego oddziału.

E.Ł.-W.: Kraków czy Łódź są jednak metropoliami w porównaniu z Tarnowem, gdzie sama pracuję, a świetne galerie z dawnej sieci Biur Wystaw Artystycznych działają w miejscowościach jeszcze mniejszych niż Tarnów. Obawiam się, że połączenie dawnego BWA w Krakowie z MOCAK-iem mogłoby stać się niebezpiecznym wzorcem postępowania szczególnie dla samorządów w tych małych ośrodkach, które stale borykają się z niedoborem środków na kulturę.

Z czego wynika postępująca centralizacja życia artystycznego w Polsce?

J.S.: Właśnie między innymi z tego, że Warszawa oferuje najbardziej rozbudowane zaplecze instytucjonalne – sieć galerii, główne media zajmujące się sztuką, no i trzy potężne instytucje: Zachętę, MSN i CSW. To nagromadzenie tworzy masę krytyczną – dlatego wielu kuratorów czy artystów, którzy na poważnie myślą o swojej zawodowej przyszłości, prędzej czy później ulega czarowi stolicy. Taka centralizacja nie jest jednak ani nieuchronna, ani nieodwracalna. Jeszcze kilkanaście lat temu mieliśmy w Polsce naprawdę silne lokalne sceny artystyczne. One zniknęły albo skurczyły się między innymi przez złą politykę instytucjonalną.

Trudno wyobrazić sobie, aby omawiane zmiany personalne nie wpłynęłyby na ujednolicenie programu Bunkra Sztuki z programem MOCAK-u. Wynika to ze specyfiki pracy w instytucjach zajmujących się sztuką współczesną, gdzie dyrektorzy mają ogromny wpływ na kształtowanie programu.

Mówicie, że polityka Jacka Majchrowskiego uderza w dobrostan galerii miejskiej i lokalnego środowiska – prezydent i Maria Anna Potocka powtarzali jednak w wywiadach, że mówienie o osłabianiu Bunkra to mrzonki. Na potwierdzenie swojego stanowiska przytaczali przykłady łączenia instytucji w innych krajach, np. Muzeum Belvedere i 21er Haus w Wiedniu. Ich zdaniem fuzja nie musi oznaczać zacierania tożsamości ani „osłabiania” jednej z placówek.

E.Ł.-W.: Przytaczanie przykładów z takich ośrodków jak Wiedeń wydaje się nie na miejscu. Stolica Austrii może przecież pochwalić się dużo bogatszą siecią instytucji artystycznych niż Kraków. W największym mieście Małopolski są tylko dwie placówki, które zajmują się sztuką współczesną – doprowadzenie do „unii personalnej” w Bunkrze i MOCAK-u oznaczałoby zatem eliminację pluralizmu w życiu instytucjonalnym Krakowa, którą trudno zaakceptować, kiedy weźmie się pod uwagę, że w mieście żyje, pracuje i kształci się bardzo wielu artystów.

J.S.: Dodałbym, że na świecie jest dużo więcej przykładów miast, w których zwiększa się liczba samodzielnych instytucji, niż takich, w których instytucje się łączy. To fuzje są wyjątkami, a dywersyfikacja instytucjonalna standardem, i to chyba o czymś świadczy.

Prezydent w wywiadzie udzielonym dla TVP Kraków podkreśla jednak, że „unia personalna” między Bunkrem Sztuki i MOCAK-iem to ledwie kwestia administracyjna – pomimo tej unii muzeum pozostanie muzeum, a galeria galerią.

A.L.: Pula dotacji ministerialnych dla instytucji zajmujących się sztuką współczesną jest jednak ograniczona. Jeżeli unia nastąpi, niechybnie dojdzie do sytuacji, w których jedną placówkę trzeba będzie potraktować po macoszemu. Trzeba będzie zdecydować, którą z możliwych aplikacji o nowe fundusze potraktować w sposób priorytetowy – lub spośród projektów rozwijanych równolegle w obu placówkach wybrać ten, który zasługuje na lepszą promocję. Są to konkretne problemy decyzyjne, które z łatwością mogą stać się zarzewiem konfliktu interesów pomiędzy jednostkami.

Agata Biskup: Ale to nie wszystko. W trakcie spotkania z prezydentem zwróciliśmy uwagę, że trudno wyobrazić sobie, aby omawiane zmiany personalne nie wpłynęłyby na ujednolicenie programu Bunkra Sztuki z programem MOCAK-u. Wynika to ze specyfiki pracy w instytucjach zajmujących się sztuką współczesną, gdzie dyrektorzy mają ogromny wpływ na kształtowanie programu. W związku z tym obsadzanie rozpoznawalnych kuratorów – takich jak Maria Anna Potocka – w roli „menedżerów od przebudowy”, od których w żadnym stopniu nie zależą kwestie merytoryczne, wydaje się wątpliwym ruchem.

Arkadiusz Półtorak: Maria Anna Potocka spekulowała w wywiadzie dla Radia Kraków, że opiekę nad programem Bunkra można by powierzyć co roku innemu kuratorowi…

M.D.: Dlaczego zmieniać kuratora co rok – by osłabić instytucję i wprowadzić w jej funkcjonowanie chaos? Warto podkreślić, że skala jednego roku jest z pewnością niewystarczająca w pracy ze środowiskiem i dla środowiska.

A.B.: Trudno też oczekiwać od zapraszanych kuratorów, że zdecydują się porzucić na rok inne, niekiedy bardziej długofalowe projekty, i podejmą próbę wypracowania programu na najwyższym poziomie w tak krótkim okresie czasu.

J.S.: Nie to jest największym problemem. Mnie dużo trudniej wyobrazić sobie sytuację, w której instytucja co roku radykalnie zmienia swój profil programowy – a taka intencja, jak rozumiem, stoi za omawianym pomysłem. Pozycja i wiarygodność instytucji budowane są w oparciu o programową konsekwencję, którą potwierdza się przez lata. No chyba, że tutaj kuratorzy będą dobierani pod kątem zgodności ich koncepcji z ramą ideową, którą przyjęto z góry. Ale jeśli tak, to kto będzie o niej decydował? Zapewne dyrektor – no i wracamy do punktu wyjścia.

A.L.: Prezydent zadeklarował jednak, że program galerii i wypracowanie w czasie remontu jej nowej formuły jako galerii miejskiej to coś, o czym chciałby osobiście dyskutować z zespołem i przedstawicielami środowiska. Dlatego zaprosił nas na kolejne spotkanie, które ma odbyć się trzynastego marca. Poprosił o przygotowanie konkretnych propozycji.

Arkadiusz Półtorak: Jak odnosicie się do tej propozycji?

M.D.: Umówiliśmy się wstępnie na rozmowę. My, Towarzystwo Osób Kibicujących Galerii Bunkier Sztuki, uzależniamy jednak to, czy weźmiemy w niej udział i jakie tematy podniesiemy na spotkaniu od tego, co wydarzy się w kolejnych dniach. Przypomnę, że przyszliśmy dzisiaj do prezydenta po to, by przeciwstawić się obsadzeniu Marii Anny Potockiej w roli dyrektorki Bunkra Sztuki. Propozycja dyskusji na temat programu, którą wysunął prezydent, wydaje mi się próbą odwrócenia uwagi od realnego problemu. Nie wyobrażam sobie, jak jedna osoba mogłaby trzymać pieczę nad realizacją dwóch odrębnych programów w dwóch odrębnych instytucjach. I trudno mi wyobrazić sobie rolę Towarzystwa w pracy nad programem, gdy dyrektorką Bunkra zostanie Maria Anna Potocka.

A.L.: Powodzenie dyskusji programowych zależy w dużej mierze od tego, czy prezydentowi uda się wypracować atmosferę, w której pracownicy Bunkra nie będą obawiali się o swoje miejsca pracy. Maria Anna Potocka podjęła temat redukcji etatów w niedawnym wywiadzie dla Radia Kraków. To budzi pewne obawy. Być może dalsze rozmowy z prezydentem okażą się jednak szansą na wypracowanie nowego modelu funkcjonowania galerii, który będzie można wdrożyć po remoncie. Z dzisiejszej wymiany zdań wynika, że po przebudowie Bunkier pozostanie autonomiczną instytucją – według deklaracji prezydenta do „głębokiej” fuzji Bunkra z MOCAK-iem nie dojdzie. Drugi wniosek z dzisiejszej konwersacji jest taki, że możliwe będzie funkcjonowanie instytucji w trakcie remontu. Na tym nam, członkom zespołu, bardzo zależy. Brak stałej siedziby nie musi być wcale przeszkodą w działaniu galerii. Może stać się okazją do wypracowania nowych jakości we współpracy z innymi aktorami na kulturalnej scenie miasta, do działania w przestrzeni publicznej i dalszego sondowania potrzeb lokalnego środowiska.

Bunkier od lat wyróżnia autorefleksyjność; projekty, w których rozpoznaje się tożsamość instytucji, stawia pytania o jej status czy rolę odgrywaną w polu sztuki. Ważna jest też umiejętność łączenia perspektywy lokalnej z międzynarodową. No i wreszcie – zwłaszcza od czasów, gdy galerią kierował Piotr Cypryański – silne związki z aktywizmem.

W Amsterdamie wciąż dobrze wspomina się czasy remontu Stedelijk Museum, kiedy sławna placówka organizowała wydarzenia we współpracy z lokalnymi galeriami, kolektywami aktywistów, a nawet klubami nocnymi…

J.S.: Przebudowa to moment zawieszenia – można wykorzystać go na to, na co przy normalnym funkcjonowaniu instytucji na ogół brakuje czasu. To świetna okazja, żeby zastanowić się nad tym, czym ta galeria powinna być w przyszłości. Obecna sytuacja jest rezultatem kryzysu, który wynika z tego, że władze miasta zdają się zupełnie inaczej rozumieć misję i rolę Bunkra niż środowisko wokół niego skupione. Można wykorzystać ten czas na dyskusje, negocjacje, wzajemne poznawanie swoich racji i wspólne wypracowanie nowej formuły działania.

Co byłoby jednak warte zachowania z dotychczasowej formuły? Mówiliście o długotrwałym budowaniu „DNA” instytucji jako pewnej wartości… Co decyduje o „DNA” Bunkra Sztuki?

J.S.: Myślę, że Bunkier od lat wyróżnia autorefleksyjność; projekty, w których rozpoznaje się tożsamość instytucji, stawia pytania o jej status czy rolę odgrywaną w polu sztuki. Ważna jest też umiejętność łączenia perspektywy lokalnej z międzynarodową. No i wreszcie – zwłaszcza od czasów, gdy galerią kierował Piotr Cypryański – silne związki z aktywizmem.

E.Ł.-W.: Ponadto Bunkier Sztuki może pochwalić się wyjątkowymi osiągnięciami w zakresie edukacji artystycznej. Warto też wspomnieć projekt „Sejsmograf”, nad którym sama pracowałam wspólnie z zespołem Bunkra, a także z BWA Sokół w Nowym Sączu i BWA w Katowicach. Jego celem było, mówiąc najprościej, poznawanie młodych artystów, którzy nie mają możliwości prezentacji swojej sztuki w muzeach takich jak MOCAK, z kuratorami z Polski i zagranicy. Z perspektywy partycypujących twórców był to projekt bez precedensu i bez porównania, a zainicjowała go właśnie krakowska galeria.

A.B.: W Bunkrze rozpoczęliśmy właśnie prace nad publikacją, która ma na celu podsumowanie trzyletniej historii „Sejsmografu”.

Chwalicie inicjatywy adresowane do środowiska twórczego. W mediach pojawiają się tymczasem głosy – m.in. z ust Marii Anny Potockiej – że program Bunkra był w ostatnich latach za bardzo „wsobny”, „zamknięty”…

J.S.: Potrzebne są instytucje o różnych funkcjach i różnie zdefiniowanych publicznościach. Takie, których program adresowany jest do szerszej publiczności i łączy się z misją upowszechniania sztuki – i takie, których zadaniem jest wspieranie i stymulowanie środowiska artystycznego. Do wypełniania tego ostatniego zadania znacznie bardziej niż muzea predystynowane są placówki o charakterze kunsthalle, czyli właśnie takie jak Bunkier. Co jest kolejnym argumentem przemawiającym za tym, by tych dwóch instytucji nie łączyć…

M.D.: Dodam, że my, artyści i artystki, jesteśmy również mieszkańcami tego miasta. Dla wielu z nas Bunkier Sztuki jest nie tylko miejscem pracy, ale i miejscem nawiązywania ważnych relacji międzyludzkich. Zgaduję, że podobnie postrzega to miejsce mój syn, który od pierwszych lat swojego życia spędził tam dużo czasu, a także mój ojciec, który zaprowadził mnie po raz pierwszy do krakowskiego BWA, kiedy sama byłam dzieckiem i nie planowałam jeszcze studiów na Akademii Sztuk Pięknych. Skądinąd, tę opuszcza co roku bardzo wielu absolwentów. Szkoda by było, gdyby odebrano im szansę na rozpoczęcie kariery w tym samym mieście, w którym studiowali.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też