26.03.2020

Żywe metafory. Dwie wystawy o chorobach

Wiktoria Kozioł
Tekst opublikowany w magazynie Szum 28/2020
„HIVstorie: Żywe polityki”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka
Żywe metafory. Dwie wystawy o chorobach
„HIVstorie: Żywe polityki”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka

W Polsce wystaw, w których kwestie artystyczne schodzą na dalszy plan, a prym wiodą problemy o charakterze antropologicznym, jest tyle co kot napłakał. Sztuki wizualne, obok przekazów dokumentalnych i przedmiotów, są wtedy tylko jednym z narzędzi podporządkowanych celom edukacyjnym i aktywistycznej skuteczności. Dlatego zorganizowane niemal równocześnie Kreatywne stany chorobowe: HIV, AIDS, RAK w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu oraz HIVstorie: Żywe polityki w ramach Biennale Warszawa to wydarzenia w skali kraju niezwykłe. Wyjątkowa jest również problematyka obu projektów, nieobecna w polu sztuki od na poły mitycznej wystawy Ja i AIDS (1996, kuratorzy: Grzegorz Kowalski, Katarzyna Kozyra, Artur Żmijewski) w kinie Stolica. Takich wystaw w Polsce po prostu nie było.

 

Zabić Kotana

W „gęstych czasach” lat 90., zaraz po przełomie, wokół AIDS wiele się działo: z jednej strony rosły nadzieje aktywistów i poczucie przynależności do wspólnoty, z drugiej panowały dezinformacja, panika i strach[1]. Zofia Kuratowska, lekarka i autorka pierwszej książki o AIDS w Polsce, pisała: „Próbuje się tragiczną chorobę wykorzystać jako narzędzie prymitywnej propagandy politycznej i jako sposób pozbycia się ze społeczeństwa niewygodnych ludzi”[2]. Monar planował stworzenie odrębnych ośrodków dla osób zakażonych, co za każdym razem spotykało się z ostrymi reakcjami mieszkańców miejscowości, w których powstawała placówka. Manifestanci wywieszali transparenty w rodzaju: „Przecz z pedałami” czy „Zabić Kotana” [Marka Kotańskiego, założyciela Monaru], w podwarszawskich Laskach podpalono wyremontowane budynki dla seropozytywnych matek z dziećmi[3].

Nie sprzyjała też mówieniu o chorobach narracja ery „dzikiego kapitalizmu”. Na początku dekady w prasie nie występowały prawie żadne komunikaty dotyczące chorób4. Rubryki o zdrowiu pojawiły się dopiero około roku 1995, kiedy ciało zaczęto przedstawiać jako inwestycję na przyszłość[5]. Jak relacjonowała socjolożka Beata Łaciak, nowością w gazetach były wtedy artykuły o „wygranych”, którzy mimo choroby lub niepełnosprawności osiągnęli szeroko rozumiany sukces: czterokrotnie okrążyli Polskę na wózku inwalidzkim, mimo raka piersi nie zrezygnowali z pracy i tym podobne. Teksty okraszano ogólnikami, że jeśli bardzo się czegoś pragnie, wszystkie marzenia się spełniają6. Pułapką takiego myślenia jest oczywiście życzeniowość. Nikt nie stawiał wówczas pytania, czy nie należy w czasie choroby odpocząć, nikt nie pisał, że nie nad wszystkim da się przejąć kontrolę.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 28. numerze Magazynu „Szum”.

[1] Termin „gęste czasy” został opisany na wystawie HIVstorie. Zob. Polska. Gęste czasy: protesty i mobilizacje w latach 90. XX wieku, [w:] HIVstorie: Żywe polityki, katalog wystawy, Humbold Universität zu Berlin, Berlin 2019 – Biennale Warszawa, Warszawa 2020, s. 25.
[2] Cyt. za: Zofia Kuratowska, AIDS: nowa choroba, Omega, Warszawa 1986, s. 9.
[3] Violetta Krawczyk-Wasilewska, AIDS: studium antropologiczne, Wydaw-nictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2000, s. 57.

[4] Sylwia Breczko, Polityzacja ciała. Między dyskursem publicznym a teorią socjologiczną, Nomos, Kraków 2013, s. 141.
[5] Tamże, s. 155.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 28/2020

Zobacz też