25.03.2022

Tasowanie kolekcji. „Ćwiczenia ze sztuki” w Muzeum ASP w Warszawie

Piotr Kosiewski
Jarosław Modzelewski, „Stereo. Parapet lewy, parapet prawy”, 2010, Kolekcja Krzysztofa Musiała, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
Tasowanie kolekcji. „Ćwiczenia ze sztuki” w Muzeum ASP w Warszawie
Jarosław Modzelewski, „Stereo. Parapet lewy, parapet prawy”, 2010, Kolekcja Krzysztofa Musiała, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
Autorki wystawy – Jolanta Gola i Agnieszka Szewczyk – zaproponowały ahistoryczną ekspozycję, w której kolekcję potraktowano jako określony „zasób, którego potencjał może budować alternatywne narracje o polskiej sztuce powojennej”. Stąd obecność na wystawie dzieł bardzo znanych artystek i artystów, jak i dziś zapomnianych lub pomijanych. Są także prace studenckie.

Wystawa Ćwiczenia ze sztuki w Muzeum ASP w Warszawie jest propozycją opowiedzenia poprzez własne zbiory o historii Akademii, ale też o sztuce polskiej minionego wieku. Muzeum powstało w 1985 roku z inicjatywy Wojciecha Włodarczyka. Przez pierwsze lata funkcjonowało w Pałacu Czapskich w przestrzeniach od strony ulicy Traugutta. Później ustąpiło miejsca galeriom: Appendix, a ostatnio Salonowi Akademii. W międzyczasie współorganizowało ważne wystawy w Zachęcie: Powinność i bunt. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 1944–2004 (kuratorzy: Grzegorz Kowalski, Maryla Sitkowska) oraz w 2012 roku Sztuka wszędzie. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 1904–1944 (kuratorka: Maryla Sitkowska). Teraz powraca z kolekcją może nie stałą, ale eksponowaną przez dziewięć miesięcy. Jest to zresztą jedyna obecnie wystawa w Warszawie – po zlikwidowaniu Galerii Sztuki Polskiej XX i XXI wieku w Muzeum Narodowym – pozwalająca zobaczyć przekrojowo sztukę minionego stulecia. Po jej zamknięciu, już po wakacjach, do Pałacu Czapskich wrócą regularne wystawy czasowe organizowane przez Muzeum ASP.

Same zbiory są bardzo niejednolite. Są wśród nich prace studenckie, dzieła w różnym czasie nabyte lub ofiarowane, m.in. spuścizna po zmarłym tragicznie w 1968 roku Henryku Morelu, archiwa Gruppy, zespół Zakładów Artystyczno-Badawczych czy zbiory ceramiki, mebli i plakatu. Są wreszcie depozyty, m.in. z kolekcji Krzysztofa Musiała.

Autorki wystawy musiały zmierzyć się z tą różnorodnością, a jednocześnie niekompletnością zbiorów. Zaproponowały ahistoryczną ekspozycję, w której kolekcję potraktowano jako określony „zasób, którego potencjał może budować alternatywne narracje o polskiej sztuce powojennej”. Stąd obecność na wystawie dzieł bardzo znanych artystek i artystów, jak i dziś zapomnianych lub pomijanych. Są także prace studenckie. Niektóre zresztą, jak dzieła dyplomowe Edwarda Dwurnika czy Ryszarda Winiarskiego, pokazują, jak wcześnie niektórym udawało się wypracować własną formułę. Ćwiczenia ze sztuki są wreszcie opowieścią o tworzeniu kolekcji samego muzeum – nieprzypadkowo podstawowym opisom dzieł towarzyszą informacje o ich pochodzeniu. A ścisły jego związek z ASP znaczniej mierze zdefiniował charakter zbiorów, skupionych wokół twórczości artystów – pedagogów uczelni, jej studentów oraz samej istoty procesu edukacyjnego.

Wystawa pokazuje jak trudnymi dziś stały się gatunki artystyczne, które jak niegdyś martwa natura, miały niemalże wywrotowy potencjał przełamywania akademickich hierarchii. Podobnie jak popadający w banał w ostatnich dekadach portret.

Sama wystawa nie jest obszerna – zajmuje jedynie trzy sale. Jednak liczba prac i ich różnorodność jest imponująca: zabrano prace ponad 80 artystek i artystów. Odejście od chronologii pozwoliło pokazać model edukacji artystycznej na warszawskiej Akademii, to, co łączyło ją z podobnymi artystycznymi uczelniami, a co czyniło ją unikatową. Trudno było zresztą przekonująco opowiedzieć w tak niewielkiej przestrzeni historię całej ASP, poczynając od założonej w 1904 roku Szkoły Sztuk Pięknych jako prywatnej uczelni, od 1923 funkcjonującej pod zarządem odrodzonego państwa (w 1932 roku uzyskała status Akademii) po czasy III RP. Jednak przyjęty przez autorki wystawy klucz doboru prac sprawił – co warto podkreślić – że wiele istotnych aspektów z ponad 100-letniego ASP zostało pominiętych (jak legendarna szkoła plakatu), jednak odpowiada to przyjętej przez autorki formule. Niemniej warto zauważyć, że Ćwiczenia ze sztuki pomijają ważne rozróżnienie na akademię-instytucję i akademię-środowisko. Między nimi przez kolejne dekady istniało stałe napięcie i nadal ważne są pytania, które postawił Grzegorz Kowalski w rozmowie w „Tygodniku Powszechnym” przy okazji wystawy Powinność i bunt w 2004 roku: „Na ile środowisko i w jakich okresach utożsamiało się z akademią? A na ile było w opozycji wewnętrznej do instytucji?”.

Kluczem do obecnej prezentacji, jak podkreślają autorki wystawy, stały się ćwiczenia akademickie, najbardziej typowe dla procesu edukacji artystycznej – jak akt, martwa natura, pejzaż czy portret, ale też mniej oczywiste, jak przestrzeń. Tym pierwszym, tradycyjnie obecnym w każdej szkole artystycznej poświęcono największą salę na wystawie, a już sama jej aranżacja, z pracami powieszonymi rzędami jeden nad drugim przypomina zwyczajowe uczelniane wystawy (w dalszej części wystawy wybrano inny sposób ekspozycji). Prace studentów zaś, nie tylko dyplomowe (m.in. Roma Opałki), sąsiadują na równych prawach z dziełami profesorów.

„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc

Każde z ćwiczeń miało na celu, co podkreślają twórczynie wystawy, zdobycie określonych umiejętności. Są tu studia modela, kluczowe przez stulecia dla edukacji akademickiej, pozwalające poznać podstawy anatomii. Martwe natury, których tworzenie miało rozwijać umiejętności obserwacji, ale też konstrukcji obrazu oraz oddawania brył. Z kolei wykonywanie portretów służyło uczeniu wydobycia cech indywidualnych osoby przedstawianej. Są tu wreszcie studia pejzażowe, także bardzo ważne w akademickiej praktyce nauczania, a cykliczne plenery – w okresie międzywojennym w Arkadii koło Nieborowa i Kazimierzu nad Wisłą, a po wojnie m.in. w Dłużewie i Skokach – stały się stałym elementem uczelnianej tradycji. Jednocześnie akt, a zwłaszcza martwa natura czy pejzaż były kluczowymi gatunkami w sztuce od czasów poszukiwań impresjonistów po awangardy pierwszych dekad minionego stulecia.

W tej części wystawy ciekawe jest współistnienie studiów uczniowskich i prac wykładowców, co pozwala niekiedy zobaczyć współzależności, wpływy, trwanie określonych tradycji. Jednym z najbardziej intrygujących jest zastawienie pejzażu Leona Tarasewicza z 1987 roku (Bez tytułu) i Widoku z pracowni Jana Cybisa z roku 1964. Te dwa, zawieszone obok siebie obrazy w ciekawy sposób pokazują znaczenie polskiego koloryzmu, którego Tarasewicz, student Tadeusza Dominika, okazuje się być nieoczywistym kontynuatorem. Nieprzypadkowo też od lat podkreśla on znaczenie koloru. Jak mówi w niedawno wydanym, przygotowanym przez Małgorzatę Czyńską tomie rozmów Nie opuszczam rąk, to nim malarz „buduje swój przekaz”. Pod tą opinią podpisaliby czołowi kapiści.

Nie tylko obrazy Cybisa i Tarasewicza skłaniają do stawiania pytań o rewizję polskiej historii sztuki. Na wystawie znalazły się prace artystów zapomnianych, pomijanych, czasami uznanych za klasyków, ale na których twórczość patrzy się poprzez stereotypowe klisze. Pokazuje ona wreszcie, jak trudnymi dziś stały się gatunki artystyczne, które jak niegdyś martwa natura, miały niemalże wywrotowy potencjał przełamywania akademickich hierarchii. Podobnie jak popadający w banał w ostatnich dekadach portret. Świetny, znacznych rozmiarów obraz Stereo. Parapet lewy, parapet prawy Jarosława Modzelewskiego z 2010 roku, wydaje się wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Paradoksalnie na wystawie udało się pokazać potencjał także „zużytych” tematów czy gatunków. Nawet studium aktu stwarza okazję do powstanie istotnych, a przynajmniej ciekawych prac. Przykładem nie są jedynie Krzesła. Tableau Grzegorza Kowalskiego z 1975 roku, ale też kontrastujące ze szkolnymi, powstałymi w 1955 roku w pracowni Michała Byliny aktami Mieczysława Kwacza i Juliusza Makowskiego, niezwykłe Studium aktu siedzącego na krześle Elżbiety Cieślar z 1956 roku (to także praca studencka). Są wreszcie na wystawie dwie rzeźby. Obie przedstawiają nagich mężczyzn. Jedna to studencka praca Łukasza Kosela Andriej (2000), z niezwykle starannym, wręcz werystycznym przedstawieniem wszystkich anatomicznych szczegółów. Drugą wykonał przedwcześnie zmarły Krzysztof Malec. Jego Akt męski z 1994 roku odwołuje się do Dawida Michała Anioła, a jednocześnie jest współczesnym portretem, z drobiazgowo oddanym ciałem, wiernym także w intymnych jego częściach. W tej jednej rzeźbie udało się połączyć klasyczne przedstawienie i oddanie rzeczywistości. Zespolić ze sobą realne i idealne ciało, a jednocześnie nasycić pracę homoerotycznymi treściami.

Krzysztof Malec, „Akt”, 1994, Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie
Zofia Kulik, „Fotograficzne studium aktu” (praca studencka), 1996, archiwum pracowni Jerzego Jarnuszkiewicza
Roman Opałka, Bez tytułu (praca studencka), 1948–1956, Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
Wanda Paklikowska-Winnicka, „Korona cierniowa”, 1963, Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie, fot. Wojciech Holnicki-Szulc

Drugą część wystawy poświęcono sztuce abstrakcyjnej, która z czasem na trwale zagościła w warszawskiej ASP. Stała się nawet częścią artystycznego mainstreamu i wpisała się w akademicki kanon. Zgromadzano zresztą nazwiska kluczowe dla polskiej sztuki ubiegłego wieku: jak Jerzy Jarnuszkiewicz (Rytmy, 1966), Aleksander Kobzdej (Szczelina w rozchylonej płaszczyźnie, 1959), Jacek Sempoliński (Zdjęcie z krzyża, 1988) czy Henryk Stażewski (Relief nr 20, 1965).

Wystawa przypomina tradycję abstrakcji geometrycznej, zakorzenionej w awangardowych poszukiwaniach pierwszych dekad XX wieku. Jest tu też nurt ekspresji materii, silnie obecny w sztuce polskiej w popaździernikowej odwilży, który bardzo szybko zainteresował zarówno wykładowców, jak i studentów warszawskiej ASP. Wpłynął on także na zmianę myślenia o tkaninie, medium, którego podstawy nauczania wypracowano w okresie międzywojennym. Po 1956 roku zaczął się proces odejścia od użytkowego charakteru, czego ciekawym przykładem jest praca dyplomowa Zbigniewa Gostomskiego Owad (1959–1960), powstała w pracowni Mieczysława Szymańskiego.

Jeżeli Ćwiczenia ze sztuki potraktować nie tylko jako próbę odpowiedzi na pytanie, czym ma być Muzeum ASP, ale też jako opowieść o tożsamości samej ASP, to uderzająca jest nieobecność sztuki ostatnich trzech dekad.

Emancypacja warszawskiej szkoły tkaniny dobrze pokazuje ewolucję zachodzącą w programie warszawskiej ASP, ale też jej odrębność. Od samego początku istniały w niej dwa nurty myślenia i nauczania: zajmowanie się sztuką „czystą”: malarstwem, rzeźbą, grafiką oraz, jak to niegdyś określano, stosowaną czy zdobniczą. Co więcej, specyfiką tej uczelni – co dobrze pokazują Jolanta Gola i Agnieszka Szewczyk – było przykładanie znaczenia do wzornictwa i projektowania przestrzennego (co ciekawe, po wojnie koloryści próbowali – nieskutecznie – wyeliminować projektowanie z programu nauczania). Ostatnia część wystawy – z pracami m.in. Wandy Golakowskiej, Julii Kotarbińskiej i Stanisława Tobolczyka – pokazuje, jak niezbędna jest rewizja hierarchii w historii sztuki i włączenie do głównego nurtu artystek i artystów związanych z dziedzinami dotąd marginalizowanych, jak tkanina czy ceramika.

Od 1923 roku Wojciech Jastrzębowski – dla którego wymiar użytkowy sztuki był ważny – wprowadził też obowiązkowy kurs wstępny kompozycji brył i płaszczyzn. Była to istotna nowość w edukacji artystycznej. Zajęcia te pokazywały w praktyce zasady kompozycji, ale także znaczenie materiału, cechy fizyczne i sposoby jego wykorzystania. Na uczelni powstały też warsztaty, m.in. ceramiczne i tkackie, a jej wychowankami jest całego grono wybitnych projektantek i projektantów – to z niej wywodzi się m.in. Spółdzielnia Artystów Ład.

Nacisk na wymiar praktyczny szybko też zaczął definiować samą Akademię i kształtować jej zewnętrzny wizerunek. Na wystawie przypomniano zaprojektowany przez Józefa Czajkowskiego i zespół wykładowców warszawskiej uczelni Pawilon Polski na Międzynarodowej Wystawie Sztuk Dekoracyjnych i Przemysłu Nowoczesnego w Paryżu w 1925 roku. Odrębne miejsce poświęcono też powstałym w 1954 roku Zakładom Artystyczno-Badawczym (ZAB), którego głównymi projektantami zostali Jerzy Sołtan i Zbigniew Ihnatowicz, później zaś jej kierownictwo objął Oskar Hansen. Decyzja o ich powołaniu dodatkowo wzmocniło nurt wzornictwa i projektowania przestrzennego w warszawskiej ASP, a dziełem ZAB-u były m.in. projekt wnętrz dworca kolei podmiejskiej Warszawa-Śródmieście (1960–1962, proj. Jerzy Sołtan, Zbigniew Ihnatowicz i Wojciech Fangor).

„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc
„Ćwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie”, widok wystawy, fot. Wojciech Holnicki-Szulc

Wreszcie twórczynie wystawy przypominają, że dla Wojciecha Jastrzębowskiego duże znaczenie w procesie dydaktycznym miała analiza przestrzeni. Ona była też bardzo ważnym elementem nauczania w okresie powojennym – u Romana Owidzkiego czy Oskara Hansena. Na wystawie znalazł się m.in. Aparat do ćwiczeń „Rytm”’ tego ostatniego (z końca lat 50.), z ruchomymi białymi i czarnymi elementami pozwalającymi samemu komponować układy kontrastujące. Dla wszystkich tych pedagogów nie mniej istotne były ćwiczenia studenckie, wspomagające kreatywność, jak Hansenowska metoda „aktywnego negatywu”, której celem było pokazanie wnętrza poprzez osobiste wrażenia wizualne. Te właśnie elementy dydaktyki sprawiły, że istotnym dla studentów stał się sam proces tworzenia. Miało to fundamentalne znaczenia dla polskiej sztuki lat 60. i 70. ubiegłego stulecia. To z warszawskiej Akademii wywodziło się przecież m.in. środowisko Galerii Repassage. I być może to właśnie otwartość na eksperymenty edukacyjne chroniła przynajmniej część uczelni przez akademickim skostnieniem.

Metoda negatywu. Pracownie Obrazu Performatywnego w Szczecinie i Warszawie O dwóch wystawach pracowni Anety Grzeszykowskiej pisze Karolina Plinta CZYTAJ!

Można zrozumieć konieczność dokonania wyborów, pewne pominięcia i braki. Niektóre aspekty działalności ASP zostały zresztą nieoczywiście zasygnalizowane, jak kształcenie konserwatorów na przykładzie prac przeprowadzonych na niektórych obiektach zaprezentowanych na wystawie. Jeżeli jednak Ćwiczenia ze sztuki potraktować nie tylko jako próbę odpowiedzi na pytanie, czym ma być Muzeum ASP, ale też jako opowieść o tożsamości samej ASP, to uderzająca jest nieobecność sztuki ostatnich trzech dekad (kilka pojedynczych prac nie zapełnia tej luki). Można nawet odnieść wrażenia, że historia warszawskiej ASP skończyła się na latach 80. XX wieku, na pokoleniu Gruppy, Leona Tarasewicza czy Tomasza Tatarczyka. A przecież Kowalnia, czyli pracowania Grzegorza Kowalskiego – by zostać tylko przy tym przykładzie – naznaczyła sztukę polską powstającą w III RP. Dziś jest nieusuwalną częścią jej historii, a także dziejów samej Akademii. Pytanie o obecność tej niedawnej przeszłości jest kluczowe dla Muzeum, ale też samej ASP, tego, jak siebie postrzega w przyszłości.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

WystawaĆwiczenia ze sztuki. Kolekcja Muzeum ASP w Warszawie
MiejsceAkademia Sztuk Pięknych w Warszawie, Pałac Czapskich
Czas trwania28.01–17.09.2022
Kuratorka / Kuratorautorki scenariusza: Jolanta Gola i Agnieszka Szewczyk
Fotografiedzięki uprzejmości ASP w Warszawie
Strona internetowaasp.waw.pl
Indeks

Zobacz też