19.07.2019

Tak umierają geniusze. Zbigniew Warpechowski wspomina Bogusława Schaeffera

Zbigniew Warpechowski
Uroczystości wręczenia Bogusławowi Schaefferowi odznaczenia Gloria Artis. Po prawej Zbigniew Warpechowski
Tak umierają geniusze. Zbigniew Warpechowski wspomina Bogusława Schaeffera
Uroczystości wręczenia Bogusławowi Schaefferowi odznaczenia Gloria Artis. Po prawej Zbigniew Warpechowski
Bogusław Schaeffer pozostał do końca twórcą awangardowym, poszukującym i ryzykującym odosobnienie czy wręcz marginalizację. Rozwinął też inne talenty, między innymi dramaturgiczne i graficzne, a olbrzymia wiedza zaowocowała książkami, w tym historią muzyki XX wieku.

Bogusław Schaeffer był genialnym awangardowym kompozytorem, dramaturgiem, filozofem i historykiem muzyki współczesnej. Stworzył setki kompozycji wykonywanych na całym świecie, jego sztuki też miały wykonania w kilkunastu krajach, podobnie wydania książkowe historii muzyki itd. Był to człowiek cichy, skromny i nie narzucający się światu. Tak też zmarł. Informację o śmierci Bogusława Schaeffera podał tylko Marek Chołoniewski. W polskich mediach ani słowa. Znamienne jest to, że będzie pochowany w Salzburgu w Austrii, gdzie też był profesorem kompozycji. To wielki smutek i wstyd dla polskiej kultury.

Około roku 1966 w Krzysztoforach odbył się koncert muzyki Bogusława Schaeffera na podstawie jego zapisów graficznych. Koncert wykonywało dwóch pianistów – jeden to Adam Kaczyński, drugi zza granicy, którego nazwiska nie pamiętam. Koncert trwał od godziny 18 do 24. Scenografię do niego stworzył Tadeusz Kantor. Były to liny i kukła zwisająca nad klawiaturą, głową na dół. Byłem jednym z niewielu, którzy słuchali całe sześć godzin.

Dokładny spis dzieł, dokonań i zaszczytów, w jakich znajduje się dorobek twórczy Bogusława Schaeffera można wyczytać w Internecie. Nie będę więc ich powtarzał. Powiem tylko, że był to najbardziej twórczy, konsekwentny i awangardowy artysta polski. Dlatego moje rozważania skieruję w stronę miejsca, które w Polskiej kulturze zajmowała awangarda – także w związku z osobą Bogusława Schaeffera.

Lata pięćdziesiąte, rok 1956, czyli tzw. „odwilż”; krótkotrwała iluzja wolności, a z nią nowa sztuka, poezja, dramat i muzyka, które w owym czasie kojarzone są z nowoczesnością. W tym czasie zapoczątkowali swój marsz po sławę Bogusław Schaeffer i Krzysztof Penderecki. W sztuce Kantor i Grupa Krakowska, w poezji Herbert, Różewicz i inni. Awangardzie tamtych lat towarzyszyła atmosfera otwarcia na świat, entuzjazm publiczności, chęć uczestniczenia w tym, co nowe, kredyt zaufania i radość, mimo nierozumienia tego, z czym ludzie nie byli oswojeni. Tamte lata były dla Schaeffera latami tryumfu. Filharmonie, teatry i Warszawska Jesień były dla niego otwarte. Jednak czasem w środowisku zaczął zwyciężać oportunizm. Krzysztof Penderecki porzucił twórczość awangardową na rzecz form klasycznych, eklektycznych. Tym zawładnął publiczność sal koncertowych i menadżerów ruchu muzycznego. To stworzyło mu pole do obecności w nurcie oficjalnym, sławę i pieniądze. To nazwałem „bizantynizmem” w kulturze. Od tego czasu obydwaj, będąc profesorami na jednej uczelni, przestali ze sobą rozmawiać. Bogusław Schaeffer pozostał do końca twórcą awangardowym, poszukującym i ryzykującym odosobnienie czy wręcz marginalizację. Rozwinął też inne talenty, między innymi dramaturgiczne i graficzne, a olbrzymia wiedza zaowocowała książkami, w tym historią muzyki XX wieku. Napisał 39 sztuk teatralnych, które zostały wydane w 17 językach. Tego nikt nie jest w stanie ująć w całości. Świat o nim nie zapomniał, tylko w Polsce tak jakby go nie było.

Schaeffer tak napisał w swoim felietonie, drukowanym w Życiu Literackim – „Badacz gwiazd nie potrzebuje publiczności”.

Na uroczystości z okazji wręczenia mu medalu Gloria Artis był wyświetlany film autorstwa Macieja Pisarka Solo. Obok scen biograficznych jest w nim też i taka: Bogusław Schaeffer jedzie tramwajem z Nowej Huty, gdzie mieszkał, do centrum Krakowa, i na kolanach komponuje swoje utwory. Podczas zebrania zarządu Grupy Krakowskiej, po śmierci Stanisława Balewicza, wybieraliśmy nowego dyrektora, którym został Józef Chrobak. Bogusław Schaeffer siedział koło mnie i spokojnie obrysował talerzyk odwrócony do góry dnem i to koliste pole wypełniał znakami swojej muzyki. To znaczy, że w dalszym ciągu komponuje, leżąc w grobie daleko od Polski, w Salzburgu.

17 lipca 2019

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też