01.06.2018

Syn górnika i świt żywych trupów. „Jestem synem górnika” Michała Soi i Róży Dudy

Anna Batko
Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, mat. pras.
Syn górnika i świt żywych trupów. „Jestem synem górnika” Michała Soi i Róży Dudy
Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, mat. pras.
Górnik to zombie, któremu – niczym w haitańskiej bajce – skradziono umysł i duszę, pozostawiając jedynie pracę. I dodając nieposkromiony apetyt. Ale kim tak naprawdę jest jego syn? Produktem jakiejś nowej świadomości, frankensteinowskim zlepkiem wyzysku i gorączki konsumpcji. Pozszywanym z kawałków historii i kulturowych kodów.

Jestem synem górnika to nie tylko oświadczenie, ale swego rodzaju manifest. Róża Duda i Michał Soja pod patronatem krakowskiej Galerii Henryk i Miesiąca Fotografii otwierają wystawę w ramach obrony swoich dyplomów na krakowskiej ASP. W postindustrialnej, przytłaczającej swoim ogromem hali dawnych Zakładów Teletechnicznych Telos, budynku od dawna działającym jako siedziba kilkunastu drobnych przedsiębiorstw, zaprezentowano zaledwie kilka rozrzuconych w przestrzeni prac. Narracja rozpoczyna się od pracy Michała Soi Heater. To dźwiękowa instalacja skonstruowana z kaloryfera, którego rury w zamkniętym obiegu składają się w kształt gestu fucka, podłużnego ekranu LED, filtrującego co bardziej pikantne komentarze sfrustrowanych internautów pod artykułami na tematy społeczno-polityczne, oraz widelca, który działa niczym specyficzny sensor, reagując uderzeniem na każdą obraźliwą frazę i wywołując głuchy łoskot. Witając nas na wystawie gestem fuck you, artyści katalizują falę internetowego hejtu za pomocą równie pierwotnych gestów i odruchów. Miałkich jak wylewające się z internetowych dyskusji brudy, żółcie i egzystencjonalne ścieki.

Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, widok wystawy

Heater Soi zestawiono z wielkoformatowymi zdjęciami, cyfrowymi grafikami Róży Dudy. Bohaterami fantasmagorycznych wyobrażeń są Dracula i Frankenstein, którzy wspólnie wyruszają na wakacje i pozują na tle romantycznego pejzażu, majestatycznych pokrytych śniegiem gór. Oraz górnik przemieniony w zombie, dominujący nad dżunglą, mitycznym jądrem ciemności, z błyszczącym cielskiem monstrualnego węża u boku. Prace Dudy to nie tylko przedziwna mieszanka estetyk, ale i przewrotna gra w niemożliwe spotkania: potworów o wieloletniej tradycji, uosabiających ludzkie lęki, i egzotycznych krajobrazów, wyrażających pragnienia i afekty. Suma zbiorowych oczekiwań i suma wszystkich strachów krystalizuje się tu w osobach Draculi i Frankensteina, którzy w ujęciu Franco Morettiego symbolizują kolejno kapitał i proletariat. Walkę klas widzianą przez pryzmat konstruowanej autentyczności, kontrastu splatającego w jedno romantyczną egzaltację, etos pracy i odpoczynku, emancypacyjną propagandę i krwiożerczość systemów kapitalistycznych.

Róża Duda, bez tytułu, grafika, 2018

Tytułowy górnik jest nie tylko figurą retoryczną. Owszem, tkwi niemo zapętlony w iście romantycznym anturażu, ale poza wszystkim jest też umocowaniem całego projektu w proletariackiej spuściźnie i systemowych mechanizmach, czyniących zeń swojego bohatera i ofiarę.

Tę specyficzną inscenizację autentyczności dopowiada wspólna praca Soi i Dudy. Zapętlone wideo z budowlańcem stojącym na tle szumiącej kaskady wody – kolejnym zombiakiem. W pełnym rynsztunku, poplamionym krwią i z ręką wzniesioną do góry, bezskutecznie próbuje przemówić. Nawiązuje tym samym do gestu Mynheera Peeperkorna z Czarodziejskiej Góry, którego ostatnia przemowa została dosłownie wchłonięta przez huk wodospadu. O ile jednak Peeperkorn mówił, nawet jeśli bezgłośnie i pozornie bezcelowo, o tyle bohatera Jestem synem górnika nie stać nawet na to. Nie chodzi tu bowiem o uprzedmiotowienie, ale odpodmiotowienie. Echem, ale i czkawką, odbija się tu Zombie Manifesto Sary Juliet Lauro i Karen Embry. Do statusu zombie – jeszcze nie martwego, ale już nie żywego tworu – sprowadza on wyzyskiwanego pracownika kapitalizmu, będącego jednocześnie wygłodniałym konsumentem. A także opisywana przez Judith Butler klasyczna figura Antygony, która nie może przemówić, bo kierując swoje roszczenia z zewnątrz względem domeny społecznej, jednocześnie każdy akt mowy czyni bezprawnym. Zombie nie mówi. Nie pozuje na tle romantycznych, wyrażających pejzaż duszy krajobrazów. Nie jest w stanie przekroczyć historycznych uwarunkowań. Dorzucając jeszcze Foucaulta, po prostu nie wejdzie w porządek dyskursu.

Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, widok wystawy

Trudno powiedzieć, żeby wystawa Dudy i Soi rzucała na coś nowe światło. A nawet dodawała coś nowego do starego jak świat tematu pracy i wyzysku, czy zaczynającej już trącić myszką prekarności. A jednak trudno pozbyć się wrażenia, że opowiada o tym wszystkim w inny sposób, przypominający trochę wywoływanie duchów, a trochę szamańskie rytuały i postapokaliptyczną kinematografię.

Na końcu oglądamy film, prezentowany w styropianowej, nieznośnie disneylandowskiej w swej symulakralności, stylizowanej trochę na kopalnię, trochę na platońską jaskinię, ciemnej i ciasnej przestrzeni. To niewątpliwie najmocniejszy akcent całej wystawy, zbierający w sobie wiele z wcześniej ledwie szkicowanych wątków. Urzekające dokumentalną estetyką wideo zbudowane jest z surowych fragmentów nagrań z częściowo zatopionej kopalni na Dolnym Śląsku i zrujnowanego hotelu na greckim Korfu. Duda i Soja okrasili je cyfrowymi wykwitami, niepozwalającymi oddzielić realnego od fikcyjnego, a także ścieżką dźwiękową będącą kolażem społecznych i kulturowych tekstów. Miejscami pustych frazesów, innym razem paranaukowego bełkotu naszpikowanego górnolotnymi wtrętami i teoriami spiskowymi. Film pozwala się czytać jako swego rodzaju podróż na freudowski wschód, w głąb podświadomości, do tego, co wyparte i niechciane, co w swej dwuznaczności staje się obiektem pożądania. Do przestrzeni, w której główną rolę gra ona sama, materia w entropii, rozpadająca się, zawieszona między wyzyskiem a konsumpcją, przeszłością, która przeminęła, i przyszłością, która nie nadejdzie.

Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, widok wystawy
Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, widok wystawy

Tytułowy górnik jest tu nie tylko figurą retoryczną. Owszem, tkwi niemo zapętlony w iście romantycznym anturażu, ale poza wszystkim jest też umocowaniem całego projektu w proletariackiej spuściźnie i systemowych mechanizmach, czyniących zeń swojego bohatera i ofiarę. Jednego z wielu pionków w grze. Jest też w dalszej perspektywie otwarciem się na życie w prekariacie. Wystawa, bardziej niż o tożsamości będącej konstruktem starych kategorii i zglobalizowanych wzorców, jak piszą w tekście artyści, opowiada o niepewności. O braku stabilności, chronicznej niemożliwości przewidzenia swojej przyszłości. O doświadczaniu, któremu towarzyszy samonapędzające się pragnienie. Żywiące się – trochę jak zombie w empatycznym przebłysku świadomości – sobą.

Nikt tu nie odkrywa Ameryki, ale i nie wyważa otwartych drzwi. W gruncie rzeczy trudno powiedzieć, żeby wystawa Dudy i Soi rzucała na coś nowe światło. A nawet dodawała coś nowego do starego jak świat tematu pracy i wyzysku, czy zaczynającej już trącić myszką prekarności. A jednak trudno pozbyć się wrażenia, że opowiada o tym wszystkim w inny sposób, przypominający trochę wywoływanie duchów, a trochę szamańskie rytuały i postapokaliptyczną kinematografię. Trudno też otrząsnąć się z hipnotyzującej mocy blisko półgodzinnego filmu i trudno nie dać się złapać w tę wciągającą niczym Stranger Things pułapkę, magnetyzującą niedopowiedzeniami i pulsacyjnym rytmem. Rwaną strukturą zbiorowej świadomości zapośredniczonej przez medialną rzeczywistość pandemicznego kryzysu.

Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, widok wystawy
Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, widok wystawy
Michał Soja i Róża Duda, „Jestem synem górnika”, widok wystawy

To kim jest górnik, jest jasne. Górnik to zombie, któremu – niczym w haitańskiej bajce – skradziono umysł i duszę, pozostawiając jedynie pracę. I dodając nieposkromiony apetyt. Ale kim tak naprawdę jest jego syn? Produktem jakiejś nowej świadomości, frankensteinowskim zlepkiem wyzysku i gorączki konsumpcji. Pozszywanym z kawałków historii i kulturowych kodów. Jest świadomością wrzuconą w sam środek postapokaliptycznego krajobrazu, pustego i martwego. Zalana kopalnia nie działa. Nad opuszczonym hotelem unosi się duszna i ciężka aura, typowa dla krajów śródziemnomorskich. Jest bezdźwięcznie i bezwietrznie. Coś musi się wydarzyć. Czekasz, ale nic się nie dzieje. I to chyba jest tu najstraszniejsze.

Jest tu zarówno nutka starego dobrego science-fiction z obyczajowym wtrętem, szczypta romantyzmu i katastrofizmu, społeczne zaangażowanie i wyestetyzowane złudzenia. Całość, choć oszczędna, gra ze sobą nieźle, ale jeszcze lepiej gra z przestrzenią postindustrialnej hali. Hali, do której nie dalej niż w przeciągu kilku najbliższych miesięcy, wkroczą deweloperzy.

Górnik, który przeżył noc, o świcie jest już zombie. Ale jego syn ma przed sobą jeszcze cały dzień.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaRóża Duda, Michał Soja
WystawaJestem synem górnika
MiejsceTelos, Kraków
Czas trwania24–29.05.2018
FotografieMichał Soja
Strona internetowaphotomonth.com
Indeks

Zobacz też