13.04.2018

Sick of this. Dwie wystawy malarstwa w Galerii Labirynt

Michalina Sablik
Marcin Janusz
Sick of this. Dwie wystawy malarstwa w Galerii Labirynt
Marcin Janusz
Waldemar Tatarczuk zapraszając Marcina Janusza udowodnił, że ma oczy szeroko otwarte i wie, co ciekawego dzieje się w najnowszej sztuce. Natomiast zaproszenie Sławomira Tomana, Tomasza Bielaka i Jakuba Ciężkiego to ukłon wobec oczekiwań środowiska lubelskiego, które zapewne chciałoby widzieć Galerię Labirynt (obok Galerii ZPAP czy Białej) jako miejsce prezentacji swojej sztuki.

Pod koniec marca Galeria Labirynt otworzyła dwie wystawy malarstwa – Sick of reality trójki lubelskich artystów oraz 90% soku, 10% cukru młodego artysty Marcina Janusza. Malarstwo, dodatkowo w dużej mierze formalistyczne, to w tej galerii prawdziwy ewenement, ponieważ Labirynt kojarzony jest raczej ze sztuką akcji, instalacji czy projektami zaangażowanymi społecznie. Dyrektor galerii Waldemar Tatarczuk słynie ze swojej otwartości i uważnej obserwacji nowych zjawisk w sztuce. Podczas wernisażu żartował, że jest to ostatni pokaz malarstwa w jego galerii i chyba była w tym odrobina prawdy, ponieważ patrząc na wystawę Sick of reality, nie tylko ja miałam dość.

Ciężki, Toman i Bielak prezentują akademicką twórczość, którą nazwałabym „nową martwą naturą” – to sztuka zupełnie niezaangażowana, „odklejona od rzeczywistości”, bezrefleksyjna.

Wystawa ta prezentuje twórczość trzech malarzy związanych ze środowiskiem lubelskim. Jakub Ciężki, Sławomir Toman i Tomasz Bielak to artyści średniego pokolenia, akademicy o ugruntowanej pozycji w Lublinie – część z nich prowadzi pracownie na Wydziale Malarstwa UMCS, dodatkowo związani są z lubelską „Otwartą Pracownią” oraz lokalnym ZPAP. Tytuł wystawy od razu kojarzy się ze „zmęczonymi rzeczywistością”, grupą surrealizujących artystów, których triumf ogłaszał dekadę temu Jakub Banasiak. Malarstwo Tomana, Bielaka i Ciężkiego nie ma jednak z nimi nic wspólnego. W tekście dotyczącym wystawy kuratorka Aleksandra Skarbek stawia górnolotną tezę, że sztuka tego tria może być „przyczynkiem do rozważań nad różnorodnymi problemami malarstwa współczesnego”. Wydaje mi się jednak, że prezentowanych artystów interesują wyłącznie tradycyjne rozstrzygnięcia formalne. Prezentują oni akademicką twórczość, którą nazwałabym „nową martwą naturą” – to sztuka zupełnie niezaangażowana, „odklejona od rzeczywistości”, bezrefleksyjna. Artyści ci szukają efektownych przedmiotów-modeli, pozbawiają je kontekstu, wyrywają z przestrzeni, umieszczają na wyabstrahowanych gładkich tłach. Stosują różne zabiegi, jak przybliżanie czy patrzenie pod różnym kątem, aby stworzyć efektowne kompozycje. Nie sądzę, że prezentowani w Galerii Labirynt artyści mogą być „przesyceni rzeczywistością”, bo de facto niewiele mają z nią wspólnego.

Sławomir Toman za obiekt westchnień obrał sobie kulturę popularną, z całym blichtrem i kiczem jej wytworów. W swoich obrazach wyrywa te przedmioty z kontekstu i maluje z mimetyczną precyzją, oddając najmniejsze szczegóły: strukturę materiału, odbicia, bliki. Na wystawie pokazał swoje znane i lubiane prace z 2016 roku z cyklu „Mono-poli” czy „Squaring the circle”, których tematem są plastikowe rurki, zakrętki, neony, kolorowe tabletki i cukierki czy rozlewający się lukier. Artysta stosuje w nich efektowne skróty perspektywiczne, przybliżenia oraz podkręcone do granic możliwości kolory. Inne zaprezentowane na wystawie obrazy artysty to New Old Beauty, Srebrny Niedźwiedź czy Pies, które są hiperrealistycznymi studiami błyszczących figurek porcelanowych zwierzątek. Prace można rozumieć jako popis umiejętności warsztatowych malarza. Nie mogę przyjąć innego wytłumaczenia obrania tematu niegustownych bibelotów. Obrazów tych na pewno nie można nazwać krytycznymi wobec świata konsumpcji czy kapitalizmu. Nie wierzę również w opisaną w tekście kuratorskim rzekomą malarską odpowiedź artysty na spór wokół Puszczy Białowieskiej czy zdobycia nagrody przez Agnieszkę Holland.

Sławomir Toman, „Mono-poli 2”, 2016
Sławomir Toman, „Kosmos” (z cyklu „Osobliwości”), 2018

To zamiłowanie do kiczu obecne w obrazach Tomana można by nazwać kampowym czy postmodernistycznym, ale niestety zbyt bliskie jest estetyce Jeffa Koonsa i wydaje mi się, że jest niemalże powtórzeniem jego sławnego gestu hiperbolizacji i afirmacji. Natomiast kiczem i „kolorozą”, której nie powstydziłyby się aukcje młodej sztuki, były prace bez tytułu przedstawiające uproszczone, niby wygenerowane w programie do tworzenia grafiki 3D bryły przypominające głowę jelenia oraz flaminga, skąpane w szarościach. Dodatkowo kompozycje te przypominały mi obrazy młodego Krzysztofa Nowickiego, nagradzanego na konkursach przed kilkoma laty. Te płótna Tomana przelały szalę goryczy, ile w końcu można się naśmiewać z jelenia na rykowisku. Rogacz czy to namalowany à la rzeźby Jeffa Koonsa, czy też w wersji skomputeryzowanej zostanie dla mnie symbolem wyjałowienia i braku pomysłu na własną twórczość.

Tomasz Bielak, Jakub Ciężki, Sławomir Toman, „Sick of Reality”, widok wystawy, fot. Wojciech Pacewicz
Od lewej: Tomasz Bielak, „Tło I”, 2017; Sławomir Toman, „Pies” (z cyklu „New Old beauty”), 2016; fot. Wojciech Pacewicz
Od lewej: Jakub Ciężki, bez tytułu, 2018; Tomasz Bielak, „Uroda”, 2017; fot. Wojciech Pacewicz
Tomasz Bielak, Jakub Ciężki, Sławomir Toman, „Sick of Reality”, widok wystawy, fot. Wojciech Pacewicz

Sławomir Toman często wystawia w tandemie z Tomaszem Bielakiem, malarzem, autorem murali, artystą próbującym swoich sił w land i street arcie. On jako jedyny na wystawie w Galerii Labirynt przedstawił nowy cykl obrazów. Zaprezentował serię prac opartych na zapożyczeniach z przedwojennych, reportażowych fotografii, których głównym tematem były sylwetki kobiece. Bielak wykorzystał podobną strategię, jak w swoich wcześniejszych cyklach z małpami w garniturach czy postaciami z popkultury, które umieszczał na niezdefiniowanych, rozmytych tłach. Ta emfatycznie nazwana przez kuratorkę „dekontekstualizacja” nasuwa mi na myśl wczesne prace Wilhelma Sasnala, z tym że u niego te abstrakcyjne, malowane szerokim gestem i pędzlem tła miały w sobie coś estetycznego i dekoracyjnego. U Bielaka wszystko pogrążone jest w nieznośnych ugrach, brązach i spopielałej zieleni. Ponadto efektowny, bo wzbudzający poczucie nostalgii, zabieg przemalowywania, przysłaniania, rozmazywania przedwojennych zdjęć jest stary jak malarstwo Gerharda Richtera, a epigonów tego typu strategii artystycznej nie brakuje na polskich uczelniach artystycznych.

Tomasz Bielak, „Spacer”, 2017
Tomasz Bielak, „Rozmowa”, 2018

Najbardziej lekkostrawne z lubelskiego tria jest malarstwo Jakuba Ciężkiego, laureata Bielskiej Jesieni sprzed pięciu lat. Jego wycyzelowane płótna pokazane w Labiryncie intrygowały i dawały chwilę ulgi. Artysta pokazał prace przedstawiające siatki bramek piłkarskich, geometryczne kompozycje przywołujące na myśl dachy, kraty, barierki, framugi okienne czy kolorowe elementy z placów zabaw. Ciężki znany jest z zainteresowania przedmiotami „biednymi”, na pierwszy rzut oka nieatrakcyjnymi. W iluzjonistyczny sposób pokazuje ich materialność, zaznacza cienie, oddaje strukturę. Przedmioty te artysta umieścił na płaskich, jednobarwnych tłach, często białych, dzięki czemu niemalże zlewały się ze ścianą galerii tworząc iluzję głębi i trójwymiarowości.

W pracach Ciężkiego abstrakcja i hipperrealizm są jak nierozłączne dwie strony medalu, jak „króliko-kaczka” z eksperymentu optycznego Jospeha Jastrowa – nie da się zobaczyć jednocześnie obu aspektów jego obrazów.

Malarstwo Ciężkiego to formalizm w bardzo dobrym wydaniu, popis możliwości warsztatowych oraz wyobraźni twórcy. W pracach Ciężkiego abstrakcja i hipperrealizm są jak dwie strony medalu, jak „króliko-kaczka” z eksperymentu optycznego Jospeha Jastrowa – nie da się zobaczyć jednocześnie obu aspektów jego obrazów. Artysta zaprasza widza do niewymuszonej gry z własną percepcją. Ponadto sam bawi się tradycją malarstwa abstrakcyjnego, odwołuje się do mistrzów grupy De Stijl, a może nawet Rosalind Krauss i jej Oryginalności awangardy, w której siatka staje się paradygmatem modernistycznego malarstwa i znakiem jego powtarzalności. Można by powiedzieć za amerykańską krytyczką, że Ciężki, malując siatki pionowych i poziomych linii, skazuje się na wieczną repetycję. Wolę jednak powtarzalność motywów u Ciężkiego, niż uparte szukanie tematów dla kolejnych „martwych natur” u Tomana. Każdy obraz krat tego pierwszego jest niepowtarzalny pod względem formalnym i konceptualnym. Mój jedyny zarzut dotyczy ekspozycji tych obrazów, które były fatalnie rozmieszczone w przestrzeni Galerii Labirynt i niefortunnie zestawione z obrazami Tomana i Bielaka.

Od lewej: Jakub Ciężki, bez tytułu, 2017; bez tytułu, 2018; fot. Wojciech Pacewicz
Tomasz Bielak, Jakub Ciężki, Sławomir Toman, „Sick of Reality”, widok wystawy, fot. Wojciech Pacewicz

Sytuację malarską w Lublinie uratowała wystawa 90% soku, 10% cukru Marcina Janusza, studenta krakowskiej ASP, zaprezentowana w Galerii Plaza, filii Labiryntu (kuratorka: Agnieszka Cieślak). W poszczególnych pracach artysty można prześledzić ścieżkę eksperymentu, na którą wkroczył kilka lat temu, gdy odszedł od malarstwa figuratywnego. Obrazy z serii Vitalic to abstrakcyjne kompozycje w pastelowych barwach, łączące olej na płótnie ze sprayem. Psychodeliczna kolorystyka, organiczne, niemal biomorficzne kształty przypominające rozlane bezładnie płyny, przywodzą na myśl procesy chemiczne zachodzące wewnątrz ciała. W pracach z tytułowego cyklu artysta kontynuuje próby z różnymi materiałami – wykorzystuje rozmaite typy żywicy, wosk czy surowe płótno. Dzięki eksperymentom z żywicą tworzy kontrastujące powierzchnie (jak w obrazie Puszczam soki), czy bąble i pęcherzyki, które przypominają ślinę. Żywica pozwala artyście na wyjście poza ramy obrazu, jak w kompozycji sok 0.3, gdzie niemal hiperrealistycznie sportretowana wydzielina wylewa się poza prostokątną kompozycję.

Prace Marcina Janusza z różnych cykli łączy kampowa estetyka – zamiłowanie do „cukierkowych”, psychodelicznych kolorów, estetyzacja brzydoty, używanie błyszczących, efektownych materiałów.

Artysta zaprezentował także wyróżniony w zeszłorocznym konkursie Artystyczna Podróż Hestii obraz Vitalic 0.3, pokryty równomiernie potłuczonym kryształem. Materiał ten przypominał kryształki cukru lub lodu, którego półprzeźroczysta tafla pokryła gradientowo zamalowaną płaszczyznę obrazu. Ponadto sprawił, że praca zyskała trójwymiarowość i rzeźbiarskość. Towarzyszył jej obiekt 10% cukru, w którym Janusz również wykorzystał potłuczony kryształ oraz przezroczysty szklany walec z zatopionymi wewnątrz delikatnymi smugami koloru. Całość miała ciekawy organiczny kształt, przypominający robaka czy jelito, co gryzło się z kolorystyką i świetlistością tego obiektu przywodzącą na myśl raczej ożywcze źródło, wodospad czy magiczny talizman.

Marcin Janusz, „90% soku, 10% cukru”. Na pierwszym planie: „10% cukru”, 2017; w głębi od lewej: „Vitalic 13”, 2017; „Vitalic 0.3”, 2016; fot. Wojciech Pacewicz
Marcin Janusz, „90% soku, 10% cukru”. Bez tytułu, 2017; fot. Wojciech Pacewicz
Marcin Janusz, „90% soku, 10% cukru”. Od lewej: „sok 0.03”, 2017; sok 0.02, 2017; „sok 0.04”, 2017; fot. Wojciech Pacewicz
Marcin Janusz, „90% soku, 10% cukru”. Od lewej: „sok 0.2”, 2017; „sok 0.1”, 2018; „Vitalic 10”, 2017; fot. Wojciech Pacewicz
Marcin Janusz, „90% soku, 10% cukru”, widok wystawy, fot. Wojciech Pacewicz
Marcin Janusz, „90% soku, 10% cukru”. Od lewej: „puszczam soki”, 2018; „sok 0.03”, 2017; „sok 0.02”, 2017; „sok 0.04”, 2017; fot. Wojciech Pacewicz

Tylko pozornie prace Marcina Janusza są nieprzedstawiające. Artysta nie poprzestaje na ornamentacji, hybrydowej formie znajdującej się między abstrakcją a iluzją, pociągającej estetyce, nadając swoim pracom sugestywne tytuły. Prace Marcina Janusza z różnych cykli łączy kampowa estetyka – zamiłowanie do „cukierkowych”, psychodelicznych kolorów, estetyzacja brzydoty, używanie błyszczących, efektownych materiałów. Inspiracją do poszczególnych realizacji są ludzkie wydzieliny (ślina, sperma, pot). Ponadto artysta nie kryje swoich zainteresowań działaniem „pharmakonów”, środków psychoaktywnych, zmieniających percepcję, działających niczym lek i trucizna, prowadzących do detoksykacji ciała i „oczyszczenia” umysłu. Innym kluczem do zrozumienia abstrakcyjnych prac jest obraz z serii Lukier po wierzchu, przedstawiający wysportowanego mężczyznę w masce leżącego w wyuzdanej pozie – metonimię witalności, młodości i męskiej seksualności.

MarcinJanusz, „sok 0”
Marcin Janusz, „0,03”
Marcin Janusz, „0,02”
Marcin Janusz, „0,04”

Nie chciałabym silić się na porównanie dwóch równoległych wystaw, ponieważ sztuka na nich zaprezentowana ma zupełnie inny charakter, a ekspozycje – inną rangę i skalę. Warto jednak zaznaczyć, że kameralna wystawa Marcina Janusza była zamkniętą całością pod względem ideowym, formalnym oraz myślenia o przestrzeni czy układzie prac. Artysta w prosty, ale pomysłowy sposób powtórzył formę i proporcje kolumny w postumencie pod obiektem oraz podzielił przestrzeń za pomocą tkaniny z nadrukowanym szkicem malarskim. Tymczasem prace „starej gwardii” zdawały się być losowo rozsiane we wnętrzu galerii.

Tatarczuk zapraszając Janusza udowodnił, że ma oczy szeroko otwarte i wie, co ciekawego dzieje się w najnowszej sztuce. Dzięki temu wystawy w Galerii Plaza stają się platformą prezentacji młodych twórców z całej Polski – niedawno gościli tu m.in. Przemek Branas czy Magdalena Łazarczyk. Natomiast zaproszenie Tomana, Bielaka i Ciężkiego to ukłon wobec oczekiwań środowiska lubelskiego, które zapewne chciałoby widzieć Galerię Labirynt (obok Galerii ZPAP czy Białej) jako miejsce prezentacji swojej sztuki. Kuratorka wystawy Sick of reality miała twardy orzech do zgryzienia, ponieważ artyści zaproponowali prace nie najnowsze, akademickie i trudne do obronienia. Nie poczyniła jednak żadnych starań, żeby je w oryginalny sposób zestawić czy sproblematyzować. Całość wyszła ciężkostrawna, a tytuł wystawy najwyraźniej miał o tym ostrzegać.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też