22.08.2014

Sanatorium i laboratorium. 4. Festiwal Sztuki Efemerycznej Konteksty w Sokołowsku

Sanatorium i laboratorium. 4. Festiwal Sztuki Efemerycznej Konteksty w Sokołowsku
Akademia Ruchu, "Armia", fot. Zamiara

Akademia Ruchu, „Armia”

Czwarta edycja Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Efemerycznej Konteksty w Sokołowsku zawierała w sobie kilka festiwali w jednym. Po pierwsze teatr alternatywny i uliczny, po drugie akcje w otwartej przestrzeni, po trzecie film dokumentalny i artystyczny, a do tego jeszcze jeszcze wystawy, koncerty i performance, między innymi. Festiwal trwał pięć dni i poprzedzony był kilkudniowymi warsztatami prowadzonymi przez znanych artystów performance. Ta obfitość i różnorodność projektów, wydarzeń, dzieł na różnym etapie ukończenia, świadczy o charakterze festiwalu.

Akademia Ruchu, "Armia", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Akademia Ruchu, „Armia”

Konteksty firmuje fundacja In Situ. To dzięki niej Sokołowsko stało się znane w całej artystycznej Polsce. Główne cele fundacji, kierowanej przez Zuzannę Foggt i Bożennę Biskupską, to realizacja projektów związanych ze sztuką, ale przede wszystkim odbudowa i przekształcenie ruiny sokołowskiego sanatorium doktora Hermanna Brehmera w miejsce prowadzące działalność kulturalną. Ceglany olbrzym o wyglądzie gotyckiego zamczyska, powstał w połowie XIX wieku, by realizować modne wówczas leczenie metodą hydroterapii, poprzez klimat i odpowiednią dietę. Dzisiaj In Situ pragnie przywrócić utraconą świetność dawnemu uzdrowisku. Odbiciem jego ambicji jest organizacja festiwali. Są to Konteksty, Sanatorium DźwiękuHommage à Kieślowski. W ich czasie do Sokołowska przyjeżdżają tłumy gości ze środowisk artystycznych i opiniotwórczych, często wraz z przyjaciółmi i rodzinami.

Szczególnie pociągający jest fakt, że w Sokołowsku, na ruinach utraconej świetności powstaje nowa jakość: wioska artystów, oddalony od wielkiego miasta ośrodek alternatywnego życia. To jakbyśmy widzieli drugą Monte Verità, nowe Zakopane czy Kazimierz nad Wisłą w stadium świeżym i pełnym nadziei na coś więcej niż skomercjalizowana przestrzeń rozrywki i wypoczynku.

Ewa Zarzycka, performance, fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Ewa Zarzycka, performance „Montaż ad hoc, mentalna nieodwołalność”

Każdy kto tu przyjeżdża, czuje się gościem organizatorów. To nie jest slogan reklamowy. Granice między oficjalną imprezą a prywatnym życiem są zatarte do tego stopnia, że czasami ich się nie dostrzega. Nie wiem czy jest to wygodne do osób prowadzących In Situ, zapewne przypłacają to notoryczną utratą prywatności. Spora część festiwalowego życia rozgrywała się przecież w Villi Rosa, będącej nie tylko siedzibą sztabu organizacyjnego, ale i kwaterą dla gości, miejscem imprez, jak również miejscem ważnej wystawy Zygmunta Rytki (uświadamiającej notabene, że artyście temu zdecydowanie należy się solidna retrospektywa i nowa interpretacja jego twórczości). A nade wszystko willa ta, odremontowana ze stanu ruiny, stanowi po prostu prywatny dom Bożenny Biskupskiej i – właśnie – Zygmunta Rytki.

Nic więc dziwnego, że podczas Kontekstów ludzie spędzają czas ze sobą. Chcesz czy nie chcesz, musisz wejść w interakcję, spotykasz starych znajomych, poznajesz nowych. Nieformalna część festiwalu jest równie ważna jak program. Cechy te kojarzą się z plenerami, tak ważnymi dla życia artystycznego PRL-u. Konteksty nawiązują do tej tradycji. Nieformalna atmosfera, spędzanie czasu razem – cechy te dobrze pokazują jak tutaj rozumie się sztukę. Staje się ona czymś tworzonym na bieżąco, twórczość zbliża się do życiowego doświadczenia.

Alastair MacLennan, "Sith this", fot.fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Alastair MacLennan, „Sith this”

Laurel Jay Carpenter, Teresa Longva, "Discrete Diskret", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Laurel Jay Carpenter, Teresa Longva, „Discrete/Diskret”

Co to znaczy, że Konteksty poświęcone są sztuce „efemerycznej”? Czy nie jest to pojemny worek, do którego wrzucić można wszystkie przejawy sztuki znajdującej się w procesie, trwającej wycinek czasu, wymagającej współuczestnictwa? Jak pogodzić warsztaty performance z Adiną Bar-On, Alastairem MacLennanem, Teresą Longva i Laurel Jay Carpeter, Borisem Nieslony, z pokazami filmów braci Quay i Mai Deren, autoironicznym koncertem Wojtka Bąkowskiego, z pokazami archiwum Józefa Robakowskiego, filmami Zygmunta Rytki i Wojtka Zamiary, fotograficznymi portretami Leszka Krutulskiego, Szarżą stojącą Łodzi Kaliskiej, społeczną akcją Marcina Polaka, wokalną improwizacją Oli Kozioł, występem Smutnych Kobiet w leśnym szałasie, parkową instalacją Marii Pinińskiej-Bereś, prezentacją Galerii Entropia, działaniem Martina Zet i Joanny Rajkowskiej, warsztatami z budowania instrumentów Pawła Romańczuka – i nie zdołam wyliczyć wszystkich wydarzeń? Czy dobrze się stało, że performance został jakby rozpuszczony wśród innych sztuk? Kładę nacisk na performance, ponieważ pierwsze edycje Kontekstów (2011 i 2012) były mu poświęcone w sposób bardziej oczywisty, od początku też podkreślano wagę upowszechniania tego rodzaju sztuki, testowania jej granic, poszerzania o dyscypliny pokrewne. Podkreśla to deklaracja organizatorów z okazji debiutu Kontekstów – projektu mającego na celu uchwycenie procesu zaistnienia i rozwoju sztuki efemerycznej w Polsce, szczególnie zaś sztuki performance, oraz dalsze rozwijanie i poszerzanie granic tego nurtu.

Boris Nieslony, performance, fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Boris Nieslony, performance

Artyści performance tworzą zamkniętą grupę. Właściwie jeszcze do niedawna unikali inspiracji teatrem awangardowym czy tańcem współczesnym, zresztą druga strona też nie paliła się do kontaktów. Dla teatru performance miał być amatorszczyzną i rodzajem ćwiczeń studenckich, z kolei teatr dla performance był zbyt sztuczny i oddalony od życia… Konteksty idą pod prąd tym przekonaniom, nie mając nic wspólnego z zamkniętą imprezą branżową, jakich wiele w poszatkowanym świecie sztuki. Poglądy kuratorki tegorocznej edycji Kontekstów na pewno nie są buntownicze, nie ma w nich próby dokonania rewolucji czy choćby wytyczenia nowych ścieżek „sztuk efemerycznych”. Małgorzata Sady przygląda się temu, co było, miksuje to z nowinkami, miesza ze sobą sztuki, czasy, konwencje. Zaprasza klasyków polskiej neoawangardy (Koji Kamoji, Zygmunt Rytka, Józef Robakowski, praca Marii Pinińskiej-Bereś), znanych artystów i artystki performance (Adina Bar-On, Boris Nieslony, Ewa Zarzycka) obok ich następców, niekiedy dzisiejszych gwiazd (Wojtek Bąkowski, Joanna Rajkowska), dodaje także artystów bardziej niszowych (Paweł Kwiek w dokumentacjach z Teofilowa), zestawiając obok siebie rozmaite formuły prac: zapisy archiwalne, improwizacje, warsztaty.

Artur Tajber, "Table", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Artur Tajber, „Table”

Jan Mioduszewski, "Barricade", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Jan Mioduszewski, „Barricade”

A przecież ten miks nie zapobiegł poczuciu wielości linii podziału. Świat sztuki nie jest bezkształtną masą, ani gołąbkami pokoju, mnóstwo w nim rozbieżnych interesów, grup i grupek, używających dla własnych celów niezgodnych ze sobą definicji sztuki. In Situ pragnie znaleźć się ponad podziałami, zapraszając artystów tak różnych, jak choćby z Akademii Ruchu, Łodzi Kaliskiej czy autobusowego projektu Piotra Lutyńskiego. Były więc wyczuwalne podziały typu „stary, dobry performance” wobec „nowinek”, z których co niektórzy pokpiwali, inne linie podziału to oczywiście starzy – młodzi, szołmeni – artyści poważnie traktujący swoją misje, ludzie od projektów społecznych – autorzy sztuki jako takiej. Wyraźnie jednak widoczna była chęć rozmowy, spotkania. Sokołowsko znajduje się daleko od Białegostoku, Gdańska, Krakowa, Lublina, Poznania, Szczecina, Warszawy, Wrocławia, Zielonej Góry. To jest niewątpliwa jego zaleta.

Marcin Polak, "Fotoperformance", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Marcin Polak, „Fotoperformance”

Różnice poglądów dotyczących tego czym jest sztuka (co jest przecież czymś normalnym w naszym życiu artystycznym) i co znaczy jej kontekst – termin zasadniczy dla tego festiwalu, którego pierwsza edycja poświęcona była Janowi Świdzińskiemu – ujawnił się podczas dyskusji, którą prowadziłam w kinoteatrze Zdrowie. Organizatorzy dużo mówią o współpracy z mieszkańcami i pracy na rzecz Sokołowska. Oznacza to np. remontowanie budynków, a także ogólnopolską akcję rozpowszechniania wiedzy o tym miejscu. W takiej wersji zaangażowania w kontekst, każda z stron zajmuje inne stanowisko i ma własny interes: przyjezdni (czyli np. fundacja In Situ) działają, miejscowi żyją własnym życiem. Istnieje wszak inna linia, określona przez Małgorzatę Sady jako nakierowana na społeczność miejscową: w skład festiwalu wchodzą działania w przestrzeni publicznej do udziału w których zapraszamy mieszkańców Sokołowska, organizujemy warsztaty dla dzieci i dorosłych. Ta wersja zaangażowania wypada różnie. Niektóre osoby z Sokołowska z ochotą biorą udział w takich projektach, jak Fotoperformance Marcina Polaka. Młodzież na przykład chętnie odrywa się od wakacyjnej nudy. Inni jednak obserwują barwny tłum dziwaków i celebrytów z należytego dystansu. Próby adresowania jakiejś części festiwalu do osób z Sokołowska, wydał mi się intrygujący, także i z tego powodu, że obecna sytuacja rysuje się jako całkiem dobra. Ci, co mają ochotę, się włączają, drudzy – po prostu się nie angażują – i tyle. A jednak słyszałam z wielu stron, że Konteksty to samotna wyspa, nie wiadomo do kogo adresowana, na morzu sokołowskiej społeczności liczącej jakieś sześćset osób. Dyskusja, jaką prowadziłam w trakcie festiwalu, powędrowała zatem w stronę szansy na spotkanie ludzi z tak różnych środowisk i grup społecznych, jak wielkomiejski świat artystyczny i mieszkańcy wsi pod Wałbrzychem. Spotkania, do którego miałoby dojść poprzez sztukę. Czy coś takiego mogłoby zaistnieć w tak specyficznym miejscu, jak Sokołowsko? Do rozmowy zaprosiłam artystów i animatorów, którzy swoją działalność wpisują w kontekst lokalny. Ania Włodarska urządzała wystawy w tutejszych domach, Piotr Lutyński przyjechał autobusem, na dachu którego dał z przyjaciółmi kilka żywiołowych koncertów, Marcin Polak ze współpracownikami z Sokołowska stworzył fotograficzną opowieść o najsłynniejszych postaciach z przeszłości miejsca (bracia Lumière i Krzysztof Kieślowski) oraz Krzysztof Żwirblis – autor Muzeum Społecznego (nierealizowanego akurat w Sokołowsku). Ujawniły się z grubsza dwa zdania: jedno – kierować swoją działalność do ludzi stąd, z wyczuciem, bez narzucania własnego punktu widzenia. Celem takiego działania miałaby być praca na rzecz zwiększenia kompetencji społecznych osób z danego miejsca. Drugie zdanie jest odwrotnością poprzedniego, sztuka jest ponad uwikłania społeczne, a jeśli artyści są cenieni, to dlatego, że są wybitni, a nie dlatego, że realizują projekty „dla ludzi”. Komentując tę debatę koleżanka powiedziała, że uderza ją fakt traktowania miejscowej społeczności jako potrzebującej podania jej pomocnej dłoni przez artystów, którzy starają się uszczęśliwić ją na siłę. Nie wydaje mi się jednak, by w Sokołowsku taka sytuacja przybrała jakieś groźne rozmiary. Miejscowi trochę korzystają na ruchu, jaki organizuje In Situ, trochę stoją z boku. Wypada przy tym pamiętać, że jest to społeczność specyficzna, nie typowa wieś, ale w większości osoby, które pracują lub pracowały w służbie zdrowia (z racji na sanatoryjną działalność Sokołowska).

Piotr Lutyński i przyjaciele, koncert

Piotr Lutyński i przyjaciele, koncert

Łódź Kaliska, "Szarża stojąca", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Łódź Kaliska, „Szarża stojąca”

Jak mówił Martin Zet, ważna jest nie tyle obserwacja, co uczestnictwo. Za jego sprawą doszło do najczęściej chyba omawianej realizacji Kontekstów IV. Doszło do czegoś, co trudno mi jest nawet nazwać. Najchętniej użyłabym określenia – „dotknięcie realnego”. Owo dotknięcie, wydarzyło się zaraz po żenującym, jak zwykle, happeningu Łodzi Kaliskiej, gdzie przypadkowe statystki świeciły gołymi piersiami, upozowane w rodzaj żywego obrazu (kobiety zawsze tutaj są nieruchomymi obiektami). Martin Zet zaprosił ludzi na trawiaste zbocze, uprzedził, że przy czymś takim jak jego akcja właściwie powinno się rozebrać, więc prosi przynajmniej o zdjęcie butów. W zapadającym zmierzchu, stanęliśmy nad wielkim dołem wykopanym w ziemi. Świeża, brązowa ziemia, dookoła zieleń trawy, ogólna konsternacja. Przestało być miło. To już nie przyjemnie bulwersująca erotomania, to popęd śmierci i jej pornografia. Wiele osób stało na brzegu wykopu mimo próśb artysty – i obserwowało wydarzenia przez obiektyw kamery lub aparatu fotograficznego, wiele odeszło, jednak około trzydziestu wzięło udział w zbiorowym doświadczeniu. Mass grave Martina Zet otwierał bardzo wiele warstw znaczeń, warstw pamięci, indywidualnej i zbiorowej. Pytałam czy zdaje sobie sprawę z tego, że w Polsce nawiązuje wprost do Zagłady, a także formatywnych dla polskiej (nieżydowskiej!) tożsamości – obrazów grobów masowych polskich oficerów (dzierżących w II RP władzę symboliczną) – z Charkowa, Katynia i Miednoje. Mówił: nie zapominajmy o tym, co działo się w byłej Jugosławii, teraz na Ukrainie oraz w strefie Gazy. Cały świat jest grobem – przekonywał. Nie wiedziałam jak odpowiedzieć, nie z bezradności, lecz z szacunku dla jego światopoglądu. Głosy krytyki skłaniały się do tej opinii, że Martin nie rozumie istoty śmierci, głosy wsparcia mówiły o tym, że Martin dostarczył pretekstu do przećwiczenia tego, co praktykuje się zupełnie sztucznie na Zachodzie, nieerotycznego kontaktu i dotyku. Martin Zet zaproponował nam doświadczenie, którego nie da się nazwać: mając w bagażu pamięć o hipokryzji współczesnej kultury i sztuki. Receptą na manipulację Martina Zet, nie było ani uczestnictwo i współczucie ani też odmowa uczestnictwa. Było to patrzenie w niebo, które otwierało się nad naiwnymi ludźmi, leżącymi w warstwach na masowym grobie współczesnego artysty (Co samo w sobie było fałszem jeśli chodzi o sztukę i jej możliwości). Dojmująco mówiło o braku możliwości pokazania przez sztukę cierpienia, i o wewnętrznej pustce artystów.

Martin Zet, "Mass grave", fot.Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Martin Zet, „Mass grave”

Obecna formuła festiwalu może się podobać poprzez nietrzymanie się podziałów środowiskowych i nieoczywiste wybory programowe. Zestaw uczestników nie jest przewidywalny – i to jest dobre. Jednak nie jest to festiwal dla szerokiej publiczności, bo taka tu nie przyjeżdża. Nie mam poczucia, że właśnie czegoś takiego potrzebuje i samo Sokołowsko, i organizator, przymierzający się teraz do otwarcia sali multimedialnej oraz sal warsztatowych w dawnym sanatorium Brehmera. Mimo najlepszych chęci, nie jest to jeszcze laboratorium form, pracy nad projektami artystycznymi. Za mało też było w sumie miejsca na rozmowy w szerszym gronie, moim zdaniem jakiś rodzaj „dyskusji leżakowych” mógłby się odbywać każdego dnia. Na razie jest to przyjemny festiwal, dostarczający wiele miłych chwil i odrobinę dreszczyku, co samo w sobie jest fajne, ale w ten sposób nie osiągnie się ambitniejszych celów artystycznych. Tymczasem Konteksty mają wielki potencjał i mogą w przyszłości stać się doskonałym miejscem spotkań roboczych, jeszcze intensywniejszej pracy warsztatowej. Miejscem burzy mózgów, ścierania się poglądów, twórczości. Jest to doskonałe miejsce na proces, a nie prezentację jego efektów. Laboratorium bardziej niż sanatorium.

Koji Kamoji, "Haikuinstallation", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Koji Kamoji, „Haikuinstallation”

Rita Marhaung, "Second Skin for Sokolovsko", fot. Marcin Polak & Jerzy Grzegorski

Rita Marhaung, „Second Skin for Sokolovsko”

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaJanusz Bałdyga, Jolanta Krukowska, Cezary Marczak, Zbigniew Olkiewicz, Jan Pieniążek, Jarosław Żwirblis, Krzysztof Żwirblis, Robert Alda, Wojciech Bąkowski, Adina Bar-On, Bettina Bereś/Maria Pinińska-Bereś, Marita Bullmann, Laurel Jay Carpenter, Aleksandra Chciuk, Benedicte Clementsen, Marta Czyż, Jerzy Hanusek, Alicja Jodko, Mariusz Jodko, Koji Kamoji, Tomasz Komorowski, Leszek Krutulski, Joanna Krzysztoń, Terese Longva, Piotr Lutyński ,Marek Kozica, Rafał Kukiełko, Grzegorz Kosowski, Kacper Ivo Matuszewski, Andrzej Pietroń, LUX, Łódź Kaliska, Marek Janiak, Adam Rzepecki, Andrzej Świetlik, Andrzej Wielogórski, Rita Marhaug, Alastair MacLennan, Luisa Menano, Jan Mioduszewski, Boris Nieslony, Marcin Polak, Idit Porat, Joanna Rajkowska, Józef Robakowski, Grzegorz Rogala, Paweł Romańczuk, Zygmunt Rytka, Evamaria Schaller, Peter Shelton,Izabela Robakowska, Joanna Szumacher, Michael Snow, Artur Tajber, Magdalena Ujma, Ewa Zarzycka, Piotr Zbierski, Martin Zet
Wystawa Międzynarodowy Festiwal Sztuki Efemerycznej Konteksty w Sokołowsku
MiejsceLaboratorium Kultury Sokołowsko
Czas trwania25-29.07.2014
KuratorMałgorzata Sady
FotografieMarcin Polak & Jerzy Grzegorski
Strona internetowathecontexts.pl
Indeks

Zobacz też