12.05.2015

Przeprosiny przyjęte. Odpowiedź studenta ASP

Nagranie z przeprosinami studentki ASP zostało opublikowane 6 maja 2015 roku. Następnego dnia miało już 75 tysięcy wyświetleń w serwisie YouTube. Zainteresowanie internautów zdaje się potwierdzać kierunek, jaki przybiera polska dyskusja o sztuce coraz bardziej organizującej się wokół rosnącego zainteresowania prekarną sytuacją artystów, kwestii społecznej użyteczności sztuki oraz diagnoz impotencji twórczej młodego pokolenia artystów. Właśnie dlatego, że wypowiedź studentki wybrzmiała z taką siłą w momencie, w którym przygotowany jest już grunt dla jej zrozumienia, chciałbym zaproponować perspektywę radykalnie innego spojrzenia na sprawę – spojrzenia estetycznego. Paradoksalnie uważam, że odwołanie się do tego, co tradycyjnie estetyczne – bezinteresowności i dystansu, okaże się bardziej produktywne i pozwoli uniknąć pytań o autentyczność tej wypowiedzi, intencje studentki, czy ocenę tego wideo jako przedsięwzięcia artystycznego.

Wszystkie te pytania zawarte są w tym wideo w sposób oczywisty. Nie dotyczą one jednak tego, co jest przedmiotem samego filmu, czyli sztuki. Pytają o prawdę stojącą za filmem, o intencje tej młodej dziewczyny, o naturę jej wypowiedzi: czy to sztuka, czy życie? Jeśli sztuka, to czy udana, a jeśli życie, to czy prawdziwe? Mogłoby wydawać się, że te zagadnienia są przedmiotem przede wszystkim krytyki artystycznej – komentarze internatów świadczą jednak o tym, że zadajemy je wszyscy i wszyscy na nie odpowiadamy.

Pytanie o autentyczność tej wypowiedzi to pytanie o to, czy studentka przeprasza „naprawdę”, czy jest to „kolejny pomysł artystyczny”. Jeśli chcemy widzieć w tym filmie „życie”, będziemy traktować go jako „znak czasów” i „głos młodych”, których sytuację znamy i uczymy się rozumieć jej prekarność. Ten „znak” może stać się podstawą dla krytyki polskiej transformacji, która obiecała młodym pracę i świat, gdzie będą mogli robić to, co chcą: malować, performować i grać w filmach Hollywood. Obietnica okazała się iluzją. Z drugiej strony jeśli ta wypowiedź jest życiem, to dlaczego jest tak „spektakularna”? Czyżby efekt był zaplanowany? Czyżby chodziło o dostanie piątki na czwartym roku studiów? Albo gorzej, o promocję? Jeśli to prawda, to sami ulegliśmy iluzji wyprodukowanej przez artystkę, która kłamie i wcale nie przeprasza. Pytanie o autentyczność uruchamia machinę denuncjacji, która demistyfikuje tę wypowiedź albo jako prawdę – prawdę, której nie zna sama Iwona, prawdę o jej pokoleniu, o kapitalizmie – bądź jako fałsz – fałsz wynikający z jej wiedzy: ona wiedziała, że to będzie dobra promocja. Możemy jednak widzieć w tym filmie „sztukę”, nie jest to wcale trudne. Na pewno nie dla tych, którzy się na niej znają. Natychmiast dostrzegą oni znaną im strategię podważenia własnej pozycji. „Przepraszam, że jestem artystką”, to hasło prawie tak nośne jak „każdy jest artystą”. Samozniesienie sztuki to problem eksplorowany przez artystów od ponad 100 lat, wiemy również, o skutkach jego instytucjonalnej pacyfikacji, o pustce gestu artysty, który wyzbywa się tego miana, tylko po to, by jeszcze silniej je zaakcentować. Radykalność przeprosin Iwony jest jednak inna od tej, która stoi za obrazoburczymi praktykami happeningu, ready-made i performance. Ta radykalność zawiera się w ogłoszeniu porażki, która została wyartykułowana jeszcze przed zakończeniem studiów, przed momentem rozpoczęcia kariery – na tym polega dramat młodego pokolenia, ale również artystyczna wartość gestu Iwony (bądź jego wtórność).

Mamy więc do czynienia z zakładem, który ma podwójny charakter – etyczny i estetyczny. Możemy oceniać wideo pod względem szczerości studentki i traktować je jako świadectwo prawdy o sytuacji materialnej i niepokoju. Możemy również uznać je za kłamstwo i widzieć w tym wartość artystycznego zerwania. Obie z tych sytuacji są zrozumiałe dla wszystkich. Każdy żyjący w Polsce jest w stanie umieścić te przeprosiny w kontekście nierówności społecznych lub odnieść je do różnych „rzeczy” jakie robią artyści. Oczywiście możemy zastosować bardziej lub mniej wyrafinowane narzędzia do wypowiedzenia tego, o czym wszyscy wiemy. Nierówności pomiędzy artystami, którzy odnoszą sukces i tymi, którzy boją się o przyszłość, potwierdzić możemy za pomocą nierównej dystrybucji i konwersji kapitałów – społecznego, ekonomicznego czy kulturowego. Możemy też tak jak użytkownik VankeV po prostu zauważyć: „że dziś wystarczy plama na kartce i dobra reklama = sukces za miliony i zachwyt snobów”. Z drugiej strony możemy próbować ocenić film przywołując w pamięci bogatą tradycję artystycznych zerwań, szukając różnic i podobieństw, lub jak Mr.G mrg: „wygooglac nazwisko pana ktorego przeprosila na samym koncu (Oskar Dawicki). Nie wiedziałem kto to ale teraz już wiem ze to jakiś tam performer który w roku 2005 przepraszał za wystawę: I’m sorry (2005) – praca video, w której Dawicki przeprasza za „nieudaną” wystawę.”

Możemy również spojrzeć na to wideo w sposób estetyczny. Bezinteresowność spojrzenia pozwala nam zignorować wszystko, co wykracza poza wideo, a więc naszą wiedzę i pragnienia. Nie musimy już wiedzieć, czy te przeprosiny są naprawdę czy nie, jakie były intencje Iwony, ani tego, jaka jest sytuacja materialna artystów i pozostałych Polaków. Tym, co pozostaje, jest tylko to, co zostało wypowiedziane, bez drugiego dna, bez zagadki, którą należy rozwiązać i znaczenia, które trzeba odnaleźć: 
studiuję sztukę, to jest bezużyteczne, więc przepraszam was wszystkich. Przepraszam za to, że robię coś bezużytecznego.

Ta wypowiedź ma sens, i choć możemy spierać się, czy dziewczyna powinna przeprosić czy nie, to jednak każdy z nas rozumie, że jeśli za coś trzeba przepraszać, to za sztukę. Powszechna zrozumiałość wypowiedzi i jej oczywistość oznacza, że nie jest ona głosem tylko Iwony, lecz pewnej wspólnoty, która współdzieli ten sam sposób myślenia o sztuce i jej użyteczności. Dziewczyna przeprasza za własną ignorancję, za to że nie potrafiła odróżnić co jest przydatne, a co nie, że zignorowała to, co wszyscy wiemy. To nie treść jej wypowiedzi jest interesująca, lecz gest publicznego ogłoszenia własnej niewiedzy. Jeszcze kilka lat temu nie wiedziała jakie miejsce powinna zająć we wspólnocie i popełniła błąd – wybrała źle. Estetyczne spojrzenie pozwala nam ignorować prawdę o warunkach powstania i celach tego wideo, możemy widzieć je jako zwrot do wspólnoty, apel o wybaczenie, gest poddania własnej pozycji pod sąd wszystkich. Widzimy, że wspólnota nie ignoruje tych przeprosin, świadczy o tym ponad 100 tysięcy wyświetleń w przeciągu jednego dnia. Możemy bronić lub oskarżać, demistyfikować lub podkreślać istotę problemu, ale wszyscy zgadzamy się, co do jednego – sztuka nie jest priorytetem.

Niezależnie od tego, czy po prostu uważamy, że sztuka jest niepotrzebna, czy też wydaje nam się, że sztuka jest całkiem przydatna (ale nie tak jak np. węgiel, więc nie dla wszystkich znajdzie się miejsce na rynku), czy też sympatyzujemy ze studentką i myślimy: sztuka jest ważna, a jej wypowiedź smutna. Smutna dlatego, że nierówności w dostępie do różnych kapitałów nie pozwalają nam dziś uwolnić naszych sił twórczych, należy więc zwrócić się ku rzeczom pierwszym i przydatnym – przeprowadzeniu odpowiednich reform. Dzięki nim w przyszłości zajmiemy się sprawami mniej użytecznymi (lecz potrzebnymi) takimi jak obrazy, tańce i śpiew. Przeprosiny przyjmą również ci, dla których sztuka jest nie tyle bezużyteczna, co wręcz anty-użyteczna, czyli szkodliwa, a jedyną jej funkcją jest iluzja legitymizująca społeczne nierówności. Jak dziewczyna z małej mieściny mogła pomyśleć o tym, żeby robić sztukę? Jak mogła dać się zwieść, że przyjemności burżuazji i arystokracji mogą być jej przyjemnościami? W Polsce!? Zafałszowany obraz rzeczywistości zaciemnił jej spojrzenie i kazał jej naśladować bezużyteczne nawyki swoich panów. Wideo jest w takim samym stopniu zrozumiałe dla nas wszystkich, ponieważ wszyscy zgadzamy się co do jednej sprawy – na sztukę przyjdzie czas w przyszłości albo nigdy.

Nasza wspólnota w tym poglądzie jest zjednoczona. Kiedyś ta sama wspólnota nie mogła wyobrazić sobie życia bez walkmana i celebrowała pluralizm. Teraz wiemy, że walkman to przeszłość, spotify okrada artystów, a JayZ jest biznesmenem. Wiemy też, że artyści, żeby zarobić sprzedają to, czego chcą ich odbiorcy: snobom – performensy, mieszczuchom – malarstwo, a masom własną duszę rezygnując ze sztuki na rzecz popkultury. Każdemu zgodnie z odziedziczonym kapitałem. Mamy więc dwa wyjścia – użyteczność sztuki dopiero skonstruować dla lepszej przyszłości, lub poczekać na czas łowienia ryb po południu, uprawiania krytyki przy obiedzie, wtedy bezużyteczność każdego hobby okaże się cnotą. Nasza wspólnota jest zgodna i wie czego jej trzeba, nie potrzebuje sztuki ani filmów z Ameryki – potrzebuje prawdy, pracy, i etosu. Na rozrywki przyjdzie czas.

Od młodej studentki Iwony dowiadujemy się jednej rzeczy: jej wideo w niecałe dwa dni zobaczyło ok. 200 tysięcy widzów! Natomiast reklamę Polski pod tytułem INVEST IN POLAND, w której, przy zawstydzającej choreografii inspirowanej iPadem, przechwalamy się własną prekarnością, przez prawie dwa lata zobaczyło jedynie 33 tysiące widzów. Nie wiemy ilu z nich zainteresowanych było polepszeniem stosunków pracy w Polsce. Czy chcemy wspólnoty, która tak bardzo pragnie wygnać artystów ze swojego państwa? Czy zrozumielibyśmy przeprosiny studenta prawa, za to że chce być prawnikiem, albo studenta ekonomii? Uratujemy nawet studentów filozofii bo nasza wspólnota wie jak wytyczyć sobie drogę prowadzącą do równości i bogactwa. Czy chcemy wspólnoty, która w ten sposób rozumie użyteczność? Jeśli praca malarza, który niewiele zarabia jest bezużyteczna, to w jaki sposób użyteczna jest niskopłatna praca dla korporacji, która podatki płaci na Malcie? Dlaczego nie przepraszamy za pracę w korpo? Dlaczego jesteśmy nierówni? I nie tylko my, ale wszyscy. Czy wspólnota, która przekłada równość na później, ale za to wie, co dla niej dobre i użyteczne naprawdę działa? Czy rewolucja nie wybucha kiedy domagamy się równości tu i teraz? Równości dla tych, którzy chcą malować i dla tych, którzy nie chcą pracować w kopalni, dla tych którzy nie chcą oglądać seriali, i tych którzy lubią strzyc cudze włosy. Nie wiem, co oznacza rewolucja stylistki zjednoczonej z hydrauliczką i rzeźbiarki kroczącej ramię w ramię z pracowniczką call center, ale myślę, że najszybszą do niej drogą jest domaganie się równości dla każdej i każdego i przemyślenie społecznej użyteczności na nowo.

Tadeusz Kościuszko – były student rzeźby i malarstwa Akademii Paryskiej.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też