13.05.2016

Polskie zoo. „Salon Odrzuconych” w Państwowej Galerii Sztuki

Przemysław Chodań
Polskie zoo.  „Salon Odrzuconych” w Państwowej Galerii Sztuki

Życie jest brutalne i niesprawiedliwe. Historia sztuki jest historią wykluczeń, pominięć, walką o władzę i pamięć. W muzeach i galeriach niestety pracują ludzie. Kapryśni, ulegają wpływom, mają ograniczone możliwości poznawcze, lubią tworzyć nieformalne struktury mafijne. Chcą przetrwać. Miło jest mieszkać w mieszkaniu, nie w baraku czy pod zlewozmywakiem w londyńskiej knajpie. Dobrze jest mieć znanych znajomych. Źle jest być artystą wykluczonym. Bez publiczności, wystaw i katalogów (oraz bez kasy), tacy bowiem gorzknieją, biednieją i umierają. Ci, którym udało się dopłynąć do Wysp, kroją cebulę i szorują klozety. Życie. Brutalna prawda jest taka, że za mało mamy w Polsce metrów kwadratowych przestrzeni wystawienniczych, by dogodzić wszystkim, wszystkich wspominać i wszystkim wypłacać honoraria. Lecz jest też jasna strona sytuacji. Dzięki temu rośnie nam w siłę gromada sfrustrowanych, napędzających rozwój teorii krytycznych. Frustracja rodzi dystans, czyż nie? Doceńmy jej błogosławieństwa i przemyślmy mechanizmy świata sztuki, definicje, priorytety, dominujące estetyki. Panią Małkowską całujmy po rękach. I pana Sarzyńskiego też.

Piotr Mańczak, Bad English, 2016

Piotr Mańczak, Bad English, 2016

Salon Odrzuconych, widok wystawy

Salon Odrzuconych, widok wystawy

Na Salonie Odrzuconych można na przykład dojść do konkluzji, że idea „świata sztuki” powinna zostać zastąpiona ideą „światów sztuki”. Równoległych i niekoniecznie mówiących tym samym językiem. Inny świat sztuki prezentują muzea i biura wystaw artystycznych, inny galerie w stolicy, jeszcze inny w Krakowie. Co innego pokazuje się w domach aukcyjnych, co innego w Akademiach. Co łączy te światy, ich animatorów i lansowanych twórców? Otóż wszyscy chcieliby wystawy w Zachęcie i recenzji w „Wyborczej”. Paszport „Polityki” mile widziany, Spojrzenia – jak najbardziej. Nie wszystkim jednak będzie dane. Szczególe trudności będą mieli zmarli i zapomniani. Organizujmy więc retrospektywy, fundujmy katalogi i reinterpretacje, nazwy ulic i pomniki.

Komu? Odpowiedź znajdziecie Państwo w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie na wystawie będącej próbą rewizji polskiej sztuki pod kątem wykluczenia opisanego za pomocą sześciu kategorii: „odrzuceni”, „niezauważani”, „zapomniani”, „niechciani”, „kontestujący” oraz „ciemna materia sztuki”.

Maciej Szczepański, Nietypowe portrety, 2015–2016

Maciej Szczepański, Nietypowe portrety, 2015–2016

Salon Odrzuconych, widok wystawy

Salon Odrzuconych, widok wystawy

Zaczniemy od końca, czyli od ciemnej materii sztuki (w skrócie będę ją nazwać niesztuką). Reprezentuje ją złe malarstwo młodych twórców gdańskiej akademii. Jej pionierami nierzadko są profesorowie i profesorki uczelni artystycznych. Dlaczego ciemna materia sztuki to niesztuka? Ze względu na hermetyczność, nowatorstwo i przekraczanie granic? Nie. Obrazy będące niesztuką to niewprawne nawiązania do dwudziestowiecznych awangard. Trochę kubizmu, trochę abstrakcjonizmu, trochę Bacona, trochę realizmu, trochę Mondriana, kapka surrealizmu. Płaskie, nijakie, w ilości zatrważającej. Niby odważne, niby współczesne, lecz kopiujące z marnym rezultatem pomysły sprzed stu lat. Temat: rozmyty. Autor: przezroczysty. To takie DZIWNE obrazy. Nie komentują współczesności w wymiarze społecznym, brakuje im również autentyzmu psychologicznego, romans z przeszłością jest tutaj zapośredniczony najprawdopodobniej przez Internet. Niesztuka służy niemyśleniu. Kurator, zgodnie z logiką swojego wywodu oraz zgodnie z teorią Gregory’ego Sholette’a mówiącą, że 90% masy świata sztuki pozostaje niewidoczna, poszedł tutaj w ilość. Jeżeli więc nawet talent jakiś skrywa się wśród wystawionych, to niknie w powodzi farby i kilometrach płótna. Dzięki ciemnej materii sztuki uświadamiany sobie, jak wiele obrazów produkują młodzi. Niesztuka malarska jest jednak, wydaje mi się, tym, z czym jest utożsamiana sztuka współczesna wśród studentów i studentek polonistyki oraz poetów. Ma więc swoich odbiorców, może być doceniana i wiele osób chciałoby mieć coś takiego w swoim pokoju. Ciemna materia sztuki nie tylko pokazuje, że złej sztuki jest więcej niż dobrej, ale również obnaża porażająco słaby poziom szkolnictwa wyższego. Niestety, Sarzyński zaprezentował tylko malarstwo, a z całą pewnością ma też dużo złych prac wideo, głupawych performansów czy rzeźb, nijakich fotografii. Jaka szkoda, że zostały wykluczone.

Wróćmy do początku. Wystawa zaczyna się historycznie w obozie „odrzuconych” oprawionymi w złote ramy obrazami artystów, którzy, jaki pisze Szarzyński, wybrali mieszczańskie gusta i powszechną aprobatę zamiast miejsca w historii (Jerzy Kossak, Bronisława Rychter Janowska i Alfons Karpiński). Odrzuceni zostali również ci, którzy idą pod prąd narracji modernistycznej: Zdzisław Beksiński, Jerzy Duda-Gracz i Franciszek Starowieyski. W notkach opisujących dokonania artystów możemy się przekonać, że wielu z nich wystawiało na świecie, ich twórczość znajduje się w kolekcjach muzealnych i prywatnych w samej Ameryce. A w Polsce co? Kariera na okładkach zeszytów. Niesprawiedliwość. Gdy myślę o tej części wystawy, jako żywo przed oczami staje mi figura Ryszarda Horowitza, fotografa, który wyemigrował do Ameryki, gdzie zrobił wielką karierę i został królem kiczu. Co różni słodkie, poetyckie i surrealistyczne obrazy Rafała Olbińskiego, Jacka Yerki czy Stasysa Eidrigevičiusa od wulgarnej niesztuki i jej ciemnej materii? Wprawność w posługiwaniu się pędzlem, determinacja i ceny prac.

Antoni Starowieyski, Płaszcz, 2012

Antoni Starowieyski, Płaszcz, 2012

Salon Odrzuconych, widok wystawy

Salon Odrzuconych, widok wystawy

Sporo poezji i tajemnicy jest też wśród niezauważonych. Muszę jednak skorygować własną przedwczesną konstatację, że wszystkich ciągnie do Zachęty. Kurator tłumaczy, że nie wszyscy artyści są zainteresowani sławą, są i tacy, którzy blichtrem gardzą. Na przykład Antoni Starowieyski, syn Franciszka, działa „zamknięty w świecie własnej wrażliwości, w oderwaniu od zgiełku świata sztuki, nie dbając o jego przywileje”. Inni być może chcieliby się pościgać, ale nie mają po temu warunków. Eryk Korus, malarz – dlatego że mieszka w Cieszynie. Daniel Rycharski – dlatego że „po studiach zdecydował się powrócić na wieś”. W Warszawie, pępuszku polskiego świata sztuki, biznesu i polityki, niełatwo się odnaleźć, to prawda. Ale czy Warszawa odrzuca polską wieś oraz artystów z Cieszyna, dlatego że w niej nie mieszkają? Być może coś jest na rzeczy, skoro kilka lat temu nawet Kraków, na południu Polski, masowo opuszczali artyści, którym kończyła się młodość. Kogo i dlaczego odrzucamy ponadto? Odrzucamy wielkich intelektualistów, takich jak Henryk Waniek, Zbigniew Makowski, Maciej Świeszewski czy Tomasz Boruta. „Głęboka, klasyczna refleksja i namysł nad światem w dzisiejszych czasach nie są wartościami powszechnymi”, pisze Sarzyński. Powszechne są: brak kompetencji do rozwiązywania filozoficznych rebusów, nieznajomość teologii, wiedzy tajemnej, nowożytnego gnostycyzmu włoskiego oraz umiłowanie sztuki łatwej i efekciarskiej. Do kogo mówi kurator? Do innych kuratorów, krytyków czy tak zwanej szerokiej publiczności? Może to nie świat sztuki jest winny powszechnej głupoty, ale system edukacji? Lecz czy system edukacji powinien szkolić młodych obywateli w „klasycznej refleksji”? Czy sztuka musi pytać o Naturę Boga i Artysty? Tajemnicę Aktu Twórczego? Nieśmiertelność Duszy? Wpływ Neoplatonizmu na Chrześcijaństwo? Jezus-Bóg, Jezus-Człowiek? Malarze-myśliciele niepokornie drążą tematy doniosłe, ocierają się o wieczność i tajemnicę istnienia. To pewnie ich premier Gliński chciałby widzieć w narodowych galeriach sztuki. Może ADU napisze o nich piosenkę i będzie promować w programach śniadaniowych w telewizji. Kto wie?

Kontrowersyjne mogą być również kuratorskie wybory w dziale „zapomniani”, na przykład cykl Mistrzowie Zbigniewa Libery przybliżający sylwetki pionierów polskiej sztuki lat siedemdziesiątych (Zofia Kulik, Jan Świdziński, Andrzej Partum, Anastazy Wiśniewski). Funkcjonowanie pamięci instytucji sztuki to temat na oddzielne rozważania, uruchamiają ją bowiem często konteksty spoza świata sztuki. Zapomniani mogą za chwilę zostać przywróceni teraźniejszości i ponownie wkroczyć na salony. Moda na artystów zapomnianych ma się w gruncie rzeczy całkiem nieźle. Przykładem jest twórczość prezentowanego również w Sopocie Jerzego Jurry-Zielińskiego, którego promocją zajmuje się obecnie krakowski Zderzak. Zaproponowane przez kuratora kategorie brzmią dość dramatycznie, zapomnienie może być dla żyjącego artysty doświadczeniem gorzkim. Jednak czy Zofia Kulik jest artystką zapomnianą? Czy zapomniani są Świdziński i Partum? Kto o nich zapomniał? Kuratorzy? Historycy sztuki? Hitem wystawy i postacią, która jak w soczewce skupia wszystkie problemy teoretycznie, praktycznie i estetyczne wystawy, jest bezsprzecznie Przemysław Kwiek ze swymi dwiema pracami: Awangarda maluje bzy oraz Awangarda bzami handluje w Łomiankach. Zapomnienie, wykluczenie, walka z biedą stały się dla Kwieka materiałem prac o niezwykle uniwersalnym przesłaniu, takim, z którym mogą się utożsamić wszyscy twórcy w kryzysie. Kwiek jest jednocześnie gorzki, ironiczny i całkowicie autentyczny. Frustracja zrodzić może perełki sztuki, lecz zdarza się to nader rzadko. Ech.

Maria Koshaleva, Kora w oknie, 2015

Maria Koshaleva, Kora w oknie, 2015

Marta Wawrzynowicz, Bez tytułu, 2013

Marta Wawrzynowicz, Bez tytułu, 2013

W dziale „kontestujący” pokazano prace Tymka Borowskiego, Piotra Kmity, Kordiana Lewandowskiego, Pawła Susida, Iwony Ogrodzkiej, Andrzeja Urbańskiego oraz The Krasnals.

Kontestujący rzeczywiście są tutaj The Krasnals i Kordian Lewandowski rapujący o „Kozyrze, polskiej sztuki pierwszej zdzirze”, dla którego Libera to „leń śmierdzący, co zwykłej pracy się boi”. Pani w refrenie śpiewa: „W galeriach współczesności katharsis już nie gości, na wernisażach niemal wszystko ssie”. Lewandowski jest wulgarny i chyba trochę głupawy, posiada jednak jasny i zrozumiały przekaz. Borowski analizuje działanie świata sztuki oraz strategie artystyczne, które mają zapewnić sukces. Paweł Susid ironizuje na potęgę. Kmita nabija się Sasnala i Libery, ale w porównaniu z Lewandowskim jest grzeczny i miły. Wiemy, że to dobry chłopak. Pozostali niechciani to Dorota Nieznalska, Jacek Adamas i Andrzej Fogtt. Dlaczego tak skromnie, dlaczego tak mało niechcianych?

Michał Mąka, Women Clones I, 2015

Michał Mąka, Women Clones I, 2015

Daniel Rycharski, Brama na 150 rocznicę zniesienia pańszczyzny, 2014

Daniel Rycharski, Brama na 150 rocznicę zniesienia pańszczyzny, 2014

Salon Odrzuconych jest wystawą potężną. Liczba nazwisk i prac jest przytłaczająca. I robi wrażenie. Faktem jest, że mamy nadprodukcję sztuki, że tak zwany główny nurt jest dość wąski i nie wszystkie łódki się w nim pomieszczą. Oczywiście jest się do czego przyczepić. Podstawowym zarzutem może być to, że sztuka równa się tutaj niemal wyłącznie malarstwu. Nie mamy niezauważonych performerów, odrzuconych twórców wideo czy zapomnianych rzeźbiarzy. Pominięto cały obszar twórców związanych z konstruktywizmem i abstrakcją, sztukę konceptualną reprezentują tylko Mistrzowie Libery. A co ze sztuką feministyczną i sztuką kobiet w ogóle? Wystawa robi wrażenie, jakby kurator tęsknił za PRAWDZIWĄ sztuką malarską i wielkimi metafizycznymi tematami. Nie ma ani słowa o sztuce mniejszości seksualnych. Sarzyński nie wspomina też o cenzurze, uwikłaniu pola sztuki w politykę. Wielu wykluczonych i pokrzywdzonych przez świat sztuki to wykładowcy uczelni artystycznych, co może być argumentem za teorią wielości światów sztuki. Co dobrego przynosi Salon Odrzuconych? Niewiele, choć mogą się pojawić pytania, dlatego taka wystawa powstała właśnie teraz i jakie są jej powiązania z ideologią „dobrej zmiany”. Same konstatacje na temat złożoności świata sztuki, dynamiki, której elementy (wręcz niezbędny warunek istnienia) stanowią selektywność, wybiórczość, odkrywcze nie są. Truizmem jest niestety również to, że dobrze się ma kumoterstwo, że ważne są znajomości i promowanie swoich (tematy podejmowane przede wszystkim przez The Krasnals). Kto tego nie widzi lub to neguje, jest głupi, ślepy, głuchy lub kłamie. Cóż poradzić? Może kursy relaksacji, techniki oddechowe, joga? Na moje oko układy, zależności formalne i nieformalne wynikają przede wszystkim z niepewności, z lęku o jutro, z biedy. Świat sztuki uruchamia instynkty przetrwania, powoduje nadaktywność tak zwanego starego, zwierzęcego mózgu. Boimy się, że konkurencja nas zeżre, więc musimy walczyć o widoczność, dotacje, znajomości. Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam. Tak działa człowiek w dzikim środowisku. Podobnie działa człowiek w świecie sztuki. Witamy w polskim zoo.

Salon Odrzuconych, widok wystawy

Salon Odrzuconych, widok wystawy

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaJacek Adamas, Stanisław Baj, Zdzisław Beksiński, Tymek Borowski, Tadeusz Boruta, Michał Brzostek, Jerzy Duda-Gracz, Stasys Eidrigevičius, Marek Firek, Andrzej Fogtt, Edyta Gadzinowska, Ryszard Górecki, Paulina Jaklik, Jerzy Jurry-Zieliński, Joanna Kałdan, Alfons Karpiński, Adrian Kempa, Piotr Kmita, Eryk Korus, Maria Koshaleva, Jerzy Kossak, Paulina Kralka, The Kransals, Stefan Krygier, Weronika Kwiatkowska, Przemysław Kwiek, Kordian Lewandowski, Zbigniew Libera, Marta Lipiec-Bortkiewicz, Zbigniew Makowski, Piotr Mańczak, Michał Mąka, Piotr Naliwajko, Dorota Nieznalska, Iwona Ogrodzka, Marek Okrassa, Rafał Olbiński, Paulina Przywuska, Agata Przyżycka, Daniel Rycharski, Bronisława Rychter-Janowska, Tomasz Sętowski, Antoni Starowieyski, Franciszek Starowieyski, Paweł Susid, Józef Szajna, Maciej Szczepański, Janusz Szpyt, Maciej Świeszewski, Andrzej K. Urbański, Henryk Waniek, Marta Wawrzynowicz, Maciej Wichnowski, Agnieszka Wielewska, Patryk Wilk, Szymon Wirchanowicz, Anna Wypych, Jacek Yerka, Lech Żegalski
WystawaSalon Odrzuconych
MiejscePaństwowa Galeria Sztuki w Sopocie
Czas trwania15.04-22.05.2016
KuratorPiotr Sarzyński
Strona internetowawww.pgs.pl
Indeks

Zobacz też