25.07.2015

Natura performansowi szkodzi

Karolina Plinta
Natura performansowi szkodzi
Malownicza pokutnica zmierza nad jezioro. Sokołowsko, festiwal Konteksty

Malownicza pokutnica zmierza nad jezioro. Sokołowsko, festiwal Konteksty, peformans Karoliny Kliszewskiej

Nie jest żadną tajemnicą, że największą zaletą festiwalu Konteksty jest otoczenie – urocze miasteczko leżące na uboczu rzeczywistości (można tu nawet spokojnie pić piwo na ulicy i ten proceder jest tu uprawiany od południa do wczesnych godzin porannych dnia następnego) oraz niezwykle atrakcyjne plenery, dające możliwość kontaktu z dziką przyrodą. Kilkudniowy pobyt w Sokołowsku gwarantuje wypoczynek i świetną zabawę (właściwie nieuniknioną, jest się w końcu na kilka dni skazanym na integrację z performerami). Także siedziba fundacji In Situ robi duże wrażenie – jest to zabytkowy pałac z drugiej połowy XIX wieku, umiejscowiony w kilkuhektarowym parku, gdzie znaleźć można także inne, mniejsze wille. Obecnie pałac jest zrujnowany, ale jego odbudowa posuwa się prężnie, tak więc zapewne za 5-6 lat cały kompleks stanie na nogi. Można by więc bez przesady powiedzieć, że jest to rajska enklawa performansu i sztuk efemerycznych, dająca artystom niezwykłe możliwości do działań. Przyglądając się jednak niektórym akcjom podczas Kontekstów stwierdziłam, że jest to miejsce o tyle cudowne, co problematyczne; więcej, jest to w zasadzie kontekst-płapka, w którą wpada większość artystów i z pełnym zadowoleniem w niej zostaje, bo przecież jest tu tak miło.

O zagrożeniu wynikającym z nadmiernego kontaktu z naturą zdałam sobie sprawę ostatniego dnia festiwalu, na który zaplanowano dalsze projekcie filmowe oraz (wreszcie!) prezentacje młodych artystów uczestniczących w warsztatach prowadzonych przez starszych performerów. Najbardziej spektakularną formę przybrała wspólna akcja młodych z grupy kontrowersyjnego duetu VestAndPage, urządzona nad jednym z okolicznych jeziorek. Pierwszy znak nadchodzącej klęski pojawił się jeszcze na drodze na miejsce akcji, gdzie ociężale wlokła się odziana w pokutnicze szaty performerka. W brązowej chałacie, krowim łańcuchu na szyi i boso, ciągnęła za sobą drewnianą drabinę, a żeby nie było zbyt łatwo, na plecach dźwigała jeszcze grabie z przewieszonym przez nie wiadrem. Jeszcze na początku miałam nadzieję, że może jest to rodzaj ironii i wiejska siłaczka zaraz zrobi coś, co jakoś tę sytuację odczyni, ale nic z tego. Po dojściu na miejsce dziewczyna po prostu zaczęła grabić siano, najwidoczniej manifestując tym swoje ciągoty do uroków pracy na roli.

Nad samym jeziorem za to działy się cuda, budzące a to konsternację, a to rozbawienie. Oto bowiem na miejscu okazało się, że grasuje tu banda wariatów, dzikusów tudzież postaci baśniowych, sprowadzonych tutaj jakby krotochwilną odezwą Pana Kleksa: w wodzie pływała półnaga topielica, od czasu do czasu demonstrująca publiczności swoje jędrne piersi, gdzie indziej smętna anemiczka ugniatała glony leżące na brzegu, ktoś siedząc pupą w wodzie opowiadał o swoich traumach z dzieciństwa, a w płynącym nieopodal strumyku skakało dzikie dziecko, wydające z siebie zwierzęce poryki i z trudem tłumiące wybuchy agresji. Przede wszystkim zaś był to spektakl młodych ciał, a to prześwitujących przez mokre koszulki, a to wyłaniające się z glonowych odmętów, a to znowu filuternie tylko częściowo odsłanianych, przyozdabianych za to różnymi kuszącymi elementami (np. piórka). Co ciekawe, nikt jednak nie chciał rozebrać się całkowicie do naga, z czego wniosek, że młodzi performerzy, nawet chcąc podążać ścieżką mistrzów, majtki na sobie mieć muszą.

Wodna nimfa (w tej roli Anna Kosarewska) odpoczywa po akcji an kamulcach. Sokołowsko, Festiwal Konteksty

Wodna nimfa (w tej roli Anna Kosarewska) odpoczywa po akcji an kamulcach. Sokołowsko, Festiwal Konteksty

Wydać się może dosadne, że nazywam ich wprost bandą szaleńców, ale w zasadzie koncept całej akcji takiej interpretacji nie wyklucza. W końcu każdy z performerów miał zrobić coś o sobie, przepracować jakiś swój problem tudzież z dawna skrywaną traumę. Były to więc akcje całkowicie wsobne, skupione na samych artystach i właściwie tylko ich dotyczące. Każdy tutaj coś o sobie opowiadał albo się leczył… W tym sensie tym bardziej zaskakująca jest ich zgoda na działanie w kontekście tak bardzo oddalonym od rzeczywistości (romantyczne jeziorko pośród gór i lasów). Nie wiem, może ktoś z nich mieszka na wsi i nagie kąpiele w jeziorze to dla nich sytuacja codzienna, ale jednak coś tu jest mocno nie tak. Gdyby w tym jeziorze chociaż pływały jakieś śmieci, a w pobliżu była fabryka zatruwająca wody toksyczną substancją, może bym to jeszcze jakoś zaakceptowała jako grupowe działanie pro-ekologiczne. Jednak w przypadku, kiedy mamy do czynienia właściwie z przestrzenią idylliczną, warto by się zastanowić nad tym, po co się to robi i czy przypadkiem poddanie się sytuacji nie prowadzi do absurdu, głupkowatego teatrzyku odegranego przez bandę odrealnionych egocentryków.

Z akcji warsztatu VestAndPage obronną ręką wyszła tylko Justyna Łoś, która nie brała udziału w działaniach nad jeziorem, a swoją akcję przygotowała przy kinie. Chcąc najwidoczniej radykalnie odciąć się od kontekstu dzikiej natury, wyłoniła się z kontenera na śmieci i podjęła karkołomną próbę nauki żonglowania z internetowego tutorialu. Tablet z filmem trzymał duet „nauczycieli”, a po kilku nieudanych próbach zniechęcona Justyna pomaszerowała do drugiego kontenera i zanurzyła się w środku. W kontekście tego, co nastąpiło później, odbieram jej działanie to jako wyraz sceptycyzmu i chęć zdystansowania się wobec metody proponowanej przez VestAndPage. Było to także zademonstrowanie figur bezsilności i rezygnacji, które swoją drogą pojawiały się też w innych jej akcjach.

Justyna Łoś uczy się żonglować plastikowymi zabaweczkami. Sokołowsko, festiwal Konteksty

Justyna Łoś uczy się żonglować plastikowymi zabaweczkami. Sokołowsko, festiwal Konteksty

Jak to się stało, że tylko jedna osoba z całej grupy warsztatowej nie utonęła w zarysowanym powyżej artystycznym bajorze? Dla sprawiedliwości dodam, że zapewne młodzi performerzy nie są jedynymi ofiarami uroczych sokołowskich plenerów, które niezwykle kuszą, żeby zrobić w nich coś właśnie uroczego. Albo głęboko duchowego, wzniosłego i pięknego. Takie wartości preferuje zresztą kuratorka festiwalu, Małgorzata Sady, do czego się jawnie przyznaje. „Przede wszystkim, cenię sztukę, która oferuje wartości ponadczasowe, a nie tylko doraźny komentarz” – stwierdziła w jednej z wieczornych dyskusji i przyznajcie, że brzmi to niezwykle konserwatywnie. Z tego względu nie ma się co dziwić, że podczas Kontekstów istnieje niewielka szansa na spotkanie z prawdziwym artystycznym eksperymentem lub nowymi jakościami w sztuce. Takie na pewno ciężko dostrzec, jeśli nieustannie celebruje się własną grupę przyjaciół i hołduje łatwemu gustowi. Przy okazji, można też nie dostrzec, że doceniane w Sokołowsku „wartości ponadczasowe w sztuce” zdążyły się już zestarzeć i odejść do lamusa. Póki więc organizatorzy Kontekstów tego problemu nie zrozumieją i nie zdecydują się na estetyczną oraz personalną rewolucję, ich festiwal będzie pogrążany w artystycznym impasie. A szkoda, bo mógłby stać się imprezą kultową, jeśli tylko znalazło by się tu miejsce na świeże spojrzenie.

Relację z poprzednich dni tegorocznej edycji Kontekstów można znaleźć na blogu: sokodeluxe.tumblr.com

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

WystawaV Międzynarodowy Festiwal Sztuki Efemerycznej Konteksty
MiejsceSokołowsko
Czas trwania18-22 lipca 2015
KuratorMałgorzata Sady
Strona internetowawww.contexts.com.pl
Indeks

Zobacz też