25.10.2019

Mit białego miasta. O wystawie „Gdynia – Tel Awiw” w Muzeum Polin

Anna Cymer
Maria Kiesner, „Gdynia – collage”, 2018, a/p, wł. autorki
Mit białego miasta. O wystawie „Gdynia – Tel Awiw” w Muzeum Polin
Maria Kiesner, „Gdynia – collage”, 2018, a/p, wł. autorki
Wystawa w Polin byłaby dobrą okazją do zastanowienia się nad tym, na ile Gdynia i Tel Awiw zostały wzniesione na robotniczym micie, a ile było w obu inwestycjach politycznej kalkulacji, dla której architektura stała się dobrym narzędziem. Niestety, sprowadziła się do radosnej opowieści o pięknych budowlach dla nowoczesnych ludzi.

Kiedy polski rząd podjął decyzję o budowie nowego, portowego miasta nad Bałtykiem, było jasne, że przyjmie ono stylistykę modernistyczną, bo ów styl był w pierwszych dekadach XX wieku synonimem postępu, nowoczesności i innowacji. Gdynia, zbudowana na niewielkim skrawku bałtyckiego wybrzeża, które po rozstrzygnięciach Traktatu Wersalskiego zostało przyznane Polsce, była przedsięwzięciem nie tylko budowlanym, ale i propagandowym; wymagała więc efektownych kształtów. Nowy styl architektoniczny dostosowano do lokalnych potrzeb: gdyński modernizm przybrał formy zmonumentalizowane i ubrane w stylistykę „steamline”, kojarzącą się z dalekomorskimi okrętami. Do dziś symbolami Gdyni jest tych kilka potężnych gmachów – siedzib urzędów i instytucji – których białe elewacje i opływowe sylwetki górują nad prostą zabudową mieszkalną czy usługową. Kiedy w Warszawie budowano posępne, kamienne gmachy siedzib władzy, w Gdyni rosły poprzecinane poziomymi pasami okien białe biurowce – okręty, których zaokrąglone kształty sprawiały wrażenie, jakby budowle pruły po ulicach niczym statki po morskich falach.

Twórcy wystawy Gdynia – Tel Awiw w warszawskim muzeum Polin wychwycili podobieństwa pomiędzy architekturą Gdyni i Tel Awiwu – w obu była na usługach polityki w większym niż to ma zwykle miejsce zakresie.

Nie bez przyczyny modernizm nazywa się „stylem międzynarodowym”. Na długo przed globalizacją geometryczne, jasne bryły okazały się pasować do każdego klimatu oraz kultury i rozprzestrzeniły się po świecie, w pierwszej połowie XX wieku stanowiąc znak postępu – z równą skutecznością osadzano je w krajach arabskich, jak europejskich. Tel Awiw w czasie, gdy nad Bałtykiem budowano Gdynię, stał się miejscem osiedlania się Żydów – w zaledwie pięć lat (1920–1925) ludność miasta wzrosła z 2 do 34 tysięcy. W obliczu tego zjawiska powstały urbanistyczne i architektoniczne plany rozbudowy. Rzecz jasna w stylu modernistycznym – i to miasto aspirowało do miana nowoczesnej metropolii. Gdy w 1933 roku do władzy w Niemczech doszedł Hitler, do Tel Awiwu zaczęli masowo przenosić się także niemieccy Żydzi. Wśród nich spore grono projektantów, związanych z założoną w 1919 roku przez Waltera Gropiusa szkołą Bauhaus. Choć nade wszystko szukali oni schronienia przez faszystowskim reżimem, w Tel Awiwie znaleźli też doskonały klimat polityczny dla swojej działalności projektowej. Powstało – dziś wpisane na Listę UNESCO – tzw. Białe Miasto, modernistyczna dzielnica luksusowych domów, willi i gmachów użyteczności publicznej, zaprojektowana w (dostosowanym do upalnego klimatu) stylu „bauhausowskim”.

Lata 80. Nie tylko postmodernizm Fragment z książki Anny Cymer "Architektura w Polsce 1945-1989" (wyd. Centrum Architektury). CZYTAJ!

Twórcy wystawy Gdynia – Tel Awiw w warszawskim muzeum Polin wychwycili podobieństwa pomiędzy cechami zabudowy dwóch wznoszonych w podobnym czasie portowych miast. W obu nowa architektura służyła budowaniu wizerunku, była na usługach polityki w większym niż to ma zwykle miejsce zakresie. W scalanej na nowo z trzech zaborów Polsce i w procesie tworzenia nowego państwa żydowskiego miejskie inwestycje miały cel o wiele ważniejszy niż tylko poprawę jakości życia i rozwój społeczny. Były silnymi politycznymi symbolami. Czy przewidzieli to twórcy tego nurtu? Czy było to zgodne z czynionymi przez nich założeniami?

Janusz M. Brzeski, „Bez tytułu (Kobieta)”, 1933, t/t/k, MMG
Janusz M. Brzeski, „Bez tytułu (Transatlantyk)”, 1933, t/t/k, MMG
Janusz M. Brzeski, „Bez tytułu (Plaża)”, 1933, t/t/k, MMG
„Gdynia – Tel Awiw”, widok wystawy
„Gdynia – Tel Awiw”, widok wystawy
„Gdynia – Tel Awiw”, widok wystawy
„Gdynia – Tel Awiw”, widok wystawy

Modernizm narodził się przede wszystkim z potrzeby społecznej: proste, tanie i szybkie w budowie domy miały nadążać nad zmianami w strukturze społeczeństw, w których po rewolucji przemysłowej coraz liczniejsza stawała się klasa robotnicza. Dynamiczny rozwój miast i potrzeba zapewnienia domów dla pracowników fabryk stały u podstaw nowej stylistyki. Na początku XX wieku aż nazbyt dobrze dało się zobaczyć, że dotychczasowy model mieszkalnictwa w postaci mieszczańskiej kamienicznej zabudowy stracił rację bytu.

„Suma niewiarygodnych przemian, które dokonały się w trakcie ostatniego półwiecza rozwoju przemysłowego, przeobraziła życie ludzkie w stopniu większym niż wszystkie stulecia od czasów Chrystusa razem wzięte” – pisał Walter Gropius, szukając form budynków odpowiadających nowym czasom. Modernistyczne domy pozbawiono kosztownych detali czy zdobień i budowano z prefabrykatów, bo tym sposobem można było je realizować w szybkim tempie i za niewielkie pieniądze. Ale czyste, proste, geometryczne formy nowych „maszyn do mieszkania” nie trafiły do niszy taniego budownictwa dla robotników – okazało się, że wspaniale oddają ducha nowej epoki i pasują do każdego rodzaju budowli. Tak samo dobrze w nowym stylu budowało się socjalne osiedla, jak monumentalne gmachy użyteczności publicznej czy nawet luksusowe wille.

Wystawa w Polin nie drąży politycznych aspektów kreowania za pomocą modernistycznej architektury propagandowej rzeczywistości, tak potrzebnej w wyjątkowo trudnych czasach między wojnami, nie analizuje głębiej politycznej, ekonomicznej, społecznej sytuacji w dwóch budujących na nowo swoją tożsamość narodach. Jest raczej radosną opowieścią o pięknych budowlach dla nowoczesnych ludzi – i w tej kategorii zrobiona jest doskonale. Biała scenografia (proj. ONTO STUDIO | Kaja Nosal, Anna Wręga), zaokrąglone w stylu „steamline” ścianki działowe, piękne, starannie wykonane makiety budynków (rzadkość w polskim wystawiennictwie!) budują ducha tej wystawy, na której zobaczyć można zarówno etapy rozwoju obu miast, najciekawsze budynki, jak i ślady klimatu, który tym dwóm inwestycjom towarzyszył. Od sugerowanej nowoczesnym mieszkańcom modernistycznych domów w Tel Awiwie diety czy modnych dyscyplin sportowych, przez rozwój obiektów rekreacyjnych i turystycznych (oba miasta miały status kurortów), handlowych, usługowych, po przedsięwzięcia uatrakcyjniające życie codzienne, jak festyny i obchody świąt. Autorom wystawy udało się też zebrać prace artystów, których rozbudowujące się nadmorskie modernistyczne miasta inspirowały – można w Polin zobaczyć obrazy żydowskich malarzy, dokumentujących życie w Tel Awiwie czy prace polskich pejzażystek, malujących Gdynię (okazuje się, że inspirowała ona szczególnie kobiety, jak Michalina Krzyżanowska i Kazimiera Pajzderska).

Architektura Nowoczesna, fot. Ze’ev Aleksandrowicz
Morze i Plaża, fot. Ze’ev Aleksandrowicz
Miejscowi i Przybysze, fot. Ze’ev Aleksandrowicz
Kino Rimon (później Allenby), 1934, proj. Salomon Gepstein, fot. z 1936 r. z anonsem występu Jana Kiepury, PH
Kobieta pod parasolem na plaży w Tel Awiwie, LC
Targi Lewantyńskie, fot. Ze’ev Aleksandrowicz
Architektura Nowoczesna, fot. Ze’ev Aleksandrowicz
Targi Lewantyńskie, fot. Ze’ev Aleksandrowicz
Miejscowi i Przybysze, fot. Ze’ev Aleksandrowicz
Ulica Dizengoffa w Tel Awiwie, widok w kierunku północnym, LC

Ten sielankowy nastrój radosnego budowania nowego miasta zakłóca historia, wyeksponowana na antresoli (czy ta osobność jest dziełem przypadku?). To opowieść o – także modernistycznym w stylu – gdyńskim Obozie Emigracyjnym, ośrodku, w którym „osoby opuszczające Polskę w higieniczny, szybki i humanitarny sposób przygotują się do wspólnej podróży i przejścia restrykcyjnych kontroli zdrowotnych w miejscu docelowym”. Bo o ile Tel Awiw miał być portem dla przybywających, Gdynia rozbudowywana była także z myślą o tych, którzy chcą wyjechać (to tylko zasygnalizowany, a niezwykle ciekawy wątek – kiedy to w latach 30. programowo państwo ułatwiało Polakom emigrację, bo miało się to przyczynić do rozwoju ekonomicznego kraju). Dziś w głównym budynku gdyńskiego Dworca Morskiego (modernistycznego, a jakże) działa Muzeum Emigracji, dokumentujące niemalże masowe wyjazdy z międzywojennej Polski.

Kompleks Hal Targowych w Gdyni, 1937, proj. Jerzy Müller, Stefan Reychman, fot. sierpień 1938, NAC
Gmach Urzędu Pocztowo-Telegraficznego przy ul. 10 Lutego 10 w Gdyni, 1929, proj. Julian Puterman-Sadłowski i Antoni Miszewski, fot. Henryk Poddębski, MMG
Kobiety podczas spaceru na molo, 1938–1939, NAC
Plażowicze podczas wypoczynku nad morzem Bałtyckim, lipiec 1932, NAC
Drewniane molo w Gdyni-Orłowie, fot. Henryk Poddębski, 1935, MMG
Molo i pawilon Żeglugi Polskiej w Gdyni-Orłowie, fot. Henryk Poddębski, 1935, MMG

Wystawa w Polin wpisuje się w nurt wielu ekspozycji, opracowanych w tym roku z okazji jubileuszu stulecia Bauhausu, z których większość sprowadzała się do eksponowania zachowanych z dorobku uczelni przedmiotów, dzieł sztuki i projektów budynków. Mimo upływu czasu dziedzictwo założonej przez Waltera Gropiusa uczelni wciąż traktujemy jako zbiór gadżetów – za mało jest krytycznej analizy modernistycznego dorobku, a nade wszystko mitu, jaki wokół tego nurtu został zbudowany i w którym po dziś dzień żyjemy. Gropius pisał: „Architekt powinien projektować budowle nie z myślą o stawianiu pomników, lecz traktując je jako naczynia na strumień życia, który mają pomieścić, a jego wizja musi być na tyle elastyczna, by współgrała z dynamicznymi cechami nowoczesnego życia”. Brakuje analizy, na ile architektura modernistyczna stała się tym „naczyniem na strumień życia”, a w jakim stopniu używano jej w działalności propagandowej i jak geometryczne bryły nowych budynków stały się narzędziem polityki, używanym do budowania narodowych mitów.

„Gdynia i Wybrzeże. Przewodnik”, proj. Jastrzębiec-Kozłowski, Gdynia 1933, JS
„Polonia. The largest ship on the line (Najszybszy statek na linii)”, ok. 1936, plakat, CZA
Tadeusz Trepkowski, „Palestine Line”, 1935, plakat, AoP
„GAL Wycieczki morskie 1938”, folder, proj. Kazimierz Mann, JS

Wystawa w Polin byłaby dobrą okazją do zastanowienia się nad tym, na ile Gdynia i Tel Awiw także zostały na tym micie wzniesione, ile było w obu inwestycjach politycznej kalkulacji, dla której architektura stała się dobrym narzędziem. Wydaje się, że w obu miastach z rozmysłem zerwano z socjalnym obliczem modernizmu i przerobiono go na monumentalne i efektowne bryły, mające swoją surową geometrią dominować i akcentować wielkość i ważność – Gdynia miała być przecież ważniejsza i lepsza od uważanego za miasto niemieckie Gdańska, a żydowski Tel Awiw miał górować nad arabską Jafą. To fenomenalne, że stworzony właściwie na potrzeby osiedli robotniczych nurt w architekturze, wyolbrzymiony, zmonumentalizowany, pozbawiony swego społecznego fundamentu stał się językiem politycznej propagandy, tak samo skutecznym nad zimnym Bałtykiem, jak na Bliskim Wschodzie. Nie bez przyczyny po II wojnie światowej modernizm doskonale sprawdził się w krajach o ustroju autorytarnym – ten porządkujący wszystko, chłodny, pozbawiony indywidualizmu styl idealnie pasował do kreowania kolejnego wcielenia „lepszego świata”.

„Gdynia – Tel Awiw”, widok wystawy
„Gdynia – Tel Awiw”, widok wystawy
„Gdynia – Tel Awiw”, widok wystawy

Niestety refleksji nad modernizmem jako narzędziem kształtowania społeczeństw i budowania pewnego nastroju politycznego w Polin nie zobaczymy, mimo że i w Gdyni, i w Tel Awiwie był wykorzystywany dokładnie w tej roli. Warszawska wystawa – efektowna, przyjemna, pogodna – zatrzymuje się na powierzchownym pokazaniu pięknych obiektów, atrakcyjnej i łatwej narracji opakowanej w wysmakowaną i estetycznie przygotowaną scenografię.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

WystawaGdynia – Tel Awiw
Czas trwania13.09.2019–3.02.2020
KuratorArtur Tanikowski
Strona internetowapolin.pl
Indeks

Zobacz też