18.01.2019

Miasto porzuconej historii. „Wrocławska sztuka od rzeczy” w galerii Entropia i „Sztuka podręczna Wrocławia” Anny Markowskiej

Marcin Ludwin
Miasto porzuconej historii. „Wrocławska sztuka od rzeczy” w galerii Entropia i „Sztuka podręczna Wrocławia” Anny Markowskiej
Anna Markowska w swojej książce kładzie silny nacisk na to, że w obiegu instytucjonalno-muzealnym nadal prymat wiedzie linearne podejście do historii, ciągnące zwiedzającego za rękę od daty do daty. Tym bardziej wystawa Jerzego Kosałki jest potrzebna, ponieważ jej dążenie do utworzenia jak najbardziej heterogenicznego zbioru ma w sobie duży potencjał reinterpretacyjny.

Wystawa Wrocławska sztuka od rzeczy w pierwszej chwili wprowadza w zakłopotanie. Od niedzielnego targowiska galerię Entropia odróżnia to, że eksponowane przedmioty nie leżą na starych gazetach, tylko zostały gęsto upchnięte na ścianach. Przy wejściu mizdrzą się do nas: para rajstop, różowy biustonosz, kilka bluzek powieszonych na wieszaku, różne nakrycia głowy, metrówki, piła elektryczna, samowar… Mógłbym tę listę ciągnąć do końca tekstu. Zastanawiam się, czy nie golnąć sobie kieliszka absyntu – tak, ten też tam jest. Na całe szczęście mam przy sobie dopiero co wydaną książkę Anny Markowskiej, Sztukę podręczną Wrocławia.

Profesorka Uniwersytetu Wrocławskiego podjęła próbę przedstawienia historii Wrocławia oraz związanych z tym miastem działań artystycznych przez pryzmat przedmiotów zastanych w tym mieście i przywiezionych do niego po zakończeniu II wojny światowej. Książka została wydana w formie leksykonu, jednak hasła nie odwołują do konkretnych osób bądź wydarzeń, tylko skupiają się na samych rzeczach. Do tej konstrukcji bezpośrednio nawiązuje Jerzy Kosałka, kurator wystawy Wrocławska sztuka od rzeczy.

Sztuka podręczna Wrocławia zgrabnie balansuje na granicy lekkich anegdot i monumentalnego kompendium wiedzy o sztuce Wrocławia. Brzmi jak cel niemożliwy do spełnienia, w którego osiągnięciu chyba pomogła determinacja autorki, aby napisać książkę do czytania od deski do deski.

Dla osoby, która nie miała styczności z książką Anny Markowskiej, ekspozycja prezentowana w Entropii wywoła wrażenie opisane w pierwszym akapicie tego tekstu. Atmosfera targowiska powoli ustępuje przy skupieniu uwagi na prezentowanych obiektach. Trochę jak w sklepie z używaną odzieżą, zaczynamy polować w bezimiennej masie na co ciekawsze kąski, które zyskują na wartości pod wpływem naszych wyborów. Przedmioty codziennego użytku mieszają się z dziełami artystów, wspólnie zadając pytanie o sens naszych poszukiwań. Wśród różnych części garderoby i najrozmaitszych narzędzi znajdujemy słoiki wypełnione przez Andrzeja Dudka-Dürera skrawkami dżinsów lub kurzem. Nieopodal w kącie stoją ceramiczne grzyby Krzysztofa Wałaszka. Wyżej na ścianie wiszą kawałki bród między innymi Stanisława Sielickiego i Marcina Harlendera, których autentyczność została potwierdzona podpisem.

Każdy z obiektów pokazywanych na wystawie uruchamia prywatne sieci skojarzeń, jednak to nie nasze spojrzenie jest tutaj najważniejsze. Obraz Bożeny Grzyb-Jarodzkiej Bożenaz 1995 roku, nawiązanie do sztuki kontekstualnej Jana Świdzińśkiego, klatka z Najkrótszego filmu świata Anny Kutery, Instalacja wodno-elektryczna Jerzego Kosałki – są to dzieła sztuki lub obiekty z nimi związane, a co za tym idzie, jesteśmy w stanie powiedzieć kiedy powstały, kto jest ich autorem, jakie były jego/jej intencje. Jednak te prace są na wystawie traktowane jak zwykłe przedmioty. Kurator i autorka leksykonu kładą nacisk na mikronarracje z nimi związane – czasami tylko wspomniane na marginesie książek, bardzo często istniejące tylko w czyjejś pamięci. Dobrze to widać na przykładzie wcześniej wspomnianego obrazu Bożeny Grzyb-Jarodzkiejktóry w samej książce pojawia się pod hasłem „skroll”, gdzie opisano przygotowaną przez galerię Entropia akcję polegającą na pokazaniu prac artystów związanych z Wrocławiem na przewijalnych billboardach (z ang. scroll) rozrzuconych w przestrzeni miejskiej.

Sztukę podręczną Wrocławia czyta się trochę jak internet, gdzie jedno hiperłącze goni następne. Forma leksykonu nie wymusza na nas poznawania hasła po haśle, jednak polot, z jakim są one skonstruowane, wywołuje podskórny strach, że ominiemy w ten sposób jakąś ciekawą informację.

W ten sposób Jerzy Kosałka razem z Anną Markowską dokonują reinterpretacji historii Wrocławia, równocześnie zadając kłopotliwe pytania, jak by nie patrzeć, napisanej już historii sztuki. Tego typu dyskusję na pewno wywołuje na wystawie Klęcznik „Bio-medytacji” Alfonsa Mazurkiewicza, który jest obiektem spowitym tajemnicą, przemilczanym przez naukowców, rzucającym nowe światło na malarstwo tego artysty. Najwięcej pytań jednak stawiają przedmioty najzwyklejsze. Dopiero uzbrojeni w Sztukę podręczną Wrocławia możemy zacząć odkrywać konteksty dóbr powieszonych na ścianach. Zwykłe rajstopy w opisie Anny Markowskiej zmieniają się w płaszczyznę łączącą działania Claesa Oldenburga i Tomasza Brody, a wszystko zostało podsumowane słowami Zbigniewa Makarewicza na temat rzeźby Samuela La Rose’a pokazywanej kiedyś we wrocławskim BWA: „jego zmultiplikowane reprezentantki nóg kobiecych to po prostu rajstopy rozciągnięte promieniście na jakimś kole tortur”.

Cała publikacja zgrabnie balansuje na granicy lekkich anegdot i monumentalnego kompendium wiedzy o sztuce Wrocławia. Brzmi jak cel niemożliwy do spełnienia, w którego osiągnięciu chyba pomogła determinacja autorki, aby napisać książkę do czytania od deski do deski. W tym świetle decyzja o niezamieszczaniu indeksu jest jak najbardziej zrozumiała. Sztukę podręczną Wrocławia czyta się trochę jak internet, gdzie jedno hiperłącze goni następne. Forma leksykonu nie wymusza na nas poznawania hasła po haśle, jednak polot, z jakim są one skonstruowane, wywołuje podskórny strach, że ominiemy w ten sposób jakąś ciekawą informację.

„Wrocławska sztuka od rzeczy”, urzadzenie do bicia głową w mur
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, reproduktor
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, drabina
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, konewka
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, kamera
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, żarówka
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, stary telewizor Neptun
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, szablon

Kwestie wizualne zostały oddane Julicie Gielzak odpowiedzialnej za projekt graficzny książki oraz Pawłowi Jarodzkiemu, który przygotował ilustracje. Cała trójka w trakcie wernisażu Wrocławskiej sztuki od rzeczy próbowała opowiedzieć o powstawaniu publikacji, co z powodu wysokiej frekwencji nie było prostym zadaniem. Jerzy Kosałka z Marcinem Harlenderem wcielili się w postaci Duchampa i Rembrandta we wspólnym performansie W pracowni Duchampa, który nawiązywał do słów francuskiego artysty o wykorzystaniu jednego z arcydzieł Holendra jako deski do prasowania. Zanim jednak performans się zaczął, publiczność rozpoczęła swój własny. W trakcie spotkania promującego Sztukę podręczną Wrocławia życie towarzyskie kwitło przy akompaniamencie szmeru z kanalizacji. Oliwy do ognia dolewała Alicja Jodko, prowadząca rozmowę w lekkiej, tricksterskiej formie. W stu procentach spełniła się maksyma zachęcająca do zobaczenia wystawy: „jeżeli nie umrzesz ze śmiechu, zostaniesz znawcą sztuki Wrocławia!”. Całości obrazu dopełniała kasa fiskalna potrzebna do sprzedaży książki, która została postawiona na „Trybunie Ludu”.

Ten wrocławski chaos w ciekawy sposób zassała Mira Boczniowicz, ubrana w czarny, przylegający do ciała kostium, zasłaniający również jej twarz. Artystka siedziała spokojnie przez cały czas trwania wernisażu, wyszywając na czerwonej koszulce z godłem Polski hasło „samica orła”. Ten gest wgryzał się tym mocniej w przestrzeń wystawy, im bardziej postępowała wernisażowa impreza. Ostatecznie koszulka z niedokończonym napisem zawisła na ścianie. Gdzieś w międzyczasie drabinę, z której otwierał całe wydarzenie Jerzy Kosałka, podpisywał Zbigniew Makarewicz, a przed wejściem do galerii odbywał się koncert Michała Litwińca na tereminie.

„Wrocławska sztuka od rzeczy”, widok wystawy
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, widok wystawy
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, widok wystawy
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, widok wystawy
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, widok wystawy
„Wrocławska sztuka od rzeczy”, widok wystawy

To jak wiele działo się w sferze performatywnej wydarzenia, doskonale zagrało z koncepcją całej wystawy. Historie opisywane przez przedmioty w książce Markowskiej oraz odbicie tej metody badawczej w konstrukcji ekspozycji Jerzego Kosałki w pewien sposób spełniały się w trakcie wernisażu. To tam powstawały kolejne anegdoty, które mogłyby znaleźć swoje miejsce we wrocławskim leksykonie. Parafrazując słowa autorki książki – sztuka wydarzała się naprawdę, zaś historia sztuki nie za bardzo. Jak skrzętnie wylicza infografika zapraszająca na wystawę: „TA KSIĄŻKA MA: 324_strony / 3_części / 10_rozdziałów / 1 078_haseł / 11_mott / 1 359_przypisów / 4_logotypy / 387_ilustracji / 27_tablic / 3_autorów / RAZEM: 3 206” – i tego razem wciąż jest za mało, żeby objąć ostatnie 100 lat sztuki powstającej we Wrocławiu.

Długo zastanawiałem się nad tym, co właściwie to wszystko mówi o wrocławskim środowisku. Jako dziecko tutaj urodzone – niepamiętające ruin, jakimi straszyło miasto, pochodzące z rodziny bez silnego umocowania w przodkach – nie zadawałem sobie wielu pytań o przeszłość, bo bardziej absorbowała mnie codzienność. Nie dziwiło mnie to, że na święta Bożego Narodzenia byłem odwiedzany przez Mikołaja, a inni przez Gwiazdora. Nie czekałem na przyjście Niemców. Poruszałem się po niejednorodnym architektonicznie mieście, zalewanym kolorową chińszczyzną lat 90. Co w tym kontekście mówi o nas historia opisana w Sztuce podręcznej Wrocławia pod hasłem „czaszka” – o dzieciach bawiących się szczątkami jakiegoś Niemca?

Na koniec chciałbym oddać głos samym przedmiotom, bo to one są bohaterami tej wystawy. Gest Duchampa, który doprowadził do stworzenia pojęcia ready-made w historii sztuki, nauczył nas przekraczać granicę między codziennością i tym, co możemy nazwać sferą sacrum. W tej chwili można zaobserwować rosnące zainteresowanie antropologią rzeczy, co widać na przykładzie ubiegłorocznych wystaw: Rzeczy warszawskich w Muzeum Warszawy, Rzeczy robią rzeczy w CSW w Warszawie czy też Retrogradacji Patrycji Orzechowskiej w galerii SiC! BWA Wrocław. Pomimo tego Anna Markowska w swojej książce kładzie silny nacisk na to, że w obiegu instytucjonalno-muzealnym nadal prymat wiedzie linearne podejście do historii, ciągnące zwiedzającego za rękę od daty do daty. Tym bardziej wystawa Jerzego Kosałki jest potrzebna, ponieważ jej dążenie do utworzenia jak najbardziej heterogenicznego zbioru ma w sobie duży potencjał reinterpretacyjny. Przewrót jeszcze się nie wydarzył. Jednak chyba nie o to chodzi, aby ten zbiór został zamknięty.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaPaweł Jarodzki, Julita Gielzak, Krzysztof Wałaszek, Janusz Jaroszewski, Artur Gołacki, Andrzej Dudek-Dürer, Alfons Mazurkiewicz, Marcin Harlender, Zbigniew Makarewicz, Anna Kutera, Andrzej Kostolowski, Jerzy Kosałka, Irmina Rusicka, Witold Liszkowski, Romuald Kutera, Wojciech Kaniowski, Mariusz Jodko, Mira Boczniowicz, Jacek Zachodny, Ewa Zarzycka, Zbigniew Dłubak, Andrzej Lachowicz, Natalia LL, Marcin Mierzicki, Waldemar Cwenarski, Jacek Jankowski, Tomasz Domański, Bogusław Litwiniec, Alicja Jodko, Szymon Lubiński, Karol Pęcherz, Lech Twardowski, Konrad Jarodzki, Piotr Tyszkowski, Barbara Kaczmarek, Paweł Pawlak, Waldemar Kuczma, Bożena Grzyb-Jarodzka, Jan Chwałczyk, Mieczysław Zdanowicz, Paweł Kowzan, Wanda Gołkowska, Zdzisław Jurkiewicz, Ewelina Turkot, Darek Orwat, Tomasz Opania, Stanisław Sielicki, Tomasz Broda, Wojciech Stefanik, Andrzej K. Urbański, Jerzy Rosołowicz, Eugeniusz Minciel, Michał Bieganowski, Anna Płotnicka, Małgorzata Kazimierczak, Magda Migacz, Janusz Bałdyga, Krzysztof Kaman Kłosowicz
WystawaWrocławska sztuka od rzeczy
MiejsceGaleria Entropia, Wrocław
Czas trwania8.01–22.01.2019
KuratorJerzy Kosałka
Strona internetowaentropia.art.pl
Indeks

Zobacz też