06.12.2013

Lekko i gęsto – o powieści Toma McCarthy’ego, uczestnika konferencji „The Book Lovers”

resztki

Często pisze się, że autentyczność stała się jedną z najbardziej osobliwych obsesji współczesności. Że „bycie sobą” okazuje się celem, który przybliżają (oprócz pepsi rzecz jasna): psychoterapia, medytacja, joga, życie na wsi, ayahuasca. I, że – paradoksalnie – im bardziej filozofia starała się rozbroić opozycję między bytem a pozorem, tym bardziej inne dyskursy rozwijały wizje prawdziwego „ja” zatrzaśniętego – niczym diament – w złożach tymczasowych masek, udawanych gestów, fałszywych póz. „Ja” niepokonanego i niezniszczalnego.

Bohater Resztek Toma McCarthy’ego, straciwszy na skutek wypadku pamięć, próbuje „odzyskać” swoją „prawdziwą” tożsamość. Na początek sporą część swojego niebotycznego odszkodowania przeznacza na odtworzenie sytuacji, którą przypomina sobie znienacka podczas mycia rąk w łazience kolegi: oto znajdując się kiedyś w swojej łazience, widział koty spacerujące na dachu sąsiedniego budynku, czuł zapach smażonej wątróbki, a z dołu dochodził odgłos gry na pianinie. Rekonstrukcja tego wspomnienia jest skomplikowanym przedsięwzięciem: wymaga kupienia odpowiedniego budynku, koniecznych przeróbek, zatrudnienia ludzi mających odgrywać sąsiadów i wielu prób, by sytuacja została odtworzona możliwie jak najdokładniej. Udaje się. McCarthy’owski bohater, zadowolony, na stałe przeprowadza się do mieszkania w kupionej kamienicy, gdzie, dzięki trzymanemu w pogotowiu sztabowi ludzi, wystarczy wydać polecenie, by budynek przeszedł na „tryb włączony”, a rozkoszne déjà vu pojawi się wówczas ponownie.

Trzeba przyznać, że McCarthy w efektowny sposób opracowuje motyw podróży wgłąb siebie, która jest tu i sukcesem logistyki, i dziełem szaleńca. Efektowny, ale też wielowymiarowy, bo przecież spirala rekonstrukcji, w którą wpada bezimienny narrator Resztek, by doprowadzić się na skraj wyczerpania, to opis odgrywania traumy. Oczywiście, nie ma w tym nic aż tak zaskakującego: ostatecznie obietnicę rzeczywistego, autentycznego „ja” przynosi właśnie konfrontacja z tym, co wyparte. Ale McCarthy ów psychoanalityczny porządek uzupełni innym, każąc jednemu z bohaterów objaśnić to odtwarzanie uzależnieniem od opioidów wytwarzanych przez organizm w reakcji na bolesne zdarzenie. Ich wydzielanie się może być „na tyle przyjemne, że organizm zaczyna domagać się ich coraz więcej”. Dlatego zwierzęta laboratoryjne wracają do źródła swojej traumy. Po dawkę leków przeciwbólowych, których działanie bezimienny narrator Resztek opisuje jako przyjemne i podniecające mrowienie, mieszaninę łagodności i napięcia, stan, w którym człowiek czuje się zarazem lekki i gęsty.

Intelektualna uroda tej powieści zasadza się na prostym pomyśle fabularnym, który pozwala obnażyć kilka paradoksów naraz. U McCarthy’ego nie tylko droga do autentyczności okazuje się długimi godzinami spędzonymi na (dosłownym) reżyserowaniu i graniu jednocześnie, a odgrywanie traumy przynosi nieporównywalną z niczym rozkosz. Warunkiem scalenia jest tu odtworzenie pęknięcia, pęknięcia tynku w łazience kolegi, ale też pęknięcia między przeszłością a teraźniejszością, które bohater Resztek tak namiętnie ze sobą konfrontuje. Powieść McCarthy’ego nie olśniewa, ale jest bardzo inteligentna. I przemyślana: to sprawozdawczy ton, a nie anegdota jako taka, wprowadza do niej czarny humor; to kolista struktura, a nie drewniane diagnozy, decydują o jej złowieszczej wymowie. Jest jak jej bohater: lekka i gęsta.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

AutorKatarzyna Czeczot
Artystka / ArtystaTom McCarthy
TytułResztki
WydawnictwoW.A.B.
Data i miejsce wydaniaWarszawa 2013
Strona internetowawww.wab.com.pl/?ECProduct=1520
Indeks

Zobacz też