10.11.2017

Krew i duch. Żydzi romantyków

Maria Janion
Anish Kapoor, Blood Cinema, 2000, własność prywatna, © Anish Kapoor, 2017
Krew i duch. Żydzi romantyków
Anish Kapoor, Blood Cinema, 2000, własność prywatna, © Anish Kapoor, 2017
Ślady antysemickich fantazmatów istnieją w kulturze do dziś i właściwie nie powinno to nikogo dziwić. Epoka nowożytna, przez oświecenie po modernizm, wiele wysiłku wkładała w rekapitulację i stylistyczne odświeżanie średniowiecznych zabobonów.

Wyobrażenie krwi żydowskiej jako „złej”, przeciwstawione „dobrej krwi”chrześcijańskiej ugruntowało średniowiecze. Pisze o tym niemiecka antropolożka Christina von Braun, wskazując z jednej strony na uniwersalność ludzkich wierzeń opartych na tabu krwi, z drugiej – na szczególną ich intensyfikację w mitologii chrześcijaństwa, przez wieki zmagającego się z faktem swoich żydowskich korzeni[1]. Symbolika Nowego Przymierza, wiodąca przez Ciało i Krew Chrystusa czyniła z judaizmu złowrogi cień nieprzyjaciela. Wymazany z pamięci, oddzielony murem getta obcy starszy brat stał się zamaskowanym demonem. Białą plamę zbiorowej pamięci chrześcijaństwa wypełniała czerń i krwawa czerwień; fantazmatyczne projekcje żądały przecież rzeczywistych ofiar. Joshua Trachtenberg w klasycznej książce Diabeł i Żydzi śledzi drogi zakorzeniania się wizji żydowskiego antyświata w zbiorowej świadomości mieszkańców Europy[2]. Przedziwny, iście diaboliczny mechanizm cienia i projekcji zapisał się najdobitniej w micie mordu rytualnego. Starotestamentowy zakaz spożywania krwi zwierząt, a także nakazy rytualnej higieny związane z menstruacją i obrzezaniem, obracają się w przeciwstawny im fantazmat Żydów krwiopijców. Trachtenberg pokazuje, iż krew stanowi centrum średniowiecznych opowieści o żydowskiej bluźnierczej ofierze, o czarach, wreszcie – o tajemnych zabiegach leczniczych, bazujących na życiodajnych i ozdrowieńczych atrybutach krwi chrześcijańskiej.

Historyczka Jolanta Żyndul i antropolożka Joanna Tokarska-Bakir opublikowały w ostatniej dekadzie fundamentalne, obszerne prace poświęcone wyobrażonym rytualnym zbrodniom żydowskim, a także rzeczywistym pogromom, grabieżom i torturom, jakie owe wyobrażenia wzniecały[3]. Ślady antysemickich fantazmatów istnieją w kulturze do dziś i właściwie nie powinno to nikogo dziwić. Epoka nowożytna, przez oświecenie po modernizm, wiele wysiłku wkładała w rekapitulację i stylistyczne odświeżanie średniowiecznych zabobonów.

To właśnie Zygmunt Krasiński, nasz wieszcz narodowy, stworzył prekursorską sztancę nowej wielkiej narracji antysemityzmu. Wątpliwa to duma dla Polski.

Polska kultura romantyczna nie stanowi tu żadnego wyjątku. Tak samo jak inne, tak i tę epokę naznaczył antysemityzm, częstokroć powielany i rozpowszechniany poprzez dzieła powszechnie szanowanych twórców. Nie był jednak romantyzm polski jednorodny pod tym względem. Nazwisko Zygmunta Krasińskiego sygnuje ten najbardziej ponury fragment dziedzictwa, który niegdyś nazwałam mitem założycielskim polskiego antysemityzmu[4]. Przechrzty (niewątpliwie jacyś potomkowie frankistów[5], których Krasiński szczerze nienawidził) z Nie-Boskiej komedii uosabiają zło żydowskie. Żarliwa nienawiść do chrześcijaństwa to ich podstawowy nakaz. Znamienne, jak obraz krwiopijców, kłujących hostię czy ciałka niewinnych dzieci pod dyktando przymusu powtarzania bogobójczego gestu, skleja się z historią XIX wieku. Teraz – u Krasińskiego – Żydzi są rewolucjonistami. Ich zamiar, pod pozorami działań politycznych i społecznych, to „przewrócenie krzyża” – zniszczenie katolicyzmu i arystokracji, jego wiernej straży. „Przed wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi – my go na nowo dziś umęczym i nie zmartwychwstanie więcej” – obwieszczają Przechrzty. Kilkakrotnie pisano o Nie-Boskiej jako o poprzedniczce falsyfikatu-pamfletu zatytułowanego Protokoły mędrców Syjonu, rozpowszechnianego od końca XIX wieku w Rosji i Europie. To właśnie Zygmunt Krasiński, nasz wieszcz narodowy, stworzył prekursorską sztancę nowej wielkiej narracji antysemityzmu. Wątpliwa to duma dla Polski. Sztanca – powtórzmy – łączyła teraz wątek politycznego spisku ze średniowieczną teologią i demonologią. Oto co mówią Przechrzty Krasińskiego: „Krzyż, wróg nasz, podcięty, zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jak się raz powali nie powstanie więcej”. Jakże to znamienny obraz we frenetycznej, depresyjno-paranoicznej wyobraźni poety! W istocie kondensuje całą jego myśl historiozoficzną. Fantazmat krzyża, niejako podgryzanego przez Żydów, przez ich „markotną, boleśną, odwieczną” robotę, jak pisze Krasiński, ma za swój komponent i krew, i spisek. Trzy elementy stanowić mają jądro ukrytej prawdy o istotach nie-człowieczych, sługach szatana.

Krew. Łączy i dzieli, widok wystawy
Krew. Łączy i dzieli, widok wystawy

W roku 1843 Adam Mickiewicz aż pięć ze swych wykładów w Collège de France poświęcił Nie-Boskiej komedii. Nazwał dramat „jękiem rozpaczy człowieka genialnego”, ale obszernie i stanowczo potępił urojeniowe wizje Krasińskiego dotyczące Żydów. Oczywiście, nie nazwał ich w ten sposób, określił wręcz jako „występek narodowy” czy też „zbrodnię narodową”. Tym było dla Mickiewicza „zniesławienie charakteru Izraelitów” przez polskiego poetę. Krasiński nigdy nie złagodził antysemickiego stanowiska, przeciwnie, bronił go argumentem takim oto, że Mickiewicz stał się przedstawicielem „ducha azjatyckiego, żydowskiego, co mu się wessał w żyły pod postacią żony”[6]. Duch żydowski jako żona wampirzyca to koncept wart może uważnych literackich oględzin. Sam Mickiewicz rozważał w tamtym okresie tajemnice mistycznej unii łączącej Polaków i Żydów; uznawał za znak opatrzności bożej, iż „najstarszy i najbardziej tajemniczy ze wszystkich narodów” zamieszkuje od wieków te same tereny co słowiański naród polski. Pokrewieństwo polsko-żydowskie było dla niego sprawą ducha – Izrael jako starszy brat byłby tu duchem zwierzchnim – bo przecież nie dosłownie krwi. Zarazem tajemnica słów z III części Dziadów, głosząca nadejście poety Mesjasza, wskrzesiciela narodu dręczyła polskich historyków literatury jako wskazanie duchowego, ale i z krwi, po kądzieli wiedzionego „podejrzanego pochodzenia”, jak z przenikliwą ironią nazwała ów motyw Irena Grudzińska-Gross[7].

Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
A imię jego czterdzieści i cztery

– brzmią słowa dwukrotnie powtórzonego w tekście proroctwa. Jadwiga Maurer użyła ich jako tytułu swej pionierskiej książki, upominającej się o włączenie więzi Mickiewicza ze światem Żydów do kanonu badań[8].

Pogłoski o żydowskim rodowodzie Mickiewicza zaczęły krążyć w środowisku Wielkiej Emigracji od czasu jego małżeństwa z „przechrzcianką” Celiną. Warto odnotować, że poeta z czasem uznał konwersje Żydów na chrześcijaństwo za niepotrzebne, wręcz niewłaściwe. Chciał, aby „starszy brat Izrael” pozostawał sobą i co istotne – aby nie opuszczał Polski.

W polskiej kulturze XIX wieku symbolika krwi nieodmiennie wiązała się z historią polityczną. Rozbiory, wojny napoleońskie, spiski i powstania niepodległościowe wytworzyły nasze kanoniczne wyobrażenia dziejów pisanych krwią bohaterów.

Pomiędzy mickiewiczowską wizją duchowej, mistyczno-historycznej wspólnoty Polaków i Żydów a antysemityzmem Krasińskiego istnieje w naszym kanonie romantycznym postać kobieca, której nie sposób tutaj pominąć. Wywiedziona z Biblii żydowska bohaterka dramatu Juliusza Słowackiego Ksiądz Marek, wedle przenikliwych współczesnych interpretacji[9] stanowi figurę tragicznej dysharmonii relacji między Żydami a Polakami. Tekst napisany w roku 1843 przedstawia, w sposób jak najdalszy od realizmu, wypadki z roku 1768, kiedy to Bar, „żydowska mieścina” na Podolu staje się przestrzenią narodowego misterium. Judyta, córka rabina-karczmarza zakochuje się – sądzić można, iż z wzajemnością – w polskim szlachcicu łajdaku. Gdy Polak zabija jej ojca Judyta wydaje miasteczko Bar w ręce oblegających je rosyjskich wojsk, potem jednak zostaje nawrócona na katolicyzm przez nawiedzonego patriotę księdza Marka i staje się częścią odkupieńczej narodowej ofiary. Jest Judyta Słowackiego przede wszystkim wojowniczką i mścicielką; zarazem „pogardzaną Żydówką” i królową swojego ludu, przeistoczoną w figurę żydowsko-katolickiej Madonny.

Ja przekleństwem się nazywam
I nazywam się zagubą
Krwią i burzą rabinową,
Wichrem, deszczem, nocą grubą,
Duchem, gwiazdą, trumną, trwogą.

Czytelników mniej obytych ze stylem Słowackiego słusznie może drażnić to, iż Judyta została przez poetę utkana z materii nie tylko biblijnej, ale i ludowej, antysemickiej:

Nu – ja, prawda co mówicie,
Igiełkami dzieci kłuła
I wieszała na suficie
I robiła ze krwią ciasto.
Nu, a teraz wasze miasto,
Chociaż wiem, że sama zginę,
Tak zakłułam jak dziecinę,
Aż krwią skapie, purpurowe.
(Akt II, 640-650)

Mimo tych mściwych tonów czy dziwacznego (a w Księdzu Marku wszystko jest dziwaczne) auto-donosu, Judyta pozostaje figurą potęgi „ducha Izraela”, wysłanniczką Boga i współkreatorką wyroków historycznej opatrzności.

Krew. Łączy i dzieli, widok wystawy
Krew. Łączy i dzieli, widok wystawy
Krew. Łączy i dzieli, widok wystawy
Anish Kapoor, Blood Cinema, 2000, własność prywatna, © Anish Kapoor, 2017
Piotr Uklański, Bez tytułu (Permanent Star), 2013, Jankilevitsch Collection
Mural Doroty Buczkowskiej, z użyciem barwnika Caput Mortuum

W polskiej kulturze XIX wieku symbolika krwi nieodmiennie wiązała się z historią polityczną. Rozbiory, wojny napoleońskie, spiski i powstania niepodległościowe wytworzyły nasze kanoniczne wyobrażenia dziejów pisanych krwią bohaterów. Krwią nie tylko waleczną, rycerską, ale i niewinną, przelewaną przez synów narodu prześladowanego przez wrogie mocarstwa. Stawiając niegdyś dramatyczne pytanie, czy Żyd może stać się polskim bohaterem narodowym, oparłam swoje wywody na postaci Berka Joselewicza, oficera wojsk polskich i legionów polskich we Włoszech[10]. Pierwszy nowoczesny Żyd w Polsce, jak określił go Izaak Baszevis Singer, Berek Joselewicz spełnił ideał mickiewiczowski avant la lettre. Nie przyjął chrztu, nie odciął się od religijnej, żydowskiej rodziny, a przystąpił do polskiej sprawy. Służył jej swym wybitnym wojskowym talentem i – w myśl heroicznego przeznaczenia – oddał za nią życie w bitwie pod Kockiem w roku w 1809. „Wpuszczenie Żyda” do narodowego panteonu bohaterów możliwe było dzięki kościuszkowskim ideom patriotyzmu obywatelskiego; egalitarnym, świeckim i emancypacyjnym zarówno dla kobiet, jak dla mniejszości wyznaniowych i etnicznych. Nie było to – jak pokazała historia – trwałe i bezpieczne schronienie. Polska tradycja militarno-niepodległościowa tolerowała Żydów, nic ponadto. Figura pułkownika Joselewicza czczona była głównie przez asymilowanych Żydów, to dla nich był ojcem założycielem i bohaterem narodu… polsko-żydowskiego. Na grobie bohatera w Kocku po dziś dzień spoczywa kamień z wypisaną na nim uprzykrzoną rymowanką, wyraziście utrwalającą w umysłach pokoleń dystynkcję krwi dobrej i złej. Ta druga, żydowska, dzięki bożemu miłosierdziu zdołała się przemienić; Berek zginął za Polskę i w nagrodę zostaje ochrzczony. Nobilitacja odbywa się pośmiertnie, zatem „Żyd niewierny” nie musi być pytany o zgodę.

Był to Berko, sławny Żyd,
Człek sumienny, Polak prawy,
Nie kwaterką ni szulerką,
Lecz się krwią dorobił sławy!
A choć to był Żyd niewierny,
Bóg wszechmocny, miłosierny
Za chrzest mu poczyta krew jego przelaną.
Wieczne odpoczniecie
Racz mu dać, Panie,
A światłość wiekuista
Niech mu świeci na wieki.

Szczególne to epitafium, ale – powiedzielibyśmy – dobre i to.

Badaczka kultury i literatury jidysz Karolina Szymaniak w tekście pod znamiennym tytułem Trup, wampir i orzeł. Polski romantyzm w kulturze jidysz u progu dwudziestolecia międzywojennego11 rekonstruuje i interpretuje wydarzenie nieznane badaczom polskiego romantyzmu. „Siódmego dnia święta Pesach roku 5679 albo też wedle innej rachuby 21 kwietnia 1919 roku, czyli w wielkanocny poniedziałek, legioniści polscy wywlekli z mieszkania przy ulicy Piaskowej w Wilnie pisarza, krytyka i dawnego, legendarnego już za życia, politycznego aktywistę, działacza Bundu – A. Wajtera. W mieście, o które wojsko polskie walczyło z bolszewikami trwał pogrom”. Wajter (właśc. Ajzyk Meir Dewernicki ), polski patriota, pisarz – „romantyczny epigon” – został zastrzelony przez upojonych niepodległością polskich żołnierzy. „Oto w kwietniu 1919 (…) w «arcypolskim», przesiąkniętym romantyzmem Wilnie rozgrywa się nie tylko tragedia społeczności żydowskiej miasta, której symbolem stał się mord na Wajterze, ale dramat polskiego romantyzmu w jego wysokiej i ludowej wersji” – pisze Karolina Szymaniak.

Otchłań po Zagładzie zaczęła się zapełniać, powstają teksty, książki, idee i kolejne kręgi naukowych środowisk. Odbieram to jako rodzaj cudu, przybliżającego nas jednak raczej do tragicznej samoświadomości aniżeli tego, co romantycy sami nazywali „upiciem się duchem”.

Jej tekst – pozwolę sobie na osobiste wyznanie – gdy trafił w moje ręce za pośrednictwem dawnych uczennic, stał się szczególnie cennym prezentem na 90 urodziny. Od lat wyobrażałam sobie tematy, jakie podejmą nowe pokolenia polskich humanistów, dla których znajomość jidysz i hebrajskiego, a także dostęp do światowych bibliotek będą już nie barierą, a podstawowym narzędziem pracy. Marzenie się urzeczywistniło. Otchłań po Zagładzie zaczęła się zapełniać, powstają teksty, książki, idee i kolejne kręgi naukowych środowisk. Odbieram to jako rodzaj cudu, przybliżającego nas jednak raczej do tragicznej samoświadomości aniżeli tego, co romantycy sami nazywali „upiciem się duchem”. Odczytana w rdzennym piśmiennictwie żydowskim recepcja kościuszkowskich i mickiewiczowskich idei nie jest wiedzą radosną. W tekście Karoliny Szymaniak śledzimy symboliczną śmierć Jankiela z Pana Tadeusza, zniweczenie proroctwa z III części Dziadów, „zbrodnię narodową” Polaków – rzeczywistą i symboliczną. Krwawy i bezlitosny był nasz mord na romantycznym marzeniu żydowskim o wolnej Polsce. Autorka potrafiła wynaleźć i wpleść w tę gorzką, pełną rozpaczy deziluzję jeszcze inny pogłos; dziki ton zemsty z mickiewiczowskiej pieśni Konrada z III części Dziadów. Przedstawia wiersz Nochema Barucha Minkoffa z roku 1920, napisany w Nowym Jorku a zatytułowany Tadeusz Pan Kościuszko. Motyw wampiryczny u jidyszowego autora zostaje przenicowany i szyderczo rzucony Polsce w twarz. Karolina Szymaniak relacjonuje przetłumaczony przez siebie wiersz: „Powstały z martwych, odrodzony polski orzeł – sęp – wampir pije przemienioną w wino żydowską krew. (…) Dokonuje się tu odwrócenie antyjudaistycznego i później antysemickiego fantazmatu Żyda ssącego krew chrześcijańską. Tutaj bluźnierczą ofiarę krwi składają Polacy – katolicy”.

Niech to rozdrapanie rany dokonane przez Karolinę Szymaniak (za wskazaniem Żeromskiego o konieczności zdzierania „błony podłości” z polskich ran) posłuży odnowieniu bólu i żałoby po Zagładzie. Wciąż uznaję to za najwyższą – niech będzie, iż opatrznościową – powinność polskiej wspólnoty.

Publikacja towarzyszy wystawie Krew. Łączy i dzieli, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie.

Koncepcja i redakcja merytoryczna katalogu: dr Małgorzata Stolarska-Fronia
© Copyright by Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Warszawa 2017

[1] Christina von Braun, Krew i atrament. Rywalizacja między judaizmem a chrześcijaństwem o genealogię Jezusa, w: Żebro Mesjasza, red. Monika Rudaś-Grodzka, Maria Janion, Agnieszka Zawadowska, Krakow 2009, s. 29-51.
[2] Joshua Trachtenberg, Diabeł i Żydzi. Średniowieczna koncepcja Żyda a współczesny antysemityzm, tłum. Robert Stiller, Gdynia 1997.
[3] Joanna Tokarska-Bakir, Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa 2008; Jolanta Żyndul, Kłamstwo krwi. Legenda mordu rytualnego na ziemiach polskich w XIX i XX wieku, Warszawa 2011.
[4] W książce Marii Janion Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie (Warszawa 2009) znajduje się obszerny rozdział pod takim właśnie tytułem.
[5] Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, powieść historyczna o Jakubie Franku i jego wyznawcach ma, w moim odczuciu, znaczenie przełomowe. Bodaj po raz pierwszy żydowscy bohaterowie zyskali tak znaczącą autonomię w obrębie polskiej tradycji literackiej.
[6] Zygmunt Krasiński, Listy do Koźmianów, oprac. Zbigniew Sudolski, Warszawa 1977, s. 283. Celina z Szymanowskich Mickiewiczowa w istocie pochodziła z wielkiego rodu frankistów, była prawnuczką i wnuczką głównych bohaterów Ksiąg Jakubowych Olgi Tokarczuk: Eliszy Szora i jego syna Szlomy z Rohatyna. Dla większości polskich emigrantów w Paryżu była po prostu Żydówką, konwersja przeszłych pokoleń na katolicyzm w żaden sposób tego nie odmieniała.
[7] Irena Grudzińska-Gross, Podejrzane pochodzenie jako kategoria kultury polskiej, w: eadem, Honor, horror i klasycy. Eseje, Sejny 2012.
[8] Jadwiga Maurer, Z matki obcej… Szkice o powiązaniach Mickiewicza ze światem Żydow, Londyn 1990.
[9] Mam tu na myśli prace Marty Piwińskiej: jej wstęp do wydania Księdza Marka w Bibliotece Narodowej (Wrocław 1991) i esej Dwa mesjanizmy w Księdzu Marku Słowackiego zamieszczony w zbiorze Żebro Mesjasza (por. przyp. 1), a także Mikołaja Sokołowskiego O inności w Księdzu Marku Słowackiego z tomu Inny, Inna, Inne. O inności w kulturze, red. Maria Janion, Claudia Snochowska-Gonzalez, Kazimiera Szczuka, Warszawa 2004. Wyczerpującą prezentację figury Judyty zamieściła Monika Rudaś-Grodzka w tomie … czterdzieści i cztery. Figury literackie. Nowy kanon, red. M. Rudaś-Grodzka i in., Warszawa 2016, s. 264-276.
[10] M. Janion, Pułkownik żydowski, w: Bohater, spisek, śmierć, s. 5-76.
[11] Karolina Szymaniak, Trup, wampir i orzeł. Polski romantyzm w kulturze jidysz u progu dwudziestolecia międzywojennego, w: Kulturowe i literackie stosunki polsko-żydowskie. Historia i współczesność, red. Eugenia Prokop-Janiec, Kraków 2014, s. 107-123.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

WystawaKrew. Łączy i dzieli
MiejsceMuzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Warszawa
Czas trwania13.10.2017–29.01.2018
Strona internetowapolin.pl/pl/krew
Indeks

Zobacz też