01.04.2022

Jak zrujnować sobie życie za pomocą jabłka. „Take My Eyes” w lokalu_30

Aleksy Wójtowicz
Wystawa „Take My Eyes”, Paweł Żukowski, „Wierzę Ci Zuzanno”, 2021, fot. Adam Gut
Jak zrujnować sobie życie za pomocą jabłka. „Take My Eyes” w lokalu_30
Wystawa „Take My Eyes”, Paweł Żukowski, „Wierzę Ci Zuzanno”, 2021, fot. Adam Gut
Wystawa w lokalu_30 radykalnie umyka zanurzeniu w pornografii przemocy. Opatrzenie się z wizerunkami udręczonych ciał, w tym – próbujących się wymknąć napastnikom – niewątpliwie przysłużyło się estetyzacji tych przedstawień, z których umiemy czerpać przyjemność, osobliwie szukając w tym ukojenia.

Do rzymskiej Galerii Borghese turyści z całego świata przybywają z różnoraką motywacją. Niezależnie jednak od programu wycieczki, na ich trasie znajduje się obowiązkowy przystanek przy dwóch kanonicznych dla historii sztuki przedstawieniach przemocy seksualnej. To monumentalne, marmurowe stopklatki z próby ucieczki przed napastnikiem, w opisie których częściej mówi się o „spektaklu” miłości i pożądania niż o przemocy. Wraz ze współczesnymi zachwytami nad palcami Dafne zamieniającymi się w liście i miękkością pośladków Prozerpiny pojawia się pytanie o to, na ile sztuka przyzwyczaiła nas do spektakularnych wizerunków przemocy, gwałtu i udręki. Co gorsza, na tyle atrakcyjnych, aby te zwyczajne (banalne) – a przez to najbliższe prawdziwemu doświadczeniu – wydawały się wyjęte z zupełnie innego porządku. Wystawa Take my eyes, kuratorowana przez Agnieszkę Rayzacher w warszawskiej galerii lokal_30 wychodzi z inicjatywą, która dotyczy przede wszystkim podmiotowości ofiar i osób, które doświadczyły przemocy. Pojawiają się świadectwa, aluzje i próby sublimacji traumy w sztukę, która opiera się głównie na słowie, w mniejszym natomiast stopniu – na obrazie.

Wystawa Take my eyes otwiera się tezą o przemocy, która ma płeć. W przypadku przemocy domowej w Polsce statystyki z roku 2021 wskazują jednoznacznie: ~90% osób podejrzewanych o stosowanie przemocy w rodzinie jest mężczyznami3, a wśród ofiar ~73% to kobiety (oraz ~15% małoletnich).

W wydanej niedawno Planecie Piołun Oksana Zabużko określa zależność pomiędzy kolonizatorem a kolonizowanym jako fagoerotyczną – „nienasyconą i pałającą chęcią zawłaszczenia […], opanowania, unieruchomienia, uczynienia [kolonizowanego, przyp. mój] częścią siebie”. Choć książka dotyczy skomplikowanych losów ukraińskiej tożsamości pod rosyjskim butem, tak to dziwne – najprawdopodobniej nieistniejące – słowo w pełni oddaje charakter przemocowej relacji. W niej podmiotowość drugiej osoby jest ograniczona do minimum; może istnieć wyłącznie w relacji do pożerającego żywcem, niczym karykatura platońskiego mitu o połówkach owocu. Z tej przyczyny – zależności od oprawcy i jego czynów – część osób, które doświadczyły przemocowych związków niechętnie mówią o sobie jako o ofiarach. Pojawiają się inne słowa – przetrwaniec, surwiwalka1. Z drugiej strony, dopiero rozpoznanie własnej sytuacji jako ofiary umożliwia zakończenie tego typu relacji i odzyskanie siebie jako autonomicznego podmiotu, który nie jest niczyją połową. Fagoerotyczny trop pojawia się w samym tytule wystawy – weź (sobie) moje oczy. To słowa, które wypowiada pod wpływem nacisków swojego oprawcy Pilar, bohaterka hiszpańskiego dramatu Te doy mis ojos (2003, reż. Icíar Bollaín). Mężczyzna żąda całego życia Piliar – jej piersi, ramion, głowy, serca. Przede wszystkim, żąda wyłączności w decydowaniu o jej losie. Na terapii zdradza przypadkiem, że najbardziej kocha jej bezszelestny sposób poruszania się po domu. Tak jakby Pilar nie miała prawa istnieć sama w sobie – jako osoba poza kontekstem tego małżeństwa, domu i jej obowiązków. Pilar chcąc uniknąć agresji męża niczym Dafne zamienia się w drzewo laurowe, chce wtopić się w ścianę, zrosnąć się z krzesłem; zredukować swoje życie do służebnej funkcji i posłusznego cienia swojego oprawcy. Wielokrotnie nagradzany film Bollaín doceniony został przede wszystkim za wiarygodne nakreślenie typowości takiej relacji – bowiem przemoc domowa ma tę okrutną właściwość, że jawi się jako skomplikowana i niepowtarzalna wyłącznie w oczach ofiar, które jeszcze nie zdają sobie sprawę z charakteru relacji, w jakiej się znajdują. Poza tą perspektywą jest powtarzalny cykl narastającego napięcia, wybuchów agresji i miesiąca miodowego, prób ucieczki i powrotów, nowych obietnic i usprawiedliwień, odbudowywania zaufania na najbardziej niestabilnym z możliwych gruntów, wielkich wyznań w cieniu okrucieństwa2. Nieprzypadkowo wystawa w tekście kuratorskim powołuje się na przykład filmu Bollaín, bowiem jego prostota i zwyczajność jego fabuły ma znacznie większy potencjał utożsamienia się z ofiarą niż o dekadę wcześniejszy What’s Love Got to Do with It, (1993, reż. Brian Gibson). Fabularyzowana biografia Tiny Turner wraz z otwierającym mottem o lotosie wyrastającym z głębokiego błota podbijała spektakularność przemocy. A tę łatwo wpisać w rockandrollowy styl życia, w którym i tak wszystko kończy się brawurowym występem przed szeroką publicznością. To raczej modelowa opowieść w stylu „przez ciernie do gwiazd”, przez błota do kwitnącego lotosu. Natomiast Pilar jest do bólu zwyczajna, tak jak jej ucieczka w samych kapciach do siostry jest podobna do wszystkich ucieczek z jednym plecakiem w środku nocy. Tak jak obsesja jej męża jest oparta na tym samym mechanizmie, co innych domowych despotów w starciu z autonomią drugiej osoby. Niech to będzie przestroga dla wszystkich osób, które liczą na spektakularny pokaz w lokalu_30 – jego stawką nie jest chęć zadowolenia wojerystystów przemocy, liczących na niesamowite historie ubrane w ekstrawertyczne obrazy. To raczej antologia różnie miarkowanych wspomnień o doświadczeniach, która jest osadzona w kontekście statystyk, badań i obserwacji na temat przemocy domowej i seksualnej (Centrum Praw Kobiet). Jest to działanie konsekwentne, wpisane w próbę stworzenia wspólnoty zaufania. Zupełnie na przekór purystom przestrzegającym przed dydaktyką za pomocą sztuki – tutaj stawki są większe niż zadowolenie krytyków-klerków. Rayzacher nie ukrywa, że jest to wystawa z misją, w której komponent stricte artystyczny jawnie przeplata się z edukacyjnym. Sublimacja doświadczeń w sztukę, ale bez konkretu rzeczywistości mogłaby się znów skończyć niemym zachwytem nad farbą, odwagą formalną, czy w gorszym wypadku – kolejną epopeją o marmurowym pośladku.

Wystawa „Take My Eyes”, Regina Jose Galindo, „La Siesta”, 2016, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Anna Orbaczewska, „Trying to Save Myself”, 2021, fot Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Ewa Partum, „Katastrofa małżeńska”, 1987, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Adrian Paci, „VEDI ROSSO”, 2021, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Anna Orbaczewska, „Trying to Save Myself”, 2021, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, instalacja Doroty Nieznalskiej, fot. Adam Gut

Wystawa Take my eyes otwiera się tezą o przemocy, która ma płeć. W przypadku przemocy domowej w Polsce statystyki z roku 2021 wskazują jednoznacznie: ~90% osób podejrzewanych o stosowanie przemocy w rodzinie jest mężczyznami3, a wśród ofiar ~73% to kobiety (oraz ~15% małoletnich). Rzecz jasna, dane dotyczą wyłącznie zgłoszonych i przyjętych przez policję spraw i to w okresie pandemijnym, w którym mobilność i niezależność (w tym finansowa, umożliwiająca ucieczkę) są znacznie ograniczone. Realna skala pozostaje w sferze domysłów, zwłaszcza jeżeli chodzi o osoby nieheteronormatywne, na które policyjne statystyki są ślepe. Dlatego też wystawa tyczy się przede wszystkim przemocy wymierzonej w osoby niebędące mężczyznami. Jest tu mowa o kobietobójstwie (instalacje Simone Karl Ani jednej więcej… ale wciąż liczę8), przemocy wynikającej z maczyzmu jako systemowo ugruntowanej męskiej tożsamości (prace Doroty Nieznalskiej) i przestępstw nienawiści wobec osób nieheteronormatywnych (kolaż en theos Karl). Wspomniane prace są próbką tego, na jak szerokich rejestrach wrażliwości formalnej operują zaproszone przez Rayzacher artystki i artyści. Są enigmatyczne kolaże, instalacja z wytrawionymi wybielaczem liczbami ofiar-kobiet z cyfrową projekcją, skórzany kaganiec w cieniu klasycznej fotografii, czy też – jak w przypadku 8 Karl – rzeźbiarska ilustracja ośmiu faz poprzedzających kobietobójstwo, opracowanych przez kryminolożkę Jane Monckton Smith. To rodzaj wstępu do historii nieco bardziej zniuansowanych, które mogą wybrzmiewać dalej, wraz z dalszą wizytą w galerii. Dużym zaskoczeniem okazały się dla mnie płótna Anny Orbaczewskiej. Ekspresjonistyczne wizerunki schematycznych postaci o wielu rękach, utrzymujących na swoim ramieniu odcięte głowy, świetlistych sylwet ze wzwodem to zdecydowanie jeden z najlepszych cykli malarki. W wypadku tej artystki, im dalej od realistycznych i fotorealistycznych prób, tym lepiej. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że docenianie obrazów wyrosłych z traum wyżej niż regularnej twórczości figuratywnej jest co najmniej podejrzane – mimo to, pewne skojarzenia z Miriam Cahn osadzają prace obecne na wystawie w odpowiednim kontekście opowieści o historii ciała rozdzieranego wątpliwościami.

Nikt Ci nie uwierzy, przypomina neon w galerii. To praca innej Zuzanny – Zuzanny Janin, tej której wierzy Żukowski. W dialog z tymi dwoma pracami wchodzi także Katarzyna Malejka, dodając Ja Ci wierzę, Zuzanno. Ten trójgłos jest, nomen omen, jednym z najjaśniejszych momentów tej wystawy.

Pozostałe dwie sale wystawiennicze przepełnione są jednak nie obrazami i aluzjami, ale przede wszystkim słowem – i wypowiadanym, i pisanym; w każdym razie – manifestującym się wszem i wobec. Tak jak w przypadku pracy Pawła Żukowskiego – jedynej, która znajduje się poza galerią, na jej balkonie – jest to żółta płachta z wyznaniem: Wierzę Ci, Zuzanno. Kim jest Zuzanna w historyczno-sztucznym ciągu skojarzeń wizerunków przemocy? Biblijną kobietą, której dwaj lubieżni starcy o nieposzlakowanej opinii postawili ultimatum: albo zostanie zgwałcona, albo oskarżą ją o zdradę męża z nieistniejącym mężczyzną. Co prawda, w historii Zuzanny jest mowa o pokładaniu ufności w Panu, który osądzi rzucających kalumnie i Danielu, który (natchniony przez byt wyższy) wyda sprawiedliwy wyrok, tak właściwie jest to opowieść o nieufności wobec ofiar, ich wtórnej wiktymizacji przez krąg bliskich i znajomych. Nikt nie ufa Zuzannie, bowiem przeciwko sobie ma dwóch mężczyzn dzierżących władzę – sytuacja jest beznadziejna na tyle, że musi nastąpić interwencja boskich sił, aby kobiety nie zgładzono. Nikt Ci nie uwierzy, przypomina neon w galerii. To praca innej Zuzanny – Zuzanny Janin, tej której wierzy Żukowski. W dialog z tymi dwoma pracami wchodzi także Katarzyna Malejka, dodając Ja Ci wierzę, Zuzanno. Oba neony – pomimo wpisanej w charakter instalacji świetlnej ekstrawertyczności świecą we wnętrzu, „pisane” są linią przypominającą odręczne pismo. Powtórzenie gestu o zupełnie odmiennej treści w obrębie jednego pokoju, świecącego tym samym jasnym blaskiem jest dialogiem zaufania – Janin wygina szklane rurki w słowa, które (podobnie innym ofiarom i przetrwańczyniom) słyszała wielokrotnie. Malejka wypowiada to, co powinna usłyszeć każda ofiara. Natomiast baner Żukowskiego jest komunikatem wysłanym w świat, zupełnie poza wystawę, choć jest z nią nierozerwalnie złączony. Ten trójgłos jest, nomen omen, jednym z najjaśniejszych momentów tej wystawy. Dopełnia go portret Ewy Partum Katastrofa małżeńska, przedstawiający pobitą przez męża artystkę. Jak wspomina sama Partum, zdjęcie wkrótce po jego wykonaniu zostało przedstawione jako materiał dowodowy w sprawie rozwodowej. Dialog pomiędzy Janin a Partum dotyka kwestii biograficzno-artystycznych – złamane serca i podbite oczy, które stały się treścią prac obu artystek były „dziełami” mężczyzn o nieposzlakowanej środowiskowo opinii. Takich, wobec których dotąd panuje zmowa milczenia. Tę część – poświęconą zaufaniu – wieńczy video A Trial. The Transcript Fiony Rukschcio. To rekonstrukcja wydarzeń wypowiadana z perspektywy ofiary i dobrze znanego jej napastnika, w której to ilustracją są inscenizowane kolaże. Całe szczęście – z korzyścią dla całej wystawy – nie ma w nich niczego znanego z popularnej niegdyś serii 997, której pornografia przemocy gromadziła przed telewizorami rzesze gapiów.

Wystawa „Take My Eyes”, Katarzyna Malejka, „Ja Ci wierzę Zuzanno”, 2021, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Simone Karl, „No One More... but still I am counting”, 2021, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Zuzanna Janin, „TAKOTSUBO Healing from the Broken Heart”, 2020, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Zuzanna Janin, „Nobody is Going to Believe you”, 2021-2022, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Simone Karl, „8”, 2021, fot. Adam Gut
Wystawa „Take My Eyes”, Katya Shadkovska, „ASMR PSYCHO”, 2021, fot. Adam Gut

Tropem świadectw podąża również dalsza część wystawy. W wąskim korytarzu galerii zainstalowano video ⟨common.places 2⟩ Rukschcio, w którym występują świadkowie i świadkinie oraz osoby, które doznały „banalności” przemocy – w najszerszym tych słów znaczeniu. Akcja artystki nawiązuje do inicjatyw Take Back the NightReclaim the Night, które od lat 70. uczulały na kwestię napaści fizycznych, molestowania i przemocy werbalnej w miejscach publicznych. Rukschcio daje swoim rozmówcom i rozmówczyniom przestrzeń (nierzadko podobną do tych, w których rozegrały się opisywane przezeń wydarzenia). Opisują własnymi słowami to, czego doświadczyły. Spośród innych prac, które opierają się na słowie mówionym, chcę zwrócić uwagę na video VEDO ROSSO Adriana Paciego i Psycho ASMR Katyi Shadkovskiej. W obu przypadkach użyty obraz pochodzi z odrębnego od wypowiadanych słów kontekstu. Dwukanałowe video Shadkovskiej to zestawienie autentycznego wywiadu amerykańskiej psycholog Anny Salter z przestępcą seksualnym i adaptacja jego słów do popularnego w Internecie formatu ASMR. Choć artystka wprowadza w swoje video elementy tradycyjnej turkmeńskiej biżuterii, w którą ubrana jest kobieta bawiąca się z dzieckiem, nawiązując do arcypatriarchalnych wzorców kulturowych (wielożeństwa i strukturalnej przemocy wobec kobiet), tak ciekawszym wątkiem jest sama warstwa znaczeniowa wypowiadanych słów i sposób ich artykulacji w obu filmach. Przestępca opowiada historię swojego życia: notoryczną manipulację ludźmi w celu osiągnięcia korzyści, w tym wypadku – dostępu do dzieci, aby je wykorzystać seksualnie. Zarówno oryginalny footage wywiadu, jak i jego szeptana adaptacja drastycznie kontrastują z wypowiadanymi treściami. Rozmówca doktory Salter mówi wprost o sposobach uśpienia uwagi otoczenia poprzez pozornie bezinteresowną pomoc i wytwarzanie „dobrego wrażenia”. Oryginalne wypowiedzi przestępcy są przez niego wypowiadane są monotonnym, spokojnym głosem, ASMR-ową szeptankę natomiast cechuje łagodna, serdeczna intonacja, na granicy wypowiadania sekretu. Jeżeli wierzyć internautom wypowiadającym się pod filmem dr Salter – wyznania manipulatora wzbudzają u nich gęsią skórkę. A ta reakcja także pojawia się u części słuchaczy i słuchaczek nagrań ASMR-owych, niezależnie od słuchanych przezeń dźwięków i słów.

Wycieczka przez głębokie gardło serca. „Ciotka Kena” w lokal_30 Aleksy Wójtowicz o wystawie "Ciotka Kena" prezentującej postawy sojusznicze w sztuce CZYTAJ!

Wystawę Take my eyes wieńczy praca Paciego. Tworzy ją wyłącznie głos Darii Deflorian, czerwień ekranu i jarząca się transkrypcja słów na język angielski. Tylko na chwilę widoczne jest kobiece oko, które znika za czerwienią. Jak opowiadał artysta, praca nad filmem w warunkach pandemii skłoniła go do wykorzystania najprostszych środków formalnych. Ich prostota i skupienie się przede wszystkim na słowach Deflorian intencjonalnie jest wypowiedzią w sprawie niemożności znalezienia odpowiedniego przedstawienia dla tego, o czym mówi, nieadekwatności obrazu w kontekście dramatycznych treści. Tytułowa czerwień jest palcem przypadkowo wsadzonym do obiektywu smartfonowej kamery, ale i powidokiem słońca przeświecającego przez zamknięte powieki, o którym mówi kobieta. Zarówno przysłonięciem wizerunku, jak i wystawieniem twarzy na światło dzienne. Choć inne prace zgromadzone w galerii przeczą rozpoznaniu Paciego, że być może obrazy nie są w stanie sprostać unaocznieniu doświadczeń zwyczajnych i przez to przejmujących, tak jego VEDO ROSSO umiejętnie dopełnia tę wystawę. W żadnym razie nie jest to praca ikonoklastyczna, ale jest kolejną historią, która akurat w tym przypadku mogła zostać jedynie wypowiedziana. Nie potrzebowała ani farb, ani neonu, ani ceramiki.

Wystawa w lokalu_30 radykalnie umyka zanurzeniu w pornografii przemocy, o której pisała niegdyś Susan Sontag. Opatrzenie się z wizerunkami udręczonych ciał, w tym – próbujących się wymknąć napastnikom – niewątpliwie przysłużyło się estetyzacji tych przedstawień, z których umiemy czerpać przyjemność, osobliwie szukając w tym ukojenia. Dlatego też Berniniowska Dafne na zawsze zostanie na wpół drzewem bobkowym, a pośladki Prozerpiny na wieczność będą rozpływać się pod palcami Plutona. Take my eyes zwraca się jednak ku żywym osobom, których świadectwa i wyznania mogą przysłużyć się tym, którzy i które zostały złapane w pułapkę romantycznej bzdury o połowicach jabłka. Przyznajcie, że dziwna to wizja – dwuosobowa hybryda, w której tylko jedna część decyduje o przyszłości obojga.

1 Manifest Surwiwalek, Centrum Praw Kobiet, https://cpk.org.pl/co-robimy/surwiwalki/ [dostęp online: 31.03.2022].

2 http://www.niebieskalinia.info/index.php/przemoc-w-rodzinie/30-cykle-przemocy-w-rodzinie [dostęp online: 31.03.2022].

3 Dane za: Informacja dotycząca realizacji przez Policję procedury „Niebieskie Karty” w 2021 r., s. 13.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaRegina José Galindo, Zuzanna Janin, Simone Karl, Katarzyna Malejka, Dorota Nieznalska, Anna Orbaczewska, Adrian Paci, Ewa Partum, Fiona Rukschcio, Katya Shadkovska, Monika Weiss, Paweł Żukowski
MiejsceTake My Eyes
Czas trwania18.02–21.04.2022
Kuratorka / KuratorAgnieszka Rayzacher
Indeks

Zobacz też