26.01.2018

Documenta 14 – Notowania*

Anka Ptaszkowska
documenta 14: Marta Minujin, „The Parthenon of Books”, 2017 © Mathias Voelzke
Documenta 14 – Notowania*
documenta 14: Marta Minujin, „The Parthenon of Books”, 2017 © Mathias Voelzke
Adam Szymczyk zdołał wyprowadzić Instytucję z kapitalistycznej logiki zysku i wpisać ją w logikę rozrzutności i bezinteresowności. Ta logika właściwa wszelkiej działalności artystycznej została przez Adama Szymczyka poddana szczególnej próbie praktyki w kontekście międzynarodowym.

Documenta 14 – najważniejsza wystawa światowej sztuki aktualnej, organizowana co 5 lat od 1955 roku przez miasto Kassel. Trzeba powiedzieć, że te ostatnie Documenta nie przypominają poprzednich. Powołane do życia przez Adama Szymczyka stały się przedmiotem niespotykanego w świecie sztuki od dawien dawna – skandalu.

Ażeby zrozumieć co się tu naprawdę wydarzyło, warto przyjrzeć się historii, spróbować odnaleźć tradycję, do której Documenta 14 zdają się odwoływać.

Proponowałabym powrót do wielkich aspiracji lat 60. i 70., a przede wszystkim do generalnego zakwestionowania instytucji artystycznych, z kapitalistycznym rynkiem sztuki w ich (nieuniknionym) tle. Hasło Sztuka nie jest towarem widniało na sztandarach art conceptuelart minimal. Wiał wicher rewolucji majowej ’68 roku, a idee Międzynarodówki Sytuacjonistycznej wywierały decydujący wpływ na sztukę tego czasu. «Walka z systemem» jak mówiono, miała charakter międzynarodowy. Ciekawe, że jej terenem były zarówno kraje par exellence kapitalistyczne, jak i kraje Centralnej Europy pod reżimem komunistycznym. W Stanach Zjednoczonych walkę z systemem, prowadził Seth Siegalaub i pewni przedstawiciele sztuki konceptualnej jak na przykład Dan Graham, w Europie – «Art and Language», Daniel Buren i związani z nim krytycy, oraz artyści wokół takich czasopism jak «VH101», czy «Art Monthly». Po drugiej stronie «żelaznej kurtyny» była Galeria Spalova w Pradze Czeskiej i Galeria Foksal w Warszawie, którą w 1966 roku stworzyliśmy wspólnie z krytykami Wiesławem Borowskim i Mariuszem Tchorkiem oraz grupą artystów z Henrykiem Stażewskim i Tadeuszem Kantorem na czele.

Wiele lat później, Adam Szymczyk tu właśnie zaczynał swoją karierę.

Wśród różnorakich oskarżeń i zarzutów, jakie prasa niemiecka, a także międzynarodowa stawia Szymczykowi, jeden fakt jest bezsporny: jako dyrektor Documenta 14, Adam Szymczyk przekroczył budżet wystawy o bardzo wysoką sumę. Reszta – to oszczercze pomówienia, którymi powinni zająć się adwokaci.

Zakwestionowanie zjawiska wystawy, a następnie galerii, wykraczanie poza teren oddany sztuce do dyspozycji przez społeczeństwo – to był program praktykowany przez galerię Foksal w latach 60. w ścisłym związku – trzeba to podkreślić – z rewolucyjną tradycją awangardy konstruktywistycznej lat 20 i 30. Żywotność związku z tą tradycją zawdzięczała Foksal obecności Henryka Stażewskiego. Należał on do generacji artystów, dla których związek sztuki z polityką nie był werbalny, ale stanowił rzeczywiste doświadczenie. Podczas gdy w ramach współczesnego, obiegowego dyskursu o sztuce, polityka przywoływana przy każdej okazji z religijnym namaszczeniem stała się przedmiotem pustej, niemniej obowiązującej gadaniny.

Oto jak widział Stażewski związek sztuki z polityką: Sztuka jest nieustającą walką. W tej walce artysta musi zginąć. Krytyk zaangażowany przyjmuje tę samą co artysta postawę i też musi zginąć.

Chętnie zadedykowałabym to zdanie osobom, które wierzą twardo, że sztuka wymaga obrony, a co za tym idzie – «jej obrońcy» są niezbędni dla jej «przetrwania». Czy sztuka rzeczywiście ich potrzebuje?

Nie chciałabym jednak dedykować Adamowi Szymczykowi okrutnej prawdy, którą opinia Stażewskiego zawiera. Trudno jednak o niej zapomnieć wobec «polowania na czarownice» rozpętanego wokół Documenta 14 i osoby jej dyrektora – wobec zbiorowej oszczerczej histerii opartej na supozycjach, pomówieniach i plotkach, których polityczna motywacja jest aż zbyt jaskrawa. Wśród różnorakich oskarżeń i zarzutów, jakie prasa niemiecka, a także międzynarodowa stawia Szymczykowi, jeden fakt jest bezsporny: jako dyrektor Documenta 14, Adam Szymczyk przekroczył budżet wystawy o bardzo wysoką sumę. Reszta – to oszczercze pomówienia, którymi powinni zająć się adwokaci.

Trzeba przypomnieć, że identyczną batalię rozpętała w 1972 roku lokalna władza polityczną wiernie wspierana przez prasę artystyczną – przeciwko Haraldowi Szeemannowi. Documenta 5, których Szeemann był autorem, stanowi ważną datę w historii sztuki XX-go wieku. Wystawa ta otworzyła na oścież drzwi zjawiskom, które można zakwalifikować jako ostatnią wersję awangardy. Charakterystyczne, że przedmiot ataków na Szeemanna był dokładnie ten sam, który obecnie dotyka Adama Szymczyka. Chodziło mianowicie i chodzi także dzisiaj o niepomierny wydatek pieniędzy na sztukę.

W tym samym czasie, Pontus Hultén, wielki muzeolog i wizjoner, czerpał swój prestiż i honor z wyjątkowych zdolności, które posiadał do wydawania astronomicznych sum na realizacje artystyczne, w które wierzył.

Podobno jego rodzinna Szwecja do dziś mu tego nie wybaczyła.

Posiadam smutne doświadczenie tego rodzaju batalii, z których jeden tylko wychodzi zwycięsko – ten mianowicie, który może sobie bezkarnie pozwolić na najbardziej oczywiste kłamstwa. Ta właściwość wszelkich systemów totalitarnych dała mi się poznać w Polsce okresu stalinizmu. Niestety nie tylko. Mogłam zauważyć, że ów «przywilej» bezkarnego kłamstwa z reguły przynależy do czegoś, co można nazwać «władzą centralną».

Czym zatem Documenta 14 «zasłużyły sobie» na uruchomienie «nadzwyczajnych środków» w systemie bądź co bądź liberalnym? Inaczej mówiąc, w czym tkwi ich realne niebezpieczeństwo dla obecnej władzy?

Mała dygresja historyczna: wszystkim dziś już wiadomo, że wojna wypowiedziana Instytucjom przez niektórych artystów w latach 60. i 70. zakończyła się miażdżącym zwycięstwem Instytucji, dzięki – trzeba powiedzieć – ścisłej kolaboracji artystów z tymi Instytucjami.

Obecnie, jakakolwiek cenzura straciła sens i rację bytu. Im bardziej propozycje artystów są polityczne, krytyczne i politycznie skandaliczne – tym wyżej rosną ich ceny. W ramach istniejącego systemu, każda działalność «pozytywna», wzmacnia system, który tak bardzo chciała zwalczać. Trzeba zatem być równie uważnym, co skrupulatnym.

Małe/duże wspomnienie: W jakich okolicznościach spotkałam Adama Szymczyka? W 1996 roku, na tarasie pracowni obecnego jeszcze wśród nas Edwarda Krasińskiego w trakcie nocnej, pół-legalnej projekcji filmu pt. «Społeczeństwo Spektaklu» Guy Deborda. Młodziutki Adam wydarzenie to z oddaniem współorganizował.

Mała anegdotka: pewnego dnia, ponieważ zjawisko arcydzieł szczególnie mnie interesowało, przekazałam Pontusowi Hulténowi ideę wystawy pod roboczym tytułem «Arcydzieła Dwudziestego Wieku». Idea była bardzo w guście Hulténa, który od razu chciał ją realizować. Przedstawiłam mu jednak następującą obiekcję: Nie będzie interesujące, jeśli wystawę taką zrealizuje ktoś, kto posiada władzę. Na odwrót, byłoby interesujące, gdyby zrealizował ją ktoś, kto żadnej władzy nie posiada.

A więc nie zrealizujesz jej wcale – podsumował Hultén i miał oczywiście rację.

Trzeba przyznać, że Adam Szymczyk nie powtórzył mojego błędu. Bez najmniejszych kompleksów zaakceptował władzę dyrektora najważniejszej w dziedzinie sztuki instytucji – Documenta.

Co uczynił?

Według drogiej mi terminologii Sytuacjonistów, dokonał totalnego «odwrócenia»[1] tej instytucji.

Na czym to polegało?

Jedna rzecz jest pewna: to po raz pierwszy od blisko stu lat sztuka – za sprawą Documenta 14 – potrafiła realnie oddziałać na rzeczywistość polityczną i to w skali światowej.

W istotnym, zasadniczym sensie zdołał wyprowadzić Instytucję z kapitalistycznej logiki zysku i wpisać ją w logikę rozrzutności i bezinteresowności. Ta logika właściwa wszelkiej działalności artystycznej została przez Adama Szymczyka poddana szczególnej próbie praktyki w kontekście międzynarodowym. W skrajnie nieprzyjaznej sytuacji historycznej i politycznej Documenta 14 zdobyły się na decydujący, niezwykle odważny akt podzielenia wystawy między Niemcami a Grecją. Bogate Niemcy «podzieliły się» wystawą uznaną za ich własność z krajem biednym, pogrążonym w kryzysie ekonomicznym. Stało się to wbrew skomplikowanym zaszłościom historycznym między dwoma krajami i wbrew demagogicznej propagandzie o greckich «leniuchach i darmozjadach».

«Odwrócenie» Instytucji dokonało się równolegle na terenie zarezerwowanym wyłącznie dla polityki – terenie, do którego sztuka straciła niemal zupełnie dostęp. Documenta 14 zaangażowała się czynnie przeciw rosnącej w Niemczech fali neo-nazizmu, jasno określiła swoje stanowisko – między innymi – wobec «kebabowych morderstw» – w tym zabójstwa tureckiego właściciela kafejki internetowej na tle rasistowskim[2].

Jedna rzecz jest pewna: to po raz pierwszy od blisko stu lat sztuka – za sprawą Documenta 14 – potrafiła realnie oddziałać na rzeczywistość polityczną i to w skali światowej.

Jak wszyscy wiemy, sztuka nowoczesna drogo opłaciła swoją quasi-absolutną wolność. Nie jest tajemnicą, że poza swym własnym terenem, inaczej mówiąc, poza granicami swego luksusowego azylu, sztuka – w kleszczach uwarunkowań rynkowych – coraz bardziej traci moc oddziaływania.

Można się było zatem spodziewać, że Documenta 14 będą przyjęte z entuzjazmem przez współczesny Art World, który przecież przy każdej okazji podkreśla swój «nierozerwalny» związek z polityką. O czym świadczy fakt, że stało się coś przeciwnego?

Chciałabym powrócić do kwestii artystycznej jakości dzieł wystawionych w Atenach i w Kassel – jakości tak surowo krytykowanej przez pewnych przedstawicieli świata sztuki. Ze znakomitego odczytu, który Adam Szymczyk wygłosił na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych 21 grudnia 2017 – odczytu, który «wydobył z mroku» rozrzutnie splątaną sieć motywacji, uwarunkowań i czystych idei – przytoczę tylko, że «artysta przerywa historię, podczas gdy kurator ją zlepia».

Idea umorzenia długu Grecji wobec Unii Europejskiej z powodu długu, jaki kultura europejska zaciągnęła wobec antycznej Grecji. Czy to nie piękne? Czyż nie warte «dobrego» obrazu?

Odnośnie artystycznej jakości Documenta 14, pozostawiam wszelkie satysfakcje płynące z ferowania sprawiedliwych wyroków profesjonalnym specom od sztuki współczesnej. Sama, zadowolę się prostym i osobistym świadectwem: od wielu lat jestem zaangażowana w twórczość dwóch artystów – prawdziwych, moim zdaniem, dysydentów – Krzysztofa Niemczyka i André du Colombiera. Ich subwersyjna i nielicząca się z niczym działalność w Polsce lat 60. pod panowaniem komunizmu, w przypadku Niemczyka, i w liberalnej Francji lat 80., w przypadku André du Colombiera, sprawiła, że artyści ci doznali rzeczywistych prześladowań w policyjnych komisariatach, więzieniach i szpitalach psychiatrycznych, co nie ma oznaczać, że tego typu heroizm jest wystarczającą legitymacją dla bycia artystą. Heroizm nadaje jednak różnym poczynaniom wiarygodność, przede wszystkim jako świadectwo ich realności. Natomiast totalne wykluczenie, którego przedmiotem stali się obaj artyści, świadczy o czymś jeszcze. Definiuje realną, niezakłamaną relację między sztuką i społeczeństwem, między prawem do życia indywiduum a społeczną umową opartą na mechanizmach władzy. Wykluczenie, czy też banicja Niemczyka z socjalistycznego, a André du Colombiera z kapitalistycznego raju wydawała się definitywna. W myśl niepisanej umowy, skreślono ich z listy żywych i umarłych zarówno na terenie społecznym, jak artystycznym. Żadna ważna, szanująca się Instytucja Artystyczna, żadna Międzynarodowa Wystawa (z bardzo nielicznymi wyjątkami[3]) nie przyjęła do wiadomości twórczości i postawy André du Colombiera ani publicznej działalności Niemczyka. Chwalebnym wyjątkiem są prywatne inicjatywy w rodzaju wystaw organizowanych przez Marikę Kuźmicz w jej galerii[4] lub wystawa Na wulkanie zorganizowana w Lublinie przez Dominika Kuryłka i Ewę Tatar [5].

Chcę wybić złotymi zgłoskami fakt, że dzieła tych dwóch artystów zostały pokazane po raz pierwszy na wielkiej, międzynarodowej wystawie Documenta 14.

A delikatną kwestię artystycznej wartości dzieł zaprezentowanych w Atenach i Kassel chciałabym skonfrontować z czymś, co pozwoliłam sobie nazwać «pięknem idei» albo «pięknem sytuacji».

Na przykład:

Idea umorzenia długu Grecji wobec Unii Europejskiej z powodu długu, jaki kultura europejska zaciągnęła wobec antycznej Grecji. Czy to nie piękne? Czyż nie warte «dobrego» obrazu?

Albo:

Rygorystyczne, mimo że lekkie i jakby niezobowiązujące wprowadzenie zasady równości w samą organizację wystawy; wyeliminowanie autorytarnych struktur i pełna wolność działania dla wszystkich współpracowników, jak to ładnie określił Szymczyk «zasada współpracy jeden do jednego». Piękna idea okupiona, rzecz jasna, wysokim ryzykiem.

A co do piękna sytuacji, mam przed oczyma ostatni dzień Documenta 14 w Kassel. Opróżnianie przezroczystych kolumn olbrzymiego Partenonu na placu Fridericianum z książek zabronionych na całym świecie przez cenzurę, ich masowa dystrybucja w złaknione ręce wielotysięcznego tłumu. Niezwykle egzaltująca sytuacja.

Prasa francuska wytyka Adamowi Szymczykowi moralizatorstwo – słowo, które próbuje zastąpić, czyli zdezawuować pojęcie etyki artystycznej. Ale etyka artystyczna istnieje niezależnie od tego, czy się to nam podoba, czy nie. Przy okazji przypomnę, że wrogiem nr 1 awangardy historycznej było kłamstwo w planie politycznym, społecznym, obyczajowym i religijnym – kłamstwo wraz z jego niezawodną podpórką – hipokryzją.

Czy zatem – wbrew fali niskich i uwłaczających zarzutów, które świat polityki solidarnie ze światem sztuki stawia Adamowi Szymczykowi – trzeba go uznać za idealistę wysokiego lotu ? Nie byłby to pierwszy idealista obrzucany błotem.

* Tekst opublikowany na stronie internetowej artpress https://www.artpress.com/2018/01/02/notes-sur-documenta-14/
[
1] Detournement dosł. Odwrócenie – użycie instytucji bądź jakiejkolwiek struktury dla celów niezgodnych z jej przeznaczeniem, np. Nielegalne interwencje w trakcie telewizyjnych audycji. Termin szeroko stosowany przez Internationale Situationiste w latach 50/60.
[2] Kebabowe morderstwa Członkowie tzw. Narodowo-Socjalistycznego Podziemia (NSU) zamordowali w ciągu kilku lat 10 obcokrajowców (lub tzw. Niemców imigranckiego pochodzenia), głównie Turków. Także jednego Greka. W Kassel ofiarą padł młody właściciel kafejki internetowej, Halit Yozgat. Rodzice dotąd walczą o wyświetlenie okoliczności zbrodni – w momencie morderstwa w maleńkiej kafejce żeglował w internecie pracownik niemieckich tajnych służb. Mówi, że niczego nie widział (ciała za kontuarem, na którym wychodząc zostawił monetę), nie słyszał (strzału z pistoletu z tłumikiem za przepierzeniem) i nie czuł (zapachu prochu i, zapewne, emocji).
[3] Dla André du Colombier: Wystawa «Formes biographiques» – kurator Jean-Francois Chevrier , «Carré d’Art», Nimes, 2015.
2. Dla Krzysztofa Niemczyka: Wystawa «Sytuacjonista,Pisarz,Malarz» + Spektakl multimedialny Natalii Korczakowskiej «Ja Krzysztof» MOCAK, Krakow, 2014; Musée Mac Val, Wystawa «Chercher le garçon», Marne la Valé, 2015.
[4] Wystawa «Ja to ktoś inny» Bruce’a Naumana i Krzysztofa Niemczyka, Warsaw Gallery Weekend, 2017, zorganizowana przez Marikę Kuźmicz.
[5] Wystawa «Na wulkanie», poświęcona Krzysztofowi Niemczykowi przez Dominika Kuryłka i Ewę Tatar, w Galerii Lubelskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych, 2009.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też