21.09.2020

Zorka Wollny. Głos z przyszłości, która nadeszła

Stach Szabłowski
Tekst opublikowany w magazynie Szum 30/2020
Zorka Wollny, „Środowisko. Retrospektywa na przyszłość”, widok wystawy, fot. Andrzej Golc
Zorka Wollny. Głos z przyszłości, która nadeszła
Zorka Wollny, „Środowisko. Retrospektywa na przyszłość”, widok wystawy, fot. Andrzej Golc
Jako artystka ekologiczna, Zorka Wollny powstrzymuje się od zawalania sal wystawowych i muzealnych magazynów tonami artefaktów, skupiając się na tworzeniu wartościowych społecznie sytuacji.

To nie była cała historia sztuki Zorki Wollny. Wystawa w Trafo zmieściła jednak dość jej twórczości, by można było sobie zbudować wyobrażenie, co to za historia. I kim jest jej bohaterka – artystka, która prefigurowała w Polsce zwrot performatywny i której postawa bez trudu przeżyje śmierć mody na performatywność w instytucjach wystawienniczych. Projekt Środowisko to Zorki Wollny dzieła zebrane i wybrane przez Joannę Warszę. Retrospektywa? Tak, ale, jak przekonują autorki wystawy w jej podtytule – Retrospektywa na przyszłość.

Co więc z tą przyszłością?

Kiedy oglądałem wystawę Wollny, niedaleką przyszłością była pandemia w Europie, zamknięte muzea, zamknięte granice i wojsko na ulicach. Tymczasem trwała jeszcze epoka mobilności; człowiek miotał się od miasta do miasta, biegał jak kot z pęcherzem, hycał przez granice jak znerwicowany zając. Dwa dni wcześniej byłem w Ukrainie. Poprzedniego dnia w Warszawie. Rano zatrzymałem się w Poznaniu rzucić okiem na wystawę Czekalskiej i Golca w Arsenale. A wieczorem już Szczecin; stąd otwierała się prosta droga do znajomych w Meklemburgii, a potem dalej, na Berlin! W Chinach wprawdzie kryzys szalał w najlepsze, we Włoszech zaraza już się rozkręcała, ale na niebie wciąż jeszcze gęsto było od zostawiających ślady węglowe samolotów.

Zorka Wollny to artystka, która prefigurowała w Polsce zwrot performatywny i której postawa bez trudu przeżyje śmierć mody na performatywność w instytucjach wystawienniczych.

À propos śladu węglowego: „Ta retrospektywna wystawa nie patrzy w przeszłość, ale w przyszłość, pytając o to, jak robić ekspozycje z małym śladem węglowym”. Tymi słowami Joanna Warsza zaczyna wprowadzenie do wystawy Zorki Wollny. Cóż za ironia; wystawa nie zdążyła się skończyć, a węglowy postulat już się spełnił, tyle że oczywiście przewrotnie. Samoloty zostały uziemione i już nie smrodzą, zapotrzebowanie na energię spada, gospodarki wyhamowują. Nadprodukcji wydarzeń artystycznych także położono kres. W kryzysie fundusze na sztukę są zawsze pierwszymi, które trzeba złożyć w ofierze na ołtarzu cięć, oszczędności i redukcji.

Wątku węglowego w dyskursie wystawy Zorki Wollny nie należy jednak traktować zbyt dosłownie. To nie był projekt poświęcony klimatowi. Tytułowe Środowisko to przede wszystkim środowisko społeczno-polityczne, w którym powstaje sztuka Wollny, zaś myślenie ekologiczne dotyczy tu szerszej etycznej refleksji nad praktyką artystyczną. Jako artystka ekologiczna, Zorka Wollny powstrzymuje się od zawalania sal wystawowych i muzealnych magazynów tonami artefaktów, skupiając się na tworzeniu wartościowych społecznie sytuacji.

Pytanie Warszy można zatem sparafrazować: jak robić ekspozycję artystki, która nie specjalizuje się w produkowaniu eksponatów i zostawia po swoich działaniach tak ulotny i trudny do wytropienia ślad?

To realny problem, kiedy nie tylko trzeba zapełnić tak wielką przestrzeń jak Trafo, ale do tego chce się przekonująco opowiedzieć w formacie wystawowym o praktyce artystki, dla której wystawa nie jest uprzywilejowanym środkiem wyrazu.

Zorka Wollny, „Środowisko. Retrospektywa na przyszłość”, widok wystawy, fot. Andrzej Golc
Zorka Wollny, „Środowisko. Retrospektywa na przyszłość”, widok wystawy, fot. Andrzej Golc
Zorka Wollny, „Środowisko. Retrospektywa na przyszłość”, widok wystawy, fot. Andrzej Golc
Zorka Wollny, „Środowisko. Retrospektywa na przyszłość”, widok wystawy, fot. Andrzej Golc

Joanna Warsza nie jest pierwszą kuratorką, która mierzy się z tym problemem. Jak radzili sobie z nim inni? Cóż, często nie radzili sobie wcale. Wollny, rocznik 1980, jest obecna na scenie od dobrych 15 lat. Pochodzi z Krakowa, dojrzewała artystycznie w artpunkowym, interdyscyplinarnym środowisku Goldex-Poldex. Debiutowała wcześnie i z powodzeniem; ma na koncie Grand Prix Gepperta, nominację do „Spojrzeń”, tytuł Artystki Roku magazynu „Arteon” za rok 2010, stypendia, nagrody i niezliczone projekty zrealizowane z najróżniejszymi instytucjami w Polsce i na świecie, od Muzeum Sztuki w Łodzi i Zachęty, przez Warszawską Jesień, po Public Art Munich i berliński festiwal CTM, którego jest regularną uczestniczką. Należy do dydaktyczno-artystycznego dream teamu szczecińskiej Akademii Sztuki. Mieszka w Berlinie, podróżuje po świecie. Artystka sukcesu? Niewątpliwie. Artystka (wszech)obecna? Niby tak, ale w sumie nie do końca; ogólna wiedza o Zorce Wollny jest taka, że to ważna, nawet wybitna artystka. Wiedza szczegółowa jest jednak fragmentaryczna, oparta na pojedynczych, wyrwanych z szerszego kontekstu projektach. Wystawy próbującej przeprowadzić jakiś rodzaj syntezy jej dorobku jeszcze do tej pory nie było.

[…]

Pełna wersji tekstu jest dostępna w 30. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 30/2020

Zobacz też