12.11.2021

„Xawery Dunikowski. Malarstwo” w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni

Wojciech Szymański
Tekst opublikowany w magazynie Szum 34/2021
„Xawery Dunikowski. Malarstwo”, widok wystawy, fot. Zuzanna Sosnowska
„Xawery Dunikowski. Malarstwo” w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni
„Xawery Dunikowski. Malarstwo”, widok wystawy, fot. Zuzanna Sosnowska
Dzięki wyciągnięciu z magazynów niepokazywanych od bardzo dawna obrazów Dunikowskiego i ich starannej konserwacji wystawa w Królikarni to prawdziwe odkrycie tego artysty jako malarza.

Wybaczcie, proszę, konfesyjny ton, jaki tu będzie pobrzmiewał; nieczęsto jednak zdarza mi się oglądać i recenzować wystawy, które przemeblowują myślenie o sztuce tak gruntownie, że po wyjściu z galerii nie poznaję wnętrza własnej głowy. Jak dotąd Xawery Dunikowski (1875–1964) zajmował w niej bowiem nie dość eksponowane miejsce; skatalogowany był obok innych klasyków nowoczesnej rzeźby polskiej, a wyróżniał się głównie za sprawą oryginalnego imienia. Odgrywał w niej rolę kogoś, bez kogo wprawdzie nie mogłem wyobrazić sobie historii rzeźby polskiej w pierwszej połowie XX wieku, jednocześnie jednak był kimś, kogo bez żalu pomijałem, myśląc o krętych drogach formy rzeźbiarskiej, jakie ta przebyła w drugiej połowie wieku, jak i o miejscu, w którym znajduje się dzisiaj. Wiedziałem oczywiście, że artysta był także malarzem i autorem przejmującego malarskiego świadectwa obozowej traumy, które stworzył na przełomie lat 40. i 50., odwołując się do własnych doświadczeń pobytu w KL Auschwitz, do którego trafił już w 1940 roku, a wyszedł dopiero po wyzwoleniu obozu przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku. Dunikowski nie istniał jednak w mojej głowie jako malarz; także dlatego że nigdy nie widziałem jego płócien na własne oczy, a znałem je jedynie z opisów i kilku reprodukcji (w większości czarno-białych). W ogóle, przyznaję się, większość wiadomości na temat artysty czerpałem dotąd ze – świetnej skądinąd – poświęconej mu książki Aleksandry Melbechowskiej-Luty Kreator (2012) z wymownym podtytułem: Rzeźbiarskie dzieło Xawerego Dunikowskiego. To z niej wyniosłem przekonanie, że w zakresie malarstwa Dunikowski był amatorem, że nie uzyskał akademickiego cenzusu „pictora”, że w końcu malarstwa uczył się samodzielnie, korzystając z opracowań. I chociaż malarstwo rzeźbiarza zostało w książce opisane, a wszystkie istotne cykle malarskie wymienione z tytułu, czarno-białe ilustracje wielkości większych znaczków pocztowych ani nawet tych kilka w kolorze umieszczonych na wkładce, w żaden sposób nie ukazywały one ani wspaniałości i wielkości, ani kolorystycznego i dyskursywnego skomplikowania malarstwa Dunikowskiego.

Ogromną zasługą tej wystawy jest nie tylko sam fakt wyciągnięcia niepokazywanych od bardzo dawna obrazów z magazynów. Wielką rolę – istotnie wzmacniając efekt świeżości i nowości płócien – odgrywa także stan ich zachowania: fantastyczne pod względem kolorystycznym obrazy naprawdę wyglądają tak, jakby zostały dopiero co namalowane.

Pewnie można nabijać się z mojej niekompetencji i mojego nieobycia z malarstwem Dunikowskiego, niech jednak kamieniem rzucą tylko ci, którzy jeszcze przed otwarciem rewelacyjnej wystawy Xawery Dunikowski. Malarstwo w Królikarni, nosili jego obrazy pod powiekami. A te w większości – jak w katalogu wystawy zaznacza jej kuratorka, Joanna Torchała – nie były w ogóle pokazywane publiczności od – bagatela! – 60 lat, kiedy to, jeszcze za życia artysty, w 1961 roku odbyła się jego duża, monograficzna wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie. Na przykład pełniący funkcję narracyjnego punktu kulminacyjnego i wizualnego zwornika wystawy ogromny, abstrakcyjny, postkonstruktywistyczny Człowiek w kosmosie (po 1958), który podwieszony pod kopułą centralnej rotundy Królikarni, wypełnia jej przestrzeń bez reszty, wręcz ją rozsadzając, od tamtego czasu leżał nawinięty na wałek w magazynie. Ogromną zasługą tej wystawy jest jednak nie tylko sam fakt wyciągnięcia niepokazywanych od bardzo dawna obrazów z magazynów. Wielką rolę – istotnie wzmacniając efekt świeżości i nowości płócien – odgrywa także stan ich zachowania: fantastyczne pod względem kolorystycznym obrazy naprawdę wyglądają tak, jakby zostały dopiero co namalowane. Efekt ten osiągnięto za sprawą poprzedzającej wystawę wieloetapowej, starannej konserwacji obiektów, która polegała na oczyszczeniu powierzchni malatury i uzupełnieniu ubytków, prostowaniu i przenoszeniu płócien na nowe blejtramy. Można zatem powiedzieć, że takich płócien Dunikowskiego nie widział nikt od ponad pół wieku, a wystawa w Królikarni to prawdziwe odkrycie tego artysty jako malarza.

„Xawery Dunikowski. Malarstwo”, widok wystawy, fot. Zuzanna Sosnowska
„Xawery Dunikowski. Malarstwo”, widok wystawy, fot. Zuzanna Sosnowska

To, co widać, każe przede wszystkim zupełnie zmienić dotychczasową optykę i utarty sposób patrzenia na sztukę Dunikowskiego, w której malarstwo zajmowało jak dotąd pozycję marginalną, pełniąc funkcję trochę prywatnego, a trochę dorywczego pendant do doskonale rozpoznanej i uznanej twórczości rzeźbiarskiej. Do lamusa teraz możemy włożyć minoderyjne wypowiedzi samego artysty dotyczące własnego malarstwa, którego rzekomo nie traktował jako dzieła sztuki, a raczej jako relaks i odskocznię od „prawdziwej” pracy (jako rzeźbiarza). Raczej zupełnie serio brać trzeba teraz inne wypowiedzi artysty na swój temat. A te zostały zawarte w (cytowanych w katalogu towarzyszącym wystawie) listach artysty do Sary Lipskiej – jego modelki, muzy, kochanki, matki jego dziecka, partnerki, artystki, także, jak on rzeźbiarki – pisanych pod sam koniec życia, w których wyznawał, że popełnił błąd, gdyż „stworzony był na malarza, a został rzeźbiarzem”, i to, że „obrazy, które maluje, są lepsze od rzeźb, pełne treści i wyobraźni”.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 34. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 34/2021

Zobacz też