12.01.2018

Tychy – przeszłość – dziś. Sztuka dla lepszego życia

Redakcja
Łukasz Surowiec, „Kopia Przodownicy Pracy”, fot. Michał Janusiński
Tychy – przeszłość – dziś. Sztuka dla lepszego życia
Łukasz Surowiec, „Kopia Przodownicy Pracy”, fot. Michał Janusiński
21 listopada 2017 w Muzeum Miejskim w Tychach odbyła się debata podsumowująca realizowany przez muzeum projekt „Tychy – przeszłość – dziś. Sztuka dla lepszego życia”. Publikujemy poniżej zapis debaty.

Gośćmi spotkania byli kuratorzy działań artystycznych: Michał Kubieniec i Stanisław Ruksza, zaangażowany w projekt artysta: Łukasz Surowiec oraz dyrektor Muzeum: Aleksandra Matuszczyk. Uczestnicy rozmawiali o społecznej perspektywie realizacji artystycznych, o współczesnej roli sztuki, a także o tym, jak w swoich pracach twórcy oddają historię miasta i losy jego mieszkańców.

Hanna Kostrzewska: Zacznijmy może od początku. Skąd w ogóle pojawił się w Muzeum Miejskim w Tychach pomysł na realizację projektu, który wykracza poza taką standardową działalność wystawienniczą i badawczą muzeum, wprowadzając – czasami bardziej intensywnie, czasami delikatniej – sztukę w miasto?

Aleksandra Matuszczyk: Myślę, że muzeum powinno wsłuchiwać się w tętno miasta i to był jeden powodów, dla których podjęliśmy się realizacji tego projektu. Ponadto działania były naturalną kontynuacją wcześniejszych realizacji Muzeum, w tym znakomitej monografii Patryka Oczko Tychy. Sztuka w przestrzeni miasta. Trzeci impuls to Rok Awangardy, który przypadł na 2017 rok i jedno z haseł awangardy, czyli „sztuka dla lepszego życia”.

Zależało nam także na swoistej rozmowie z miastem, którą znakomicie realizuje się w ramach rezydencji artystycznych. Jest to taki typ doświadczenia, który był sposobem na nowe dotknięcie miasta, poznanie go i poddanie interpretacji, przy użyciu naturalnych dla artystów środków.

Stanisław Ruksza: Z Olą współpracowałem przez kilka lat przy Projekcie Metropolis, za sprawą którego badaliśmy Śląsk i Zagłębie. Artyści przez cztery lata badali region za pomocą sztuki, używając innych metod badawczych niż tradycyjna socjologia, politologia, etc. Zobaczyliśmy wówczas jak można hipotetyzować o mieście za pomocą czasem skrótowych, czasem heretyckich metod. Jestem przekonany, że muzeum za sprawą projektu Sztuka dla lepszego życia prowadzi swoiste badania na temat miasta, przepisywania jego tożsamości, historii, a także przyszłości. Szczęśliwie jesteśmy w momencie reform muzeologii, nowej muzeologii, która dzisiaj włącza także nauki krytyczne, a nie tylko już akumuluje wiedzę i przedmioty. To cenne, że Muzeum Miejskie w Tychach, które zajmuje się historią dość młodego miasta odważa się też wejść na tę drogę, podobnie jak inne nowoczesne placówki muzealne na świecie i podejmuje się hipotetyzowania o przyszłości.

Debata „Sztuka dla lepszego życia” – podsumowanie, fot. Michał Janusiński
Debata „Sztuka dla lepszego życia” – podsumowanie, fot. Michał Janusiński
Debata „Sztuka dla lepszego życia” – podsumowanie, fot. Michał Janusiński
Debata „Sztuka dla lepszego życia” – podsumowanie, fot. Michał Janusiński

H.K.: Czym dla was, kuratorów projektu, jest sztuka w przestrzeni miasta, tytułowa sztuka dla lepszego życia jest i czy przestrzeń Tychów jest w jakiś szczególny sposób interesująca?

S.R.: Kiedy realizowaliśmy wspomniany już Projekt Metropolis kilka lat temu, naszym założeniem było stworzenie nowej ikonografii Śląska. W pewnym momencie zrozumieliśmy, że Śląsk to nie jest jeden byt, że ten region czy te miasta to nie tylko jedno miasto, że nie ma jednych Tychów, nie ma jednego Zabrza, jednych Gliwic, jednych Katowic. Mamy miasta w mieście, regiony w regionie, bardzo zróżnicowane pod różnym względem: ekonomicznym, społecznym, kulturowym […].

Od roku dzięki Muzeum Miejskiemu w Tychach powstają nowe prace, a sztuka współczesna dołącza do dość dużego bogactwa dzieł w przestrzeni publicznej, które zostały już w książce Patryka Oczko opisane. Te powstające dzisiaj odnoszą się do nowej tożsamości miasta. Każda z prac nawiązuje do innych poziomów, innych miast w mieście i jest to działanie, w którym za pomocą sztuki można inaczej niż w sposób werbalny odnosić się, a czasem nawet wyprzedzać przyszłość tego miasta. Takie jest m.in. nasze wprowadzenie Murarki, ale nie jako Murarki Stanisława Marcinowa, tylko jako Kopii Przodownicy Pracy Łukasza Surowca, czyli nowego dzieła, które jest coverem starego i nabiera zupełnie innego znaczenia.

Chcieliśmy, żeby projekt był dobrym punktem wyjścia do wielowątkowej dyskusji na temat tego, co dzisiaj z modernizmu zostało i czy warto rehabilitować pewne idee, które się z nim wiązały.

Michał Kubieniec: Mnie osobiście najbardziej interesował w tym projekcie ten wątek miejski, architektoniczno-urbanistyczny. Tychy to młode miasto, które jest poniekąd powojennym eksperymentem i to był punkt wyjścia do dyskusji o jego dziedzictwie. Moim zdaniem dyskusja o modernizmie w Polsce jest dosyć powierzchowna, z jednej strony dziedzictwo to odrzuca się ze względów ideologicznych, a z drugiej pojawiła się moda na modernizm, która jest w zasadzie tylko estetyzacją całego nurtu i sprowadzeniem go tylko do kwestii rozwiązań formalnych. Chcieliśmy, żeby projekt był dobrym punktem wyjścia do wielowątkowej dyskusji na temat tego, co dzisiaj z modernizmu zostało i czy warto rehabilitować pewne idee, które się z nim wiązały.

H.K.: Sam projekt zaczął się debatą, w czasie której właśnie dyskutowaliśmy o tym, jak powojenne dziedzictwo może być reinterpretowane. Zaraz po debacie pojawiła się dosyć wyraźna interpretacja Izy Rutkowskiej, za sprawą której tyska Żyrafa doczekała się nowej twarzy.

Iza Rutkowska, „Żyrafa”, fot. Maciej Landsberg
Iza Rutkowska, „Żyrafa”, fot. Maciej Landsberg
Iza Rutkowska, „Żyrafa”, fot. Maciej Landsberg

M.K.: Pierwszym projektem, nad którym zaczęliśmy pracować to był projekt Izy. Przełomowym momentem była debata, gdzie bardzo często pojawiał się wątek Żyrafy. Izie ta rzeźba wydawała się ciekawa właśnie ze względu na tą historię zmieniającej się nazwy i tego, jak sami ludzie przekształcali, oswajali dziedzictwo. Chciała swoją pracą zastanowić właśnie nad tym, czym ta rzeźba jest dla mieszkańców dzisiaj, co ona znaczy dla nich i w pewnym sensie sprowokować dyskusję. Na swój, trochę zabawny, sposób starała się stworzyć punkt wyjścia do rozmowie o dziedzictwie i o tym, jak ludzie sami zmieniają znaczenia pewnych realizacji. Pomnik Walki i Pracy nosił też nazwę Pomnika Integracji czy właśnie Żyrafy.

H.K.: Jeżeli chodzi o kolejną z realizacji, to ponownie mamy bezpośrednie nawiązanie do historii i wnikanie w tkankę miejską – tym razem w osiedle A.

M.K.: Mural Pawła Ryżko, który powstał na osiedlu A, nawiązuje do historii klubu Polonii i do pewnych idei, które za tym klubem stały [Polonia Tychy to pierwsza drużyna w tzw. Nowych Tychach, których budowa rozpoczęła się w latach 50. XX w. Polonia, choć występowała tylko w A-klasie, była uwielbiana przez kibiców. Zanim w Tychach pojawił się wielosekcyjny GKS, to właśnie Polonia kształciła sportowców różnych dyscyplin – przyp. red.].

Pomysł zrodził się w momencie, kiedy Paweł przyjechał do Tychów. Zaproponowałem mu, że dobrze byłoby poruszyć wątek sportu. Raz, ze względu na to, że rzadko w kontekście sztuki się go porusza, a dwa, że sport w modernizmie pełnił ważną rolę – podobnie jak dziedziny, które miały tworzyć tego tak zwanego lepszego człowieka.

Dziś sport jest maszynką do zarabiania pieniędzy, a Polonia Tychy swoją historią pokazuje, że może pełnić zupełnie inną rolę, że może być spoiwem społecznym, miejscem integracji mieszkańców. To był amatorski klub, gdzie ważniejsza była radość z gry niż same wyniki. Paweł badając historię klubu zdecydował się na formę muralu, także ze względu na rolę jaką ta forma pełniła w PRL-u. Zastosowana przez niego typografia była inspirowana starymi banerami klubowymi, a hasło „Zacieśnia braterskie więzi” pokazuje, co stało klubem. Co ciekawe dzisiaj klub funkcjonuje jako piłkarska sekcja żeńska. Do muralu Paweł zaprojektował koszulki piłkarskie, które wręczył dzieciakom z okolicznej szkoły. Uczniowie zagrali mecz prowadzony przez szkoleniowców dzisiejszej Polonii Tychy, na którym pojawili się byli piłkarze klubu.

Paweł Ryżko, mural, fot. Radosław Kaźmierczak
Paweł Ryżko, mural, fot. Radosław Kaźmierczak
Paweł Ryżko, mural, fot. Radosław Kaźmierczak

A.M.: Dla mnie ta obecność tak wyrazistych osobowości, jeśli chodzi o artystów, to był bardzo dobry asumpt do tego, żeby w działania włączyć mieszkańców. Bardzo cenne było działanie Izy Rutkowskiej, jej „dyżury” przy pomniku, w czasie których słuchała opowieści mieszkańców, ale też tłumaczyła swoją realizację. Niezwykłym przeżyciem była też rozmowa Izy z panem Augustynem Dyrdą – autorem pomnika Walki i Pracy. Pan Augustyn okazał niezwykłą otwartość i pokazał też, jak sam zmienia stosunek do swojego dzieła poprzez lata, jak pierwotna „realizacja na zamówienie” nabiera nowych kontekstów.

Żyrafa po interwencji Izy – z głową i ogonem była świadkiem wielkiego koncertu dla dziesięciu tysięcy osób pod pomnikiem i to była najbardziej spektakularna widownia tej instalacji.

Natomiast Paweł Ryżko ze swoją realizacją wpisał się w okrągłą rocznicę powstania klubu sportowego Polonia. Realizacja Pawła to forma oddania honoru w stosunku do drużyny zrealizowana na terenie osiedla, z którego wywodzili się zawodnicy. To działanie niezwykle subtelne i znakomicie przyjęte – zarówno przez mieszkańców jak i dawnych piłkarzy.

H.K.: Od dziś możemy też oglądać Twoją pracę Łukaszu. To Kopia Przodownicy Pracy, która nawiązuje do tzw. Murarki, czyli pomnika z osiedla A.

Moja rzeźba Kopia Przodownicy Pracy została wykonana techniką odlewu z żywicy, wypełniona styropianem, czyli najtańszym dziś tworzywem rzeźbiarskim. Podobnie jak rzeźby, które stoją na osiedlu A, które wykonano wówczas z betonu.

Łukasz Surowiec: Może zacznę od inspiracji skąd ten pomysł. Przede wszystkim chciałem podziękować Patrykowi Oczko za wycieczkę po Tychach, która była bardzo inspirująca. Przez to też, że moje zainteresowania krążą wokół historii, ale również pracy, już po wycieczce w zasadzie wiedziałem, co chciałbym zrobić. Ważna była też historia powojenna, która jest widoczna nie tylko w samej architekturze, ale w samych założeniach, które towarzyszyły ideom, w czasie których powstawały pewne realizacje.

Na osiedlu A mamy rzeźby przodowników pracy, które nie zostały wyparte przez kulturę. Stwierdziłem, że dobrym miejscem do pokazania idei, które wiążą się z pracą jako poczuciem misji, będzie najnowsza, najmłodszą część miasta, czyli Specjalna Strefa Ekonomiczna. Współczesny przodownik pracy jest kimś zupełnie innym niż kiedyś. Staszek Ruksza słusznie nazwał współczesnych przodowników pracoholikami. Przyświecają im zupełnie inne powody niż kiedyś. Pracują, bo muszą spłacać kredyt, czy chcą być po prostu kimś lepszym niż inni. Świadomość czy charakter pracy są dziś zupełnie inne.

Moja rzeźba została wykonana techniką odlewu z żywicy, wypełniona styropianem, czyli najtańszym dziś tworzywem rzeźbiarskim. Podobnie jak rzeźby, które stoją na osiedlu A, które wykonano wówczas z betonu.

Nie wyobrażałem sobie, aby realizować pracę o pracy bez pracy, dlatego zaprosiłem pracowników Strefy, za co bardzo dziękuję, aby pomogli mi przy odkuwaniu samej rzeźby. Odsłona była więc inna niż przeważnie bywa przy tego typu realizacjach pomnikowych, połączona z procesem, z pracą ludzi.

Łukasz Surowiec, „Kopia Przodownicy Pracy”, fot. Michał Janusiński
Łukasz Surowiec, „Kopia Przodownicy Pracy”, fot. Michał Janusiński

S.R.: Wydaje mi się, że właśnie w ten sposób powinno się odsłaniać pomniki, nie skryte za jakąś płachtą, ale z tym całym entuzjazmem i niepokojem, że nie wiadomo co się okaże, co jest pod tym silikonem, bo być może rzeźbie odpadnie nos albo go tam nie będzie.

Wszystkie realizacje w ramach projektu spotykały się zresztą z dużym entuzjazmem publiki. Praca Izy Rutkowskiej w pewnym sensie „odpompatycznia” pewne porządki ideologiczne. Po tej realizacji nie sposób popatrzeć na ten pomnik tak samo. Iza odjęła ten falliczny totem, który służył jednemu porządkowi ideologicznemu i można będzie już zawsze zobaczyć Żyrafę, coś zabawnego, coś co nie służy ideologii, ale może służyć zabawie albo wspólnocie.

Praca Łukasza ma z kolei kilka aspektów. Po pierwsze jest ona pewnym coverem, trochę tak, jak coveruje się czyjeś piosenki. Dziś mówi się o kierunku w sztuce appropriation art, czyli sztuki zawłaszczającej inne dzieła. Wyjęcie przez Łukasza rzeźby innego artysty i pokazanie jej w innym miejscu nadaje pracy nowego kontekstu, innego porządku ideologicznego, przechodząc z porządku socjalistycznego na kapitalistyczny. Każdy z nich jest porządkiem ideologicznym i każdy jest totalitarny, bo próbuje wszystkie dziedziny życia zawłaszczyć.

Tutaj mamy przeniesienie rzeźby, która odnosi się do kilku porządków – z jednej strony wskazuje na zmianę systemu, z drugiej to gest artysty dla artysty. Trzecia rzecz – rzeźba odnosi się do przemian i systemu, ale i pracy. Kiedyś była to praca rąk, na co wskazuje rzeźba, którą Łukasz skopiował, ale praca dzisiaj jest wykonywana trochę bez rąk, to znaczy nie budujemy już tutaj miasta, ale na przykład wykonujemy podzespoły dla innych prac, dla innych systemów. Efekty pracy wykonywanej w Strefie Ekonomicznej najczęściej widoczne są gdzieś daleko dalej. I wreszcie ostatni, czwarty aspekt, to poziom samej historii miasta. Wspominaliśmy, że miasto jest to dość młode i to jak ono się rozwija w kolejnych porządkach i zmianach funkcji kolejnych dzielnic, jest jakby memento przeniesione przez Łukasza do Strefy Ekonomicznej. Łukasz przypomina skąd się to miasto w ogóle wzięło, ale też jak zmienia się świat. No i jeszcze piąta kwestia. To jest pomnik murarki, a nie górnika czy hutnika. Wskazaliśmy też na to, że to miasto było budowane nie tylko przez mężczyzn. Zresztą pracownice Strefy Ekonomicznej, które pomagały pomnik Łukasza odkuwać, od razu ją nazwały Strefianką – pracoholiczką.

Jako artysta mam to szczęście, że mam czas, żeby zmrużyć oczy i popatrzeć na coś z dystansu, a z drugiej strony czuję się pracownikiem, pracownikiem sztuki i w związku z tym też darzę dużą sympatią wszystkich innych, którzy ciężko pracują, aby po prostu przeżyć.

Ł.S.: Mi się bardzo podoba ta interpretacja Staszka. Nieraz zastanawiam nad tym, na ile artyści mogą próbować wytwarzać pewien model estetyczny pracy. John Dewey, amerykański pragmatyk pisał o robotnikach, którzy, aby być szczęśliwym, aby czerpać radość czy przyjemność z pracy, muszą na chwilę odpocząć i na nią z zachwytem popatrzeć. Tego brakuje obecnie w fabrykach, w których nie ma czasu na to, aby robotnik mógł odejść od polakierowanego samochodu i zachwycić się, zrobić zdjęcie, wysłać żonie „zobacz jak pomalowałem samochód”. Moja realizacja jest właśnie o tej zmianie, o tym podejściu do pracy. Ja jako artysta mam to szczęście, że mam czas, żeby zmrużyć oczy i popatrzeć na coś z dystansu, a z drugiej strony czuję się pracownikiem, pracownikiem sztuki i w związku z tym też darzę dużą sympatią wszystkich innych, którzy ciężko pracują, aby po prostu przeżyć, stąd ta praca.

H.K.: Skoro o pracy, to muszę zapytać o to, jakie kolejne realizacje jeszcze się pojawią i czy w perspektywie kolejnych lat Muzeum planuje kontynuację tego typu działań.

A.M.: Warto wspomnieć, że przed nami jeszcze dwie realizacje – Macieja Cholewy i Małgosi Szandały, obojga absolwentów katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. Bez wątpienia ten typ działań będzie przez nas kontynuowany. Widzimy, że rezydencje są kapitalnym laboratorium i pracy wewnątrz Muzeum, i dyskusji o sztuce. Ale też jest to asumpt do poruszenia w mieście, które wciąż zmaga się z łatką „sypialni”, w której nic się nie dzieje.

Wierzę, że Muzeum nadal będzie miejscem zapraszającym, otwartym, a same prace będą funkcjonować w przestrzeni miasta i pobudzać do dyskusji o tym, czym dziś jest sztuka w przestrzeni miasta. Tychy to miasto kameralne, ale dzięki temu te prace są widoczne. Myślę, że już za kilka lat kiedy Patryk Oczko będzie wznawiał publikację Tychy. Sztuka w przestrzeni miasta powstanie kolejny rozdział dedykowany współczesnym realizacjom i temu, jak osadzają się one w miejskiej tkance oraz jak dyskutują z dziedzictwem.

H.K.: Dziękuję za rozmowę

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też