04.09.2020

Tracenie czasu? O chorobie podczas pandemii

Agata Pyzik
Tekst opublikowany w magazynie Szum 29/2020
Agata Pyzik, fot. Igor Pisuk według pomysłu autorki
Tracenie czasu? O chorobie podczas pandemii
Agata Pyzik, fot. Igor Pisuk według pomysłu autorki
Mogę was zapewnić, że przesypianie całego dnia, nawet jeśli na początku wydaje się przyjemnie awangardowe i punkowe, bo kwestionuje rzeczywistość nudnych pracusiów pędzących w swoich szczurzych kółeczkach, prowadzi tylko do pogłębiania się depresji.

„Nie traćmy czasu! Straćmy go naprawdę!”

Wiesław Borowski, Anka Ptaszkowska, Mariusz Tchorek

Co nam się nie podoba w Galerii Foksal PSP, 1969

Chciałabym móc napisać coś mądrego o pandemii lub zamknięciu, ale – jak zapewne dla wielu innych – ten czas jest na tyle dojmujący i paraliżujący, a przede wszystkim niepewny, że ilekroć próbuję sformułować jakiś definitywny osąd, czy nawet kilka zdań, czuję bezsens własnych słów i rezygnuję. Nie dlatego, że epidemia jest najgorszą rzeczą, jaka przydarzyła się światu podczas mojego trzydziestosześcioletniego życia; bynajmniej, chociaż żadne wydarzenie do tego stopnia nie sparaliżowało naszego życia w wymiarze społecznym. Powód jest inny: doświadczam tego zamknięcia z perspektywy osoby z zaburzeniami: lękiem społecznym, który na lata przed pandemią często uniemożliwiał mi wyjście z domu, rozmaitymi nerwicami, stresem pourazowym i innymi „przypadłościami”.

Można więc powiedzieć, że my, chorzy, przygotowywaliśmy się na tę sytuację całe życie. Wszak na co dzień możemy tylko marzyć o tym, żeby móc normalnie uczestniczyć w życiu społecznym – bo, psiakość, sama myśl o wyjściu na imprezę – albo, co gorsza, po zakupy – wywołuje w nas paraliż. A jednak to przygotowanie na niewiele się zdało. Tak więc, jak prawie wszyscy, tracę czas. Całymi dniami nie robię nic sensownego. Niewiele książek udaje mi się przeczytać do końca. Pewnie gdyby podliczyć moje działania w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, przynajmniej te „twórcze”, te, po których pozostał jakiś ślad, sytuacja przedstawiałaby się gorzej niż marnie. Ogarnęłam wprawdzie druk mojej książki, ale skończyłam ją ponad pół roku temu, więc to nic specjalnego. Napisałam dwie recenzje, a stosik z lekturami odkładanymi „na później” wyłącznie rośnie. Sebald, Foucault, Adorno – czekają tam, gdzie zostali odłożeni. Na plus jest tylko lista obejrzanych seriali. Doszłam do kresu HBO i Netflixa i z powrotem, przejrzałam się w odbiciu własnej pustki jakieś 884 razy. Ten tekst też piszę już chyba trzy tygodnie. Zegar tyka, a redaktor Banasiak obmyśla pewnie coraz bardziej wyrafinowane metody zamordowania mnie (kiedy już będzie można wychodzić z domu).

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 29. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 29/2020

Zobacz też