11.02.2020

„Światłoczułość” Ewy Kuleszy w Galerii Sztuki Wozownia

Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski
„Światłoczułość” Ewy Kuleszy w Galerii Sztuki Wozownia
Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski

Światłoczułość popiołu

Mikroświat wystawy Ewy Kuleszy „Światłoczułość” w Galerii Sztuki Wozownia w Toruniu rozgrywa się w gamach szarości, wybrzmiewając subtelnie w przestrzeni swoją spopieloną obecnością. Szarość to barwa popiołu, popiół to zaś zetlała materia, którą w każdej chwili może rozwiać wiatr – ponieść, rozdmuchać, rozpylić, tworząc w powietrzu szarawą chmurę… Popiół jest ulotny, kruchy, delikatny, nieważki; wtapia się w tło swoją kolorystyką, a jednocześnie wydaje się tak natarczywie, intensywnie obecny. Jego sproszkowana, pełna potencjalnej lekkości substancjalność, na której tak łatwo zostawić odcisk czy znak dotyku, nosi w sobie pamięć minionej kondycji i energię spalonych przedmiotów. Podległ transsubstancjacji, w ramach której przemienił się w proch, a więc stał się zwizualizowaną metaforą przemijania oraz procesu przejścia od bytu do niebytu. Paradoks polega jednak na tym, że ów niebyt wciąż ma materialny wymiar, którego ślady tak trudno usunąć z palców, gdy rozetrze się popiół między palcami i pozwoli mu wniknąć w meandry linii papilarnych. Jacques Derrida określał go jako paradygmat śladu – jest on zatem resztą, pozostałością po czymś, a jednocześnie nie może być już tym, czym był pierwotnie. Staje się zasobnikiem metaforycznych znaczeń, który nakłuwa wspomnienia każdego z odbiorców w indywidualny sposób. Ma heterogeniczną naturę, bo zapisał czy odcisnął w sobie czas, a nawet wiele różnych czasów i ludzkich doświadczeń.

Tradycyjna historia sztuki często oddziela znaczenie od materiału, mimo że w XX wieku materiały wyemancypowały się dość wyraźnie jako znaczące substancje[1]. Nadal jednak dominuje językowe odczytanie dzieł sztuki jako tekstów, co niedostatecznie uwzględnia ich materialność i powoduje, że niematerialna idea pozostaje ważniejsza niż ich wymiar materialny. Nieustannie, ukąszeni heglowsko, celebrujemy dzieło sztuki, które przezwyciężyło i przerosło własną materialność. Materialność obiektów Ewy Kuleszy, wykonanych z zastosowaniem popiołów, działa tak silnie, że nie da się jej zbyć skupieniem jedynie na niematerialnym przekazie czy pytaniem o to, co zostało ukazane. Popiół ponownie rematerializuje dzieła, co znajduje odzwierciedlenie także w moim języku ich interpretacji, w ramach którego uwzględniona zostaje wrażliwość na rzeczy, materiały i procesy, a same materiały są postrzegane jako aktywni agenci w procesie tworzenia sztuki[2]. Ponadto popiół Ewy Kuleszy jest idealnie gładki i „czysty”, bez grudek, bez pozostałości procesów spalania, bez „obcych” ciał – to popiół idealny, modelowy, wzorcowy, jaki istnieje w naturze rzadko, za to doskonale wpisuje się w pole sztuki jako nienaznaczony żadną konkretnością. Od razu staje się uniwersalną metaforą.

Ewa Kulesza krząta się wokół spraw codziennych i doczesnych, ucieleśnianych przez poszarzałe rodzinne fotografie, intymne zapisy, zarys domu, który stał się nieważki i uniósł się nad ziemię, mury z cegieł z popiołu czy pudełka i pudełeczka, w których tyle gromadzimy i przechowujemy… Artystka jedynie markuje obecność tych powszednich fenomenów, kreując je z popiołu i konfrontując odbiorców z metaforą after life. Tym razem pojęcie to nie dotyczy jednak życia w sieci, lecz ma (nie)materialny wymiar wyzyskujący potencjał semantyczny popiołu, który – powstając po spaleniu – rozpoczyna swoje życie po życiu. Może przyjąć także formę organiczną, „płynącą” jak ma to miejsce w „Plamie”, która rozlewa się dzięki połączeniu popiołu z wodą. Jest jak l’informe – coś bezforemnego i bezkształtnego, opisanego przez Georges’a Bataille’a, a zatem wprawiającego w drżenie ustalone kategorie postrzegania ukształtowane wobec foremnych przedmiotów. Leje się i płynie jak lawa, zastyga i pęka niczym wysuszona ziemia, konotując procesualność wpisaną w popiół. Łączenie go z wodą jest jednak również zaprzeczeniem jego wewnętrznej pamięci związanej z ogniem i żarem – w strategii artystycznej Ewy Kuleszy staje się gestem inicjującym kolejną transformację tej materii, która użyźnia grunt. „Plama” – bezkształtna i samowolna – zawłaszcza sobie przestrzeń, uzmysławiając jeszcze inną potencjalną kondycję popiołu jako materii, która nieustannie krąży w naturze. Gdy tylko się „nawodni”, wraca do obiegu i włącza się w cykliczne życie ekosystemów, których człowiek jest nieodrodną częścią.

Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski
Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski
Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski
Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski

Szare i spopielałe jest również „Tło” – popiół równomiernie rozprowadzony i naklejony na płótno ma niezwykle niestabilną i wrażliwą na dotyk powierzchnię. Ewa Kulesza całkowicie sfokusowała na nim uwagę, czyniąc z niego główny temat i motyw jednej z prac: subwersywnie odwróciła zatem hierarchię, z czegoś marginalnego czyniąc element centralny i przesuwając parergon na pozycję właściwego ergonu. Gdy na fotografiach lub na obrazach brakuje pozujących postaci, spojrzenie odbiorców siłą rzeczy skupia się na tym, co w konwencjonalnym ujęciu, uwzględniającym modeli, uchylałoby się spojrzeniu jako coś marginalnego, dodatkowego – jako tło, które jest niezwykle ważne, lecz samo w sobie „chowa się”, zapada się w sobie, działając na rzecz eksponowania pierwszoplanowych bohaterów. Rolą tła jest ramowanie i uwypuklanie sylwetek lub przedmiotów stojących przed nim, czy kreowanie odpowiedniego nastroju. Ewa Kulesza akcentuje rodzaj wizualnej absurdalności, związanej z pustką w środku, oczekującą na pojawienie się pozujących – mogą nimi być odbiorcy wystawy artystki w Galerii Sztuki Wozownia. W tradycyjnym zarówno malarstwie, jak i fotografii, mamy zazwyczaj do czynienia z klasycznym, zrozumiałym podziałem na figurę i tło, a hierarchia tych elementów jest jasno określona. Tło sytuuje się na pozycje podrzędnej – jawi się jako służebne, pozostaje w roli parergonu niczym passe-partout wobec właściwego dzieła. Ponadto wzajemna, hierarchiczna relacja figur(y) i tła buduje rodzaj całości; samo tło może być zatem – w konsekwencji kulturowych nawyków – postrzegane jako wybrakowany fragment, który woła o dopełnienie. Ewa Kulesza prezentuje tło z popiołu, które wchodzi w rolę tła nie tylko całej wystawy, lecz również staje się metaforą egzystencjalnego tła, na którym rozgrywa się kruchy spektakl życia. Odbiorca konfrontuje się bowiem nie tylko z brakiem postaci, lecz również z ostentacyjną obecnością samego owego tła, które nieoczekiwanie dochodzi do głosu i stymuluje łańcuch asocjacji związany z tym, że istnienie to cykliczne krążenie materii: od żywej do spopielałej, i z powrotem.

Artystka nadaje popiołowi jako sygnaturowej materii swojej twórczości mnóstwo wieloaspektowych znaczeń, które zdecydowanie przekraczają jego symbolikę związaną z chrześcijaństwem. Popiół staje się konkretem, wokół którego – w stylu Jolanty Brach-Czainy – można się krzątać i po swojemu czytać jego zapisywane szarością „opowieści”. Gra rolę aktanta, który nie tylko współkreuje przesłania prac, lecz je w znacznym i znaczącym stopniu generuje.

Światłoczułość

Czy popiół ma w sobie światło? – tak, odpowiada Ewa Kulesza w autokomentarzu do własnej twórczości. Mimo że jest matowy, „głuchy” w swojej szarości, całkowicie nieprzejrzysty i gęsty, to jednak nosi w sobie także pamięć ognia, który był przyczyną jego powstania. Zostaje w nim zapisana energia owej przemiany, procesu spalenia – nigdy nie będzie on jako materia całkowicie „zgaszony” i martwy. To substancja, która natychmiast wchodzi w rolę metafory pamięci, bo sama ma w sobie pamięć własnej transformacji w szary proch, dokonanej przez świetliste płomienie. Zastyga w jakiejś konkretnej formie, lecz może rozsypać się nawet pod najdelikatniejszym dotykiem palców. „Żarzy się” wewnętrzną opowieścią, którą każdy odbiorca z niej odczytuje, zależnie od tego, co w jej czy jego życiu uległo już spopieleniu. Ponadto w przestrzeni wystawy rozbłyska światło błyskowe, które reaguje na obecność odbiorców i dynamikę ich ruchów – dodatkowo oświetla nagle szarość popielatych obiektów oraz chwilowo oślepia i dezorientuje patrzących, jakby testowało granice ich czułości niczym arkuszy fotograficznego papieru.

Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski
Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski
Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski
Ewa Kulesza, „Światłoczułość”, widok wystawy, fot. Kazimierz Napiórkowski

Światłoczułość

Zespół obiektów, z których większość Ewa Kulesza przygotowała specjalnie na wystawę w Wozowni, buduje w przestrzeni galerii niespieszną, kontemplacyjną, a nawet medytacyjną narrację o poetyckim wydźwięku. To szara strefa, wewnątrz której inicjowana jest światłoczułość. Owa czułość budzi się w nas w stosunku do nas samych, gdy zaczynamy wyczuwać, że nasze ciała również spotka nieuchronny los, polegający na tym, że z czasem wtopimy się miękko w spopieloną szarość. Osypiemy się, a nasze – tak kiedyś żywe – pamięć i obecność pozostawią po sobie jedynie subtelne ślady: zarys domu, w którym mieszkaliśmy; wnętrza pudełek, w których tyle przechowywaliśmy; archiwa, w jakich pieczołowicie gromadziliśmy to, co (pozornie?) ważne. Popiół uzmysławia nam nieznośną lekkość bytu. Ma jednocześnie ciężar biblijnej metafory, jak i ulotność, która pozwala mu zatańczyć na wietrze i rozwiać się w niebyt. Jest też swego rodzaju abiektem, ponieważ rozszczelnia spójność naszej tożsamości, wskazując nam samym – na bazie pokrewieństwa z materią naszych ciał – jak bliscy jesteśmy tej szarej substancji, która użyźnia ziemię.

***

Kiedy mam pisać o sztuce Ewy Kuleszy, mierzę się z obawą popadnięcia w sentymentalizm i poetyckość opisu. Pisząc ten tekst, znowu uległam tej pokusie – pozwoliłam się uwieść strefie szarości i w wyobraźni dmuchałam w popiół, wzbijając w powietrze jego duszącą chmurę. Wdychałam ją głęboko, somatyzując w sobie tę wyciszoną opowieść, która – paradoksalnie – wyjątkowo dobrze współgra z rozpędzonym, głośnym światem, pozbawionym światłoczułości.

[1] A.-S. Lehmann, The matter of the medium: some tools for an art theoretical interpretations of materials, [w:] The Matter of Art: Material, Practices, Cultural Logics, c. 1250-1750, red. Ch. Anderson, A. Dunlop, P. H. Smith, Manchester 2015, s. 22.
[2] A.-S. Lehmann, dz. cyt., s. 26. Zobacz także teorię aktora-sieci: B. Latour, Splatając na nowo to, co społeczne. Wprowadzenie do teorii aktora-sieci, tłum. A. Derra, K. Abriszewski, Kraków 2010.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaEwa Kulesza
WystawaŚwiatłoczułość
MiejsceGaleria Sztuki Wozownia, Toruń
Czas trwania10.01–01.03.2020
FotografieKazimierz Napiórkowski; dzięki uprzejmości Galerii Sztuki Wozownia
Strona internetowawozownia.pl
Indeks

Zobacz też