15.10.2021

Śmieciorośliny – w kierunku prekarnej estetyki i nietrwałego dziedzictwa

Andrzej Marzec
Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”
Śmieciorośliny – w kierunku prekarnej estetyki i nietrwałego dziedzictwa
Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”
Śmieciorośliny tworzą przestrzeń należącą do nie-ludzkiego kolektywu, stają się manifestacją jego życia, twórczości i nieustannych negocjacji. Są zwiastunem mglistej przyszłości, odsyłają nas wprost do tego, co nadchodzi, nawet jeśli nowo przybyłych aktorów nie jesteśmy jeszcze w stanie rozpoznać inaczej, niż myśląc o nich jedynie w kategoriach potworności lub zagrożenia.

Interpretowanie i opisywanie hybrydycznych obiektów, które składają się na kolekcję Centrum Żywych Rzeczy, stanowi niemałe wyzwanie dla miłośników klasyfikacji, korzystających z narzędzi tradycyjnych teorii sztuki. Problem polega na tym, że niezwykle trudno odpowiedzieć na pytanie: czym one właściwie są? Kłopotliwy, niemożliwy do jednoznacznego określenia status obiektów Diany Lelonek budzi jednocześnie niepokój i fascynację związaną z nadzieją na skuteczne przekroczenie granicy między naturą i kulturą.

Śmieciorośliny bywają zmienne, efemeryczne, posiadają więcej niż jednego autora, gdyż zawsze są efektem współpracy mniej lub bardziej anonimowego kolektywu. Jednak ich najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest to, że powstały na skutek postludzkiej aktywności. Obiekty ujawniają w ten sposób nie-ludzki charakter twórczości, która w humanistycznej opowieści o rzeczywistości zarezerwowana była jedynie dla anthropos, a przez to stanowiła niepodważaną od wieków gwarancję ludzkiej wyjątkowości (homo creator). W antropocentrycznym paradygmacie najlepsza z pszczół nie jest w stanie dorównać najgorszemu z architektów, gdyż brakuje jej ludzkiej wyobraźni[1]. Nie-ludziom zbyt długo odmawiano oryginalności, sprowadzając szereg zaskakujących działań i różnorodnych zachowań do ślepego, bezrefleksyjnego wykonywania algorytmów (technoanimalizm). Śmieciorośliny są niepokojące, gdyż naruszają i przekraczają zbyt wiele antropocentrycznych granic, a jedną z nich jest z pewnością nie-ludzka, niczym nieskrępowana, nieograniczona, wybuchowa twórczość, która skutecznie rozsadza ludzką wizję sztuki.

Antropocień

Śmieciorośliny znajdują się zazwyczaj na marginesach ludzkiej kultury, często zajmują tereny skażone, poprzemysłowe lub wyeksploatowane, opuszczone przez ludzi, którzy wycofali z nich swoje siły, zaangażowanie i zainteresowanie. Pojawienie się tych hybrydycznych obiektów związane jest bezpośrednio z nieobecnością lub śmiercią człowieka. To jeden z powodów, dla których nie-ludzki charakter aktywności oraz twórczości bywa najczęściej niesłusznie utożsamiany z końcem świata, apokalipsą czy też katastrofą ekologiczną. Gdy przypatrujemy się śmiecioroślinom, bardzo łatwo jest nam potraktować je nostalgicznie, jako ślad przeszłej działalności człowieka czy też rozrzucone w nieładzie, rozkładające się pozostałości po okresie dawnej ludzkiej świetności. Niegdyś Immanuel Kant opisywał problemy z poznawczym dotarciem do rzeczy samych w sobie (Ding an sich), dzisiaj wciąż trudno nam pomyśleć o tym, że rzecz mogłaby być samowystarczalna, niezależna i pozostawiona samej sobie. Czym jest przedmiot, który nie potrzebuje człowieka, nie ma nic wspólnego z jego interesami ani nie budzi jego zainteresowania?

Diana Lelonek znajduje swoje obiekty najczęściej na nieużytkach, czyli terenach, które samą swoją nazwą mają wskazywać na bierność, niemoc, inercję, pustkę, martwotę, bezczynność lub marazm. Jednak nic bardziej błędnego.

Okazuje się, że rzeczy nie są wcale skazane na towarzystwo ludzi, radzą sobie doskonale same, wchodząc w różnorodne, inspirujące i twórcze relacje. Jednak to my wciąż nie możemy przestać postrzegać ich inaczej jak tylko pozostających w związku z nami (korelacjonizm). Chcielibyśmy być początkiem i ostatecznym celem rzeczy. Wyobrażamy sobie, że człowiek jest nie tylko ich przeznaczeniem, lecz przede wszystkim pośrednikiem umożliwiającym działanie i wchodzenie w relacje z innymi[2]. Postrzeganie rzeczywistości za pomocą dwóch trudnych do rozłączenia, gdyż nawzajem wspierających się kategorii (podmiot i należący do niego przedmiot) doprowadziło do tego, że rzeczy pozostawione samym sobie uznajemy za anomalię. Traktujemy je zazwyczaj jak pozostałość po nieobecnym człowieku, ich właścicielu (antropocentryczny spadek) lub jako świadków ludzkiej zagłady[3].

Śmie(r)ć i rośliny

Zależne od człowieka przedmioty możemy podzielić na te związane z ludzkim pragnieniem posiadania (fetysze i towary) i te atrakcyjne ze względu na wartość użytkową (narzędzia). Natomiast z nie-ludzkiej perspektywy najbardziej interesujące będą rzeczy niczyje, opuszczone, z którymi rozstajemy się bez żalu i które zostawiamy samym sobie. Śmieć, bo o nim w tej chwili mowa, to przedmiot uwolniony od przymusu relacji z człowiekiem, który zaczyna działać poza ludzkim kontekstem. Posiada wyjątkowy status, gdyż skutecznie rozsadza podział na naturę i kulturę – nie należy do żadnej z tych kategorii. Odpad zostaje wyrzucony poza granice kultury, do której już dłużej nie przynależy, jednak jako ludzki wytwór (artefakt) nie może również być elementem klasycznie pojmowanej natury. Próby poradzenia sobie z tą problematyczną kwestią za pomocą recyklingu (przywrócenie go kulturze) lub dzikich wysypisk (oddanie go naturze) ujawniają jedynie fakt, że śmieć jest specyficznym, zupełnie niepasującym do tych kategorii obiektem. Jego charakterystycznymi cechami są nieprzydatność i bezużyteczność, za którymi jednak kryje się antropocentryczne założenie o bierności, czyli braku aktywnych oraz twórczych sił znajdujących się po stronie materii.

Śmieć, który zyskuje status rzeczy ostatecznej, jest kategorią występującą wyłącznie w ludzkim świecie, gdyż z nie-ludzkiej perspektywy wszystko, co istnieje, posiada zawsze swoją wartość użytkową. Zazwyczaj traktujemy odpadki jako coś wstrętnego i nieczystego, budzącego pogardę, obrzydzenie, a zajmowanie się nimi wiąże się z utratą społecznego szacunku oraz degeneracją. Ostatnio jednak dzięki działaniom związanym między innymi z kulturą zero/less waste lub freeganizmem powoli przyzwyczajamy się do tego, że rzeczy bezużyteczne po prostu nie istnieją. Śmieć – wiązany do tej pory z nieobecnością, wycofaniem się człowieka i kresem wszelkiej aktywności – niesie ze sobą koniec antropocentrycznej wizji świata, dzięki której można było jeszcze niedawno z powodzeniem dzielić rzeczywistość na kulturę i naturę. Ludzkie odpady to w gruncie rzeczy uwolnione i wyemancypowane przedmioty, które wiodą tymczasowe, twórcze, lecz przede wszystkim niczym nieskrępowane nie-ludzkie życie.

Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”
Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”

Nie-ludzkie życie

Czy może być coś bardziej przerażającego dla antropocentrycznej wizji świata niż żywa, twórcza materia, która nie tylko nie potrzebuje człowieka, ale również usamodzielnia się i wymyka spod ludzkiej kontroli[4]? Trzeba przyznać, że pozostawione samym sobie rzeczy, które uzyskują sprawczość i stają się aktywne, przywodzą na myśl wizje rodem z horrorów, w których właśnie samodzielnie przesuwające się przedmioty wywołują w widzach uczucie grozy. Filmowi twórcy zazwyczaj odbierają jednak samozwańczą sprawczość rzeczom, by usprawiedliwić ten nie-ludzki ruch mniej lub bardziej irracjonalną, niematerialną przyczyną zewnętrzną (duch, nawiedzony dom). Nie jesteśmy jeszcze wciąż przyzwyczajeni do immanentnego życia materii, jej ruchliwości, która doskonale uwypukla nieprzewidywalny i niesamowity charakter epoki antropocenu. Zdecydowanie łatwiej jest nam uwierzyć w magię niż w to, że materia nie jest wcale bierna, nieożywiona, tępa i głucha, lecz ma sprawczość oraz własne znaczenie.

Śmieciorośliny stanowią prawdopodobnie najlepszy przykład twórczej aktywności materii oraz unieważnianej lub pomijanej do tej pory kreatywnej sprawczości nie-ludzkich aktorów. Diana Lelonek znajduje swoje obiekty najczęściej na nieużytkach, czyli terenach, które samą swoją nazwą mają wskazywać na bierność, niemoc, inercję, pustkę, martwotę, bezczynnność lub marazm. Jednak nic bardziej błędnego. Te dynamicznie rozwijające się przestrzenie, podlegające rozmaitym przekształceniom, pozbawione są jedynie ludzkiej aktywności, dlatego najczęściej odbiera im się wartość i zainteresowanie.

W XVIII wieku George Berkeley zastanawiał się nad tym, czy upadające w lesie drzewo wydaje jakikolwiek dźwięk, jeśli w tym zdarzeniu nie uczestniczy żaden ludzki obserwator, który mógłby je usłyszeć. Brytyjski filozof był prekursorem współczesnej antropocentrycznej tradycji zapośredniczania poprzez ludzkie poznanie wszystkich nie-ludzkich wydarzeń i aktywności, które niezarejestrowane przez człowieka po prostu nie istnieją i nie mają żadnego znaczenia. Nie-ludzie istnieją sami dla siebie, a ich status ontologiczny nie jest w żaden sposób uzależniony od naszego poznania (korelacjonizm), dlatego nie można ich sprowadzać do danych zmysłowych czy też pojęcia materii. Chciałbym, abyśmy odeszli od postrzegania śmiecioroślin w kontekście nostalgicznym, jako resztek lub odpadów po ludzkiej działalności, które na naszych oczach rozkładają się i niszczeją, przyjmując rozmaite, nierzadko estetyczne kształty.

Hybrydyczne, wielogatunkowe obiekty Diany Lelonek nie mogą zostać zredukowane poprzez narcystyczne narracje i antropocentryczne interpretacje jedynie do śladu człowieka, jego reprezentacji ani tym bardziej zwiastuna jego kresu lub zagłady. Zostają odnalezione na końcu świata, który jest tutaj rozumiany jako odludzie, ustronie, margines ludzkiego społeczeństwa, teren najczęściej skażony i zanieczyszczony. Śmieciorośliny właśnie z tego powodu wpisują się w postulaty „ciemnej ekologii”. Nie wpisują się w tradycyjną ekologiczną opowieść o zbawieniu i oczyszczeniu świata, lecz uczą nas akceptować, kochać i żyć w towarzystwie tego, co obrzydliwe, pozbawione wdzięku lub znaczenia. Zwracają uwagę na afirmację życia bez obietnicy stabilności oraz obecność nierzadko przerażających, monstrualnych, obojętnych wobec nas obiektów, których nigdy nie będziemy w stanie zmienić za pomocą pięknej, harmonijnej idei „głębokiej ekologii”. Myślenie ekologiczne jest z gruntu nieczyste i widmowe, gdyż zakłada zawsze istnienie n+1 tego, z czym jesteśmy w jakiś sposób połączeni, nawet jeśli w danej chwili jest to jedynie niewyraźne przeczucie.

Toksyczne związki

Śmieciorośliny tworzą przestrzeń należącą do nie-ludzkiego kolektywu, stają się manifestacją jego życia, twórczości i nieustannych negocjacji. Są zwiastunem mglistej przyszłości, odsyłają nas wprost do tego, co nadchodzi, nawet jeśli nowo przybyłych aktorów nie jesteśmy jeszcze w stanie rozpoznać inaczej, niż myśląc o nich jedynie w kategoriach potworności lub zagrożenia. Obiekty Diany Lelonek charakteryzuje brak dystansu, ujawniają nieznany do tej pory rodzaj zaangażowania, bliskość i afirmację. Stanowią dynamiczny, lecz przede wszystkim twórczy splot nie-ludzi i przejętych przez nich elementów od-ludzkich, których najczęściej nie jesteśmy w stanie rozdzielić. Śmieciorośliny są kolektywem, towarzystwem sojuszników, bliskich sobie nie-ludzi, a ich powiązania wytwarzają jednocześnie zobowiązania (response-ability). Wspomniany brak dystansu wiąże się również z naruszeniem i przekroczeniem granic (natura/kultura), nadmierną, niechcianą bliskością w stosunku do ludzi, którzy traktują śmieciorośliny najczęściej jako nieczyste, wstrętne, lepkie, bo zbyt bliskie. Prace Diany Lelonek przeciwstawiają się tradycyjnej ekologii, proponującej nam uczestniczenie w niemożliwej, lecz atrakcyjnej wizji powrotu do wyobrażonego świata czystości, z dala od smrodu i zgnilizny twórczych, życiodajnych kompostów[5].

Warunkiem socjalizacji również w ludzkim świecie jest obligatoryjne związanie z toksyczną substancją (alkoholem, nikotyną, narkotykiem lub po prostu jedzeniem). Zgoda na toksyczność okazuje się niezbędnym warunkiem życia i samego myślenia, ludzka kultura nazywa ten stan inspiracją, natchnieniem.

Śmieciorośliny są dowodem na to, że czyste powiązania nie istnieją, a każde spotkanie musi być związane z pewnego rodzaju zanieczyszczeniem, intoksykacją (toxic encounters)[6]. Okazuje się, że relacje między żywymi organizmami mogą być jedynie toksyczne, nieczyste, widmowe, dlatego powinny być ukazywane w kontekście wzajemnego zanieczyszczania (śladu). Najprostszym przykładem takiego codziennego zanieczyszczania byłoby spożywanie pokarmu, które jest spotkaniem i wzajemnym przenikaniem dwóch zupełnie różnych od siebie substancji, a także zmiana percepcji pod wpływem wejścia w pokarmowy toksyczny związek (np. zjedzenie czosnku, wypicie kawy). Warunkiem socjalizacji również w ludzkim świecie jest obligatoryjne związanie z toksyczną substancją (alkoholem, nikotyną, narkotykiem lub po prostu jedzeniem). Zgoda na toksyczność okazuje się niezbędnym warunkiem życia i samego myślenia, ludzka kultura nazywa ten stan inspiracją, natchnieniem. W tym wypadku tchnienie nie musi być wcale związane z dematerializującą tradycją idealistyczną, ale po prostu z materialną, cielesną intoksykacją. Każdy z nas, bez wyjątku, jest nieczysty, niesie ze sobą historię swojej toksyczności oraz ślady katastrof poprzedzających jego pojawienie się na świecie.

Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”
Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”

Cultus agri

Kultura od wieków miała ambicje stać się najlepszym wyrazem ludzkich umiejętności i jednym z najbardziej antropocentrycznych pojęć, jednak jej początek i sam źródłosłów są nie-ludzkie. To strategiczne słowo od samego początku oznaczało uprawę roślin (colo, colere), zwłaszcza winorośli, dopiero później zaczęło funkcjonować w kontekście wychowawczym i dotyczyć pielęgnacji dobrych obyczajów. Zarówno Timothy Morton (agrologistyka)[7], jak i Anna Tsing (plantacjonocen)[8] rozwój rolnictwa i porzucenie zbieracko-łowieckiego stylu życia obarczają winą za klęskę separacji – skuteczne oddzielenie od siebie rzeczywistości ludzkiej od nie-ludzkiej i wytworzenie mocnej, nieprzekraczalnej granicy pomiędzy kulturą a naturą.

Morton ujawnia, w jaki sposób rolnictwo (cultus agri) zdeterminowało i ukształtowało współczesną myśl zachodnią, którą właściwie od niepamiętnych czasów uprawia się niczym rolę, a jej nadrzędną regułą jest zasada niesprzeczności (roślina uprawna ≠ chwast). Z kolei Tsing pokazuje, jak historia o miłości pomiędzy wielogatunkowymi, splatającymi się ze sobą światami roślin, zwierząt i ludzi zmienia się w opowieść o rolniczej kontroli, uprawie i segregacji. Dowolna, spontaniczna, a przede wszystkim nieprzewidywalna roślinna twórczość poprzez uprawę rolniczą zostaje zahamowana, powstrzymana i utrzymana w ryzach. Rolnictwo, faworyzujące niektóre, bardziej pożądane gatunki roślin, doprowadza do powstania monokultur, które posługując się logiką plantacji, starają się udowodnić, że więcej istnienia jest lepsze niż jego jakość. Zasada oddzielania ziaren od plew, pozbywania się z przestrzeni uprawy szkodników i nieproduktywnych jedynie z ludzkiego punktu widzenia chwastów sprawia, że uprawianie roli likwiduje roślinną bioróżnorodność, skazując nas na reprodukcję wciąż tego samego porządku, rolniczej wizji rzeczywistości.

Osiadły tryb życia, gromadzenie i przechowywanie ziaren, zdaniem Tsing, uniezależnia społeczeństwa od nieprzewidywalnego ryzyka głodu, lecz przyczynia się również do powstania niepracujących elit oraz nieobecnej wcześniej hierarchii społecznej. Wraz z rozwojem rolnictwa postępuje także proces udomowienia, skutecznie oddzielający rośliny i zwierzęta związane z przestrzenią domu (chronione przez prawo) od tych, które pozostając dzikie, funkcjonują poza jego granicami. Z łatwością możemy sobie wyobrazić samotnie wędrującego psa, którego los porusza nas na tyle, że decydujemy się o niego zatroszczyć i udzielić mu pomocy. Jednak jeśli zobaczymy łososia, który przedostał się z farmy rybnej do oceanu, sytuacja się komplikuje. Możemy mieć wówczas słuszne wątpliwości: czy trafiliśmy na dziką rybę, czy też raczej na zagubioną, głodną albo nawet bezdomną istotę[9]?

U (granic) prawa

Śmiecioroślin się nie uprawia, gdyż rosną same z siebie w miejscach pozbawionych ludzkiego nadzoru. Między innymi dlatego są wyjęte spod domowego prawa i cieszą się niczym nieskrępowaną wolnością, lecz ich egzystencja jest nieustannie zagrożona, w każdej chwili mogą po prostu zniknąć lub zostać uszkodzone. Funkcjonują poza ekonomią rolniczą, nie poddając się prawu, gdyż zostały z niego wykluczone, nie mają również żadnego prawa, które mogłoby je ochronić. Jednak nie są wcale nagim życiem (zoe)[10], jak by tego chciał Giorgio Agamben, ponieważ nie są w stanie istnieć inaczej niż poprzez ciągłe twórcze działanie, a samo ich życie okazuje się dziełem sztuki. Być może tylko ludzkie życie (bios) można podzielić na bardziej wartościowe oraz mniej twórcze, tymczasem nie-ludzie nie ustają w swoich wysiłkach, są niesamowicie aktywni i pracowici. Prekarność jest zdecydowanie ciekawszą, niewykluczającą i lepiej opisującą materialne życie kategorią niż Agambenowska nagość. W tym sensie każde istnienie jest nagie – podatne na zranienie, niepewne, ryzykowne, skończone i przede wszystkim nietrwałe.

Katastrofa klimatyczna to nie sezonowa moda. Rozmowa z Dianą Lelonek Z artystką rozmawia Ewa Dyszlewicz CZYTAJ!

Śmieciorośliny, rosnąc na przecięciach, krawędziach kultury/natury, stawiają opór, są krnąbrne i nieposłuszne nikomu – skutecznie przeciwstawiają się agrologistyce pojmowanej jako uprawianie, czyli wpisywanie nie-ludzi w ramy oraz granice ludzkiego prawa (udomowienie)[11]. Obiekty Diany Lelonek nie są uprawiane, lecz zbierane przez nią, artystka decyduje się dzielić w ten sposób niepewność z innymi zbieraczami. Nie sprawuje rolniczej kontroli nad roślinami, nie jest w stanie przewidzieć, co dokładnie zbierze i kiedy to się wydarzy, co więcej, nie posiada tytułu własności, porusza się po ziemi niczyjej. Warto również zauważyć, że śmieciorośliny nie zostały przez nikogo posadzone ani zasiane, dlatego swoim pojawieniem się unieważniają figurę siewcy, rezygnują z niezbędnej i otaczanej szacunkiem w kulturze rolniczej, zewnętrznej, najczęściej ludzkiej przyczyny sprawczej.

Śmiecioroślina składa się w przeważającej mierze z samosiejek, którym odmawia się wartości, a w botanicznej hierarchii roślin te zajmują najniższe, podrzędne miejsce. Większość nie-ludzkiej, samodzielnej aktywności roślinnej pozostaje najczęściej niezauważona lub po prostu odbiera jej się znaczenie i dyskredytuje. Proces wysiewania bez nadzoru człowieka z antropocentrycznej/rolniczej perspektywy jest uważany za dziki, nieprzynoszący oczekiwanych rezultatów i przede wszystkim nieuporządkowany. Organizmy roślinne, które współtworzą śmieciorośliny, najczęściej nazywa się ruderalnymi (rudus – gruz) w odróżnieniu od faworyzowanych roślin uprawnych. Rolnictwo nie jest jedynie materialną praktyką, ale również specyficznym sposobem myślenia, który zdaniem Timothy’ego Mortona doprowadził nas do globalnego ocieplenia[12]. Śmieciorośliny czerpią swoją nazwę z ludzkiej pogardy oraz odrzucenia. Funkcjonują poza rolniczym prawem i porządkiem, zwracając uwagę na to, że samodzielna roślinna aktywność jedynie z antropocentrycznej perspektywy może być postrzegana jako nieuporządkowana i chaotyczna.

Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”
Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”

Prekarna estetyka

Jedną z charakterystycznych cech europejskiej kultury jest niepohamowane pragnienie utrwalania i zachowywania. Nasilająca się w ostatnim czasie tendencja, nazywana nie bez powodu „gorączką archiwum”, widoczna jest nie tylko w przytłaczającym wzroście liczby przestrzeni muzealnych i miejsc pamięci, ale również w działaniach ekologicznych, polegających na próbach konserwacji, zachowywania gatunków i ocalania zmieniającej się dynamicznie planety. Ludzka kultura od wieków preferowała wytrzymałe, odporne na destrukcyjne działanie czasu materiały, którym decydowała się powierzyć najważniejsze dla niej wartości i symbole. Stąd wzięło się dość iluzoryczne, lecz sugestywne przekonanie o niezmienności kultury oraz wiecznotrwałości niepodlegającego transformacji ludzkiego dziedzictwa. Problem w tym, że utrzymywanie zabytków, ruin oraz innych pozostałości przeszłości w niezmienionym stanie wymaga nieustających zabiegów konserwacyjnych, które powstrzymują dokonujące się w nich zmiany, najczęściej nazywane rozkładem.

Śmieciorośliny są zbyt silne i wszędobylskie, by były zagrożone wyginięciem; nie można ich całkowicie zniszczyć, a próby ich ocalania wydają się śmieszne. Podważają w ten sposób mit o wyjątkowości człowieka, który chciałby być wszechmocny, występować zawsze w roli niosącego zagładę lub zbawienie.

Większość obiektów muzealnych pozostaje zawieszona w sterylnych, laboratoryjnych warunkach, w sztucznie wytworzonym oraz utrzymywanym bezczasie, który ma za zadanie udowodnić nieistnienie zmiany w świecie kultury i sztuki. Inaczej wygląda kondycja starzejących się budynków, wystawionych na działanie czynników atmosferycznych oraz roślin, które w niekontrolowany sposób zmieniają i przetwarzają ich oryginalny kształt. Ten interesujący rodzaj nie-ludzkiej, twórczej interwencji generuje najczęściej niezwykle estetyczny efekt, jaki byłby trudny do osiągnięcia, gdyby został zamierzony przez człowieka. W tym wypadku mogą pojawić się wątpliwości: czy należy w pewnym momencie zatrzymać postępującą erozję, która co prawda pełni funkcję ornamentu, lecz w końcu doprowadzi do całkowitego zniszczenia budynku? Jeśli zdecydujemy się ją powstrzymać, będziemy mieć wówczas do czynienia z kontrolowanym przez człowieka, uporządkowanym rozkładem[13].

Diana Lelonek nie tylko zachęca nas do wyjścia poza prosty antropocentryczny dualizm interwencja/zaniedbanie, lecz również pragnie naruszyć tradycyjne wyobrażenie pamięci oraz dziedzictwa, związanych do tej pory przede wszystkim z ocalaniem i konserwacją. Poddawane nieustannym przekształceniom, nietrwałe, a przez to nieprzewidywalne obiekty artystki charakteryzują się prekarną estetyką oraz niezwykłą plastycznością, każdego dnia są inne. Ich kształt nie jest czymś raz na zawsze danym, lecz raczej procesem, produkcją, a nie reprodukcją. Dziedziczenie przyjmuje tutaj najbardziej kreatywną postać, podlega ciągłym negocjacjom i przede wszystkim nie unika entropii.

Śmieciorośliny są zbyt silne i wszędobylskie, by były zagrożone wyginięciem; nie można ich całkowicie zniszczyć, a próby ich ocalania wydają się śmieszne. Podważają w ten sposób mit o wyjątkowości człowieka, który chciałby być wszechmocny, występować zawsze w roli niosącego zagładę lub zbawienie. W tym wypadku człowiek pozostaje ich równym towarzyszem. Z jednej strony niezależność śmiecioroślin albo ich beztroska polega na tym, że żyją w towarzystwie ludzi, ale niczego już od nich nie potrzebują. Z drugiej strony wygląda to całkiem podobnie: ludzie zauważają śmieciorośliny, lecz nie są w stanie się o nie troszczyć ani w żaden sposób wykorzystać ich do własnych interesów. Natomiast zarówno jedni, jak i drudzy dzielą ze sobą ten sam brak pewności – nieprzewidywalność zwaną życiem.

Diana Lelonek, „Atlas śmiecioroślin”

Wydany we współpracy z lokal_30 Atlas śmiecioroślin jest zwieńczeniem działań Diany Lelonek w Galerii Miejskiej Arsenał, rozpoczętych w ramach instalacji-instytucji Od-ludzkie formy przyrodnicze – Centrum Żywych Rzeczy (2019–) w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Poza tekstami teoretycznymi Diany Lelonek i Andrzeja Marca oraz Wstępem Marka Wasilewskiego Atlas… zawiera niezwykle bogaty zbiór fotografii obiektów znalezionych przez artystkę wraz z ich precyzyjnymi opisami botanicznymi. Łącząc wiedzę z obszaru nauk przyrodniczych z działaniami artystycznymi i aktywistycznymi, wykorzystując estetykę, fikcję i czarny humor, Atlas śmiecioroślin wskazuje nowe możliwe narracje, potencjalną drogę wyjścia z impasu antropocenu.

Więcej informacji o książce: https://bit.ly/3EHhD05

[1] Zob. T. Morton, Humankind: Solidarity with Nonhuman People, London – New York 2017, s. 57.
[2] Zob. G. Harman, Traktat o przedmiotach, przeł. M. Rychter, Warszawa 2013.
[3] Zob. B. Shallcross, Rzeczy i Zagłada, Kraków 2010.
[4] Zob. J. Bennett, Vibrant Matter: A Political Ecology of Things, Durham and London 2010.
[5] Zob. D. Haraway, Staying with the Trouble: Making Kin in the Chthulucene, Durham and London 2016.
[6] Zob. A. Shotwell, Against Purity: Living Ethically in Compromised Times, Minneapolis and London 2016.
[7] Zob. T. Morton, Dark Ecology: For a Logic of Future Coexistence, New York 2016.
[8] Zob. A. Tsing, The Mushroom at the End of the World: On the Possibility of Life in Capitalist Ruins, Princeton and Oxford 2015.
[9] Więcej na temat rozmywania binarnej granicy dziki/udomowiony w przypadku norweskich łososi zob. M. Lien, Salmon Multiple: Creating dialogue across disciplinary boundaries, „More than Human: AURA Working Papers”, vol. 1, s. 11, http://anthropocene.au.dk/more-than-human-aura-working-papers/ (dostęp: 22.05.2019).
[10] Zob. G. Agamben, Homo sacer: suwerenna władza i nagie życie, przeł. M. Salwa, Warszawa 2008.

[11] Zob. A. Tsing, Krnąbrne krawędzie: grzyby jako gatunki towarzyszące, przeł. M. Rogowska-Stangret [w:] Feministyczne nowe materializmy: usytuowane kartografie, red. O. Cielemęcka i M. Rogowska-Stangret, s. 71–88.
[12] Zob. T. Morton, Humankind…, op. cit., s. 48.
[13] Zob. C. DeSilvey, Curated Decay: Heritage Beyond Saving, Minneapolis and London 2017.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

AutorDiana Lelonek
TytułAtlas śmiecioroślin
WydawnictwoGaleria Miejska Arsenał w Poznaniu przy współudziale: Lokal_30
Data i miejsce wydania2021, Poznań
Strona internetowaarsenal.art.pl
Indeks

Zobacz też