18.02.2022

ROAD MOVIE. Rozmowa z Małgą Kubiak

Marta Konarzewska
Kolaż: Małga Kubiak
ROAD MOVIE. Rozmowa z Małgą Kubiak
Kolaż: Małga Kubiak
No i slamy. Największy był w Nuyorican Poets Cafe – ona wciąż działa. Czytałam na scenie fragmenty swoich książek. Moim motywem przewodnim był God’s Anus. Czyli czytałam, że Nowy Jork jest odbytem Boga. Zawsze dostawałam albo maks punktów, albo zero.

Prawdziwi podróżnicy to ci tylko, którzy wyruszają, aby wyruszyć.

Charles Baudelaire

Mieszkanie Małgi na Starym Mieście, dzień.

Breakfast at Tiffany’s:
Nowy Jork

Marta Konarzewska: Nowy Jork cię tak oczarował jak wcześniej Londyn? Ze wszystkich miejsc na świecie tam właśnie masz mieszkanie.

Małga Kubiak: On mnie powalił! Najpierw pojechałam z Tjellem, w 1986 roku, na dwa tygodnie. Wow! Po powrocie nie wychodziłam nawet do sklepu. Odmówiłam kontaktu z Göteborgiem, który jest jak miasteczko z bajki, Nowy Jork to był film dla dorosłych. Tjell musiał ogarnąć wszystko: sklep, pies, jedzenie, Sun. A ja siedziałam, patrzyłam w ścianę. W Nowym Jorku, nie wiem jak to opowiedzieć… underground, awangard, East Village, to były ostatnie dni tego wspaniałego klubu Pyramid, gdzie chodzili wszyscy i niebawem wszyscy zaczęli umierać na AIDS.

Wciąż się mówi: och, Nowy Jork jest „niesamowity” – tylko czemu? Isaac Bashevis Singer ponoć miał na opisanie tego miasta jedno słowo – pośpiech.

Wszystko jest inne, wszystko jest dziwne, a jednocześnie wspaniałe. Razem z nami przyleciał samolot z Afryki i na lotnisku byli sami Czarni. Sami. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam czarnoskórego w Warszawie, miałam 5 lat. Z Tadeuszem idę ulicą i nagle dostaję ataku, siuśki mi lecą po nogach: „Umalowany pan! Umalowany pan!”. Zaraz w domu wyciągnęłam karton i pomalowałam na czarno. Wycinałam twarze, czarne maski. Tym maskom dawałam kolczyki.

W Nowym Jorku, nie wiem jak to opowiedzieć… underground, awangard, East Village, to były ostatnie dni tego wspaniałego klubu Pyramid, gdzie chodzili wszyscy i niebawem wszyscy zaczęli umierać na AIDS.

Ten na ulicy miał kolczyki, czy to Sienkiewicz albo inny nauczyciel stereotypu?

Ha! Nie wiem, ale raczej Danki albumy ze sztuką. Robiłam dziurę w uchu i tam wkładałam różne rzeczy.

Janusz Głowacki napisał coś takiego: Polacy wiedzą wszystko o Nowym Jorku z filmów, pocztówek, ale to jest taka wiedza jak o Monie Lizie. Wiadomo, że się uśmiecha, ale nie wiadomo, dlaczego i co ten uśmiech ma oznaczać. I jeszcze: Nowy Jork jest za duży. Za duży dla stałych mieszkańców, a co dopiero dla emigrantów, którzy codziennie wysypują się setkami z jumbo jetów na lotnisku J.F.K.1

Zaraz ci opowiem o Głowackim, miałam z nim kontakt właśnie w Nowym Jorku. Był już ustawiony, ale przecież sam też był emigrantem.

Na lotnisko przyszli po nas znajomi ze Szwecji, tacy artyści. Powiedzieli, że lepiej nie mówić na ulicy po angielsku, tylko po szwedzku, wtedy nas nie obrabują.

Nie rozumiem.

Ja też nie. Obraziłam się na dzień dobry, bo bardzo nie lubiłam mówić po szwedzku. A po angielsku uwielbiałam, w trash english, języku migrantów, w Nowym Jorku to nikomu nie przeszkadzało. Pożyczyliśmy mieszkanie od kolegów Hausswolffa w East Village. Wynosili akurat trupa. Na dole siedział koleś, tzw. landlord. Dozorca spod ciemnej gwiazdy. Z mieszkania obok wyłoniła się policja, z czarnym workiem. Było ciemno i biednie, a ja się czułam jak w jakimś raju, cała ta adrenalina, byłam w filmie, na żywo. Gdziekolwiek poszliśmy – wszystko było dla wszystkich, nie tylko dla młodych prominentnych, jak w Warszawie. Oczywiście trzeba było mieć pieniądze, ale nie o to chodzi. Ci biedniejsi też mieli swoje miejsca, mog­li się bawić. Wszyscy mogli ćpać, tańczyć, gadać. Była po prostu impreza na ulicy.

Byliście latem?

Nie, w zimie. W listopadzie.

W zimie impreza na ulicy?

Trzeba było być na zewnątrz. Łaziliśmy na różne koncerty. Kiedyś Tjell przyprowadził z Pyramid kolesia, bardzo choro wyglądał. Usiadł i oglądaliśmy moje filmy. W kuchni była wanna, taka mała, słyszałam, jak coś spod niej piszczy. To była mysz. W pułapce. Niestety, pół tej myszy już się rozpuściło, bo był nalany specjalny płyn. Miałam ostatnie sto dolarów, Tjell nie miał nic. Mówię do chłopaka: masz i uratuj tę mysz. On mówi: „Jak? To się nie da. Nie da się, pół myszy już nie ma”. Upierałam się, bałam się podejść i sprawdzić. W końcu obiecał, że się nie będzie męczyła, ale tylko wsadził ją w papierową torebkę i wyniósł do śmieci. A sto dolarów mi zabrał. No i co jeszcze ci opowiedzieć? Podobała mi się tam cała undergroundowa sytuacja, muzyka nie z płyty, radia czy telewizora. Wszystko było na żywo i filmowaliśmy, co się dało, to weszło do filmu ID N42.

Małga na dachu w NYC, Brooklyn, 1999. Archiwum rodzinne

Po latach wróciłaś tam z Harrym. Czemu nie na zawsze?

Bo już tak nie kochałam Nowego Jorku. Pojechałam do Indii i straciłam tę miłość. Amerykanie wydali mi się straszliwie banalni, chaotyczni, za duzi. Tak się dzieje, gdy patrzysz na świat przez obiektyw, przez filtr lub film. Hindusi byli drobni, delikatni, Amerykanie wychodzili przy nich jak takie opalone słońcem różowe, rozkrzyczane potwory.

Udało ci się wbić w nowojorski dziki underground?

Przyjaźniłam się z Bradleyem Erosem, eksperymentalnym filmowcem. Za jego sprawą zostałam członkinią NY Independent Filmmakers. Mieliśmy mityngi w kinie Anthology Film Archives u Jonasa Mekesa, nazywanego ojcem chrzestnym amerykańskiego kina niezależnego. To było znane miejsce, miałam tam superretrospektywę moich prac w 1994.

Wzięli cię do MoMA – Museum of Modern Art, sprzedawali twoje rzeczy w Tower Books i innych kultowych księgarniach na Times Square.

No tak, w Nowym Jorku, Amsterdamie i Paryżu szło mi o wiele lepiej niż w Polsce. Polska ma tę swoją poprzeczkę.

Śmieje się.

Miałaś swoje półki w Tower Video czy Tower Records3?

Nie całe półki, ale książki. I w Gotham Bookshop. Albo Cult Videotheek w Amsterdamie czy Bimbo Towers w Paryżu – no tak.

Dla mnie ten Głowacki, Rolke, Morgenstern to był jeden zbiór. Spotykałam ich w Spatifie, Kameralnej. Morgernsterna mijałam na Piwnej, stawał i patrzył z daleka w moje oczy, to ja też. A Głowacki mówił Stonesowi, że wszyscy mu zazdroszczą, że ma taką żonę, to był klasyk. Byłam ich lolitką, czy w Polsce, czy w Nowym Jorku.

Wypożyczali twoje filmy w kultowym Kim’s Video4. To tam Quentin Tarantino cię zobaczył?

Nie, on w Amsterdamie sobie wypożyczył całą kolekcję.

Wiele godzin! I co powiedział?

Właściciel mi przekazał, że powiedział: very cool. Kręciłam się też na Ludlow Street na Lower East Side, ulicy bohemy, gdzie są te wszystkie kina, kinobary i tak zwane dive bars.

Dive bars, czyli kultowe bary, gdzie spotykało się artystów.

Dla mnie przede wszystkim bary wciągające. Dive znaczy też nurkować. Wskakujesz na chwilę i zostajesz – nie chciałam wypłynąć. Pamiętam screeningi mojego filmu Baby Trouble Hole w Max Fish, ulubionym barze Nicka Cave’a. Nick był cudowny, tuż przed pokazami wspomniał o tym w wywiadzie w „Time Out”. Co zapewniło mi publiczność. Grałam też z zespołem noise. Nazywaliśmy się Paris Fucked Music Society.

Czemu tak dziwnie?

Dziwnie? Oni byli z Paryża. Sami nazywali się Freya. Dwóch Francuzów i ja. Byliśmy Freya + Malga Kubiak = Paris Fuck Music Society. Graliśmy w Tonic, CBGB, Pyramid i w klubie Syberia, gdzie właścicielem był Tracy Westmoreland – bouncer z klubu Studio 54. No i slamy. Największy był w Nuyorican Poets Cafe – ona wciąż działa. Czytałam na scenie fragmenty swoich książek. Moim motywem przewodnim był God’s Anus. Czyli czytałam, że Nowy Jork jest odbytem Boga. Zawsze dostawałam albo maks punktów, albo zero.

Jak tam trafiłaś?

Przez studio nagrań na Broadwayu. Gdzie ktoś mnie skierował, że tanio i cool. Przychodziłam kopiować swoje filmy z U-matic na VHS, spodobały się i się potoczyło. Mówiłam ci, przyjaźniłam się z Johnem Giorno – „żoną” Burroughsa. Victor Bockris, Anton Perich, Marcia Resnick – z nimi się też bujałam, oni wszyscy wcześniej byli w bandzie Warhola. Ktoś z całej paczki mnie tam zaprowadził. Świetni ludzie. Anton, fotograf Warhola, miał swoją bazę w Gershwin Hotel i swój „Night Magazine”, współpracowałam z nim. Victor napisał wielką książkę5, która była moją przewodniczką, gdy kręciłam Andy Warhol To Se Vrati w 2015. Marcia, jego żona, była fotografką, imprezowałyśmy jak…

Jak w Studio 54?

Na dachu świata. Na imprezie przed retrospektywą w Anthology byłam tak przejęta i najebana, że niemal przestałam oddychać, ściany się na mnie zaciskały. Wyszłam na balkon, świeża ciepła noc, wieżowce, niebo, i nagle zobaczyłam ją – balustradę. Rozciągała się przede mną, miałam bardzo wysokie koturny…

Weszłam i zaczęłam chodzić, w tę i z powrotem, jak po estradzie, on the edge. Wszystko zostawało na dole, gibałam się… poezja, sztuka, w Nowym Jorku krawędź świata, była wszędzie, cała masa kawiarni z open mike.

Małga w księgarni Lady Long Solo w Paryżu, Rue Keller, 2002, fot. Xotille

Coś jak slam?

Nie, slam to konkurs. A to otwarty mikrofon – czyli stoisz i czytasz. Robiłam to bez przerwy. Janusz Głowacki się na to krzywił, że taki sposób na budowanie kariery to jest żaden, to jest shitowy sposób. „Nie, Małga, bez sensu, po co robisz te wszystkie czytania, slamy? Póki »New York Times« o tobie nie napisze, nie masz tu czego szukać”. Ale ja nie chciałam budować kariery. Mnie interesowało, żeby sprzedać książkę za dziesięć dolarów.

Głowacki nie chciał kupić?

Kupił mi filiżankę herbaty i placek z wiśniami. Ja jak zwykle tylko dłubałam widelczykiem, a on miał prelekcję: „Teraz amerykańska literatura to śmierć i katastrofa, wszystko nic niewarte, większość krucjata antydragowa, o problemie AIDS (AIDS speech). W to się nie mieszaj. Zrób film. Zrób hit”.

A ty wydałaś książkę.

Chwycił ją ze stołu i zaczął kartkować…

I co powiedział?

„Ha, mam nadzieję, że to pornografia”.

Taki żartowniś?

On był fajny.

Poznaliście się w Nowym Jorku?

A skąd! Znałam go już, jak byłam nastolatką. Dla mnie ten Głowacki, Rolke, Morgenstern to był jeden zbiór. Spotykałam ich w Spatifie, Kameralnej. Morgernsterna mijałam na Piwnej, stawał i patrzył z daleka w moje oczy, to ja też. A Głowacki mówił Stonesowi, że wszyscy mu zazdroszczą, że ma taką żonę, to był klasyk. To ci mówiłam. Byłam ich lolitką, czy w Polsce, czy w Nowym Jorku: „Małga, ktoś musi cię wprowadzić. Nie masz tu nikogo, kto mógłby wspierać twoją karierę?”.

Kilkanaście lat temu w barze U Pana Michała spotkałam Basicę, żonę Himilsbacha. Wpadła w lekki szał na moim punkcie: „O, rety, jak ty wyglądasz! Cud! Ty jesteś dla mnie pierwowzorem Holly ze Śniadania u Tiffany’ego!

Już wtedy znałaś Normana Mailera?

Był moim idolem, dałam mu jedną powieść, przeczytał.

I co?

Był jedynym facetem, któremu chciałam usiąść na kolanach. Jego intelekt robił za ciało, powalał mnie. „Mailer? To straszny egoista, nic dla ciebie nie zrobi”.

Głowacki tak?

Tak.

I co w końcu dla ciebie zrobił?

No, nakarmił mnie plackiem z wiśniami. On był fajny, naprawdę, tyle że mi nie pomógł. Jestem bardzo poruszona tym, że zmarł, ty wiesz, jak to się stało6? Spotkałam go kiedyś tu obok, jak byłam z Harrym w Polsce. Szedł swoją stałą trasą – Krakowskim Przedmieściem z ASP na Bednarską. „Hej, co słychać?” – macha do mnie. „Hej, właśnie kombinujemy, jak pożyczyć pięćdziesiąt złotych”. „Bardzo fajna robota – on na to – no to cześć”. „Cześć”. Był letni wieczór, słońce powoli schodziło z nieba. Harry zdziwiony: „To jest ten Janusz? Myślałem, że on jest stary”. „Widocznie teraz jest młody” – ja na to. Bo wyglądał bardzo dobrze.

Za rok znów go spotkałam w tym samym miejscu, znów idzie, zadowolony. Zawołałam za nim, podbiegłam, miałam wielkie trapezowe buty, na megakoturnach. Udało mi się znaleźć zainteresowanie publikacją mojej prozy. On mówi: „O, to trudne do przetłumaczenia, musiałby się za to brać jakiś młody, ostry pisarz”. „Jak ty?” – spytałam. „Och. Jestem tylko w połowie młody”. No i tak. Taki właśnie on był w kontakcie ze mną. Ucałowałam go i umówiliśmy się na spotkanie w Nowym Jorku. Poszedł cały zadowolony, ze śladem czerwonych ust koło ust, pocałunku dziewczyny, którą we mnie pamiętał. Choć ja…

Ojciec poeta karmi córkę słowami. Rozmowa z Martą Konarzewską O kulisach wywiadu-rzeki z Małgą Kubiak opowiada Marta Konarzewska w rozmowie z Zofią Krawiec CZYTAJ!

Byłaś w połowie młoda.

(śmiech) No właśnie. Mówił, że jest bardzo szczęśliwy, zarabia kupę kasy, trzaska te filmy: „Wyglądasz świetnie, Małga, świetnie zrobiona w każdym detalu, świetnie”. Też byłam szczęśliwa. W Nowym Jorku przeżyłam kawałek swojego snu, udzielałam wywiadów, byłam w towarzystwie.

Tego snu o Śniadaniu u Tiffany’ego, tylko bez ojca – poety.

Kilkanaście lat temu w barze U Pana Michała spotkałam Basicę, żonę Himilsbacha. Wpadła w lekki szał na moim punkcie: „O, rety, jak ty wyglądasz! Cud! Ty jesteś dla mnie pierwowzorem Holly ze Śniadania u Tiffany’ego. A ja nie czytałam tej książki wtedy, więc było mi strasznie głupio. Potem przeczytałam i wow, jakbym weszła w samą siebie. Nie chodzi o to, co ona robi czy jak się zachowuje, chodzi o jej myśli, jej stan ducha.

W filmie faktycznie nosi te małe czarne i perełki, ale jest strasznie infantylna.

Nie widziałam filmu.

Każdy widział.

Ja nie. Ja czytałam Trumana Capote’a i czytałam dziś twój tekst o fotografiach Ilony Szwarc7, gdzie piszesz o fantazmacie ciała. I pomyślałam, że dla mnie zawsze właśnie fantazmat był ważny, ważniejszy niż to, co nazywasz „rzeczywistością mięsa”. Nie rzeczywistość się liczyła, zawsze, tylko stan ducha, fantazja, to tam jestem prawdziwa.

Może dlatego dogadujesz się artystycznie i przyjacielsko z osobami queer. Ale takimi z Paris is Burning8, dla których tożsamość tworzy się z fantazmatów raczej niż z realu.

Może. Może jest mi bliski ten fantazmat. Dla mnie ja byłam Holly, a Basica to jakoś odnalazła we mnie. Ale ja nie odnalazłam Capote’a.

Możesz go spotkać w swoim filmie. Jak Warhola.

Już chyba nie… Chcesz iść z nami na spacer? […]

Rozmowa pochodzi z książki Małga, córka Kubiaków Małgi Kubiak i Marty Konarzewskiej, wyd. Prószyński i Media, 2022.

 

1 J. Głowacki, Z głowy, dz. cyt.
2 Wideo wchodzące w skład epopei filmowej The Ego Trip Collection powstającej w latach 1984––1994 podczas licznych podróży Małgi Kubiak. Więcej o Ego Trip w dalszej części rozdziału.
3 Ogromny sklep księgarski, muzyczny, a także wypożyczalnia wideo w Nowym Jorku.
4 Sklep na East Village z rzadkimi i eksperymentalnymi płytami i filmami. Wielu jego pracowników odniosło później sukces w filmie, muzyce lub sztukach pięknych (m.in. Christopher Pravdica, gitarzysta The Swans, czy reżyser Todd Philips). Kim’s Video zamknięto 21 kwietnia 2014.
5 Victor Bockris, Andy Warhol. Życie i śmierć, przeł. Piotr Szymor, Warszawa 2005.
6 Rozmawiałyśmy niedługo po śmierci Głowackiego.
7 Tekst zamieszczony w katalogu wystawy Ciało otwiera się wolno aż do serca (odbyła się w 2017 w Instytucie Fotografii Fort w Warszawie). https://instytutfotografiifort.org.pl/pl/wystawy/ilona-szwarc-cialo-otwiera-sie-wolno-az-do-serca
8 Ważny dla studiów queer i gender dokumentalny film Jennie Livingstone z 1990 opowiadający o transpłciowej społeczności z nowojorskiego Harlemu. Gdy zapada świt i pustoszeją kluby nocne, zaczynają się baśniowe nieco bale. Transwestyci (przedstawiciele mniejszości nie tylko seksualnych, ale i etnicznych – Murzyni, Latynosi) walczą o trofea w różnych konkurencjach, swoistych pokazach mody – strojów plażowych, wieczorowych itp. Taniec głównych bohaterów (tzw. voguing) imitujący pozy modelek jest perforowaniem własnej tożsamości w oparciu o fantazję, silniejszą niż rzeczywistość, której jest imitacją. Na przekór wykluczającemu main­streamowi uniemożliwiającemu tak naprawdę istnienie tożsamościom queerowym. W 2018 – premierę miał serial Pose inspirowany dokumentem – mainstream upomniał się o queer. We wszystkich filmach Małgi osoby niebinarne i transgender są obecne i „performują” swoją tożsamość.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

AutorMałga Kubiak, Marta Konarzewska
TytułMałga, córka Kubiaków
WydawnictwoPrószyński i Media
Data i miejsce wydania2022
Indeks

Zobacz też