08.01.2020

„Pojechali na sygnale” Pawła Marcinka w galerii Łęctwo

Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
„Pojechali na sygnale” Pawła Marcinka w galerii Łęctwo
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy

Kiedyś przy okazji pierwszej wspólnej wystawy, zrobiłem Pawłowi zdjęcie na tle ściany w galerii. Było to 3 lata temu. Paweł stoi wyprostowany, uśmiechnięty i trzyma w dłoniach łabędzia, którego wyrzeźbił w drewnie. Od tego czasu sporo się jednak zmieniło. Paweł powrócił do swojego rodzinnego Świdnika, dużo pracuje, chyba nie uśmiecha się tak jak kiedyś. W jednym z budynków gospodarczych założył galerię BWA Drewniana, dzięki temu miasto zyskało pierwszą i jedyną instytucję sztuki współczesnej.

Pojechali na sygnale to zdanie, które częściej usłyszymy na prowincji niż w zatłoczonych, dużych miastach. Przejeżdżająca na sygnale karetka niczym ostrze, przecina plasterek nudnej, pozornie nieciekawej rzeczywistości. Przez krótką chwilę świat zatrzymuje się, a ostrzegawczy sygnał staje się pretekstem do snucia domysłów o tym, co naprawdę się stało. W jakiś sposób uruchamia wyobraźnię. Sam zresztą doskonale pamiętam ten dźwięk z dzieciństwa, który potrafił przerwać nam nawet najlepszą zabawę, bo dotyczył czegoś, co działo się poza nami, owianego pewną tajemnicą świata i zdarzeń, które przecież też gdzieś tam się dzieją. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie oznacza to nic dobrego i nawet, gdy po chwili znów świetnie się bawiliśmy, to zdarzenie powracało do nas w postaci plotek.

Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy
Paweł Marcinek, „Pojechali na sygnale”, widok wystawy

Z dźwiękiem syreny w głowie trafiamy do świata, w którym cukier jest zdrowy, gdzie wbrew pozorom bardziej zajmującymi tematami niż bieżące wydarzenia polityczne są informacje o świeżych promocjach. Gdzie markety łączą się, tworząc nowe jeszcze bardziej przerażające (ekscytujące) miejsca. Castoroy i Lirotka, choć równie dobrze brzmią jak imiona nowych pluszaków do zbierania za punkty, dobitniej wskazują na pozorność naszych codziennych wyborów i dylematów, a pragnienie posiadania skutecznie podsycane jest przez prymitywne działania kilku największych korporacji. Wystawa w subtelny sposób opowiada o świecie konsumentów z perspektywy peryferii, która tak naprawdę na prawdziwą konsumpcję nie może sobie pozwolić. Konsumuje jedynie wyobrażenie na jej temat, kształtowane z reklam i gazetek z promocjami. Wchodzimy w przestrzeń wypełnioną artefaktami jak z horrorów z lat 80-tych, gdzie główny bohater jest jedynym, który dostrzega zbliżające, kłębiące się w zaułkach niebezpieczeństwo. Obarczony tą nie do końca zrozumiałą właściwością, zaczyna tworzyć coś w rodzaju uniwersum, na które składają się różnego rodzaju śmieci, znalezione obiekty, a także ogromne ilości bezsensownych szkiców. Poprzez ten specyficzny, pokonsumpcyjny recycling Paweł Marcinek trochę jak John Nada z filmu Oni żyją odkrywa przed nami prawdziwe oblicze rzeczywistości, jej ukryty, przerażający przekaz. Prace, które mogłyby być wizualizacjami zabawek, zasiedlają gremlino-podobne formy, niszcząc i wykrzywiając to, co do tej pory wydawało się nam atrakcyjne. Okazuje się, że dopiero zobaczenie całości pozwala na dostrzeżenie charakteru zmian, które już się dokonały i na które już nie mamy wpływu. Czy wystarczy to do przekonania tych, żyjących jeszcze w nieświadomości. Nietoperz przynoszący poranną gazetę nie zwiastuje przecież niczego dobrego. I choć w pękniętym, migoczącym ekranie smartfona LG (life’s good), który ugrzązł w pajęczynie z piły łańcuchowej tli się jeszcze trochę życia to ewidentnie czuć, że świat nieuchronnie zmierza ku końcowi. Jest w tych pracach pewien rodzaj katastrofizmu, ale ukształtowanego przez oglądane w dzieciństwie kreskówki i filmy grozy, które w najciekawszych momentach najczęściej przerywane były reklamami. Złość mieszała się wtedy z atrakcyjnością przedstawianego nam produktu. To, co miało wzbudzać nasze pragnienie posiadania, nieopacznie nasączone zostało również silnym napięciem. Z jednej strony mamy świadomość fizycznej realności reklamowanych produktów, z drugiej zaś zyskują one zaczerpnięty z oglądanej przed chwilą sceny grozy – pierwiastek demoniczny. Pomieszanie tych dwóch równoległych rzeczywistości tworzy obraz, w którym źródło zła wyraźnie się zaciera. Zła, które na szczęście jeszcze nas nie dopadło. Tym razem pojechali na sygnale po kogoś innego. Możemy odetchnąć z ulgą. Ciekawe tylko na jak długo.

Przemek Sowiński

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaPaweł Marcinek
WystawaPojechali na sygnale
MiejsceGaleria Łęctwo, Poznań
Czas trwania12.12.2019–10.01.2020
Kuratorka / KuratorPrzemek Sowiński
Strona internetowalectwo.com
Indeks

Zobacz też