02.02.2018

„Po końcu fotografii” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie

Redakcja
Tytus Szabelski, „Bez tytułu (fabryka telewizorów)”, 2017-2018 (wideo 3'01", zapętlone)
„Po końcu fotografii” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie
Tytus Szabelski, „Bez tytułu (fabryka telewizorów)”, 2017-2018 (wideo 3'01", zapętlone)

Mateusz Sadowski

Film Veil of the moment to zbiór animacji, w którym poszczególne sceny zostały poddane kilkukrotnemu procesowi poklatkowej postprodukcji. Zniekształcenia cyfrowe odgrywają rolę łącznika pomiędzy obrazami nagranymi, wydrukowanymi i animowanymi, a przestrzenią pracowni, w której odbywa się aranżacja całości. Rozmycia tworzą kolejną warstwę — miejsce przestrzeni wirtualnej, w której odbywa się praca.

Współpraca z Dawidem Szczęsnym, który jest autorem dźwięku, miała za zadanie wzmocnienie abstrakcyjnego sposobu odczytywania obrazów. Materialne, powierzchniowe transformacje przeplatają się z tekstem, przemianami skali i przestrzeni oraz autoportretem. Kolejne sceny mnożą sposoby obrazowania i pola interpretacji, starają się uniknąć jednoznacznych odczytań. W środkowej części pojawia się sentencja Being in a room () looking at me, której wymazany fragment to tekst full of people. Napis odnosi się do całości filmu jako przestrzeni złożonych doznań.

Zasłonę chwili stanowią wzbraniające się przed ckliwością, następujące po sobie techniczne obrazy. Eksplorują nostalgię za światem i jednostkowym przeżywaniem, wybrzmiewając poczuciem istnienia i straty.

Mateusz Sadowski, „Veil of the moment”, 2017 (4K / HDV, animacja 7’13”)
Mateusz Sadowski, „Veil of the moment”, 2017 (4K / HDV, animacja 7’13”)
Karol Komorowski, katalog wystawy
Justyna Wierzchowiecka, „Untitled (Museum Studies)”, 2017
Agnieszka Antkowiak, kadr z filmu „Decisions, Decisions, All of Them Wrong”, 2017-2018
Witek Orski, „Desert Liquified”, 2017
Zofia Krawiec, z cyklu „Nuerotic Girl”, 2017
Tytus Szabelski, „Bez tytułu (fabryka telewizorów)”, 2017-2018 (wideo 3'01", zapętlone)

Zofia Krawiec 

W drugiej połowie 2016 roku postanowiłam założyć konto na Instagramie. Zastanawiałam się wtedy, dlaczego medium, które tak silnie wiąże się z obrazem, wizualnością, jest lekceważone przez polskie środowisko sztuki współczesnej. Pomyślałam, że odpowiedzią może być fakt, że to medium społecznościowe w pierwszym odruchu kojarzy się z młodymi dziewczynami, które udostępniają swoje selfie. A młode, ładne dziewczyny według stereotypów silnie ugruntowanych społecznie są narcystyczne, nie mają ciekawych przemyśleń na temat świata, a skoro zajmują się swoim wyglądem i wizerunkiem, to na pewno są głupie.

Jakiś czas póżniej, sama również miałam spotkać się z krytyką, którą wyrazić można m.in. zdaniami „jak to możliwe, że to medium może służyć poważnemu projektowi artystycznemu? Jak to możliwe, że na Instagramie może dziać się coś istotnego z perspektywy społecznej?”

W połowie 2016, czyli tuż po opublikowaniu książki Miłosny Performans byłam zainteresowana przede wszystkim konfesyjnością w sztuce. Szukałam szczelin, w których artyści szczerze wyjawiali prawdę o swoim życiu prywatnym, niekiedy także o trudnych emocjach, które z nim się wiążą. Chciałam mówić i pisać o sztuce językiem dziewczyńskim, emocjonalnym i przystępnym, a nie naukowym, nieemocjonalnym, męskim. Chciałam nawiązywać kontakt z osobami spoza środowiska artystycznego. Z tego powodu, w tamtym czasie, emocjonalna dyskusja, która toczy się między dziewczynami w internecie, zainteresowała mnie dużo bardziej, niż krytyka artystyczna.

Moim celem było przeniesienie na polski grunt dyskusji o zjawisku selfie feminizmu. Praktyka związana z udostępnianiem swoich autoportretów w internecie, daje wielu młodym dziewczynom poczucie sprawczości i przejęcia kontroli nad swoimi wizerunkami. Miewa moc terapeutyczną. Daje także poczucie przynależności do akceptującej wspólnoty. Chciałam także wywołać dyskusje, wokół pytań, które nurtowały mnie od dłuższego czasu, a które orbitowały m.in. wokół zjawiska dziewczęcej autoprezentacji w internecie przesyconym pornografią. A także pytań: jak powinna wyglądać artystka i feministka? Czy ma prawo być piękna i seksowna? Kogo drażni ujawnianie tego co prywatne i intymne?

Konstruując swoją wirtualną tożsamość, chciałam nawiązać dialog z dziewczynami mieszkającymi na terenie całej Polski. Chciałam pisać, zamieniać moje emocje w obraz (fotografię ) i udostępniać je w internecie, najszybciej, jak to możliwe. Zawirusowywać internet feministycznymi teoriami, z którymi się utożsamiam. Chciałam – Instagram – medium z pozoru solipsystyczne, przemienić w narzędzie dialogu. A także przenieść na polski grunt dyskusję wokół Teorii Smutnej Dziewczyny. Teoria Smutnej Dziewczyny nigdy nie miała być gloryfikacją smutku. To raczej propozycja zmienienia interpretacji smutku. Zachęta do spojrzenia na smutek także, jako na narzędzie buntu, próbę zakłócenia dominującego systemu, sprzeciw wobec propagandy szczęścia i sukcesu manifestowych na portalach społecznościowych.

W internecie dostrzegam siłę rewolucyjną. Internet jest antyelitarystyczny, daje możliwość zabrania głosu, lub zyskania widoczności osobom, które dotychczas czuły się wykluczone. Przestrzeń internetu jest też częścią rewolucji, która dzieje się w obrębie sztuki współczesnej. Zaciera granice między artystami, a nie artystami. Udowadnia, że niemal każdy ma potrzebę ekspresji. Jeżeli ludzie będą mieć odpowiednie warunki, dostaną narzędzia służące autoekspresji, to będą je kreatywnie wykorzystywać. Mnie w sztuce najbardziej interesuje jej wymiar polityczny, siła zmieniania świata, rewolucyjność.

Uważam, że dziewczyny, które szczerze opowiadają o sobie w internecie mają siłę rewolucyjną. Ich z pozoru prywatne i niewinne działania spotykają się z zaskakującym oporem i krytyką. Uważam, że to dyscyplinowanie jest to przejawem społecznego strachu przed młodą wyemancypowaną dziewczyną, która robi to, na co ma ochotę i posługuje się medium, którego nie da się łatwo kontrolować.

Na Instagramie wyjawiłam znaczną część mojego intymnego życia. W skutek czego napisało do mnie setki osób. Dziesiątki dziewczyn poprosiło mnie o spotkanie i rozmowę. Ale w taki projekt, polegający na odkryciu się, wpisane jest duże ryzyko, które zdecydowałam się podjąć. Dla wielu osób stałam się wirtualną maszyną, w którą można bezkarnie uderzać. Wiele razy czytałam o sobie głęboko raniące komentarze. Dostawałam groźby i życzenia śmierci.

Na swoim Instagramie pokazałam intymny moment, w którym samotna dziewczyna przebiera się i pozuje przed lustrem, próbując zbadać swój własny przypadek. Lub poprawić sobie nastrój. To doświadczenie, z którym utożsamiło się wiele dziewczyn.

„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski
„Po końcu fotografii”, widok wystawy, fot. Tytus Szabelski

Tytus Szabelski

Za początek przygotowania terenów gminy Łysomice pod inwestycje dla PSSE, uważa się rok 2003, kiedy to Wójt Gminy zaproponował opracowanie Strategii Rozwoju Gospodarczego Gminy Łysomice. (…) Pod koniec 2005 r. Gmina Łysomice została uhonorowana okolicznościowym medalem oraz certyfikatem „Grunt Na medal” za park przemysłowy w Ostaszewie. Teren ten został włączony do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Wynikiem włączenia terenu w Ostaszewie do PSSE było zgłoszenie firm japońskich celem inwestowania na obszarze tej strefy.

[M. Komuda, www.lysomice.pl, data: 18.06.2007]

***

W maju 2006 roku ruszyła budowa dwóch japońskich firm elektronicznych Sharp i Orion. (…) Dzięki utworzeniu Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Ostaszewie, rozwija się nie tylko gmina Łysomice, ale także całe województwo kujawsko-pomorskie (…) Ponadto japońskie koncerny spowodowały wzrost poziomu niektórych sfer życia społeczno ekonomicznego i kulturalnego. Zatrudnienie tak ogromnej rzeszy pracowników (planuje się zatrudnić około 10 tys. osób) wpłynie korzystnie na poprawienie ich sytuacji materialnej.

[M. Komuda, www.lysomice.pl, data: 18.06.2007]

***

Nie po raz pierwszy doszły do nas wieści, że pracownicy fabryki Sharp w Ostaszewie pod Toruniem mają coraz więcej powodów do narzekań. (…) W Sharpie nie zarabia się wiele, razem z premią za frekwencję – trochę powyżej najniższego wynagrodzenia. Pracownicy, którzy pracują w fabryce już kilka lat uważają, że system wynagradzania nie jest sprawiedliwy. (…) Na stronie internetowej w dziale »filozofia biznesu« fabryki Sharp przeczytamy: »Nasz cel to nie tylko zwiększanie zysków. Koncentrujemy się na rozwijaniu unikatowych i innowacyjnych technologii, by przyczynić się do cywilizacyjnego postępu i poprawy jakości życia na świecie. (…)«. Rzeczywistość pracy w tej fabryce, diametralnie różni się od cytowanej powyżej »filozofii biznesu«.

[Ile kosztuje pracownik? Fabryka Sharp Ostaszewo pod Toruniem, www.ozzip.pl, 03.05.2012]

Ówczesne władze wzięły za dobrą monetę deklaracje o wielkości zatrudnienia, produkcji i wynagrodzeń – mówi Jacek Żurawski, przewodniczący toruńskiej »Solidarności«. – Wszystko było jednak obliczone na wykorzystanie preferencyjnych zasad funkcjonowania i ulg. Jak zauważa nasz rozmówca, w przypadku Sharpa nie było mowy także o żadnej produkcji. Pracownicy firmy montowali jedynie telewizory z dostarczonych do Ostaszewa części. W miarę upływu czasu liczba pracujących na terenie strefy niestety malała. Dwa lata temu obiekt Sharpa przejęła słowacka spółka UMC. (…) Obecnie na terenie Crystal Parku znajduje się blisko 20 przedsiębiorstw, które zatrudniają ok. 3 tysiące osób.

[Czy w podstrefie w Ostaszewie powstaną nowe miejsca pracy?, www.pozatorun.pl, 09.05.2017]

***

Przy produkcji praca wre na dwie zmiany, a spółka zapowiada, że zatrudni kolejne 200 osób. Mnożą się też problemy, ale dyrekcja nie zezwoliła pracownikom Państwowej Inspekcji Pracy przeprowadzić ankiety antymobbingowej. (…) Blisko 900 pracowników usłyszało od nowego dyrektora: – Będzie dużo pracy. Trzeba zapomnieć o starej mentalności. I rzeczywiście, od początku roku praca wre, i to na dwie zmiany. Z niemal zerowego poziomu produkcja skoczyła do 140 tysięcy telewizorów miesięcznie. Są zamówienia i zapowiedzi zatrudnienia aż 200 kolejnych osób. (…) Pojawiły się też jednak problemy. – Normy pracy są wyśrubowane, organizacja zła, zachowania części menedżerów typowo mobbingowe – skarżą się pracownicy.

[M. Oberlan, Firma UMC kupiła fabrykę Sharpa i ostro ruszyła z produkcją. Dla niektórych pracowników za ostro, www.nowosci.com.pl, 29.05.2015]

***

W 2014 roku zakład Sharpa stał się własnością słowackiej firmy Universal Media Corporation Slovakia (UMC), która nadal jednak produkowała telewizory m.in. pod znakiem marki Sharp. UMC dynamicznie ruszyło z produkcją i zwiększyło liczbę zatrudnionych. Po dwóch latach działalności UMC, Sharp jednak wraca do Torunia, co ogłosił w grudniu 2016 roku. Okazuje się, że japoński gigant wraca na polski rynek dzięki nowemu inwestorowi. Tajwański producent elektroniki Hon Hai w sierpniu został nowym właścicielem Sharpa i przeforsował pomysł odbudowania pozycji na europejskim rynku. 56,7 proc. akcji cypryjskiej spółki Skytec UMC powędrowała do Sharpa.

[J. Koślicki, Wielki powrót podtoruńskiej Japonii?, www.toronto-magazyn.pl, 09.03.2017]

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaAgnieszka Antkowiak, Karol Komorowski, Mateusz Sadowski, Witek Orski, Zofia Krawiec, Justyna Wierzchowiecka, Tytus Szabelski
WystawaPo końcu fotografii
MiejscePaństwowa Galeria Sztuki w Sopocie
Czas trwania19.01–25.02.2018
KuratorAdam Mazur
FotografieTytus Szabelski
Strona internetowapgs.pl
Indeks

Zobacz też