15.05.2020

„Origins” Justyny Górowskiej w galerii lokal_30

Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy
„Origins” Justyny Górowskiej w galerii lokal_30
Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy

Historia, którą chcemy opowiedzieć, jest o skórze. O skórze w której żyjemy i skórze, która, potrzebuje skóry. O dwóch metrach kwadratowych warstwy, która grzeje, chroni, oddziela. Stanowi granicę między tym co na zewnątrz i wewnątrz, co jest jednocześnie tu i tam, ale też rozsadza kategorię miejsca. Jest jak idealnie skrojony kombinezon, który z czasem naciąga się, marszczy i pęka. Potem już chyba tylko jest, nie ma do czego przylegać.

Ta historia jest też o naskórkowości. Zaczyna się w latach 20. XX wieku albo jeszcze wcześniej, u progu rewolucji. Narodzinom nowego człowieka, postulatom wolności i równości towarzyszyć ma nowa sztuka. Specyficzne związanie estetyki z etyką, rewolucji społecznej z artystyczną. Konstruktywizm prostych środków i przestrzennych funkcji. Nowa sztuka ma kształtować nieburżuazyjne gusta i nasycać ideologią socjalizmu proletariackie masy. Rodzi się w cieniu cywilizacji przemysłowej, w oparach kapitalizmu, systemu, którym od czasu do czasu wstrząsają wybuchy społecznego gniewu. Ta atmosfera pełna podskórnych napięć może być odbiciem współczesności, tarć i rozdźwięków związanych z postępem technologicznym i globalnymi konfliktami wciągającymi w swoją orbitę rasę, płeć i społeczne klasy.

Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy
Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy
Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy
Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy
Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy
Justyna Górowska, "Origins", widok wystawy

100 lat później nikt nie widzi rewolucyjnego potencjału w abstrakcji. To dekoracja, wypreparowana forma zombie, powłoka odseparowana od wnętrzności i egzystencjonalnych bebechów, która dobrze wygląda na ścianie. Najlepiej w nowomieszczańskim wnętrzu, które bardziej niż mieszkanie przypomina hotel.

W latach 20. XXI wieku niemal każdy aspekt życia ma swój odpowiednik w przestrzeni wirtualnej. Ciało weszło w epokę postwarzy, w której twarz jest tylko strukturą i jako taka może zostać zastąpiona inną część ciała. To skóra znaczy. Sztuczna inteligencja koduje jej kolor, płeć, etniczne i społeczne pochodzenie. Ma to swój aspekt komercyjny – wyznacza target kampanii reklamowych – ale i biopolityczny, związany z kontrolą, egzekwowaniem prawa i inwigilacją. Algorytm, który stoi za oprogramowaniem komputera reprodukuje uprzedzenia, jest rasistowski, homofobiczny i seksistowski, a zbierane prze niego dane zasilają kapitał, nie tylko globalnych korporacji, ale też chińskiego rządu i sztabu wyborczego Trumpa. Nasza widoczność, nawet jeśli pozorna, podporządkowana mikro reżimom, siłą rzeczy legitymizuje struktury tego wykluczenia.

WetMeWild*. 2020 roku nie ma. Rozmowa z Justyną Górowską Z Justyną Górowską rozmawia Anna Batko CZYTAJ!

Formalizm zombie wraca. Origins to rodzaj komputerowej gry, której przestrzeń wypełnia skóra i konstruktywistyczna abstrakcja – przykurzona i trącąca myszką forma, którą próbujemy wypełnić ciałem. Wewnątrz niej spaceruje widz-avatar, postać bez płci i rasy, która nakłada maskę i wchodzi w interakcję z obiektami. Jej rzeczywistość nawet jeśli jak wąż zrzuca właśnie skórę, to jej tkanka wciąż jest polem podskórnej i permanentnej wojny. Zmienia się skóra świata, pisze Tadeusz Peiper, ale nie świat, i nie uprzedzenia skrzętnie ukryte pod płaszczykiem politycznej poprawności i neoliberalnego ładu. Origins wskrzesza utopię i wyciąga trupy z szafy. Ale też przygląda się skórze, która wciąż powleka się nowym. I tropi jej unerwienia. Mikroskopijne korytarze dokądś. Avatar jest i nie ma go w tej przestrzeni, która każdym gruczołem ciała krzyczy: dotknij mnie.

***

ORIGINS AR facial filter, Instagram
ORIGINS AR facial filter, Instagram
ORIGINS AR facial filter, Instagram
ORIGINS AR facial filter, Instagram

Wystawa na warsztat bierze historię polskiego konstruktywizmu, w tym zapomnianą twórczość Henryka Wicińskiego i jego nigdy niezrealizowane projekty teatralne. Punktem wyjścia jest wizjonerski projekt konstruktywistycznej sceny, ale też kostiumy sprowadzające abstrakcje do „zmysłowych struktur wzroku”, zaprojektowane na potrzeby spektaklu „Trójkąt i koło” w eksperymentalnym Teatrze Cricot. Dla awangardowego rewolucjonisty scenografia miała działać jak abstrakcyjny obraz – organiczna machina budowana za pomocą prostych figur geometrycznych i wyabstrahowanych plam światła. Aktor był częścią tej maszynerii, marionetką, której ciało zapada się w agresywnej materii, prowadząc spojrzenie widza do wnętrza. Wicińskiemu zależało na uwolnieniu emocji, psychosomatycznym czuciu i zapętlającym się odczuciu podmiotowości. Prezentowane kolaże powstały na podstawie skanów twarzy zaproszonych do projektu osób – ich skóry o różnych odcieniach i pigmentacji, która stała się materią abstrakcyjnej kompozycji, nie tylko historycznym frankensteinem, ale też kolektywnym ciałem. Innymi słowy ciałem, które zachowując indywidualność ciał z których powstało, dzięki konstruktywistycznej formie, działa jak jedna skóra i staje się medium społecznej polifonii. Wybraną abstrakcję można nakładać na twarz w formie cyfrowej maski, która uniemożliwia rozpoznanie etniczności, a co za tym idzie pozwala na manipulowanie algorytmem. To ciało nałożone na inne ciało staje się tym samym subwersywną wyrwą w wirtualnym systemie, na który wszyscy jesteśmy skazani. Dziś bardziej niż zwykle.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaJustyna Górowska
WystawaOrigins
Miejscelokal_30, Warszawa
Czas trwaniaod 30.04.2020
Kuratorka / KuratorAnna Batko
Fotografiedzięki uprzejmości galerii lokal_30
Strona internetowatheorigins.site
Indeks

Zobacz też