11.06.2021

„Odmieńcza rewolucja. Performans na cudzej ziemi” Joanny Krakowskiej

Aleksander Kmak
Tekst opublikowany w magazynie Szum 32/2021
Jack Smith, „The Secret of Rented Island”, 1976, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
„Odmieńcza rewolucja. Performans na cudzej ziemi” Joanny Krakowskiej
Jack Smith, „The Secret of Rented Island”, 1976, dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
Joanna Krakowska rzeczowo i z pasją opisuje artystyczne działania, a jednocześnie ma na horyzoncie myślowym metaobraz queeru jako niemożliwej utopii, która zarazem chce odmienić świat, ale i wykazuje wysoką świadomość, że będzie to jej nieodwołalny koniec.

Lekka obawa co do dzisiejszego statusu queeru jest w jakimś stopniu usprawiedliwiona. W świecie artystycznym queer wydaje się w końcu otwierać drzwi do kariery, wśród kuratorów i – może trochę mniej – kolekcjonerów budzi żywe zainteresowanie, nawet jeśli spowodowane przede wszystkim potrzebą schlebienia sobie z powodu własnych progresywnych i empatycznych poglądów. Publiczność też jakoś łyknęła queer, i to nawet poza największymi ośrodkami (piszę w czasie, gdy w lubelskiej Galerii Labirynt na wspólnym pokazie spotykają się Karol Radziszewski i Maurycy Gomulicki), co pokazuje, że stał się strawny dla wrażliwych przewodów pokarmowych liberalnej klasy średniej. Osiągający już globalne rozmiary szał na RuPaul’s Drag Race jest już tylko potwierdzeniem zwieńczonego sukcesem akcesu do kultury głównego nurtu i sformatowaniem queeru pod taką matrycę, która zapewni jego najlepsze spieniężenie. Oczywiście wyjście na świat – z undergroundu do overgroundu, jak w Odmieńczej rewolucji pisze Joanna Krakowska – było od samego początku celem queerowego aktywizmu domagającego się (uwaga: wielkie słowa) realnej zmiany świata i odmiennego ustawienia kulturowej perspektyw ukierunkowanej na to, co dotychczas stanowiło traktowane z obrzydzeniem marginesy. W takim postawieniu sprawy tkwi jednak nierozwiązywalna aporia: queer jako krytyka establishmentu, instytucji, tożsamości, wszelkiego rodzaju normatywnych formuł istnieje tylko w undergroundzie, jest z nim do pewnego stopnia tożsamy – wyciągnięty z piwnic do mainstreamu przeistacza się w akcydentalną estetykę, jedną z wielu, raz bardziej, raz mniej modną, czasami wspieraną przez korporacyjnych gigantów wysyłających swoje platformy na parady równości, ale jeśli wiatr historii zawieje trochę inaczej, zapomnianą przez wszystkich, bo pinkwashing przestanie się opłacać.

Chociaż bohaterkami tej książki rzeczywiście są głównie lesbijki i geje – a także wszyscy pomiędzy w nienormatywnym spektrum – Krakowska przekonuje, że queer to nie eksploracja najbardziej nawet transgresywnej tożsamości, ale zasadniczo odmienne spojrzenie próbujące wymyślić sztukę i świat na nowo.

Trudna do przecenienia wartość poświęconej amerykańskiemu queerowemu performansowi w drugiej połowie XX wieku (głównie w latach 60., z wydarzeniami ze Stonewall jako niejednoznacznym punktem ciężkości historii) książki Joanny Krakowskiej Odmieńcza rewolucja. Performans na cudzej ziemi polega na tym, że mimo lekkiego prowadzenia narracji, poluzowania akademickiego rygoru wypowiedzi autorka rzeczowo i z pasją opisuje artystyczne działania, a jednocześnie ma na horyzoncie myślowym ten właśnie metaobraz: queeru jako niemożliwej utopii, która zarazem chce się ziścić, odmienić świat, ale i wykazuje wysoką świadomość, że będzie to jej nieodwołalny koniec. Dlatego też, mimo że w książce czytamy o działaniach sprzed półwiecza, nie ma wątpliwości, że to publikacja na wskroś współczesna, jak najbardziej zdolna do opisu otaczających nas wydarzeń: artystycznych, ale i może przede wszystkim politycznych. Jak wskazuje bowiem Krakowska, te dwie sfery są w optyce queerowej absolutnie nierozdzielne. Pisze ona przekonująco o totalności queerowych interwencji, które nie tylko łączyły w jednym dziele niemal wszystkie gałęzie sztuk – od malarstwa, przez poezję, aż po teatr – lecz przede wszystkim opisywały świat we wszystkich jego przejawach, nieraz niepokojąco spajając się z życiem artysty/artystki, które samo stawało się wielkim performansem. Skrajnym przykładem jest opisywane w książce życie Valerie Solanas, autorki opublikowanego w 1967 roku SCUM Manifesto, mizoandrycznego traktatu postulującego eliminację mężczyzn jako odpowiedzialnych za degradację planety, zawłaszczenie kultury i uciemiężenie wszystkich innych podmiotów. Solanas spędziła życie na tułaczce, nigdy i nigdzie niezadomowiona, przez lata paranoicznie dopracowywała swój manifest, odrzucona przez wszystkich, łącznie ze zrzeszającymi się wówczas radykalnymi feministkami, przez co stała się figurą anarchicznego, wiecznie wściekłego queeru (to, że jak wielu queerowych bohaterów umarła właściwie w bezdomności i w całkowitej samotności, skłania do głębszej refleksji, najoględniej mówiąc). Krakowska opisuje jej historię, odrzucając nałożoną przez historię sztuki soczewkę – Solanas jako zamachowczyni próbująca w 1968 roku zamordować Andy’ego Warhola – i wskazując w tym, ale i w innych przypadkach, że queer domaga się niekanonicznej perspektywy, oddalającej się od wielkich twórców (mężczyzn) jako punktów węzłowych historii, skierowanej raczej na całe społeczności i ich wspólne przedsięwzięcia.

Chociaż bohaterkami tej książki rzeczywiście są głównie lesbijki i geje – a także wszyscy pomiędzy w nienormatywnym spektrum – Krakowska przekonuje, że queer to nie eksploracja najbardziej nawet transgresywnej tożsamości, ale zasadniczo odmienne spojrzenie próbujące wymyślić sztukę i świat na nowo. Tożsamość jest tutaj zawsze już jakoś danym, gotowym wzorem, niebezpieczną stabilizacją, której queer wystrzega się, jak tylko może. Penny Arcade, kolejna bohaterka Odmieńczej rewolucji, performerka, aktorka i zaciekła krytyczka właściwie wszystkiego, co się nawinie, zauważała ze wstrętem, że po umownym wyzwoleniu LGBTQ pod koniec lat 60. potrzebę kreacji zastąpiła w społeczności potrzeba gratyfikacji, pogłaskania po głowach przez normików, uzyskania uznania i akceptacji w kulturze głównego nurtu, co wykoleiło szalony pociąg LGBTQ pędzący ku przewrotnemu konserwatyzmowi, gejowskim małżeństwom, zakładaniu rodzin z domem na hipotekę. W innym, dużo dającym do myślenia fragmencie Krakowska cytuje Penny Arcade stwierdzającą, że „queer oznacza nie mieć przyjaciół. Queer znaczy tak bardzo cierpieć z powodu wykluczenia, izolacji, odrzucenia, że pozostaje się outsiderem już na zawsze” (s. 47). Oczywiście straceńczego romantyzmu wizji performerki nie należy pewnie w każdym przypadku bezwzględnie wcielać w życie, trzeba jednak przyznać, że bardzo ciekawie rezonuje on z tym, co dzisiaj jako praktyka „radykalnej empatii” jest już stałym elementem artystycznego establishmentu.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 32. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 32/2021

Zobacz też