10.12.2021

„Nie da się przewidzieć, co trzeba będzie pamiętać” Ali Savashevich w galerii Arsenał w Białymstoku

widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”, dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku
„Nie da się przewidzieć, co trzeba będzie pamiętać” Ali Savashevich w galerii Arsenał w Białymstoku
widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”, dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku

Czy da się przewidzieć, co trzeba będzie pamiętać?

Każde z nas choć raz w życiu doświadczyło próby rozpaczliwego przypomnienia sobie w konkretnym momencie czegoś ważnego, podczas gdy obiekt pamięci sprzeciwiał się wymuszonej intencjonalności. W takiej chwili poczucie absolutnej frustracji i zagubienia wydaje się porównywalne z atawistycznym strachem. Strachem utraty pamięci na zawsze, co automatycznie kojarzy się z bezradnością, wykluczeniem ze wspólnoty ludzkiej i śmiercią.

Słowo „pamięć” wywołuje w wielu Białorusinkach i Białorusinach idiosynkrazję. Do pompatycznej retoryki maszyny propagandowej, która wiruje wokół idei wielkiego powrotu do sowieckiej przeszłości, dołączyła machina represji. „Usunięcie z pamięci” oznacza teraz nie tylko dosłowne skasowanie z nośników cyfrowych wszelkich materiałów wizualnych o pokojowych protestach, ale też usuwanie, wydalanie, przystosowywanie tych, którzy brali w nich udział. Sterylność władzy absolutnej nie znosi zanieczyszczeń w postaci indywidualnych historii.

Coś jakby znowu zawracało nas do mantry sformułowanej ponad dwie dekady temu przez białoruskiego filozofa Walancina Akudowicza: Jesteśmy jak nikt inny bogaci w „nie mamy”. Nie mamy historii, nie mamy języka, nie mamy wolności, nie mamy ustroju i być może znowu nie będziemy mieć swojego państwa. Czy ktoś może o samych Białorusinkach i Białorusinach w sposób przekonujący powiedzieć, że są, czy raczej ich nie ma?[1].

Dokonawszy swojej indywidualnej, jak mówi sama artystka, „ucieczki” z Białorusi do Polski w roku 2014, Ala Savashevich nieustannie powraca do tej opustoszałej przestrzeni pamięci o domu, podejmując próbę przebudowania własnej podmiotowości w nowym miejscu. Miejsce, jak nic innego, dyktuje granice, formę zakorzenienia człowieka w przestrzeni. U Arystotelesa topos, poza wszystkim innym kojarzący się z konkretnym miastem-państwem, był przeciwstawiony ciemnemu i nieuporządkowanemu chaosowi. To, co nie ma formy, nie może istnieć, należy do przestrzeni niebytu. Człowiek będący poza swoją przynależnością terytorialną okazuje się pozbawiony podmiotowości.

Za każdym razem, zadając pytania o to, co tworzy białoruski typ podmiotowości, trafiamy na ruiny. Przestrzeń, która była częścią raz jednego, raz drugiego imperium, w której władza w pierwszej połowie wieku XX zmieniała się częściej niż proporczyki na flagsztokach, sprawia wrażenie, jakby już sama w sobie sprzeciwiała się jakiejkolwiek formie skończoności i ułożenia. Ruiny w odróżnieniu od lasów nie puszczają korzeni. Wracają jednak na łono przyrody poprzez swój powolny rozpad[2].

I tak na przykład pałac w Terebieżowie (małej ojczyźnie artystki), zgodnie ze słowami Savashevich, nigdy nie funkcjonował w jej pamięci jako skończony obiekt materialny. Jego materialność była podyktowana jego śmiercią, popadaniem w ruinę – i w następstwie skomponowaniem brikolażu z pourywanych wspomnień lub też, w dosłownym znaczeniu, z mozaiki elementów: cegieł, które miejscowi mieszkańcy wykorzystali do własnych budowli. Ten typ tworzenia historii z pamięci okazuje się strategią konstruowania własnej tożsamości, co artystka wykorzystuje jako metodę artystyczną. Na przykład budując z podatnych na odkształcenia i nieomal niemających wagi materiałów (drut i filc) monumentalne rzeźby, które odnoszą się do pomników radzieckiej przeszłości. Lenin jest pusty w środku. Historia, której wewnętrzną istotą jest ziejąca pustka.

widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”; Ala Savashevich, „Kominek”, 2021, sztuczne futro, filc, płyta MDF, 220×197×43 cm; fot. dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku
widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”; Ala Savashevich, „Pałac Jerzego Uznańskiego w Terebieżowie”, 2021, wydruk cyfrowy zdjęcia archiwalnego, ramka, 30 × 40 cm, zdjęcie: Narodowe Archiwum Cyfrowe, https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/146364:1/; fot. dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku
widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”, dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku
widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”, dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku
widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”, dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku
widok wystawy „Nie da się przewidzieć…”; Ala Savashevich, „Martwy las”, 202, filc, wymiary zmienne; fot. dzięki uprzejmości galerii Arsenał w Białymstoku

Z braku polskich korzeni Savashevich znajduje się w sytuacji wieloletniego oczekiwania na legalizację w „nowym kraju”. Przeżywając stan „strefy neutralnej”, pasa pogranicznego, wiecznej liminalności, artystka przewartościowuje pojęcie stabilizacji, przez białoruską propagandę utrwalane jako główne osiągnięcie porządku społecznego, które jest też wyrażane przez ogół pomników władzy, do dnia dzisiejszego stojących w każdym białoruskim mieście i siole.

Gdzie zaczyna się i kończy przestrzeń pamięci? Do kogo należy: do świadomości myślącego podmiotu, który jest w stanie pomyśleć przestrzeń jako ciągłość, a może do samej materialności świata, która układa przestrzeń w typy form i granic?[3]. W jednej z prac artystka nagrywa swoją babcię. Na wideo starsza kobieta, faktycznie żegnająca się z życiem, śpiewa, w swoim przekonaniu, modlitwę. Ta modlitwa okazuje się hymnem Polski.

W pracach Savashevich przestrzeń dąży do pokonania granic, do bycia dynamiczną. Jest konstruowana przez sam podmiot, wychodzący z punktu, w którym znajduje się w danym momencie. Artystka zwraca sobie prawo do własnej przestrzeni, bez względu na wieczny kompleks niezakorzenienia, braku przynależności do drugiego „z tego samego korzenia” i nieukojone poczucie osierocenia.

Miękki las Savashevich to las, w którym nie ma korzeni i na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma nawet życia – przecież to las sztucznie zrobiony, skrojony i uszyty. Jednak paradoksalnie, trafiwszy między te drzewa z ciepłego materiału, które stoją same z siebie, niepodtrzymywane przez żaden wewnętrzny stelaż, można doznać tradycyjnego poczucia bezpieczeństwa lasu jako schronu, który przyjmie każdego, kto trafi do jego gościnnej przestrzeni.

Historia zaczyna się na poziomie ziemi, od kroków, twierdzi Michel de Certeau w Practices of Space[4]. Brak możliwości przemieszczania się znaczy dziś nie tylko geopolityczny kryzys humanitarny, ale też represyjny porządek wskazania: „znaj swoje miejsce”, nawet jeśli tego miejsca nie ma już na mapie pojedynczego życia. Kroki słyszy tylko las.

Anna Karpenko
tłumaczenie z języka rosyjskiego: Anna Łazar

[1] Валянцін Акудовіч, Мяне няма. Роздумы на руінах чалавека [Nie ma mnie. Rozmyślania na ruinach człowieka], 1998, tłum. własne.
[2] Ihar Babkou, Królestwo Białoruś. Interpretacja ru(i)n, tłum. Jan Maksymiuk, Wrocław 2008.
[3] Henri Lefebvre, La production de l’espace, Paris 1974.
[4] „History begins at ground level, with footsteps”, cyt. za: Michel de Certeau, Practices of Space, w: On Signs, red. Marshall Blonsky, Baltimore 1985, s. 129.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaAla Savashevich
WystawaNie da się przewidzieć, co trzeba będzie pamiętać
Miejscegaleria Arsenał w Białymstoku
Kuratorka / KuratorEwa Chacianowska
Data i miejsce wydania19.11.2021–10.01.2022
Strona internetowagaleria-arsenal.pl/wystawy/nie-da-sie-przewidziec-co-trzeba-bedzie-pamietac-ala-savashevich
Indeks

Zobacz też