15.10.2021

Na cmentarzu marksizmu

Jan Sowa
Tekst opublikowany w magazynie Szum 34/2021
Goshka Macuga, „Śmierć  marksizmu”, widok wystawy, dzięki uprzejmości Contemporary Art Center Collection, Ryga, Łotwa, fot. Lucyna Kolendo
Na cmentarzu marksizmu
Goshka Macuga, „Śmierć  marksizmu”, widok wystawy, dzięki uprzejmości Contemporary Art Center Collection, Ryga, Łotwa, fot. Lucyna Kolendo
W pracach Goshki Macugi prezentowanych na wystawie w Gdańskiej Galerii Miejskiej silnie obecny jest wątek feministyczny, który odczytać można jako być może polemikę, a przynajmniej uzupełnienie marksizmu o nieobecną w nim źródłowo kwestię kondycji kobiet. Taka interpretacja, chociaż możliwa, wydaje mi się jednak zbyt prosta, a przez to nietrafiona.

1.

„Ruszymy z posad bryłę świata…” Ten znany fragment wyklętego dzisiaj hymnu rewolucjonistów to jeden z ostatnich śladów determinacji i wiary przenikających niegdyś środowiska postępowe. Na przestrzeni wielu stuleci, bo już od zarania kapitalistycznej nowoczesności w wiekach XVI i XVII konfrontowały się one z siłami państwa oraz kapitału dążącymi do powstrzymania emancypacji i utrwalenia podporządkowania. Religijni radykałowie, zbuntowani chłopi, piraci, dezerterzy, sufrażystki, niewolnicy, spiskowcy, niedoszli królobójcy, miejski i wiejski proletariat oraz wiele innych grup walczyło o lepszy świat, w którego możliwość uparcie wierzyło pomimo wszystkich przeciwności losu i zabiegów władzy. A ta nie tylko bezwzględnie broniła status quo, ale robiła, co mogła, aby zdusić w zarodku wszelkie przejawy radykalnej wyobraźni.

Karol Marks w Przedmowie do Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej twierdził, że „ludzkość stawia sobie zawsze takie zadania, które jest w stanie rozwiązać”[1], jednak historia karlejącego radykalizmu pokazuje raczej coś odwrotnego: możliwości walki o lepszy świat nigdy nie były tak duże jak dzisiaj, a ewentualne kary za bunt równie mało dotkliwe, tymczasem współczesne ruchy postępowe są tylko cieniem swojej przeszłości. W czasach, gdy nie istniały tanie linie lotnicze – a nawet żadne linie lotnicze – gdy pociągi nie jeździły szybciej niż 60 kilometrów na godzinę, gdy jedynym w miarę dostępnym środkiem indywidualnego transportu był osioł, przemierzenie Atlantyku zajmowało kilka tygodni, a największym osiągnięciem w dziedzinie telekomunikacji był zainaugurowany w 1858 roku transkontynentalny telegraf, ruch robotniczy powołał do życia swoją pierwszą Międzynarodówkę. Widmo komunizmu, na rzecz którego działała, przez kolejne stulecie nawiedzało światową burżuazję na jawie i w najbardziej dręczących koszmarach sennych. Dzisiaj, gdy nawet osobę zarabiającą płacę minimalną stać na dostęp do technologii pozwalających natychmiast komunikować się z dowolnymi zakątkami planety, języków obcych naucza się w szkołach publicznych, a podróżowanie stało się tańsze i łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej, ruchy postępowe pogrążone są w marazmie i depresji, a okrzykiem: „Rewolucja!” można wywołać co najwyżej kpiny pewnych siebie kapitalistów oraz ich medialno-akademickiej gwardii.

W łańcuchu wewnętrznych sprzeczności kapitalizmu diagnozowanych przez Marksa są też słabsze ogniwa, a szczególnie problematyczne wydaje się przekonanie Marksa o immanentnie wbudowanej w proletariat tendencji do antykapitalistycznej, kolektywnej mobilizacji.

Dlaczego się tak stało? Marks ufundował swoje myślenie na temat dynamiki kapitalizmu na dialektyce jego wewnętrznych sprzeczności. Widział je w różnych obszarach funkcjonowania społeczeństw kapitalistycznych: burżuazja nie jest w stanie kontrolować żywioł.]ów społeczno-kulturowej zmiany przez nią samą wywołanych; to znana z Manifestu komunistycznego metafora czarnoksiężnika pokonanego przez żywioły, które sam powołał do istnienia – rynkowa rywalizacja kapitalistów sprawia, że stopa zysku asymptotycznie dąży do zera, co podważa dalszy sens kapitalistycznej produkcji, a wielki przemysł, skupiając ogromne masy robotnicze w fabrykach, sam stwarza warunki ich antykapitalistycznej organizacji. Wbrew temu, na co wskazują tyleż złośliwe, co mało trafne interpretacje, nie oznacza to bynajmniej żadnego determinizmu: nie jest tak, że zdaniem Marksa z kapitalizmu koniecznie musi samo wyłonić przez złego Hitlera. O wiele trafniejsza wydaje mi się opinia Wilhelma Reicha, która znalazła później twórczą kontynuację w koncepcji produktywnego pragnienia Gillesa Deleuze’a i Félixa Guattariego: masy chciały faszyzmu. Tak samo dzisiaj masy chcą ksenofobii i szowinizmu, a nazwą owego pragnienia jest „populizm”. Przy czym pragnienie jest, rzecz jasna, efektem społecznej i jak najbardziej materialistycznej produkcji; nie chodzi tu bynajmniej o jakąś złą „naturę ludzką” czy konieczny „autorytaryzm robotniczych mas”. W tym sensie populizm jest produktem neoliberalizmu. Jego rozwój sprawił, że wspólnotowość i solidarność zastąpione zostały indywidualizmem i egoizmem. W efekcie marksizm, który w XIX wieku był prawdziwy zarówno strukturalnie, jak i fenomenologicznie – to znaczy trafnie tłumaczył, co działo się z kapitalistycznymi społeczeństwami, oraz odpowiadał wewnętrznemu doświadczeniu wyzyskiwanych robotników – dzisiaj jest co prawda nadal prawdziwy strukturalnie, przestał jednak korespondować ze strukturą uczuć proletariatu w rozwiniętych krajach centrum: nie chcą one wcale rewolucji i wywłaszczenia bogatych, ale zamknięcia granic, otwarcia centrów handlowych i igrzysk w stylu Euro 2020.

Goshka Macuga, „Śmierć  marksizmu”, widok wystawy, fot. Lucyna Kolendo
Goshka Macuga, „Śmierć  marksizmu”, „Karol Marks”, fot. Lucyna Kolendo

2.

Tak wygląda mniej więcej krajobraz śmierci marksizmu, w który wpisuje się wystawa Goshki Macugi w Gdańskiej Galerii Miejskiej. Rozbite lustro witające widzów naprzeciw drzwi wejściowych do galerii (Rysunek nr 4. „Tor ruchu punktu” według K. Malewicza) dobrze oddaje owo rozproszenie i indywidualizację, które zastąpiły dawną jedność i solidarność ruchu robotniczego. Rozglądając się po pierwszej sali, gdzie umieszczono większość z 16 prac składających się na wystawę, najpierw można odnieść wrażenie, że artystka wpisuje się w popularną krytykę marksizmu jako autorytarnego prądu ideowego i politycznego, który był ślepy na opresję i niesprawiedliwości obecne w obrębie samego ruchu komunistycznego. W prezentowanych pracach silnie obecny jest bowiem wątek feministyczny, który odczytać można jako być może polemikę, a przynajmniej uzupełnienie marksizmu o nieobecną w nim źródłowo kwestię kondycji kobiet. Swoimi kolażami, w których artystka w zdjęcia przywódców rewolucji październikowej wkleja postacie kobiece (Lenin przemawia do żołnierzy przed moskiewskim teatrem Bolszoi, Spokojny spacer brzegiem kanału Wołgi, Zebranie petersburskiego oddziału Związku Walki o Wyzwolenie Klasy Robotniczej), Macuga zdaje się dyskutować z centralnym dla ortodoksyjnego marksizmu przekonaniem o nadrzędnym charakterze konfrontacji pracy z kapitałem. W takiej optyce śmierć marksizmu byłaby warunkiem możliwości narodzin feminizmu. W ten sposób można by spojrzeć na pracę, od której swoją nazwę wzięła wystawa Macugi – wełnianą tapiserię z 2013 roku zatytułowaną Śmierć marksizmu. Kobiety wszystkich krajów łączcie się. Widzimy na niej kobiece postaci zgromadzone wokół grobu Marksa na cmentarzu Highgate w północnym Londynie podczas czegoś w rodzaju rytuału przypominającego trochę czuwanie, a trochę egzorcyzmowanie zmarłego rewolucjonisty. Jedna z kobiet czyści miotełką nagrobek, co przywodzi na myśl zamiatanie Karl-Marx-Platz przez Josepha Beyusa 1 maja 1972 roku.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 34. numerze Magazynu „Szum”.

[1] Karol Marks, Przedmowa, [w:] tegoż, Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej, tłum. Edward Lipiński, w: Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, t. 13, Książka i Wiedza, Warszawa 1966, s. 9.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 34/2021

Zobacz też