29.03.2022

„Miejsce w czasie” Jerzego Hejnowicza w Galerii Sztuki Wozownia

widok wystawy Jerzego Hejnowicza „Miejsce w czasie”, Galeria Sztuki Wozownia, fot. Kazimierz Napiórkowski
„Miejsce w czasie” Jerzego Hejnowicza w Galerii Sztuki Wozownia
widok wystawy Jerzego Hejnowicza „Miejsce w czasie”, Galeria Sztuki Wozownia, fot. Kazimierz Napiórkowski

Obiekt

Dominujący w przestrzeni galerii wielki półkolisty obiekt nieuchronnie wyznacza sposób jego doświadczania. W całości można go obejrzeć tylko idąc dookoła wzdłuż jego krawędzi, ale zawsze widząc jedynie fragmenty obiektu. Tworzymy wtedy z nich w umyśle całość (a może nawet coś więcej, bo wyobraźnia dodatkowo podpowiada istnienie dopełniającego obłego kształtu, który być może znajduje się w sali piętro wyżej). Ta realna, zwieszająca się z sufitu forma tworzy przestrzenno-wizualny znak. Tak zwięzły i jakby prosty, że gdyby nie wielkość obiektu, chciałoby się powiedzieć – lapidarny. Kreuje trudne do wysłowienia silne doświadczenie sensualne, którego wymowa nie jest oczywista, choć niewątpliwie angażująca emocje. Powstaje potrzeba by się im przyjrzeć, sondować ich zawartość z tym rodzajem zadziwienia, jakie wywołuje czasem wiersz haiku – że coś tak bardzo jednostkowo konkretnego otwiera na złożoność i wielość odniesień. Powstaje potrzeba ciszy i krążenia z aktywną świadomością wokół obiektu.

Jego dobitny kształt i wymiary wyznaczone są obecnością kolumn i wysokością pomieszczenia, wydają się wypełnione ciężarem, masą. Znak ten zdaje się obrazować ciężar zagrożenia obecny w aktualnej rzeczywistości lub rodzaj wyobrażenia modelu – absorbującej wszelką energię – kosmicznej czarnej dziury. Dla obydwu z tych możliwości istotnym komponentem jest niepokój jako emocjonalna dominanta. Lecz jest to niepokój niezdefiniowany i nieokreślony, ponieważ obiekt utworzony jest z tkaniny, materii miękkiej, która sama w sobie jest przecież niegroźna, jedynie jej czerń ma walor znaku.

Obiekt z tkaniny sugeruje postrzeganie go jako formy tworzącej granicę oddzielającą to, co zmysłowo dostępne, od tego co pozostaje zakryte, nieznane a prawdopodobnie istniejące po drugiej, niedostępnej poznaniu stronie. Coś, co wepchnęło się w naszą przestrzeń, uformowało tkaninę i teraz jest blisko nas, lecz pozostaje nieznane. Czarna forma może być też fragmentem czegoś większego; niewykluczone, że znakiem zła, które jest w stanie rozlać się, lecz na razie jest limitowane półkolistym kształtem. Czerń jest tu – mówi Hejnowicz – jako realny byt (który może być czymś wypełniony), lecz pozbawiony możliwości poznania.

Warto przy tym zauważyć, że nawet jeśli cała sytuacja wizualna odwzorowuje niepokój, to jednak jeszcze nie lęk. Bowiem otaczający półmrok tonuje skrajne emocje i znamionuje jakby stan czuwania w obliczu niebezpieczeństwa, stan czuwania umysłu zdolnego do panowania nad afektami.

Czas

Przyjęte w tytule wystawy określenie „miejsce w czasie” jest trochę nietypowym zestawieniem słów. W odniesieniu do czasu raczej nie mówimy o jego miejscach lecz momentach czy okresach. „Miejsce”

jest jakby bardziej wyodrębnione w czasie, stabilne. To stan gdy czas jakby zamknął się w pewnej kapsule czasu. Z pewnością dziś wielu osobom towarzyszy odczucie, że z powodu nagromadzenia różnych zagrożeń utkwiliśmy właśnie w pewnym miejscu w czasie. Miejscu, w którym dzieje się to wszystko, co się nam teraz przydarza. Miejscu w czasie opresyjnym, który ma swoją – obcą nam logikę.

To miejsce jest na tyle trudnym i przewlekłym „teraz”, że przeszłość wydaje się mało istotna, bo nie może nas wiele nauczyć a przyszłość nie oferuje wyraźnej nadziei. Oczywiście nie rezygnujemy z działania, analizujemy przeszłość, planujemy przyszłość, lecz jednocześnie to nasze miejsce w czasie ciągle trzyma nas w szachu, ogranicza i w pewien sposób zasysa nasze energie do jakiejś czarnej dziury. Zatem „Miejsce w czasie” możemy postrzegać jako materializację stanu „zamrożenia” czy „zawieszenia się” czasu, którego tak intensywnie teraz doświadczamy.

Nasze aktualne miejsce w czasie jest też trudne z powodu wystąpienia zupełnie nowych dla nas wyzwań. Ujawnia silnie ambiwalentne odczucia. Procesy i zjawiska, które postrzegaliśmy jako jednoznacznie pozytywne, takie jak przyspieszony rozwój technologii cyfrowych, globalizacja, swobodny przepływ towarów, idei i ludzi, ukazały swoje groźne następstwa – pandemię, kryzys klimatyczny i migracyjny. Informacyjne media, i te tradycyjne i te „społecznościowe’, zainfekowane zostały negatywnymi emocjami w stopniu wcześniej nam nieznanym. A przecież nie możemy (i nie chcemy) z nich zupełnie zrezygnować. Źródła zagrożeń w złożony sposób splecione są z tym, co traktujemy jako wartościowe. Nic dziwnego zatem, że tak często teraz używamy określenia „dysonans poznawczy”, jakbyśmy doświadczali zetknięcia z rodzajem zasłony oddzielającej nas od klarownego poznania rzeczywistości.

Ulegamy czasem wrażeniu, że to, co nas spotyka jest jakąś zupełnie wyjątkową anomalią. Jednakże tego typu sytuacje, plagi, zagrożenia zdarzały się przecież wcześniej już wiele razy w historii – choćby tylko w ciągu ostatnich stu lat. Jeśli zatem na chwilę uwolnimy się od zahipnotyzowania naszym miejscem w czasie to dostrzeżemy, że „Miejsce w czasie” przedstawiać może i przeszłość, od której się nie uwolniliśmy i przyszłość, mogącą nam grozić.

Jerzy Hejnowicz, szkic instalacji „Miejsce w czasie” w Galerii Sztuki Wozownia
Jerzy Hejnowicz, szkic instalacji „Miejsce w czasie” w Galerii Sztuki Wozownia
Jerzy Hejnowicz, szkic instalacji „Miejsce w czasie” w Galerii Sztuki Wozownia
widok wystawy Jerzego Hejnowicza „Miejsce w czasie”, Galeria Sztuki Wozownia, fot. Kazimierz Napiórkowski
widok wystawy Jerzego Hejnowicza „Miejsce w czasie”, Galeria Sztuki Wozownia, fot. Kazimierz Napiórkowski
widok wystawy Jerzego Hejnowicza „Miejsce w czasie”, Galeria Sztuki Wozownia, fot. Kazimierz Napiórkowski

Miejsce

A teraz zwróćmy uwagę na „miejsce” jako określenie dotyczące nie czasu, lecz przestrzeni. Łatwo dostrzec, że forma stworzona przez artystę na tej wystawie zintegrowana jest tak mocno z elementami charakterystycznymi dla architektury Wozowni, że bez nich w innej przestrzeni nie mogłaby zaistnieć.

To kontynuacja rodzaju dialogu z architekturą i przestrzenią wystawienniczą jaki Jerzy Hejnowicz niejednokrotnie podejmuje w swoich artystycznych realizacjach.

Można w tych działaniach widzieć nawiązanie do idei instalacji site-specific, sformułowanej już w połowie lat 70. zarówno przez artystów (Robert Irwin, Dennis Oppenheim) jak i krytyczki sztuki (Lucy Lippard) i architektury (Catherine Howett). Jednakże warto rozpoznać także, że Jerzy Hejnowicz nadaje tej idei swoiste indywidualne piętno, testując jej indywidualną autorską formułę. Podejmuje dialog nie tyle z aurą czy kontekstami kulturowymi i historią miejsca swoich realizacji, co przede wszystkim z ich architekturą.

Kolejne dokonania artysty różnią się rodzajem ingerencji w przestrzeń galerii. Realizacja „Paradise” w Wozowni (Toruń 2016) ukośnie przecinała przestrzeń galerii – w znaczącym dialogu z rytmem jej kolumn i czworobokiem galerii formowała oddzielne sfery po dwóch stronach metalowego ogrodzenia, zawierającego tytułowe słowo/pojęcie.

„Mayday 2-0-2-1” w galerii CAT (Ustka 2021) tworzył podział na rodzaj nawy głównej i stref pobocznych, sygnalizując memoratywny charakter całości. Natomiast „Stan zawieszenia w samym środku niczego” wprowadzał w galerii BWA (Bydgoszcz 2021) zupełnie nowy układ architektoniczny poprzez zainstalowanie ścian z jasnej tkaniny wyznaczających określone drogi i wydzielone miejsca do poznawania wybranych prac.

Nowa prezentacja w Wozowni kontynuuje te doświadczenia, jednak jest niewątpliwie najbardziej radykalnym wyrazem idei stworzenia dzieła, w którym zanika podział pomiędzy tym co zastane i tym co wniesione, zmontowane, umiejscowione. Wywołuje wrażenie pozornie prostego obiektu-monolitu, choć w istocie jest precyzyjnym zespoleniem konstrukcji całej sali z centralną formą utrzymywaną nad powierzchnią podłogi dzięki galeryjnym kolumnom. Kształt, kolor i wolumen tej formy wynika z właściwości i logiki architektury miejsca, w którym powstała.

Hejnowicz bowiem przy każdej niemal wystawie stawia sobie – nie do końca typowe dla artysty pytanie/wyzwanie – jak architektura przygotowywanej wystawy odnosić się będzie do zastanej architektury przestrzeni ekspozycyjnej? Mówi o tym tak: nałogowo noszę w sobie, przez 24 godziny na dobę, pamięciowe obrazy miejsca, w którym mam stworzyć kolejną realizację, aż do momentu, gdy zaczną one podpowiadać mi pomysły; przeglądam zdjęcia i plany szukając w nich inspiracji do tworzenia. Nie jest to oczywiście dla Hejnowicza jedyne źródło inspiracji, równolegle bowiem przyznaje: od lat poprzez swoje prace zbliżam się dość często do zagrożeń i trudnych relacji dostrzeganych w doświadczeniach indywidualnych i masowych […] te oddziałujące na mnie „odpryski” rzeczywistości i związane z nimi odczucia staram się przemienić w MIEJSCA o określonej wizualnie osobowości.

A dlaczego planowanie architektury wystawy i uczynienie z wystawy „miejsca” jest dla tego artysty tak ważne? Dlaczego architektura staje się tak istotna? Najkrócej odpowiedzieć można tak: bo właściwością architektury jest to, że wyznacza zarówno reguły doświadczania przestrzeni, jak i możliwości rozwijania w niej określonych narracji. Architektura galerii sztuki jest dla artysty rzeczywistością zastaną, a jednocześnie w pewnym zakresie możliwą do przekształcenia.

W tym kontekście przypomina mi się wykład Wolfganga Welscha, zamieszczony w tomie „Co to jest architektura?” (Bunkier Sztuki, Kraków 2002). Welsch, filozof a nie architekt, zaczął wprawdzie od przypomnienia dzieła „O architekturze księgach dziesięciu” Witruwiusza, lecz zaraz potem w „Uwagach wstępnych” powiedział coś takiego: Żyjemy w świecie zaaranżowanym i interpretowanym przez człowieka. Podążając za Welschem dopowiedzieć możemy: To, co zastane, jeśli poświęcimy temu uwagę, przypomina nam o czymś bardzo podstawowym. Że jako ludzie tak naprawdę nigdy nie zaczynamy zupełnie od początku, lecz zawsze od sytuacji zastanej, ukształtowanej przez innych ludzi, a zatem i przez nas możliwej do kształtowania, lecz jednak w pewnym tylko zakresie. Pozwala to architektowi, ale i artyście, uświadomić sobie, że jest raczej partnerem świata (w szerokim rozumieniu) niż jego kreatorem (choćby w niewielkim zakresie). To kieruje jego uwagę, by nie skupiał się na samych tworzonych obiektach, lecz widział je jako elementy w o wiele szerszym kontekście. Taką właśnie postawę dostrzegam w artystycznej praktyce kształtowania charakteru wystaw przez Jerzego Hejnowicza.

Odkładając na inną okazję dyskusję tematu, czy i kiedy architektura jest sama w sobie sztuką, przyjmijmy na razie, że „myślenie architektoniczne” w powyżej zasygnalizowanym znaczeniu, może wprowadzać do sztuki ważną jakość.

Grzegorz Borkowski

Jerzy Hejnowicz (ur.w 1962 roku) – w latach 1985–1990 studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (obecnie UAP) w Poznaniu na Wydziale Malarstwa Grafiki i Rzeźby.Od 1990 roku związany zawodowo z macierzystą uczelnią, pełniąc od 2007 roku funkcję kierownika XIV Pracowni Rysunku. Jego działalność artystyczna obejmuje grafikę warsztatową, rysunek, sztukę obiektu i instalacji, fotografię, działania intermedialne. Zrealizował kilkadziesiąt wystaw indywidualnych, brał udział także w wielu pokazach zbiorowych w kraju i poza jego granicami (Niemcy, Rosja, Węgry, Wlk.Brytania, Włochy, Szwecja, Izrael, Macedonia).

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaJerzy Hejnowicz
WystawaMiejsce w czasie
MiejsceGaleria Sztuki Wozownia
Kuratorka / KuratorGrzegorz Borkowski
Fotografie18.03–24.04.2022
Strona internetowawozownia.pl/
Indeks

Zobacz też