18.12.2017

Miasto szczęścia. OFF-Biennale Budapest

Jakub Gawkowski
Tekst opublikowany w magazynie Szum 19/2017
OFF-Biennale Budapest, Gladeness Demo, 2017, fot. OFF-Biennale Budapest Archive / Zsolt Balázs
Miasto szczęścia. OFF-Biennale Budapest
OFF-Biennale Budapest, Gladeness Demo, 2017, fot. OFF-Biennale Budapest Archive / Zsolt Balázs
Pierwsza edycja OFF-Biennale, jako odpowiedź na politykę kulturalną rządów Viktora Orbána, została powszechnie uznana za sukces. Jednak wraz z drugą edycją biennale przed imprezą pojawiają się nowe wyzwania, problematyczny staje się także sam jej profil.

OFF-Biennale opiera się na samoorganizacji i dobrowolnej, głównie nieodpłatnej, pracy. Nie ma tu wystawy głównej, wielkich instytucji, zawrotnego budżetu czy międzynarodowych gwiazd. Jest przemyślana koncepcja i szeroka reprezentacja artystów z regionu, od studentów drugiego roku po klasyków neoawangardy. To jedno z najciekawszych wydarzeń artystycznych Europy Środkowej, ale nie ze względu na samą sztukę. Choć w drugiej edycji biennale chodzić ma przede wszystkim o prezentowane wystawy, główną atrakcją i podstawą jego sukcesu nadal pozostaje sam pomysł, oparty na niezależności od struktur państwowych i ciągłym poszukiwaniu adekwatnej formuły. Chociaż w rzeczywistości nie wszystko okazuje się tak spójne jak w oświadczeniach organizatorów, to skromne i rozprzestrzenione w mieście biennale jest propozycją z pewnością odświeżającą. Tym bardziej, że mijający rok pełen był tak gargantuicznych imprez, jak podwójne documenta czy Biennale w Wenecji.

Dóra Maurer, 5th 1 May Parade (on Artificial Earth), 1971, widok wystawy City Theatre, Vintage Gallery, fot. OFF-Biennale Budapest Archive / Boglárka Zellei
Ex-Artists’ Collective (Tamás Kaszás i Anikó Loránt), People Players, instalacja, 2013–2017, widok wystawy People Players, Három Holló, fot. OFF-Biennale Budapest Archive / Boglárka Zellei

Pierwszą edycję OFF-Biennale zorganizowano w 2015 roku. Było ono protestem przeciwko zmianom w instytucjach kultury wprowadzanych przez rząd Viktora Orbána oraz próbą zaktywizowania niewspółpracujących dotychczas ze sobą aktorów niezależnego świata sztuki. Wydarzenie okazało się sukcesem, wszyscy w równym stopniu byli pod jego wrażeniem i przecierali oczy ze zdziwienia. W wystawach zorganizowanych w 100 miejscach wzięło udział ponad 350 artystów z 22 krajów, odwiedziło je zaś 35 tys. osób. Dla niektórych spektakularny sukces był jednorazowym cudem, dla innych dowodem, że warto działać dalej, nawet bez pomocy państwa, a nawet wbrew niemu.

Wydarzenie było próbą zaistnienia w profesjonalnej sieci sztuki inaczej niż przez wielkie instytucje, w których zasiadali już przychylni władzy, konserwatywni historycy sztuki. Pierwsza edycja była protestem, oświadczeniem i pokazem środowiskowej solidarności. Biennale było również chwytem marketingowym: wykorzystanie tej formuły miało wzbudzić zainteresowanie publiczności, a wyjątkowość całego przedsięwzięcia zapewniła uwagę i widzialność w międzynarodowej prasie. Samo to nie jednak drugi raz by się nie sprawdziło. Tym razem, poza polityczną manifestacją, impreza jest bardziej zbiorem konkretnych, przemyślanych wystaw, zamkniętych ramą głównego tematu: Gaudiopolis, Miasta Szczęścia, oraz kuratorskiego cyklu Hide and Seek.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 19/2017

Zobacz też