21.12.2018

Magia świąt w „Szumie”

Róża Duda, „Selfie”
Magia świąt w „Szumie”
Róża Duda, „Selfie”
Lepienie uszek i strojenie choinki może nabrać szczególnego charakteru, gdy zabiorą się za to artyści i artystki. Jakiego dokładnie? Poprosiliśmy kilkunastu z nich o zdradzenie redakcji "Szumu", jak spędzają święta i celebrują nadejście nowego roku, lub – jaki mają stosunek wobec tego czasu i mijającego roku.

Piotr Uklański

Piotr Uklański, „Bez Tytułu (Bożonarodzeniowy homage)”, 2018

Adam Rzepecki

„Rzepecki ubiera z Rodziną choinkę”, fot. Andrzej Świetlik

Piotr Bosacki

Piotr Bosacki, „Zdegenerowany kult solarny”

Bolesław Chromry

Dominika Kowynia

Dominika Kowynia, „Świąteczny kaszel”, 130 x 100 cm, 2018

Honorata Martin

Honorata Martin, „Pingwin”

Hyon Gyon

Jadwiga Sawicka

Ewa Juszkiewicz

Ewa Juszkiewicz, „XX”, 34,5 x 24,5 cm

Kamil Tanczy

Kamil Pierwszy, „Polskie Święta 2015-2023”

Katarzyna Przezwańska

Martyna Kielesińska

Martyna Kielesińska, „Christmas tree”

Klocuch

Klocuch, „Nawzajem”

Krzysztof Gil

Marcin Maciejowski

Marcin Maciejowski, „bez zmian”, 2018

Daniel Rycharski

Maciej Cholewa

Nie jestem pewien jak właściwie odpowiedzieć na pytanie dotyczącego tego, co będę robił w okresie świąt, dlatego przesyłam tę wizualizację.

Podejrzewam, że zrobię to co zawsze –  pójdę liczyć figury wymiętych Mikołajów wspinających się na elewacje domów kostek w okolicach Kalet, Nakła, Tworoga i oczywiście Radzionkowa, zresztą słusznie nazwanego przez Darię Grabowską Stolicą Polskiej Sztuki.  Co do samej ilustracji – wynika ona z niczego innego, jak tylko z mojego problemu z wczuciem się w atmosferę świąteczną. To nie tak, że ich nie lubię. Fajnie dostać prezenty, kupować w żabkach promocyjne napoje w barwach bożonarodzeniowych, spotkać się z rodziną i w ogóle. Po prostu trochę trudno mi odróżnić święta od nieświąt (tak jak pracę od niepracy). Różnice widzę – co nie oznacza, że odczuwam – jedynie w rzeczach martwych i jak na zawodowego postflaneura (he he) przystało, przede wszystkim w ozdobach miejskich. Przy całej swojej spektakularności i niewątpliwym blichtrze robią wielkie wrażenie. Dają też efekty. Nie jestem w stanie wymienić jakie dokładnie, ale na pewno będące w opozycji do zamierzonych. Kiedy nareszcie nadchodzi klasyczna polska zima spływająca strumieniami błota żłobiącymi czarną masę bitumiczną naszych dróg, białoniebieskie światło lampkowych reniferów i śnieżynek wydaje się co najmniej blade. Nawet na tle szarawego śniegu. Co z tego, że wchodząc do domu wita mnie choinka (naturalna, więc igły się sypią, wkurwiają), kiedy za każdym razem muszę wycierać wcześniej naniesiony syf z kafelek w przedpokoju. Brud to kwestia wszechobecna i powszechna. Zupełnie jak betonowe kostki, których symbolikę będę eksploatował tak długo, jak ostanie się ostatni parking pod Kauflandem, ostatni rynek i ostatni wjazd do domu jednorodzinnego. Jakby się człowiek uparł i przyzwyczaił do ulicy wybrukowanej czymś takim, święta mogłyby trwać cały rok.

Maciej Cholewa, „Projekt prefabrykatu do budowy atmosfery świątecznej”

Magdalena Starska

Magdalena Starska, „pseudokolędnicy”

Przemek Matecki

Michał Soja

Paweł Nowak

Ryszard Grzyb

Ryszard Grzyb, bez tytułu, 2014

Aleksandra Waliszewska

Geertgen tot Sint Jans, „Boże Narodzenie”, National Gallery w Londynie

Zuzanna Czebatul

Potencja

Potencja, „Czyj będzie ten rok?”, Nowa Huta, 2012, na tle plakatu roku chopinowskiego

Łukasz Radziszewski

„Przesyłka pocztowa zawierająca zakwas chlebowy dla pani Elżbiety, mamy Bartosza Zaskórskiego”

Irmina Rusicka, Kasper Lecnim, Aleksy Wójtowicz

„Ciepło potrzebuje ofiar”, kaskaderki: Irmina Rusicka, Kasper Lecnim, Aleksy Wójtowicz
„A kuku, święta tuż tuż”, kaskader: Kasper Lecnim, make up, reżop, foto: Irmina Rusicka, snow maker & aranżer zieleni: Aleksy Wójtowicz

Anna Sudoł, Weronika Krupa

 

Anna Sudoł i jej przepis na polskie tradycyjne święta: herbatka w szklance z koszyczkiem, uszka z kapustą i grzybami podane na drewnianej desce, prawdziwa choinka ze światełkami, kogucikiem i imienną bombką. Wszystko podane na lasowiackim obrusie. Sudoł ubrana jest w czarny basicowy golf.

WERONIKA: Cześć Ania, Dostałam Twoje zdjęcia do świątecznego wydania Szumu. Myślałam, że tym razem zrezygnujemy z ironii i pokażemy nasze przywiązanie do tradycji oraz domowych potraw, których przygotowanie dostarcza symbolicznych znaczeń, przywołuje atmosferę swojskości, domowego ogniska, krainę szczęśliwości, w której dorastałyśmy. Chyba celowo zostawiłaś te grube nici, którymi to zdjęcie jest szyte, hehe. Po pierwsze w moim domu uszka podaje się z barszczem czerwonym. Z dużą swadą połączyłaś te wszystkie tradycjne elementy z ideą instant – ,,zrób to w 5 min z zagotowaniem wody”. Możliwe, że bardziej wnikliwi odgadli by z jakiego sklepu one pochodzą. Możemy uderzyć w retorykę krytyki z żarcikiem i dołączyć kilka przepisów: zupka chińska o smaku kapusty z grochem, gorący kubek- żurek, kutia w 3 minuty, karp w galarecie z proszku, ale ja przygotowałam tradycyjne pierogi z przepisu moich babć i prababć. Takie właśnie podaję podczas wigilijnej wieczerzy.

Weronika Krupa i jej przepis na polskie tradycyjne święta: drewniana stolnica przybrana lnianą odświętną ściereczką, na której znajdują się pierogi ruskie. Na pierwszym planie choinka ze światełkami, kotem w butach i imienną bombką. Krupa ubrana jest w czarny basicowy golf.

ANIA: Hey Wera, nie będę Ci próbowała niczego udowadniać – kto mnie zna, ten wie że nie kupiłabym gotowych uszek w Kerfie, a aspekt manualny wykonania dzieła w każdej materii (DIY) – również kulinarnej, jest dla mnie szalenie ważny. Moją uwagę zwraca kilka haniebnych akcentów Twoich ,,tradycyjnych” (lol) ,, polskich” (lol) świąt. Nr.1 Kot w butach – postać z bajki, która nie ma nic wspólnego z Polską, polską tradycją i polskimi świętami. Widać w tym przesiąknięcie Zachodnimi ,,ideami” i nic tego nie przysłoni nawet a tym bardziej sztuczna choinka z Biedry (Chin), ani brokatowe dziewczyńskie bombki z Chin. Nr.2 Również na przyszłość radzę Ci pozować pod nie swoim własnym obrazem będącym przykładem malarstwa minimalistycznego, czy obiektem sztuki konceptualnej, a pod np. „Piłsudskim na kasztance”, czy ,„Bitwą pod Grunwaldem” – prawdziwie polskimi akcentami, (choć „Bitwa” lepsza wiadomo, że Ziuk w gruncie rzeczy, jest też nie nasz).

Na zdjęciu znów Anna Sudoł, tym razem zadowolona z ułożenia z uszek napisu Szum, który jest świąteczną dedykacją i dziełem sztuki kulinarnej specjalnie przygotowanym dla Magazynu Szum.

WERONIKA: Prawdziwie polskim akcentem mogłaby być również makatka ludowa, która jest mi bliższa, ale widzę że nie potrafisz utrzymać w cuglach swojego populizmu, a bicie czołem pokłonów Szumowi poprzez ułożenie liter z uszek wymyka się z ram dowcipu i inteligentnego żartu.

Na zdjęciu znów Weronika Krupa tym razem widać tylko pół jej twarzy, acz uśmiechniętej. Pochyla się nad ulepionymi według przepisu babć i prababć pierogami. W tle widoczna pracownia artystki: pędzle, które świadczą o tym, że maluje, obrazy, szkicowniki i książki, które świadczą o tym, że czyta.

ANIA: Widzę, że się nie dogadamy co do świątecznego materiału do Szumu – jednak nasze wizje tradycyjnych polskich świąt i zaserwowania na nie przepisu rozmijają się i to w sposób absolutny! Sama nie wpadłaś na tak fajny pomysł jak ja z napisem Szum z uszek i teraz mi ciśniesz szpilę, czyż nie? Fajnie jest być takim zazdrosnym, kiedy ktoś ma większą wenę? Jedyną ustawką jaką potrafisz zrobić jest pędzel, rozgardiasz artystowski i parę książek w tle, co jest arcy-oklepanym chwytem i mega kabotyństwem. Zostawiam Ci powyższe pytania na czas dzielenia się opłatkiem przy wigilijnym stole, którego łamanie być może natchnie Cię do pochylenia się nad sprawami przyjaźni, pojednania i refleksji nad własnym postępowaniem. PA!

Jan Możdżyński

Tinder

Święta spędzamy zazwyczaj z bliskimi osobami. Tych najbliższych szukam na Tinderze oraz fetlife.com – stronie skupiającej społeczności BDSM z różnych zakątków świata, pozwalającej poznać innych Kinksterów i umawiać się na wiele tematycznych wydarzeń.

Jan Możdżyński, „tinderowe złamane serduszko”

Shibari

Zamiast pakowania prezentów praktykuję rodzaj wiązania linami, a właściwie estetycznego unieruchamiania ciała, wywodzącego się z Japonii, zwanego Kinbaku Shibari. Zazwyczaj stosowane jest w celach erotycznych. Swobodne posługiwanie się liną wymaga długiej praktyki i dużej zręczności.

Jan Możdżyński, „Niektóre praktyki mogą być krwawe”

Syntezator

Gdy byłem dzieckiem mama prosiła bym przed kolacją wigilijną grał zgromadzonym mini koncerciki na pianinie. Niechętnie, ku rozpaczy rodziny, ulegałem namowom i odgrywałem mazurki Chopina. Czasy wigilijnych recitali bezpowrotnie minęły. Większość cioć i dalekiej rodziny przyjęła to z ulgą.

Z czasem pianino zastąpił mały, biały syntezator, spopularyzowany teledyskami szwedzkich djów. Powoli przygotowuję materiał na soundclouda, a muzyka, którą robię, to połączenie męczącej elektroniki z domieszką funku.

Jan Możdżyński, „Wnętrze syntezatorka”

Tekken

By rozładować świąteczny stres lubię pograć w Tekkena, czyli bijatykę na Playstation. To idealny sposób by pozbyć się nagromadzonych w trakcie Świąt złych emocji. Jako wielbiciel kotów i japońskiej popkultury upodobałem sobie postać Kinga – półnagiego zapaśnika odzianego w maskę z wizerunkiem jaguara. Ewidentnie wzorowanego na kultowym anime Tygrysia Maska.

Jan Możdżyński, „Alternatywna wersja maski Kinga z Tekkena – Kink”

Boks

W spalaniu zbędnych kalorii zgromadzonych przy wigilijnym stole pomagają mi treningi bokserskie. Od ponad pół roku prowadzę sekcję bokserską i szachową dla znajomych. Kilkuosobowa początkowo grupka rozrosła się do sporych rozmiarów. Zależy mi na stwarzaniu pewnej sytuacji towarzyskiej i łączeniu ludzi z różnych środowisk i profesji.

Jan Możdżyński, „Boks angażuje wszystkie grupy mięśniowe”

Maria Toboła

Na gwiazdkę zawsze jeżdzę do swojego rodzinnego domu w Lesznie. Staram się tam być już kilka dni przed wigilią, żeby pomóc mamie w przygotowaniu świątecznych potraw i dekorowaniu chaty. Moja rodzina jest dość duża, święta to impreza na ok. 15 osób i jest z tym mnóstwo roboty. Zazwyczaj jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo mogę udowodnić, że moje umiejętności nie ograniczają się do robienia dziwnych rzeczy dla garstki znajomych, a jestem też całkiem sprawną gospodynią domową i wybitną kucharką. Przygotowuję dekadenckie torty i wykwintne dania z warszawskich salonów, a cała rodzina chwali mój wyrafinowany smak i gust. Święta i okres przedświąteczny wykorzystuję też często, żeby pójść do fryzjera/kosmetyczki/dentysty/lekarza i nie musieć za to samodzielnie płacić. Pod koniec Wigilii czyli około północy zazwyczaj przychodzi do mnie mój przyjaciel Zepter i po wypiciu kilku drinków z moją rodziną idziemy na tak zwaną „pasterkę” i celebrujemy klimat leszczyńskiej sceny klubowej. W drugi dzień świąr przyjeżdża do mnie moja przyjaciółka Karolina, łazimy po domu w piżamach i plotkujemy. Tak mniej więcej to wygląda od ponad 10 lat. Nie sądzę, żeby różnica między świętami ludzi innych zawodów a świętami artystów była jakaś ogromna.  Generalnie bardzo lubię ten czas i to, że wszyscy starają się jak mogą, żeby nie popsuć świątecznej atmosfery. Czymkolwiek ona jest.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też