13.08.2021

Kto upierze nasze brudy? „Dużo dobre/дуже добре” Moniki Drożyńskiej w Galerii Foksal

Vera Zalutskaya
Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska
Kto upierze nasze brudy? „Dużo dobre/дуже добре” Moniki Drożyńskiej w Galerii Foksal
Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska
Na wystawie w Galerii Foksal znajdziemy szereg stereotypów, lęków, pragnień, marzeń i wyobrażeń Polaków i Polek o własnym kraju, o sobie samych, jak również swojej relacji z „Innymi”. Tylko że ci „Inni” mają się różnie, wielu z nich dobrze sobie radzi, zadamawiają się w Polsce, integrują się ze społeczeństwem. Potrafią sami mówić za siebie i o sobie – wystarczy dać im trochę przestrzeni do wypowiedzi.

Monika Drożyńska jest zaangażowaną artystką-hafciarką, której twórczość oscyluje wokół tematów społecznych. Jej realizacje charakteryzują się lakoniczną formą oraz mądrym użyciem gier słownych; często są zabawne i trafnie komentują aktualne nastroje w polskim społeczeństwie. Najbardziej znane z nich to niewielkich rozmiarów ręczne hafty na tkaninie, dekorowane motywami floralnymi i geometrycznymi. Przykładami prac, które ukazują charakterystyczną dla Drożyńskiej strategię posługiwania się słowem i haftem są realizacje takie jak BÓG/HONOR/TESCO albo CHLEB/HLEP/HELP. Natomiast najnowsza wystawa artystki, Dużo dobre / Дуже добре w warszawskiej Galerii Foksal, poświęcona została tematowi migracji do Polski oraz relacji pomiędzy językiem polskim i ukraińskim. Składa się na nią pięć haftowanych prac – tym razem wielkoformatowych, przypominających swoim kształtem obrusy lub prześcieradła. Podwieszone pod sufitem w centrum galerii, tworzą razem parawanowy pięciokąt. Jednak oglądając nowe prace Drożyńskiej, czułam się skrępowana – i to nie tylko z powodu braku przestrzeni do swobodnego poruszania się po wystawie. Jako osoba z doświadczeniem migracji nie po raz pierwszy przekonałam się, że w dyskusji o migrantach i migrantkach to nie oni są najważniejszym tematem narracji osób reprezentujących je w polu sztuki. Wystawa Dużo dobre / Дуже добре stanowi dobry przyczynek do dyskusji na temat tego komu (czy i w ogóle) potrzebna jest tak mocno zapośredniczona reprezentacja osób z doświadczeniem migracji.

Język jak Jan Paweł II. Rozmowa z Yulią Krivich, Verą Zalutskayą i Yuriyem Bileyem O inicjatywie ZA*ZIN (*zagraniczne artystki i artyści mieszkający w Polsce) rozmawia Joanna Ruszczyk CZYTAJ!

Choć o nastrojach społecznych wiele dowiedzieć się można z wiadomości telewizyjnych i gazet, tak niepokojącą staje się kontynuacja takich uprzedzeń w samej sztuce. W tym przypadku przytłacza symbolika odseparowania i uwięzienia: znaków ogrodzenia, łańcuchów, taśm awaryjnych.

Pomimo zapowiedzianych w tytule i tekście kuratorskim relacji językowych, prawie cała część dyskursywna wystawy (tekst towarzyszący oraz treści wyhaftowane na tkaninach Drożyńskiej) poświęcona jest migracji jako takiej oraz imigrantom i imigrantkom. Jednak sproblematyzowanie osoby migrującej jest tu zgodne z popularną w Polsce tendencją, według której migranci kojarzą się wyłącznie z Ukraińcami i – co o wiele bardziej krzywdzące – potocznie utożsamia się ich z migrantami zarobkowymi wykonującymi ciężką pracę fizyczną. To stereotypowe skojarzenie odzwierciedla praca Który Ariel lepszy? ukazująca dylematy użytkowników i użytkowniczek forów internetowych poświęconych tematowi chemii gospodarczej. W centrum kompozycji znajdują się drzwi pralki, symbolizujące bramę-przejście, dookoła których umieszczone zostały cytaty z forów, oznaczenia z opakowań produktów do prania, gesty dłoni pochodzące z praktyk ajurwedyjskich oraz logotyp proszku Ariel, którego nazwa w broszurze towarzyszącej wystawie skojarzona została z biblijnym określeniem Jerozolimy. Nie sposób odczytać i zinterpretować symboli, znaków i skojarzeń przedstawionych przez artystkę – pełnią one raczej funkcję wskazującą na duchowo-ezoteryczny wymiar czynności, którą staje się tutaj pranie. Ten wesoły miszmasz okolony został zmultiplikowanym hasłem „Europa 2”. Hasło to, intencjonalnie odnoszące się do nazwy znanego artystce sklepu, ciężko jednak odebrać inaczej niż jako puszczenie oka do szeroko pojętej wschodniej części Europy. Pytanie o to, który Ariel jest lepszy – niemiecki, polski czy ukraiński – samo w sobie może być zasadne i stosunkowo neutralne, biorąc pod uwagę wyraźne różnice jakości produktów sprzedawanych pod identyczną nazwą w różnych krajach Unii Europejskiej i poza nią. Jednak Drożyńska nadaje mu absurdalny wydźwięk, sugerując bezsensowność snutych przez forumowiczów/ek teorii, z których rzekomo wynika, jak podsumowuje artystka, że „pranie staje się procesem alchemicznym i poszukiwaniem kamienia filozoficznego”. Fakt, że wystawa poświęcona została emigracji do Polski oraz to, że jedyne, co łączy omawianą pracę z tą tematyką jest… pranie – nie pozwala zinterpretować jej inaczej niż jako przejaw orientalizmu. Orientalistyczne, egzotyzujące spojrzenie na „Innych” (w tym: osoby pochodzące z odmiennych warstw społecznych) przejawia się m.in. w interpretacji obcych zjawisk w kategoriach irracjonalności, dziwności, niezwykłości, jak również – ich ośmieszaniu. Jest to mechanizm uprzedmiotawiający, który uniemożliwia wybrzmienie głosu opisywanych w taki sposób ludzi. Jest to też mechanizm, który utrudnia wzajemne zrozumienie się osób pochodzących z różnych środowisk.

Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska
Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska
Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska

Dowodu na nieodrobienie pracy domowej ze zjawiska migracji dostarcza przede wszystkim zawarty w tekście kuratorskim cytat artystki: „To dla mnie fenomen, że ktoś tu chce przyjeżdżać, podczas gdy moja rodzina zawsze chciała stąd wyjechać”. Tego typu deklaracje niezrozumienia powodów migracji do Polski często padają w nieformalnych rozmowach. Jednak to naiwne stwierdzenie brzmi uderzająco niedorzecznie jako wypowiedź artystki zajmującej się tematem imigracji. Ukazuje ono bowiem nieświadomość faktu, że dla większości osób migracja do Polski jest przede wszystkim migracją do Unii Europejskiej. Tym, co również uderza, jest brak świadomości przywilejów, jakie daje uczestnictwo we wspólnocie europejskiej – przejawia się ono także w stwierdzeniu kuratorki o tym, że „doświadczenia emigracyjne bywają często podobne, jeśli nie takie same”. Drożyńska przyznaje, że jej własne doświadczenie migracji ograniczało się do krótkoterminowych wyjazdów zarobkowych, a jej rodzina wyemigrowała do Anglii na stałe w 2004 roku – co najprawdopodobniej stało się możliwe właśnie dzięki przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Nie można ignorować faktu, że to historyczne wydarzenie przyniosło Polakom i Polkom szereg ułatwień życiowych, których nie posiadają obywatelki i obywatele krajów sąsiednich, a samo doświadczenie migracji zależy od jej przyczyn, celu wyjazdu, posiadanego paszportu, dokumentów, zasobów finansowych, edukacji, klasy i pozycji społecznej, płci, rasy, kraju docelowego i szeregu innych czynników. W ramach wystawy jeden z możliwych powodów migracji przedstawiony został na płótnie zawierającym odpowiedź w tytule Głód/Exit, gdzie w centrum kompozycji znalazły się jelita. Okalał je tekst, który pochodzi z wypowiedzi świadkini Wielkiego Głodu w Ukrainie (1932-1933). Właśnie to, interesujące pod względem kompozycyjnym, kolorystycznym i treściowym płótno, mogłoby wybrzmieć w ramach ekspozycji zdecydowanie mocniej, gdyby obok znalazły się prace przedstawiające inne możliwe scenariusze i powody migracji. Tak się jednak nie stało.

Na wystawie Drożyńskiej z pewnością zabrakło podmiotowego spojrzenia na imigrantów i imigrantki, a także perspektywy osób, o których ma być ta wystawa, a w stosunku do których odgórnie kierowana jest niechęć społeczna.

Na wystawie dowiadujemy się, że nie ma wielu opcji, jeśli chodzi o powody wyjazdu, ale co się dzieje po przekroczeniu granicy? W przekonaniu artystki, wyrażonym w pracy Uwaga! Zły Pies na przyjezdnych nie czeka nic dobrego. Ze „złymi psami” w Polsce, zgodnie z narracją towarzyszącą wystawie, kojarzeni są emigranci z Ukrainy, którzy wywołują w Polakach poczucie zagrożenia ekonomicznego. Płótno, podobnie jak inne prace na wystawie, zawiera mieszankę symboli pochodzących z różnych kontekstów kulturowych i słów pisanych w odmiennych językach. Tym razem wyrazistą irracjonalność, którą emanuje praca, można zrozumieć jako komentarz odnoszący się do opinii i uprzedzeń Polaków w stosunku do osób przyjeżdżających zza wschodniej granicy. Choć o nastrojach społecznych wiele dowiedzieć się można z wiadomości telewizyjnych i gazet, tak niepokojącą staje się kontynuacja takich uprzedzeń w samej sztuce. W tym przypadku przytłacza symbolika odseparowania i uwięzienia: znaków ogrodzenia, łańcuchów, taśm awaryjnych. Drożyńska podkręca rzekomą wzajemną niechęć, separację i brak porozumienia pomiędzy autochtonami i przybyszami. Jak czytamy w tekście, „Skręcone języki symbolizują niemożność osiągnięcia intelektualnego porozumienia ze względu na różnice kulturowe, różnice doświadczeń, różnice językowe etc.”. Zastanawiam się jednak, czy na pewno „porozumienie intelektualne” nie jest możliwe w przypadku, kiedy mówimy o Polakach i Ukraińcach – sąsiadach geograficznych, których łączy historia, wspólnota kręgu kulturowego i podobieństwo języków? Wracając do postawionego na początku pytania o reprezentację, jestem pewna, że takie polaryzujące przedstawienie problemu migracji do Polski osób z Ukrainy prowadzi nas w ślepą uliczkę. Przede wszystkim, uwypukla ono antagonizmy istniejące w polskim społeczeństwie i podkreśla masochistyczne zamiłowanie do wzajemnie kierowanej arogancji przeciwnych obozów politycznych – z których jedni, broniąc migrantów, widzą w nich wyłącznie ofiary wymagający uratowania, a drudzy, pogrążeni w nienawiści, wykrzykują nacjonalistyczne hasła. Na wystawie Drożyńskiej z pewnością zabrakło podmiotowego spojrzenia na imigrantów i imigrantki, a także perspektywy osób, o których ma być ta wystawa, a w stosunku do których odgórnie kierowana jest niechęć społeczna. Z Dużo dobre / Дуже добре, podobnie jak z mainstremowych mediów, nie dowiemy się, w jaki sposób Ukraińcy i Ukrainki postrzegają Polskę, jak opisują oni własne doświadczenie migracji i życia w nowym kraju.

Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska
Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska
Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska
Monika Drożyńska, „Dużo dobre/дуже добре”, widok wystawy, fot. Monika Stolarska

Samemu językowi jako narzędziu komunikacji Drożyńska poświęca dwie prace, które zawierają cytaty autorstwa osób niepolskiego pochodzenia. Wypowiedzi te są celowo przepisane z błędami, zarówno w języku angielskim, jak i polskim. Jest to kolejne, najbardziej stereotypowe i dość smutne wyobrażenie na temat tego, jak migranci i migrantki posługują się językiem, które częstokroć prowadzi do uprzedzeń, a w efekcie – wykluczeń. Uwidacznia się to np. w przypadkach niechęci do zatrudnienia osoby mówiącej z akcentem do pracy biurowej, choć sam fakt posiadania akcentu nie oznacza automatycznie braku umiejętności poprawnego posługiwania się językiem pisanym. W przypadku pracy „Byłem parę razy f Polsce”, która zawiera transkrypcję wywiadów przeprowadzonych z osobami polskiej narodowości mieszkających w ukraińskiej wsi, wyraźnie widać, że tekst był przepisywany przez osobę polskojęzyczną, mającą własne wyobrażenie na temat tego, jakie błędy popełniłaby osoba ukraińskojęzyczna. Tak, tytułowe „f Polsce” jest przykładem charakterystycznego dla polskiego języka mówionego ubezdźwięcznienia. „F” zamiast „w” napisałaby osoba mówiąca po polsku, ponieważ tak słyszy się tę głoskę. Osoby „ze Wschodu” mają odwrotną tendencję – prędzej powiedzą dźwięczne „w Polsce” niż poprawne fonetycznie „f Polsce”. Najprawdopodobniej tak też je napiszą, ponieważ w językach ukraińskim, rosyjskim i białoruskim przyimek „w” wymawia i pisze się podobnie. Równie mało prawdopodobne jest, żeby ukraińsko- i rosyjskojęzyczne osoby napisały słowo „Polak” przez „u”. Co warte zaznaczenia, pisany z błędami cytat o „Pulakach” pochodzi z wypowiedzi osoby, która uznaje się za Polaka i mieszka w Ukrainie przy granicy z Polską, a używanie specyficznej gwary jest fenomenem charakterystycznym dla terenów przygranicznych. Nie jest to jednak odzwierciedlenie „języka przyszłości”, o którym chce mówić artystka. Przypuszczenie, że skutkiem migracji Ukraińców i Ukrainek do Polski będzie sytuacja, w której „osoby o różnych narodowościach będą wiązać się w relacje, a ich dzieci będą posługiwać się mową mieszaną” brzmi jak koszmar polskiego nacjonalisty, jednak ten w rzeczywistości nie ma szans na realizację. Dzieci zazwyczaj uczą się języka szybciej niż dorośli, kompetencje językowe zdobywają w polskich szkołach, przez co łatwiej niż ich rodzice przyzwyczajają się do kontekstu i świetnie mówią po polsku. Co więcej, charakteryzuje je prędzej wielojęzyczność niż posługiwanie się „mową mieszaną”. W tekście kuratorskim znalazła się zapowiedź, że prace na wystawie będą zawierały neologizmy powstałe w wyniku przenikania się języków polskiego i ukraińskiego. W moim odczuciu tego właśnie mocno w niej zabrakło – charakterystycznej dla twórczości Drożyńskiej gry pojedynczymi słowami, głębszego namysłu nad wzajemnym wpływem języków i kultur, analizy wzajemnych relacji i wpływów bez odzwierciedlania rażących stereotypów. Pozytywnym przykładem takich praktyk może być między innymi działalność duetu Slavs and Tatars.

Do kwestii migracji i współistnienia można podejść w inny sposób. Nie poprzez ramowanie prac niedorzeczną opowieścią o wyobrażeniach na temat migracji, ale pokazywanie i badanie zakamarków polskiej tożsamości i uprzedzeń Polaków, na wzór tego, jak zrobiła to kiedyś Irena Kalicka w cyklu Nowe Ateny. Pomimo deklaracji artystki, Dużo dobre / Дуже добре jest wystawą głównie o Polakach, z polskiej perspektywy. Ten właśnie klucz do interpretacji znalazłam w przedsionku galerii. Umieszczona tam niewielka praca artystki zatytułowana Wystarczająco dobra nie została włączona w obręb głównej części ekspozycji. Wyhaftowane na niej słowa brzmią: „Polskę tłumaczę na polski […] trawi mnie złość stoi w gardle jak kość gość […] pomogę jak mogę nie mogę nie pomogę”. Dodatkowo, jak mantra, powtórzone zostały słowa: „stawiam/stawiaj siebie na pierwszym miejscu”. Jak się okazuje, Polacy i Polki potrzebują migrantów i migrantek do tego, aby ich obecnością tłumaczyć swoje problemy, goić własne rany i łagodzić wyrzuty sumienia oraz stwarzać pozory „pomagania ubogim”. Na wystawie w Galerii Foksal znajdziemy szereg stereotypów, lęków, pragnień, marzeń i wyobrażeń Polaków i Polek o własnym kraju, o sobie samych, jak również swojej relacji z „Innymi”. Tylko że ci „Inni” mają się różnie, wielu z nich dobrze sobie radzi, zadamawiają się w Polsce, integrują się ze społeczeństwem. Potrafią sami mówić za siebie i o sobie – wystarczy dać im trochę przestrzeni do wypowiedzi. Fraza „Stawiam siebie na pierwszym miejscu” brzmi jak przyzwolenie na rozpoczęcie zdrowej relacji z samą sobą. Czyż właśnie nie tego najbardziej potrzebują Polacy i Polki mieszkający w Polsce?

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaMonika Drożyńska
WystawaDużo dobre/дуже добре
MiejsceGaleria Foksal, Warszawa
Czas trwania3.07–20.08.2021
Kuratorka / KuratorKatarzyna Krysiak
FotografieMonika Stolarska; dzięki uprzejmości Galerii Foksal
Strona internetowagaleriafoksal.pl
Indeks

Zobacz też