04.02.2015

Koniec początku. Rozmowa z Ewą Chomicką i Agnieszką Pinderą

Koniec początku. Rozmowa z Ewą Chomicką i Agnieszką Pinderą
Zdjęcie promujące projekt Itaya Ziva „COME TO MAMA”

Zdjęcie promujące projekt Itaya Ziva COME TO MAMA

Adam Mazur: Na początek przedstawcie się proszę.

Ewa Chomicka: Pracuję w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Jeżeli chodzi o background z jakim przyszłam do tego Muzeum, to jest nim wykształcenie filologiczno-antropologiczne oraz muzealniczo-kuratorskie. Myślę, że jest to o tyle istotne, że cały projekt „Oblicza różnorodności”, w ramach którego prowadzimy m.in. program rezydencji artystycznych, mocno opiera się na tzw. „antropologicznej wrażliwości”, próbie zwrócenia uwagi na wyzwania, szersze pytania, jakie generuje historia i kultura Żydów polskich.

Agnieszka Pindera: Jestem kuratorką i producentką sztuki. Przyniosłam ze sobą do Muzeum POLIN doświadczenie prowadzenia rezydencji w CSW w Toruniu i w Fundacji IZOLYASTIA w Doniecku na Ukrainie. Pierwsze to tygodniowe pobyty, które nie miały się kończyć żadnym rezultatem, ale artyści byli na tyle hojni i miasto na tyle pobudzało ich do pracy, że za każdym razem rezydencje zwieńczone były produktem artystycznym. Drugi projekt był bardziej długofalowy i trudniejszy logistycznie. Pierwszym etapem była sześciotygodniowa tematyczna rezydencja dla sześciorga artystów jednocześnie, następnie po roku wystawa owoców ich pracy i podsumowująca projekt publikacja. Przy okazji muzealnych rezydencji, na które składa się kilkanaście pobytów twórczych w ciągu dwóch lat, podczas których powstawać będą nowe realizacje od filmów krótkometrażowych po rzeźby w przestrzeni publicznej, przydaje się to doświadczenie.

Po latach budowy i kontrowersji MHŻP POLIN już działa. W jakim momencie jest teraz instytucja?

EC: Można powiedzieć, że w stanie „zakończonego początku”. Przeszliśmy dwa otwarcia i to były bardzo ważne wydarzenia dla budowania wewnętrznej tożsamości muzealnej. Pierwszym takim momentem było otwarcie w kwietniu 2013 roku, przy okazji 70. rocznicy powstania w getcie warszawskim, 19 kwietnia. Wtedy po prostu otworzyliśmy budynek. To było o tyle ciekawe doświadczenie, że otwieraliśmy właściwie pustą skorupę budynku, która wymagała wypełnienia treścią. My jako pracownicy byliśmy w tej siedzibie zaledwie dwa tygodnie wcześniej. Budynek jest niezwykłą konstrukcją architektoniczną (projekt Rainera Mahlamäkiego), niemniej jednak, kiedy udostępnialiśmy go po raz pierwszy zwiedzającym, nie było tam jeszcze wystawy stałej, która otworzyła się zaledwie kilka tygodni temu, ani też żadnej wystawy czasowej. Pierwsze propozycje, które skierowaliśmy do naszych odbiorców, to były stricte efemeryczne wydarzenia kulturalno-edukacyjne, które na bardzo długi czas wyznaczyły profil działania Muzeum. Właśnie poprzez te działania budowaliśmy swój program, w okresie „pomiędzy”, w oczekiwaniu na otwarcie głównej muzealnej narracji. Ten moment wydał nam się szczególnie interesujący, inspirujący do tego, by stale ponawiać skierowane w stronę Muzeum pytanie, co ma w tym budynku się zdarzyć. Taki też był kontekst zrodzenia się idei uruchomienia rezydencji artystycznych w Muzeum POLIN.

Cykl portretów Jasmine Bakalarz na billboardach na ulicach Warszawy

Cykl portretów Jasmine Bakalarz na billboardach na ulicach Warszawy

Czym różnią się rezydencje w Muzeum POLIN w porównaniu do tych organizowanych przez inne instytucje, w których pracowałaś?

AP: Przede wszystkim mają wyraźny mianownik tematyczny. Oczekujemy żeby zgłaszane do nas projekty odwoływały się w jakiś sposób do żydowskiej Warszawy. W ujęciu historycznym, ale też by poruszały aktualne problemy, wątki, narracje. Jest to długofalowy program, zaplanowany na dwa lata. W tym czasie mamy szansę zrealizować trzynaście nowych projektów – czasami są to duety artystyczne, różnego rodzaju kooperacje lub projekty indywidualne. Organizujemy bardzo krótkie pobyty trwające zaledwie trzy tygodnie. Pozwalają na research, albo innego rodzaju pracę na miejscu. Artyści często wracają do domu z materiałem, który zgromadzili, by kontynuować pracę. Tak było w ubiegłym roku, gdy powstały głównie filmy, więc mieliśmy etap researchu i dni zdjęciowych na miejscu w Warszawie, a późniejsza postprodukcja odbywała się już w ich domach czy studiach. Jest to program na pograniczu pobytów twórczych i zamawiania przez Muzeum nowych prac o mieście, o żydowskiej historii Warszawy.

Czy te prace są później gdzieś pokazywane?

AP: Prace są i będą pokazywane. W grudniu mieliśmy pierwszą cząstkową prezentację, premiery trzech różnych projektów filmowych, które powstały w 2014 roku. Mamy nadzieję, że uda nam się pod koniec dwuletniego cyklu wszystkie realizacje zebrać na wystawie i w publikacji. Do tego dążymy. Część z tych prac trafia też do kolekcji Muzeum.

Na jakiej zasadzie ustalałyście program rezydencji? Kto wybierał artystów i na czym polegała praca z nimi?

EC: Gdy zastanawialiśmy się nad formułą, ramą wyjściową, jaką chcielibyśmy zaproponować artystom, zbadaliśmy jak to wygląda w różnych innych miejscach, nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. Efekt był taki, że zorientowaliśmy się, że wygląda to bardzo różnie… To, na czym nam zależało to to, aby trzytygodniowy pobyt w Warszawie był zintensyfikowanym momentem pracy w tej konkretnej lokalnej przestrzeni. Na tym rezydencja się nie zamyka; jak wspominała Agnieszka, ważnym etapem są wstępne przygotowania, czyli doprecyzowywanie koncepcji we współpracy między nami i artystami, przygotowanie badawcze, koncepcyjne, także przygotowanie zaplecza produkcyjnego. Wszystko po to, by te trzy tygodnie bezpośredniego pobytu w Warszawie jak najpełniej wykorzystać.

Dokumentacja jednej z akcji performatywnych Luísy Nóbregi pt. „Niedobrze mieć przeszłość, nawet cudzą”

Dokumentacja jednej z akcji performatywnych Luísy Nóbregi pt. Niedobrze mieć przeszłość, nawet cudzą

 

Nabór na rezydencje był otwarty?

EC: Tak. Idea tego programu od razu zakładała otwarty nabór. Zastanawialiśmy się jedynie, czy nie zaprosić wybranego artysty na inicjalną rezydencję; ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Na rok 2014 mieliśmy zaplanowanych sześć rezydencji, ogłoszenie pierwszego naboru oznaczało też wypracowanie po raz pierwszy własnej ścieżki dotarcia do artystów. Najpierw przeprowadziliśmy nabór na rezydencję otwierającą cały program, później już był open call na pięć kolejnych pobytów twórczych w 2014 roku. Teraz jesteśmy świeżo po rekrutacji osób na przyszły rok, więc mamy już wybranych pięciu rezydentów na rok 2015. Oprócz tego odbędą się dwie rezydencje na początku 2016 roku, a następnie podsumowująca wystawa. Nasze rezydencje są skierowane do twórców międzynarodowych, ale ich beneficjentami mogą być również artyści polscy. Co nas bardzo cieszy, program spotyka się z dużym zainteresowaniem ze strony artystów; na przykład na najbliższy rok otrzymaliśmy prawie dwieście aplikacji na pięć miejsc rezydencyjnych, a były to aplikacje z całego świata.

Trzy tygodnie to jednak bardzo krótko. Rozumiem, że to jest praca przed projektem, w trakcie i później, co częściowo jest rozszerzeniem rezydencji, ale jednak jest to zadanie bardzo ambitne kuratorsko. Też przy jednoczesnej krytyce systemu grantów czy rezydencji, które są według niektórych osób ze świata sztuki czymś zbyt krótkim żeby stworzyć dzieło, są akcją spadochroniarską… Jak pracuje się wam w takich warunkach?

AP: Rezydencje w strukturze Muzeum są usytuowane w Sekcji Edukacji Dorosłych (pełna nazwa programu to „Muzeum Otwarte – edukacja w działaniu”). Zakładają wymianę, dzielenie się wiedzą, nie tylko na poziomie artysta-kuratorki, ale też artysta i mieszkańcy Warszawy. Dążymy do tego, żeby realizować projekty na jakimś poziomie kolaboratywne. Gros z nich nie wydarzyłaby się bez aktywnego udziału mieszkańców. Często ten krótki okres jest pierwszym krokiem do czegoś więcej. Artyści nawiązują kontakty, chcą wracać. Niedawno przyjechała do nas ponownie Eliane Esther Bots, artystka z Holandii, która była naszą rezydentką w czerwcu, kręciła wtedy film krótkometrażowy z Warszawiakami o ich rodzinnych historiach opowiedzianych poprzez przedmioty, kolekcje, obiekty. Utrzymuje wciąż kontakty z bohaterami filmu.

Jasmine Bakalarz, fotografka z Buenos Aires, rozpoczęła zaledwie cykl portretów warszawskich Żydów, który chciałaby w przyszłości kontynuować. Jasmine jest wnuczką polskich Żydów, którzy emigrowali do Kanady i Argentyny z Pacanowa i Klimontowa. Przyjazd do Polski w celu realizacji tożsamościowego projektu artystyczegoy był dla niej niezwykle ważny. Dostajemy wiele aplikacji od twórców powodowanych osobistymi motywacjami. Jasmine była jedną z tych osób. Itay Ziv aktualnie robi projekt o zjawisku pozyskiwania polskiego paszportu przez obywateli Izraela. Zgodnie z prawem polskim jesteś Polakiem, jeśli twoi przodkowie byli związani z Polską. Musisz to tylko – lub aż – urzędowo poświadczyć. Wymagane są konkretne dokumenty, które często w czasie wojny zostały przez rodziny utracone, dlatego jest to procedura często bardziej kłopotliwa niż mogłoby się wydawać. Ziv w trakcie pobytu twórczego znalazł w naszej kolekcji muzealnej obiekt, który do tego stopnia go zainspirował, że być może będzie kręcił na ten temat film fabularny. To album dokumentujący drogę innego polskiego Żyda jaką przebył od 1968 do 1998 roku w celu odzyskania polskiego obywatelstwa. Te rezydencje są rodzajem inspirującego bodźca.

Eliane Esther Bots podczas pracy nad filmem krótkometrażowym „Nie możemy pochodzić z niczego”

Eliane Esther Bots podczas pracy nad filmem krótkometrażowym Nie możemy pochodzić z niczego

Opowiedz o pozostałych rezydencjach, które już się odbyły.

EC: Naszą pierwszą rezydentką była Luísa Nóbrega z Brazylii. Wybraliśmy jej projekt, ponieważ zaproponowała realizację niewidzialnych performansów w przestrzeni miasta, które miały stanowić komentarz do istotnych z jej perspektywy wątków związanych z historią Żydów w Warszawie. Wydało nam się to bardzo ciekawe, żeby właśnie z takiego mglistego, efemerycznego projektu zaczną się wyłaniać kolejne działania. Luísa zrealizowała kilkanaście performansów. One rzeczywiście były „niewidzialne”, to znaczy dokumentacja, która im towarzyszyła, ukazywała jedynie to, co się wydarza wokół, lecz nie stanowiła bezpośredniej dokumentacji samych działań. Z tych śladów, pobocznych sytuacji, pewnych skrawków, fragmentów zdarzenia, została zrealizowana pierwsza instalacja podsumowująca tę rezydencję, którą pokazaliśmy w Noc Muzeów. Dość przekornie wybraliśmy ten termin, mieliśmy świadomość, że nie jest to propozycja „nocomuzealna”, ale też chcieliśmy, by odbiorcy skonfrontowali się z tą pracą. Zarówno przy tej rezydencji, jak i przy każdej kolejnej, zaprosiliśmy też odbiorców na spotkanie z artystą, podczas którego zawsze można dopytać o intencje, inspiracje. Jeżeli chodzi o Konrada Smoleńskiego i Noę Shadur, czyli jeden z duetów, który gościliśmy w tym roku, zaproponowali oni zmierzenie się z historią Żydów na bardziej uniwersalnym poziomie. Artyści stworzyli film w oparciu o różne gesty związane z aktami przemocy. Gesty te stały się punktem wyjścia dla warsztatów choreograficznych z tancerzami, spośród których Konrad i Noa wybrali aktorów, performerów, biorących udział w filmie.

AP: Tamara Moyzes i Shlomi Yaffe byli do tej pory artystami najbardziej zaangażowanymi politycznie i społecznie. Stworzyli trzy krótkie etiudy fabularno-animowane i odnieśli się w nich do stereotypów tożsamościowych – chodziło im konkretnie o dwie grupy: Żydów Mizrachi i Żydów Aszkenazi. Moyzes i Yaffe są małżeństwem, duetem artystycznym i przedstawicielami jednej i drugiej grupy. Inspirowały ich z jednej strony warszawskie, przedwojenne teatry jidyszowe i gatunek filmów burekas z lat 60. i 70. w kinie izraelskim, komedii opowiadających o potyczkach Mizrachi i Aszkenazi. Na bazie tych estetyk i biorąc na warsztat biografie realnych postaci ze sceny politycznej Izraela jak Icchak Rabin, Yigal Amir, Mordechaj Vanunu i Tali Fahima stworzyli krótkie, nieco absurdalne scenki z nawiązaniami do Bundu i syjonizmu. Pytali o dzisiejsze miejsce Żydów w świecie.

Plakaty filmów „POLSKIE BUREKAS” Tamary Moyzes i Shlomiego Yaffe

Plakaty filmów POLSKIE BUREKAS Tamary Moyzes i Shlomiego Yaffe

Jaką rolę odgrywa zatem program rezydencji w ramach struktury instytucji?

EC: Dla mnie spełnia on kilka różnych funkcji. Fakt, że na etapie „zamknięcia początku” otworzyliśmy się na współpracę, interwencje artystyczne, jest, jak sądzę, wyraźnym znakiem, jaki Muzeum daje artystom potencjalnie zainteresowanym współpracą z tą instytucją. Muzeum nie myśli o sobie jako o zamkniętej, zamrożonej narracji, ale jest otwarte na różne komentarze i interpretacje. Druga rzecz to nasze wyjściowe założenie dotyczące współpracy artystów z mieszkańcami miasta. To założenie jest twórczo modyfikowane w zależności od potrzeb samych artystów i ich pomysłu na działanie, charakteru każdej poszczególnej rezydencji. Nie ma tutaj jednego modelu. Przyglądam się temu z ciekawością, również z tego powodu, że na co dzień zajmuję się nieformalną edukacją osób dorosłych. Ciekawi mnie, co artyści proponują warszawiakom, w jaki sposób myślą o zaangażowaniu mieszkańców, gdzie poszukują przestrzeni tego zaangażowania.

Godząc się na rezydencje artyści również godzą się na wchodzenie w relację z mieszkańcami? Na współpracę z programem edukacji, czy w ramach programów społecznościowych?

EC: Jest to rzeczywiście jeden z warunków rezydencji.

Mam jeszcze pytanie o artystyczny wymiar tego programu. Jak widzisz rezydencje w POLIN w kontekście sztuki? Czy też mają one potencjał komunikowania się z polem sztuki w Warszawie, czy w Polsce, a może nawet szerzej? Te dzieła są na tyle gęste czy intrygujące nie tylko dla samego Muzeum i bezpośredniego kontekstu, tematyki żydowskiej, czy mają szansę na przekroczenie tych ram?

AP: Wydaje mi się, że prace rezydentów mają szeroki potencjał, ale na pewno w każdym przypadku jest trochę inaczej. Jedne są bardziej uniwersalne niż inne. Na przykład filmy Tamary i Shlomiego, czy Itaya Ziva są faktycznie mocno osadzone tematycznie w polityce Izraela, co nie znaczy jednak, że ta tematyka jest obca w polskiej sztuce. Dorota Monkiewicz i Rafał Jakubowicz byli współkuratorami wystawy VOT KEN YOU MACH? w Dreźnie prezentującej współczesnych artystów żydowskich. Także, nawet ta jakby się wydawało wąska tematyka, leży w polu zainteresowania naszego rodzimego pola sztuki. Z drugiej strony prace, które produkujemy już zaczynają funkcjonować w obiegu. Film Eliane Nie możemy pochodzić z niczego był prezentowany w Brukseli przy okazji premiery opery Don Giovanni w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, który podobno z jakiegoś powodu sam wybrał jej film. Field Survey – nowa praca Konrada Smoleńskiego i Noy Shadur – ma być prezentowana na wystawie zbiorowej w kraju w tym roku. Także te prace już wchodzą do obiegu.

Dla mnie osobiście ważniejsze niż obieg sztuki jest to, co my dajemy artystom. W tym roku grupę rezydentów zdominowali tzw. emerging artists, z których część nie miała do tej pory opracowania krytycznego swojej twórczości. Każda nasza rezydencja kończy się spotkaniem z artystą, które jest prowadzone przez eksperta wybieranego pod konkretny projekt ze względu na jego doświadczenie, na obszar jego badań. Byli to do tej pory dr Ewa Klekot, dr Iwona Kurz, Paweł Smoleński, Adam Lipszyc, Joanna Ostrowska, Katarzyna Słoboda. Są to w swoich dziedzinach specjaliści i specjalistki – kuratorka, antropolożka sztuki, historyczka, filozof, dziennikarz – którzy i które na bieżąco podczas każdej rezydencji spotykają się z artystami i dyskutują z nimi ich projekty. Często mają też bardzo silny merytoryczny wpływ na projekt. Na koniec piszą na jego temat tekst. Artyści dostają niemal natychmiastowy feedback po zakończeniu fazy rezydencyjnej, co jest dla nich często bardzo ważne.

EC: Wyobrażamy sobie też docelową ekspozycję – jako podsumowanie tego programu; tych trzynaście spojrzeń osób o bardzo różnym wyjściowym kontekście, czasami o korzeniach żydowskich, czasami pozbawionych osobistych związków z żydowską historią. W jaką większą całość układają się nam te poszczególne fragmenty? Jaka to będzie opowieść? Co nam powie o żydowskiej Warszawie?

– Konrad Smoleński w czasie zdjęć do „Field Survey”

Konrad Smoleński w czasie zdjęć do Field Survey

Artyści pracują czasem w duetach, ale rozumiem, że waszą rolą jest dbanie o różnorodność prac. Jak to jest kuratorowane?

AP: Dokonujemy kuratorskich wyborów już na etapie wyboru prac do realizacji, ale nie w taki sposób jak, mam wrażenie, zwykle buduje się narracje wystaw tematycznych. Czyli nie założyłyśmy sobie z Ewą, że to będzie projekt o współczesnej żydowskiej tożsamości i teraz wybieramy prace, które są odpowiedzą na ten ujęty przez nas w jakiś ramach temat. Wybieramy raczej reprezentacje pewnych problemów, które pojawiają się w aplikacjach. Reagujemy na te, które do nas wracają. W tym roku kwestie tożsamościowe właściwie zdominowały tematycznie realizowane projekty i najwyraźniej są czymś, co faktycznie artyści mają potrzebę dyskutować. Zatem kuratorowanie odbywa się na poziomie odpowiedzi na potrzeby, na poziomie wyciągnięcia tych tematów na powierzchnię, które wydają się ważne dla artystów i również dla nas.

EC: Oprócz tego, o czym powiedziała Agnieszka, staramy się też reagować na tematy, które proponują artyści, a które są niepowtarzalne, unikalne, które nie pojawiają się w żadnej innej aplikacji, a wydają się nam interesujące, ważne, które też stają się dopełnieniem wcześniejszych, już zrealizowanych rezydencji. Takie podejście wynika ze wspomnianej już, planowanej na koniec ekspozycji, która – mamy nadzieję – stanie się nie tylko podsumowaniem programu rezydencyjnego, ale też istotną, wielogłosową wypowiedzią na temat żydowskiej przeszłości i teraźniejszości naszego miasta.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaEliane Esther Bots, Jasmine Bakalarz, Itay Ziv, Luísa Nóbrega, Konrad Smoleński, Noa Shadur, Tamara Moyzes, Shlomi Yaffe
MiejsceMuzeum Historii Żydów Polskich POLIN
FotografieBartosz Górka
Strona internetowapolin.pl
Indeks

Zobacz też