25.03.2020

„ID” Roberta Szczerbowskiego w galerii Pola Magnetyczne

Robert Szczerbowski, „Studium bliźniąt 1”, 2019, akryl na p ótnie, 154 x 238 cm, dzięki uprzejmości artysty i galerii Pola Magnetyczne
„ID” Roberta Szczerbowskiego w galerii Pola Magnetyczne
Robert Szczerbowski, „Studium bliźniąt 1”, 2019, akryl na p ótnie, 154 x 238 cm, dzięki uprzejmości artysty i galerii Pola Magnetyczne

Rafał Księżyk: Do tej pory twoje dzieła plastyczne były niczym archiwa dawno wygasłej cywilizacji. Człowieka tam nie było. A teraz pokazujesz portrety. Co cię popchnęło do człowieka?

Robert Szczerbowski: W 2002 roku namalowałem swój autoportret na podstawie czarno-białego zdjęcia, jeszcze trochę wcześniejszego i skompresowanego do dużych pikseli. Była to wtedy dla mnie dosyć wyjątkowa praca na tle tego, co w tym czasie robiłem, bo interesowały mnie tematy i wypowiedzi bardziej syntetyczne, nie skupione na podmiotowości. Po latach przyszło mi na myśl, żeby zestawić tamten obraz z aktualnym autoportretem, z innego czasu i rzeczywistości. Dzisiaj pikselizacja jest już całkiem naturalnym, oswojonym zabiegiem, można powiedzieć, wszechobecnym. Z tego powstał pomysł na wystawę Identity, który obrastał w dalsze kadry, a tytuł został skrócony do bardziej nośnego ID. Sporą część wystawy stanowią portrety. Ale nie chodzi mi w nich o pokazanie stanów emocjonalnych przedstawianych osób. Trudno odczytać je z ich twarzy, przedstawienia są celowo niewyraźne. Myślałem raczej o tym, żeby skonfrontować ludzi z ich tożsamością, różnymi jej obliczami, warstwami, odpryskami.

Pojawia się człowiek, ale też rośnie znaczenie techniki. Twoje nowe prace powstały w ten sposób, że w komputerowym programie rozłożyłeś na piksele zdjęcia z telefonu, powstał projekt, który odmalowałeś na płótnie. To hybryda malarstwa i technologii. Mówisz, że obrazy z ID najlepiej oglądać przez oko kamery telefonu. Czy my już jesteśmy cyborgami, które bez technologicznego zapośredniczenia nie mogą istnieć?

Inspiracją dla moich obrazów były nie tylko zdjęcia z telefonu, także zdjęcia z własnych zasobów i z internetu. To, że coraz trudniej oddzielić życie od technologii siłą rzeczy musi się przekładać na jej obecność i użycie w sztuce. Technologia zawłaszcza w coraz większym stopniu wszystkie dziedziny życia. Chyba tylko upadek cywilizacji mógłby ten trend odwrócić. Częściej obcujemy np. ze sztuką przez ekran smartfona niż na żywo. Z innej strony, niemal każdy nasz ruch jest śledzony dzięki technologiom rozpoznawania tożsamości. To nieustanne monitorowanie w sieci, ale też na zewnątrz, gdzie w jednej chwili można ustalić tożsamość dzięki zastosowaniu programów do rozpoznawania rysów twarzy, jeśli zajdzie potrzeba.

W tytule wystawy wygrywasz dwuznaczność słowa id. Jest tu obraz paszportu i dowodu osobistego, ale co do tego wszystkiego ma mroczne freudowskie id?

Dokumenty tożsamości to szczególny przypadek, odwołują do jeszcze innego poziomu, gdzie tożsamość jest oznaczana w kontekście społecznym. One mają innym mówić za nas i obiektywnie kim jesteśmy, ale też nas ewidencjonują. Pomijają całkowicie naszą subiektywność, poprzestając na suchych faktach. Freudowskie id, które przywołujesz, przynajmniej tak jak ja je rozumiem, to sfera ludzkich automatyzmów, odruchowych reakcji na najbardziej indywidualnym, subiektywnym poziomie. Ta kategoria określa w czym jesteśmy do siebie podobni, co na poziomie atomowym nas łączy. Składamy się z takich samych pikseli, tylko ułożonych w różnych konfiguracjach.

Piksele, które malujesz przypominają Kwadrat Malewicza. Cały ID gra tym elementem w blednących odcieniach. A to prowokuje do dwóch przynajmniej pytań. W jakiej pozostajesz relacji z modernistyczną awangardą? Czy wierzysz w mistyczny wymiar sztuki?

Jak na każdego, tak i na mnie, przeszłość wywiera mniej lub bardziej świadomy wpływ, mam ją we krwi. Dlatego nie mogę powstrzymać się od dialogu z tym, co inni zrobili wcześniej. Sztuka w dużej mierze jest rozmową między artystami. Więc te powiązania z modernizmem są oczywiste, skoro jesteśmy na gruncie zachodniej kultury. Dla mnie czarny kwadrat to dzisiaj piksel. Ale o ile kwadrat Malewicza był abstraktem i był mistyczny, piksel jest po prostu najmniejszym elementem obrazu: wyświetlanego na ekranie, wydrukowanego – albo namalowanego. Czy zostanie zinterpretowany na poziomie technicznego konkretu, czy czegoś więcej, to już leży po stronie widza.

Robert Szczerbowski, „Autoportret”, 2020, akryl na płótnie, 126 x 154 cm, dzi ki uprzejmo ci artysty i galerii Pola Magnetyczne
Robert Szczerbowski, „Dziewczyna w lustrze”, 2020, akryl na płótnie, 61 x 50 cm, dzięki uprzejmości artysty i galerii Pola Magnetyczne
Robert Szczerbowski, „Mężczyzna z pociągu do Tokyo”, 2019, akryl na płótnie, 62,5 x 50 cm, dzięki uprzejmości artysty i galerii Pola Magnetyczne

Wspólne dla twoich działań w różnych dziedzinach jest niszczenie medium. Wydałeś książkę zmieloną w niszczarce i zapakowaną w torebkę, z Warszawską Jesionką stworzyłeś płytę z nałożonymi na siebie nagraniami kilkudziesięciu awangardzistów minionego stulecia, Obywatela Kane rozłożyłeś na scenki wyświetlane symultanicznie. Można zatem spojrzeć na ID w ten sposób, że zabrałeś się za rozkład malarstwa?

Nie, niszczenie medium samo w sobie nigdy nie było moim celem. To się nieraz dzieje mimowolnie w związku z badaniem jego granic, testowaniem jego definicji, krzyżowaniem z nowymi wymiarami, jakie pojawiają się np. w kontekście technologii, która jest zawsze najbardziej aktualnym znakiem czasu. Malarstwo nigdy nie przestanie istnieć i wszelkie próby zniszczenia go zawsze ostatecznie stawały się tylko częścią jego historii. To prawda, że nigdy nie interesowało mnie ani prawomyślne konstruowanie opowieści w literaturze, ani oglądanie, czy tym bardziej robienie filmów z fabułami, ani też malowanie jako takie. Mówiąc obrazowo, bardziej przyciąga mnie kontur plamy i jego styk z tym, co na zewnątrz niej niż sama plama w środku. Kiedy zaś przenicujesz jej istotę, zwykle jej definicja zostaje przekroczona i zakwestionowana, pozostawiając wrażenie rozpadu. Ale to jakby efekt uboczny i nie o niego mi chodzi.

Ta zaburzona rozdzielczość twoich obrazów to również błąd, zaburzenie komunikacji, wybebeszenie cudownych obrazów z sieci. Bo każdy z nich jest takim zbiorem pikseli.

To prawda. Na moich płótnach kadry poddane są zwiększonej kompresji, co sprawia, że z bardzo bliska wydają się niemal abstrakcyjne. Kiedy jednak odsuniemy się od nich odpowiednio daleko albo je pomniejszymy, np. robiąc zdjęcie telefonem, ujawniają bardzo czytelnie swoją przedstawieniową zawartość. Lubię to ich podwójne dno. Wystawiają percepcję widza na próbę.

Czujesz, że przemawiasz z pozycji kontrkultury? Czy po prostu każda prawdziwa sztuka musi być starciem z zastaną rzeczywistością?

To intuicyjne i nie chcę się w tej mierze określać. W każdym razie dobrze gdyby była.

Wielkim tematem tej wystawy jest tożsamość. Ale co decydowało o doborze kadrów, w którym obok siebie znaleźli się m.in. bohaterowie popkultury, fejsbukowy awatar, zdjęcie z więziennej kartoteki, bliźnięta, akt w lustrze i ludzie na stacji metra?

Wystawa odnosi się do różnych aspektów i wymiarów ID. Inaczej przecież własna tożsamość jest postrzegana i doświadczana przez bliźnięta, inaczej przez kogoś, kogo pozbawiono praw i wolności, inaczej jeszcze przez osobę osieroconą, która nie zna swoich korzeni. Albo wreszcie przez kogoś, kogo zaskakuje to, że jest taki, jaki jest, a nie inny. Z drugiej strony, w kontaktach interpersonalnych coraz częściej obcujemy i tworzymy więzi z osobami, których nigdy nie spotkaliśmy na żywo, stwarzamy więc, projektujemy cudze wirtualne tożsamości. Z kolei anonimowość jednostek w wielkich miastach idzie w parze z dążeniem do wyróżnienia się poprzez przynależność do specyficznych kręgów czy grup. Media podsuwają swoich bohaterów i archetypiczne postaci, które chcemy naśladować, żeby stać się kimś bardziej określonym i rzeczywistym. Szczególnie ważnym dla mnie motywem w spektrum tożsamości jest temat bliźniąt. Zajmowałem się nim odkąd pamiętam. Fascynuje mnie jako przejaw symetrii, i nie tylko biologicznej.

Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne
Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne
Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne
Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne
Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne
Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne
Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne
Robert Szczerbowski, „ID”, widok wystawy, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Pola Magetyczne

Czy sztuka może stworzyć nową tożsamość, którą artysta sam sobie projektuje?

Mam nadzieję. W każdym razie na potrzeby wystawy ID powołałem pewną postać, Harrrego Banabę, dla zabawy z własną tożsamością. To moje alter ego, w miarę możliwości najbardziej jak można odległe od tego chwilowego ja, do którego mogę się przyznać i uznać za w miarę stabilne w obecnym momencie życia. Harrry nie jest moją kreacją, ponieważ uznałem, że gdybym sam go stworzył, zawsze byłby w tym wyborze ślad „mnie” albo proste przeciwieństwo. To imię i nazwisko przyśniło mi się którejś nocy i potraktowałem je na serio.

Warszawa, styczeń 2020

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaRobert Szczerbowski
WystawaID
MiejsceGaleria Pola Magnetyczne, Warszawa
Czas trwania1.02–21.03.2020
FotografieBartosz Górka; dzięki uprzejmości galerii Pola Magnetyczne
Strona internetowapolamagnetyczne.com
Indeks

Zobacz też