08.05.2013

Dydaktyka to nie wszystko. Rozmowa z Kamilem Kuskowskim

Dydaktyka to nie wszystko. Rozmowa z Kamilem Kuskowskim

Jak doszło do twojej współpracy z AS?

Jesienią 2008 roku na otwarciu mojej wystawy indywidualnej w Szczecinie spotkałem Waldemara Wojciechowskiego, który na wieczornym spotkaniu poruszył temat powstającej tam nowej akademii. Pracowałem w tym czasie w łódzkiej ASP i zorientowałem się, że moje wyobrażenie nowoczesnej uczelni artystycznej chyba bardziej pasuje do wizji szczecińskiej Akademii Sztuki [AS]. Już na początku 2009 roku zostałem zaproszony do tego projektu – Waldek Wojciechowski (wraz z Danutą Dąbrowską i Piotrem Klimkiem) odpowiadał za stworzenie programu Katedry Nowych Mediów i zaproponował mnie na stanowisko jej kierownika.

Akademia rozpoczęła działalność 1 września 2010 roku. Ministerialną zgodę na prowadzenie studiów o specjalności multimedia dostaliśmy 30 września, a 12 października, po dwunastodniowej akcji informacyjnej, przeprowadziliśmy egzaminy wstępne, na których mieliśmy troje kandydatów na jedno miejsce! Sukces tych egzaminów był zapowiedzią naprawdę wyjątkowej popularności nowych mediów na naszej akademii. Po dwóch latach byliśmy gotowi do utworzenia wydziału, a ponieważ jednocześnie uzyskaliśmy uprawnienia do prowadzenia malarstwa, nosi on nazwę Wydziału Malarstwa i Nowych Mediów.

W jaki sposób konstruowałeś wydział? Miałeś pełną autonomię?

Miałem dość dobre rozeznanie w środowisku uczelni artystycznych i znałem wartościowych nauczycieli akademickich ze stopniami i tytułami naukowymi, którzy byli skłonni przejść do Akademii Sztuki na tzw. pierwsze miejsce pracy. Nasz zespół liczył na początku 13 osób – rekomendowałem zatrudnienie m. in. Jarosława Lubiaka, Łukasza Skąpskiego, Zorki Wollny, Andrzeja Wasilewskiego, Piotra C. Kowalskiego i Agaty Zbylut. W kolejnych etapach dołączyli do nas między innymi Agata Michowska, Anna Orlikowska, Aleksandra Ska, Małgorzata Szymankiewicz, Artur Malewski, Wojciech Łazarczyk i – z ostatnich „nabytków” – Agnieszka Grodzińska. Mamy za sobą okres spektakularnego rozwoju: na początku z Waldkiem Wojciechowskim było nas jedynie dwóch tzw. samodzielnych pracowników naukowo-dydaktycznych, a w połowie trzeciego roku istnienia jest nas już dziesięciu „samodzielnych na pierwszym miejscu”. W ten sposób spełniamy najtrudniejszy warunek uzyskania uprawnień do nadawania stopnia doktora. Co więcej, dwoje naszych doktorów ma wszczęte przewody habilitacyjne, a kolejna dwójka profesorów rozpocznie u nas pracę od października – a wtedy będziemy już spełniać kadrowe warunki uzyskania uprawnień habilitacyjnych! Jako dziekan uważam oczywiście mój wydział za dzieło autorskie, ale przecież jego siła tkwi w zespole. Za swój osobisty sukces uważam nakłonienie ponad trzydziestoosobowej grupy artystów, skrajnych indywidualistów, do wspólnego działania na rzecz wydziału, do podejmowania cholernie niekiedy nudnych obowiązków administracyjnych. Ale o pełnej autonomii w tworzeniu wydziału nie może być mowy na żadnej uczelni, nawet na tych najbogatszych trzeba liczyć się z realiami, a szczecińska akademia jest najniżej finansowaną uczelnią artystyczną w Polsce. Mamy „systemowo” niedoszacowany budżet na około 1,5 mln zł rocznie (zbyt mała dotacja w stosunku do liczby studentów i nauczycieli), co skutecznie hamuje nasz rozwój. Nie wystarcza na przykład pieniędzy na opłacenie przewodów doktorskich i habilitacyjnych, które ciągle musimy przeprowadzać na innych uczelniach.

Akademia Sztiki Szczecin

Czy sam zapraszałeś do współpracy poszczególnych artystów, szczególnie tych młodszych, czy była to decyzja szerszego grona?

Już trzeci rok firmuję multimedia, a od pół roku malarstwo – zrozumiałe więc, że to do mnie najczęściej trafiają przeróżne propozycje. Bywa, że sam proponuję współpracę. Zazwyczaj są to więc moje pomysły, ale konsultuję je w szerszym gronie.

Jakie działania poza „zwykłą” dydaktyką prowadzi Wydział Malarstwa i Nowych Mediów?

Od początku wyszliśmy z założenia, że prawdziwie nowoczesna edukacja artystyczna nie może ograniczać się do dydaktyki. Nakłaniamy studentów do własnej aktywności – indywidualnej, jak udział w konkursach czy festiwalach; i bardziej instytucjonalnej, jak działanie w kołach naukowych czy udział w wystawach, w tym we wspólnych wystawach nauczycieli i studentów. Tak było przy ubiegłorocznej wystawie Medialny Stan Wyjątkowy w Galerii EL w Elblągu i w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Ja sam prowadzę Zonę Sztuki Aktualnej, która jest galerią uczelnianą. Z naszej inicjatywy reaktywowany został – jako pismo uczelniane – „Magazyn Sztuki” prowadzony przez Ryszarda Ziarkiewicza. Ściśle współpracujemy z Muzeum Narodowym w Szczecinie oraz Zachętą Sztuki Współczesnej, z którą zrealizowaliśmy w ubiegłym roku projekty ECO DIY (projekt autorski Łukasza Skąpskiego) oraz Wunderkammer, realizowany wspólnie z Forum Factory w Berlinie, a kuratorsko prowadzony przez Agatę Zbylut i Petera Funkena. Trzema latami istnienia trudno jest zaimponować innym uczelniom, szczególnie zagranicznym – udało się nam jednak podjąć współpracę z uczelniami artystycznymi z Niemiec i Czech. Znamienne jest, że pierwszą międzynarodową wystawę prac naszych i niemieckich nauczycieli akademickich (Pink Pong) Agata Zbylut pokazała w Szczecinie już w pierwszym miesiącu działania Akademii!

A co ty chcesz wnieść na AS?

Mimo stosunkowo młodego wieku (nadal jestem najmłodszym profesorem tytularnym z dziedziny sztuki w Polsce) mam spore doświadczenie artystyczne, edukacyjne i organizacyjne. Z jednej strony jako aktywnie działający artysta i kurator mam dokładny obraz życia artystycznego w kraju, z drugiej – jako organizator życia akademickiego (założyciel samorządu studenckiego i członek Senatu ASP w Łodzi, kierownik pracowni, katedry i w końcu dziekan w AS) nieźle znam prawo o szkolnictwie wyższym i nawet poszczególne rozporządzenia ministerialne. Potrafię więc zaproponować w akademii takie struktury, które w optymalny sposób służyć będą kształceniu studentów, a jednocześnie będą stymulować rozwój kadry. Sukcesy naszych studentów w konkursach i na festiwalach oraz utworzenie naszego własnego wydziału są – jak sądzę – dobrym potwierdzeniem tej tezy. Na Szczecin zdecydowałem się niemal od razu. To z pewnością jedyny i ostatni za mojego życia akt powołania nowej państwowej uczelni artystycznej – a zatem jedyna szansa zbudowania struktur takiej uczelni od podstaw. Kto przepracował kilkanaście lat w dużej państwowej uczelni z tradycjami wie, o czym mówię. Bywa, że kilkadziesiąt lat (!) trwają w niej starania o powołanie nowego wydziału.

Jakie są twoje relacje z władzami uczelni? Czujesz wsparcie dla nowych inicjatyw?

Trzeba w końcu wspomnieć o wyjątkowej specyfice Akademii Sztuki – nie wszyscy pewnie wiedzą, że jest to pierwsza i dotąd jedyna państwowa uczelnia artystyczna w Polsce łącząca muzykę i sztuki wizualne. Minister Bogdan Zdrojewski pierwszym jej rektorem mianował muzyka – profesora Ryszarda Handke, dyrygenta. Początki naszych relacji były z konieczności więc dość trudne. Negocjowaliśmy przestrzeń naszej swobody organizacyjnej na słowo honoru – proponowaliśmy nowatorskie rozwiązania w oparciu o nasze doświadczenie i intuicję, nie mając żadnych gwarancji ich przyszłego sukcesu. Trochę to trwało, zanim pojawiły się pierwsze efekty naszych pomysłów i myślę, że właśnie one ostatecznie przekonały rektora, że warto utworzyć nasz wydział. W tej chwili sam jestem częścią władz uczelni, więc to do mnie należy udzielanie wsparcia nowym inicjatywom…

W jaki sposób chcesz włączyć Wydział Malarstwa i Nowych Mediów w „codzienny” krwiobieg artystyczny? Przez długi czas akademie były z niego raczej wyłączone.

Lista naszych nauczycieli to pośrednia odpowiedź na twoje pytanie – są to osoby o niezwykłej aktywności artystycznej, więc czujemy się na co dzień częścią artystycznego krwiobiegu. Na razie nie dysponujemy wystarczającym budżetem, ale mam w planach cały system wsparcia artystycznej działalności naszych nauczycieli i studentów. Szczególnie studenci muszą uzyskać skuteczną pomoc. Już teraz na poziome dydaktycznym otrzymują znakomitą bazę teoretyczną i praktyczną, a w zakresie budowania własnego CV – wsparcie udziału w konkursach, wystaw w galerii studenckiej (jedno z kół naukowych prowadziło galerię VHS) czy prezentacji na imprezach międzyuczelnianych.

 IMG_0204

Opowiedz trochę o planach Wydziału Malarstwa i Nowych Mediów.

Jesteśmy na początku drogi. W tym roku przeprowadzimy pierwsze dyplomy licencjackie na multimediach i pierwsze egzaminy na drugi, magisterski stopień studiów. Przed nami dwa lata do zamknięcia cyklu kształcenia na multimediach, cztery – na malarstwie, więc co roku będziemy przyjmować kolejne grupy studentów, a więc potrzebować będziemy nowych nauczycieli. Co do tych dwóch kierunków kadrę mam już zaplanowaną. Jesienią będziemy gotowi do złożenia wniosku o uprawnienia doktorskie, więc liczę na uzyskanie ich w 2014 roku. Do końca obecnej kadencji (minie w 2016 roku) wydział powinien uzyskać uprawnienia habilitacyjne. Brzmi to może cokolwiek sucho, nazbyt urzędniczo, ale kto choć trochę orientuje się w szkolnictwie artystycznym ten wie, że uprawnienia habilitacyjne to brama wolności – wydział z takimi uprawnieniami może tworzyć własne kierunki studiów, nie wymagające długotrwałych uzgodnień ministerialnych. Dopiero taka sytuacja uwolni potencjał kadry, którą z takim trudem gromadzę wokół wydziału. Chcemy, by każda pracownia autorska tworzyła własną specjalność, by modułowo kształtowane plany studiów umożliwiły wszystkim studentom indywidualny tok studiów. W nieco bliższej perspektywie planuję uruchomienie kursów malarstwa i rysunku, a od października – rozpoczęcie studiów podyplomowych w ośmiu specjalnościach: od malarstwa i studiów kuratorskich przez fotografię (kreacyjną i reklamową), projektowanie wydawnictw, komunikację wizualną, montaż audio/wideo po projektowanie gier komputerowych.

Jak oceniasz dzisiejszą kondycję polskich uczelni sztuk pięknych?

Ogólnie sytuacja polskich uczelni artystycznych jest nieciekawa. Wszystkie zmagają się z efektem niżu demograficznego, bo choć są na ogół w lepszej sytuacji niż uczelnie techniczne czy uniwersytety, to zmniejszenie liczby kandydatów na jedno miejsce przez zmniejszenie konkurencji w efekcie obniża poziom przygotowania przyszłych studentów. Uczelnie o ugruntowanej pozycji paradoksalnie właśnie przez owo ugruntowanie mogą mieć problemy, bo rozbudowana kadra profesorska niechętnie reaguje na zmiany. Z kolei uczelnie raczej nie myślą o zwalnianiu profesorów, więc liczba przyjmowanych studentów z konieczności musi pozostać – mimo mniejszej liczby chętnych – na tym samym poziomie. W dodatku wiele uczelni przeprowadziło w ostatnich latach potężne inwestycje z udziałem finansowania ze środków europejskich, a to wyklucza zamknięcie czy nawet ograniczenie liczby przyjęć na studia. Mam nadzieję, że dzięki niewielkiej skali naszej akademii uda się nam zachować stały wzrost jakości kształcenia – możemy bowiem budować elitarną uczelnię dla możliwie niewielkiej liczby studentów, a to pozwoli nam, jak sądzę, w dobrej kondycji przetrwać demograficznie najgorsze najbliższe lata.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Zobacz też