08.02.2022

„CIĘŻAR GATUNKOWY 4.0” Jarosława Słomskiego w Galerii Entropia

Jarosław Słomski, ENERGYTHING, fot. M. Jodko
„CIĘŻAR GATUNKOWY 4.0” Jarosława Słomskiego w Galerii Entropia
Jarosław Słomski, ENERGYTHING, fot. M. Jodko

Każdy spekulatywny oceniacz, który sumiennie markuje etapy poważnie rozwijającej się filozofii […] każdy, kto się filozofią tylko parał czy nawet tkwił w filozofii, nie zatrzymuje się ani chwili, aby wyrazić wątpienie o wszystkim, ale wciąż idzie dalej.

Søren Kierkegaard, Bojaźń i drżenie, Przedmowa

Wystawa rzeźbiarza Jarka Słomskiego w Galerii Entropia traktuje o chwilowym zatrzymaniu się na trasie codziennej rutyny. Skupiona jest wokół – jak określa to autor – specyficznego momentu, krótkiego odczucia dziwności życia pojawiającego się niespodziewanie i wyrzucającego człowieka ze wszystkich bieżących spraw.

Już na progu Galerii możemy poczuć się wytrąceni z rutyny – zwłaszcza z rutyny oglądania wystaw, ponieważ przestrzeń wystawiennicza jest nieomal pusta. Tylko w kącie głównej sali, zwrócony ku ścianie, z której wystaje błękitny balonik, stoi jakiś człowiek z plecakiem – więc pewnie w drodze (na drodze życia?), a przynajmniej w codziennej trasie, z której zboczył, by obejrzeć wystawę. Chyba widz? Dopiero po chwili (i wzięciu w nawias standardów wystawienniczych) można zdać sobie sprawę, że domniemany widz na tej rzeczywistej wystawie jest znieruchomiałym widzem innej „wistości” i artefaktem z wystawy, że jest rzeźbą i w dodatku autoportretem jej twórcy. Postać ta stapia się z sytuacją, usidla w pułapkę obecności i oczywistości zwiedzania wystawy za sprawą kilku zabiegów: całością postury doskonale oddaje postawę skupionej uwagi i jakby lekkiej konsternacji; jest zwrócona twarzą ku ścianie; ma na sobie zwykłą, codzienną odzież młodego, aktywnego człowieka i nieodłączny plecak. Natomiast jako artefakt, zarówno naturalną pozą jak i ekspresją indywidualnych rysów twarzy doskonale odzwierciedla postać autora. Surowy gips odkrytych części ciała – głowy i obu przedramion oraz lekkie przeskalowanie postaci ani trochę nie rujnują mimetycznego efektu. Jednak nie o kunszt odwzorowania tutaj chodzi. Imitacja rzeczywistości zewnętrznej nie stanowi w tej pracy celu samego w sobie, tylko środek ekspresji rzeczywistości wewnętrznej – sytuacji, w której autor, ale równie dobrze jakikolwiek człowiek, staje – jak to określa Słomski – „w obliczu bezwzględnego i tajemniczego stanu, który wkrada się na kilka sekund do dwudziestoczterogodzinnej doby pełnej kontroli”. Rzeźba wchodzi w relację z balonem zakleszczonym w otworze w ścianie, tworzy wraz z nim grupę i dopiero taka całość stanowi pracę noszącą tytuł AUTOPORTRET. Balon – ready made, najzwyklejszy gadżet zakupiony w kiosku – ma ręcznie domalowane czerwonym akrylem oczka i szeroki uśmiech. To go ożywia i ustawia w grupie na poziomie nieomal podmiotowym, lecz nie odsłania sensu jego uśmiechu. Możliwe, że jest to uśmiech ironiczny, może łzawy, kpiący, pusty, najzwyczajniej głupi… Możliwe, że ktoś tu jest robiony w balona. Być może sens temu uśmiechowi nadać może tylko na krótką chwilę tylko ten, kto stanie naprzeciwko. Fenomenologia uśmiechu…

AUTOPORTRET Słomskiego, zwłaszcza że występujący jako grupa, nie ma charakteru selfie i nie jest rezultatem chęci eksponowania samego siebie. W tej pracy istotne jest oddanie wewnętrznego przeżycia jednostki będącej w stanie zawieszenia i zbudowanie adekwatnego wizualnego przekazu.

Jarosław Słomski, AUTOPORTRET, fot. M. Jodko
Jarosław Słomski, LOADING, fot. A. Rerak
Jarosław Słomski, AUTOPORTRET, fot. A. Rerak
Jarosław Słomski, AUTOPORTRET (detal), fot. M. Jodko
Jarosław Słomski, ENERGYTHING, fot. M. Jodko
widok wystawy „CIĘŻAR GATUNKOWY 4.0”, fot. M. Jodko

Warto dodać, że AUTOPORTRET jest pracą site specific. Układ i rozmiary jej elementów zostały dostoswane do warunków przestrzennych Galerii i zaprojektowane tak, by rzeźba postaci mogła spoglądać wprost na balon zakleszczony w niegdysiejszym okienku projekcyjnym pomiędzy dwoma pomieszczeniami wystawowymi. To niewielkie okienko, hołubione i niejednokrotnie wykorzystywane przez artystów, stanowi na tej wystawie rodzaj tunelu czasoprzestrzennego prowadzącego do pracy ENERGYTHING w drugim pomieszczeniu.

Zobaczymy tam niewielki, obrotowy obiekt rzeźbiarski: gipsową replikę otwartej puszki po napoju energetycznym Bullit pokrytą płaskorzeźbami dwóch wizerunków – portretu uśmiechniętego Dalajlamy i postaci Człowieka Witruwiańskiego.

Praca jest formą upamiętnienia niespodziewanego zetknięcia się z Dalajlamą, jakie przydarzyło się Słomskiemu kilka lat temu podczas zagranicznej wycieczki, kiedy to wędrował ulicami Rotterdamu z puszką napoju energetycznego Bullit, na której prócz napisu widnieje Człowiek Witruwiański.

W jednym punkcie czasoprzestrzeni zbiegło się wtedy wiele energetycznych elementów: duchowy przywódca Tybetu i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Dalajlama XIV; napój energetyczny Bullit z pociskiem w nazwie; doskonały obraz idealnych proporcji ludzkiego ciała – Człowiek Witruwiański Leonarda da Vinci; eskorta policyjna, czarne limuzyny, ochroniarze w czarnych okularach, mali mnisi w pomarańczowych szatach, grupka gapiów… Niezły melanż! Wojna i pokój! Kulturowa i pop–kulturowa mieszanka, w której energetyk posiada te same zalety, co buddyjska medytacja, a jego etykieta sugeruje, że Człowiek Witruwiański jest ikoną z jakiejś oldskulowej tarczy strzelniczej…

Tymczasem Słomski z tej mieszanki wyzyskał tylko energię czystą, wyekstrahował związek w najczystszej postaci i ukazał w pracy ENERGYTHING. Gęsty osad nieodgadnionych związków różnych rzeczy, idei i dizajnów pozostawił dalszemu procesowi miksowania wszystkiego z wszystkim. Nie ma zmartwienia. Nie czarujmy się… Spora część konsumentów energetyka Bullit zapewne nie kojarzy widniejącego na puszce pakera-golasa ani z Leonardem da Vinci, ani tym bardziej z Witruwiuszem. Nie tylko w świecie handlu, lecz także w świecie idei nasze czasy urządzają „prawdziwą wyprzedaż” – to jakże aktualna uwaga Kierkegaarda sprzed 180 lat.

W większej sali galerii, w centralnym punkcie jednej ze ścian umieszczona jest odmienna od tych dwóch wcześniejszych, niepozorna, abstrakcyjna praca opatrzona tytułem LOADING.

Jest to cienki drucik w kształcie niedomkniętego okręgu powleczony mirrą – znaną od tysiącleci żywicą o miłym zapachu, wykorzystywaną m.in. do balsamowania ciał – której warstwa grubieje ku jednemu z jego końców.

Malutki obiekcik rzeźbiarski budzi cały krąg skojarzeń owijających się niczym starożytny wąż Uroboros wokół ponadczasowych tematów: nieskończoności, cyklicznego obiegu czasu, wiecznego powrotu, jedności przeciwieństw, destrukcji i odradzania się życia i świata… Ze względu na użyte materiały i daleki od cyfrowej precyzji ręczny charakter wykonania, praca ta wywołuje asocjacje w/w natury symbolicznej, a także biologicznej. Jej kształt kojarzy się z rozmaitymi formami żywych organizmów – embrionem ludzkim, zarodkami kręgowców, a także z kijanką, pijawką…

Z kolei tytuł pracy jednoznacznie odnosi się do wektorowej ikony wprowadzania danych, oczekiwania na ich załadowanie oraz obciążenia danymi.

Włączenie się loadingu oznacza dla użytkownika przerwę w oglądaniu filmu, czemu towarzyszyć może rozdrażnienie i napięcie, bo trudno przewidzieć, jak długo potrwa ładowanie danych i czy zakończy się sukcesem. Tak czy owak w przypadku przerwy w oglądaniu filmu przynajmniej wiadomo, czego oczekiwać. Natomiast jeśli odnieść loading do ludzkiego życia w całej jego tajemniczej rozciągłości, już nie wiadomo, czego się spodziewać. Może wygodniej i bezpieczniej niczego nie oczekiwać ani się nie spodziewać, by nie dać się sparaliżować lękowi Kierkegaarda, który uważał możliwości za bardziej przerażające niż aktualna rzeczywistość? Życie i tak niejedną niespodzianką zaskoczy nas – jako jednostki, jako społeczności, jako gatunek…

Tytuł Ciężar Gatunkowy 4.0 doskonale odzwierciedla złożoność poszczególnych prac i całości wystawy. W rzeźbach nie chodzi o same właściwości fizyczne użytych materiałów. Równie istotny jest ich ładunek symboliczny. Tytuł odnosi się również do gatunku ludzkiego jako takiego, do metafizycznego odczucia ciężaru bytu towarzyszącego mu od samego zarania. Z kolei 4.0 nawiązuje w ironiczny sposób do galopującego rozwoju technologicznego, do cyferek i numerków kolejnych aktualizacji technologicznych, które w istocie są tylko trickami marketingowymi sugerującymi wejście w jakiś nowy etap czy na nowy poziom rozwoju. Słomski uważa, że życie ludzkie nie do końca podlega aktualizacjom. Żyjemy w świecie, który ciągle rozwija się pod względem technologicznym, ale my sami niewiele się zmieniamy (lub wcale). To, co dotyczy samego życia, bycia na ziemi nie zmienia się.

O tym jest ta wystawa

Nieobcy, a może wspólny wszystkim ludziom stan zawieszenia pomiędzy skończonością i nieskończonością, stan nagłego odczucia dziwności istnienia, Słomski chce opisać w sposób lekki, na poły żartobliwy, za pomocą najlepiej opanowanych przez siebie środków i języka wizualnego, ponieważ takim językiem operuje najlepiej.

Witkacy – na polskim gruncie niekwestionowany mistrz i męczennik w dziedzinie uczuć metafizycznych – przewidywał, że w dobie „zmechanizowanej szarzyzny” odczuwanie dziwności istnienia będzie dostępne tylko wybrańcom i to z pomocą coraz bardziej ekstremalnych stymulacji – narkotycznych, erotycznych, artystycznych, sportowych… Tymczasem Słomskiemu wystarcza zwyczajne potknięcie na prostej drodze, energy drink, wirtualna ikona loadingu…

Alicja Jodko

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystka / ArtystaJarosław Słomski
WystawaCIĘŻAR GATUNKOWY 4.0
MiejsceGaleria Entropia, Wrocław
Czas trwania21.01–11.02.2022
FotografieM. Jodko, A. Rerak
Strona internetowaentropia.art.pl/view_news.php?id=659
Indeks

Zobacz też