11.05.2018

Awangarda jak lawa. Rozmowa z Mają Chiarą Faber

Martyna Nowicka
Maja Chiara Faber, fot. Milena Liebe
Awangarda jak lawa. Rozmowa z Mają Chiarą Faber
Maja Chiara Faber, fot. Milena Liebe
Wieczne zmiany, wieczny rozwój: to dla mnie wartości związane z eksperymentem w sztuce. Eksperyment prowadzi do ekspansji jednego medium na inne, zagarnia, niszczy, zmienia funkcje i tworzy coś nowego.

Martyna Nowicka: Dlaczego festiwal filmu eksperymentalnego, który organizujesz w Krakowie, nazywa się akurat Lava? Wcześniej, pod nazwą Redlavalamp tworzyłaś cykl fotograficzny, teraz lawa stała się nazwą festiwalu – skąd ta fascynacja?

Maja Chiara Faber: Lawa budzi bardzo różne skojarzenia – prawie wszystkie rzeczy, które przychodzą na myśl wiążą się z tematyką festiwalu. Inspirująca jest dla mnie zarówno sama struktura lawy, jak i to jak ona powstaje i czemu służy… Lawa powstaje w wyniku wybuchu, przybiera różne kształty, nieustająco się zmienia – niszczy istniejące wcześniej struktury, ale tworzy nowe. Czasem konserwuje istniejące obiekty, ale zabiera im ich wcześniejsze funkcje. Wieczne zmiany, wieczny rozwój: to dla mnie wartości związane z eksperymentem w sztuce. Eksperyment prowadzi do ekspansji jednego medium na inne, zagarnia, niszczy, zmienia funkcje i tworzy coś nowego.

Moja prywatna historia z lawą zaczęła się jednak zupełnie niewinnie – na Boże Narodzenie dostałam od siostry czerwoną lampę z lawą. Któregoś wieczoru po prostu na nią patrzyłam, kształty ciągle się zmieniały, lawa bulgotała, wrzała, nawet się nie zorientowałam, kiedy minęły dwie godziny. Kiedy myślałam o nazwie dla zdjęć, które robiłam ludziom na różnych imprezach i wydarzeniach artystycznych, pomyślałam o tej lawie, o ciągłej zmianie. Dobry festiwal powinien wybuchać, tworzyć ciągle coś nowego, inspirować – i widzów, i artystów.

Festival Lava 2017, fot. Pola Sobuń
Festival Lava 2017, fot. Pola Sobuń
Festival Lava 2017, fot. Pola Sobuń
Festival Lava 2017, fot. Pola Sobuń
Festival Lava 2017, fot. Pola Sobuń
Festival Lava 2017, fot. Pola Sobuń

Lawa zagarnia, niszczy. Nie ma mowy o zachowywaniu tradycji.

A jednocześnie, żeby eksperymentować, grać z konwencją przedstawiania, trzeba doskonale znać tradycję. Nie da się wejść w twórczy dialog, jeśli nie wiadomo, od czego się zaczęło. Fundamenty można wykorzystać albo postawić własne, można je też zniszczyć, ale nie da się zacząć z powietrza. Właśnie dlatego na Lavie po raz kolejny łączymy dwie rzeczy – pokaz twórczości klasyka filmu eksperymentalnego oraz konkurs dla współczesnych twórców. Jesteśmy przekonani, że te prace, które powstają dziś, warto osadzić w historycznym kontekście – choćby po to, żeby wiedzieć, co się dokładnie zmieniło. I chociaż zaczęłyśmy rozmowę od lawy niszczącej, bulgoczącej, to przecież ona czasem także konserwuje. Dlatego trzeba przypominać klasyczki i klasyków.

Gdyby nie Maya Deren, na pewno inaczej myślałabym o filmie, to ona naprowadziła mnie na przekonanie, że to medium jest esencją otaczających je sztuk.

W zeszłym roku główną bohaterką Lavy była Maya Deren, w tym roku będzie to Kenneth Anger. Cały czas odnosisz się do filmu, Lava zwyciężyła też w konkursie O.pl na wydarzenie filmowe roku, ale sam festiwal jest raczej interdyscyplinarny niż filmowy.

To prawda. Wszystko zaczęło się od Mai Deren, którą od dawna się interesuję. Napisałam o niej licencjat, piszę magisterkę, a w zeszłym roku przypadała setna rocznica jej urodzin. Pomyślałam, że warto byłoby pokazać jej filmy w jeden wieczór, a później to wszystko, ze względu na samą Deren, rozrosło się do festiwalu. Chociaż tworzyła filmy, zaczynała jako poetka, nie skończyła żadnej szkoły filmowej, interesowała się tańcem, modą, socjologią i antropologią, była menadżerką trupy tanecznej. Jeździła na Haiti, gdzie jako pierwsza kobieta z zewnątrz została dopuszczona do rytuałów voodoo. W pewnym momencie uznała, że sztuka filmowa pozwoli jej połączyć w jedno te wszystkie fascynacje.

W zeszłym roku Lava podążała za zainteresowaniami Mai Deren – festiwal rozpoczęła performansem poetyckim Zuzanna Bartoszek, był pokaz mody, szamański jam. Gdyby nie Maya Deren, na pewno inaczej myślałabym o filmie, to ona naprowadziła mnie na przekonanie, że to medium jest esencją otaczających je sztuk.

Lava Festival 2017, fot. Pola Polkovska
Lava Festival 2017:
Lava Festival 2017: Przygotowania do pokazu Tomasza Armady, fot. Kasia Salinger
Ania Mokrzycka - zdobywczyni statuetki Złotej Magmy 2017, fot. Pola Polkovska
Lava Festival 2017, fot. Pola Polkovska
Lava Festival 2017, fot. Pola Sobuń

A jednocześnie dziś filmy eksperymentalne funkcjonują raczej w muzeach i galeriach niż w kinach.

Oczywiście. Zarówno filmy Kennetha Angera, które będziemy pokazywać w tym roku, jak i filmy Deren, to awangardowe realizacje, które ani dziś, ani w czasie powstania, nie mogłyby się odnaleźć w obiegu kinowej rozrywki. To nie hollywoodzkie produkcje, na które widzowie chodzą, żeby się zrelaksować, a filmy pobudzające do myślenia, nieprzyjemne, stawiające wyzwania.

Wróćmy jeszcze na chwilę do początków Lavy – kiedy rozrosła się ona z wieczorku poświęconego Mai Deren w festiwal?

Muszę powiedzieć, że trudno mi uchwycić jakiś konkretny moment. Było raczej tak jak w filmie przygodowym dla młodzieży, na mojej drodze stawały kolejne osoby, które angażowały się w ten pomysł, a kula cały czas rosła. Ważny był dla mnie na pewno udział w warsztatach Laboratorium Kultury Filmowej, poświęconych organizacji festiwali, gdzie moi wykładowcy zadawali mi takie same pytania, jak ty dziś. Musiałam się zastanowić, dlaczego właściwie uważam Deren za taką fascynującą postać, jak mogę o tym opowiedzieć innym za pomocą współczesnych środków. Wtedy okazało się, że nie mogę po prostu pokazać filmów, jeśli chcę opowiedzieć o Mai Deren jako artystce, że muszą się pojawić inne sztuki.

Zależało mi na tym, żeby podkreślić jej rolę jako kobiety w całkowicie zmaskulinizowanym świecie filmu tamtej epoki, a także żeby dobrze przygotować widzów do odbioru jej filmów. Przed chwilą o tym rozmawiałyśmy – one są wymagające, nie każdy od razu odczytuje obecne w nich odniesienia. Film eksperymentalny najlepiej oglądać korzystając z całej siatki odniesień.

Mam nadzieję, że na tegorocznej Lavie swój komentarz na temat męskości zaprezentują osoby różnych płci, ras, o różnych preferencjach seksualnych.

W tym roku formuła się powtarza, chociaż nie do końca. Dla Angera najważniejsza jest muzyka. On sam o swoich filmach lubi mówić, że to „nieme filmy z muzyką”.

Jego Scorpio Rising uważa się nawet za protoplastę teledysku. Właśnie dlatego do skomponowania ścieżki dźwiękowej inspirowanej filmami Angera zaprosiłam ośmioro współczesnych kompozytorów (właściwie dziesięcioro, wśród zaproszonych są dwa duety). W tym roku do udziału zaprosiłam też sporo artystów płci męskiej – głównie dlatego, że jednym z najważniejszych wątków w twórczości klasyka jest męskość.

Ale męskość queerowa.

Tak. Dlatego chciałam zobaczyć jak z jego ujęciem czują się współcześni mężczyźni. W Fajerwerkach kulminacyjna scena filmu to gwałt analny, którego na głównym bohaterze dokonuje grupa marynarzy: jak to dziś działa, czy nadal nas szokuje? W każdym razie mam nadzieję, że na tegorocznej Lavie swój komentarz na temat męskości zaprezentują osoby różnych płci, ras, o różnych preferencjach seksualnych. W sobotę i w niedzielę będzie można zobaczyć po cztery filmy Angera ze współczesną muzyką. W sobotę zagra duet z Tajlandii – Tara Transitory i Baly Nguyễn, legenda polskiej muzyki elektronicznej Władysław Komendarek, współzałożyciel wytwórni Lado ABC Paweł Szamburski oraz inicjatorka krakowskiego cyklu wydarzeń muzycznych Szum – Leona Jacewska. W niedzielę usłyszymy założyciela DUNNO Recordings Lutto Lento, grającą na syntezatorach modularnych Ter, ceniony duet Palmer Eldritch oraz debiutującego baskijskiego producenta – Portento.

Lava to jednak nie tylko retrospektywa, ale i konkurs dla twórców, zwieńczony przyznaniem statuetki Czarnej Magmy.

Po raz drugi organizujemy konkurs na najlepszy film eksperymentalny – duże zainteresowanie przekonuje mnie, że to ma sens. Irytował mnie stosunek do filmu w galeriach i muzeach – wchodzisz do jakiegoś pokoiku, a tam środek filmu, oglądasz trzy minuty, a ludzie wchodzą i wychodzą. Zanim zacznie się od początku, już wiesz, jak się kończy. To nie jest sytuacja idealna, a wobec filmów eksperymentalnych sprawdza się najmniej. Czarna Magma wyrasta z przekonania, że powstaje dziś wiele świetnych filmów, ale brakuje przestrzeni, żeby je pokazywać.

W tym roku pierwsze zgłoszenie na konkurs napłynęło w momencie jego ogłoszenia. Większość zgłoszeń przychodzi z Polski, ale pojawiły się też filmy z całej Europy, z Azji. Wymagania są bardzo proste – film musi trwać przynajmniej minutę i być zrobiony po 2010 roku. Na Lavie pokażemy 13 najlepszych filmów (będzie je można zobaczyć w sobotę o 15:00), a w niedzielę zostanie przyznana nagroda i statuetka.

Lava Festival 2018: kadr z filmu Jakuba Dylewskiego
Lava Festival 2018: kadr z filmu Karoliny Łatowskiej
Lava Festival 2018: kadr z filmu Jakuba Glińskiego
Lava Festival 2018: kadr z filmu Hanny Schaich

W zeszłym roku zwyciężczyni, Anna Mokrzycka, wygrała wystawę indywidualną w Galerii Henryk. Co w tym roku?

Nagrodą będzie voucher na wypożyczenie profesjonalnego sprzętu filmowego. Mamy nadzieję, że Czarna Magma, poza symbolicznym znaczeniem, przyczyni się w ten sposób do dalszego rozwoju twórców. Chociaż, co warto podkreślić, to nie jest nagroda dla filmowców czy dla artystów. Do konkursu może się zgłosić każdy, kto zrobi film eksperymentalny, niezależnie od tego czy jest poetką, operatorem, naukowczynią czy artystą.

Nie chciałabym, żeby ludzie przychodzili zobaczyć filmy, potańczyć, a potem wychodzili. Chciałabym razem z nimi porozmawiać o tym, jak zrobić to wszystko lepiej.

Czy Lava ma jakieś starsze siostry lub braci, festiwale czy wydarzenia, które chcesz naśladować?

Jestem z Krakowa i ważnym wydarzeniem jest dla mnie festiwal Unsound. Chociaż to wydarzenie muzyczne, ukształtowało moje wyobrażenie o tym, jak pokazywać sztukę eksperymentalną. Chodząc na koncerty otwierałam się na kontakt z nowymi formami, z najlepszą współczesną muzyką awangardową, poszerzałam definicje sztuki.

Innym ważnym dla Lavy wydarzeniem jest festiwal Domoffon w Łodzi. Bardzo mi przykro, że w tym roku nie dostał dotacji i się nie odbędzie – kameralna atmosfera, która tam panowała, zawsze okazywała się bardzo inspirująca. Stosunkowo niewielkie grono uczestników o podobnych zainteresowaniach pozwala nawiązać i zacieśnić sieci środowiskowe, dzięki czemu mogą powstawać ciekawe współprace.

W Krakowie hasło festiwal przez jakiś czas budziło kiepskie skojarzenia – dużo mówiło się o tym, że prowadzą do myślenia eventowego, a nie budują stałego środowiska.

Moim marzeniem byłoby właśnie stworzenie tego środowiska, poczucia wspólnej odpowiedzialności. W tym roku w ramach dyskusji festiwalowych rezygnujemy ze stołu, przy którym przemawiają specjaliści, a widownia się przysłuchuje – do rozmowy zapraszamy wszystkich na równych zasadach. Nie chciałabym, żeby ludzie przychodzili zobaczyć filmy, potańczyć, a potem wychodzili. Chciałabym razem z nimi porozmawiać o tym, jak zrobić to wszystko lepiej. Byłabym szczęśliwa, gdyby więcej osób zainteresowało się dzięki temu wydarzeniu filmem eksperymentalnym.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

WystawaLava Festival 2018
MiejsceKrakow Art House, Muzeum PRL-u, Kraków
Czas trwania11–13.05.2018
Strona internetowalavafestival.pl
Indeks

Zobacz też