04.11.2016

Gwoździe do trumny. 12. Konkurs Gepperta

Karolina Plinta
Edmund Okstom, Frame, akryl na płótnie, 85 x 85 cm, 2015
Gwoździe do trumny. 12. Konkurs Gepperta
Edmund Okstom, Frame, akryl na płótnie, 85 x 85 cm, 2015
Nie jest tajemnicą, że kicz religijny będzie zawsze popularnym kierunkiem w Polsce. Tylko dlaczego musimy psuć nim malarstwo?

Hasło przewodnie 12. edycji Konkursu Gepperta należy chyba potraktować ironicznie. Jeśli bowiem zastosować je jako pytanie dla malarzy – A co Ty robisz dla malarstwa? – to odpowiedź jest prosta: maluję. Jeśli zadać je krytykowi, to też obejdzie się bez zaskoczeń: komentuję, piszę, oceniam. To samo pytanie zadane kuratorom, szczególnie w kontekście wystawy konkursowej, może być już trochę bardziej problematyczne. Jednak najbardziej zaskakującą odpowiedź na tytułowe pytanie przygotowało konkursowe jury (w składzie: Magdalena Ziółkowska, Paulina Ołowska, Hanna Wróblewska, Jarosław Suchan, Piotr Kielan i Marek Puchała), a jej publiczne oświadczenie wprawiło w konsternację niejednego miłośnika malarstwa. Z tego względu warto zapewne zastanowić się jeszcze raz, co my w zasadzie wszyscy dla tego malarstwa wyprawiamy i jakie są nasze motywacje – tym bardziej że jest to w końcu gatunek biedny, staromodny i na wyginięciu. Czy nie jest tak, że zamiast mu choć trochę pomóc, wbijamy tylko kolejne gwoździe do jego trumny?

12. Konkurs Gepperta, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
12. Konkurs Gepperta, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
12. Konkurs Gepperta, widok wystawy, fot. Alicja Kielan

Zacznijmy od samych wyżyn i kwestii sponsora nagrody głównej. Jak mogliśmy się przekonać, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Piotr Gliński, młodego malarstwa nie ceni i nie chce dla niego robić zbyt wiele, tak więc jego nagroda była w tym roku o połowę niższa niż w poprzedniej edycji (wtedy było to 30 000 zł, obecnie 15 000). Dlaczego Gliński nie ceni malarstwa, trudno mi powiedzieć tym bardziej, że tak zacną technikę raczej powinien premiować, a na stronie ministerstwa możemy podziwiać jego portret na tle sztalugi właśnie. Najwidoczniej jest to jednak tylko sztafaż. Sytuację trochę ratował fakt, że w tej edycji nagród było więcej, bo aż dziewięć. Trochę dziwnie wypadła kwestia ostatniej nagrody w wysokości 1000 zł, której sponsor postanowił być anonimowy. Nagroda Anonimowego Fundatora powędrowała do pani Agaty Szymanek, której nie wiadomo czy gratulować, czy współczuć.

Warto zastanowić się jeszcze raz, co my w zasadzie wszyscy dla tego malarstwa wyprawiamy i jakie są nasze motywacje – tym bardziej że jest to w końcu gatunek biedny, staromodny i na wyginięciu. czy nie jest tak, że zamiast mu choć trochę pomóc, wbijamy tylko kolejne gwoździe do jego trumny?

Niższa nagroda główna oznacza mniejsze emocje wokół konkursu, który siłą rzeczy pomaga malarstwu mniej i nie jest w stanie tej ułomności nadrobić ani jakością gali, ani wystawy. Gala wiadomo – skromniutka, uboga w celebrytów i bez czerwonego dywanu, ale to jest akurat polski standard i nie należy się temu dziwić. W tym sensie standardowa okazuje się także sama wystawa prac finalistów konkursu, przygotowana przez Martę Borgosz i Alicję Klimczak-Dobrzaniecką. Jak się wydaje, została ona przygotowana w formule „im więcej, tym lepiej”, będącej żelazną zasadą średniego kuratorstwa. Myśl, że wystawę można by zaaranżować ciekawiej i bardziej efektownie niż zwykle, bo jest to w końcu szczególnego typu wystawa, obu kuratorkom nie przyszła do głowy. Plus tej sytuacji jest taki, że czasami faktycznie można było obejrzeć dużo, a nawet aż za dużo prac poszczególnych artystów, więc efekt wizualnego niedosytu nie wchodził w grę. Trzeba też przyznać, że tym razem Geppert obył się bez nadmiaru malarskiej masakry, wystawa konkursowa oferowała więc mnogość prac różnej jakości, ale ciągle wartych bliższego przyjrzenia się i uwagi.

Celina Kanunnikava, Dom Teczek, akryl na płótnie, 160 cm x 120 cm, 2015
Celina Kanunnikava, Dom Związków Zawodowych, akryl na płótnie, 160 cm x 120 cm, 2015

Zanim jednak zaczniemy się temu malarstwu przyglądać, warto zastanowić się nad jednym, fundamentalnym pytaniem: czego od malarstwa w zasadzie chcemy? Zaproszony do napisania eseju do katalogu wystawy Stach Szabłowski zapytał wręcz: „Co malarstwo może zrobić dla mnie?”, sygnalizując tym samym, że w pytaniu o malarstwo najbardziej ciekawi go jego rola społeczna i sposób, w jaki młodzi artyści sytuują swoją twórczość w aktualnym kontekście społeczno-politycznym. Nic więc dziwnego, że najwięcej uwagi krytyk ten poświęca twórczości Celiny Kanunnikavy i Olgi Dziubak, która została doceniona także przez jury. Kanunnikava, zdobywczyni Nagrody Prezydenta Miasta Wrocławia, na swoich obrazach przedstawia wizerunki odnoszące się do białoruskiego reżimu. Na tych ponurych pracach, utrzymanych w czarno-białej kolorystyce, znajdują się budynki władzy (Dom Teczek albo Dom Związków Zawodowych, oba z 2015 roku) lub jej dyscyplinujące instrumenty (Pała, 2015). Co może w tych obrazach zastanawiać, to pointylistyczna technika stosowana przez artystkę, która być może odwołuje się do wizerunków fotograficznych lub dokumentacyjnych, np. odcisków palców czy też policyjnych obrysów ofiar na ulicy. Z kolei płótna Olgi Dziubak (Nagroda Zachodniej Izby Gospodarczej) na pierwszy rzut oka mogą wydawać się pracami abstrakcyjnymi, ale ich kolor odsyła zarówno do wizerunków reprezentacyjnych władzy, jak i wizualności towarzyszącej rewolcie młodzieżowej lat 60.

Olga Dziubak, Opresja obrazu. kadr wideo
Olga Dziubak, Opresja obrazu, kadr wideo

Na pytanie: „Co malarstwo może zrobić dla mnie?” znamiennie odpowiada Anna Sudoł, absolwentka warszawskiej ASP i zdobywczyni Nagrody Dyrektora BWA Wrocław. Dość znana jest jej praca z zeszłego roku, Jak sztuka krytyczna zniszczyła mi życie, będąca połączeniem opowieści i wystawy w stworzonej przez artystkę (raczej tylko na tę okoliczność) Anna Sudoł Gallery. Miąższem tamtej wystawy był jednak tekst, literacko nawet obiecujący, choć trochę przydługi. Malarstwo w przypadku działań Sudoł pełni funkcję dopełnienia i samo w sobie nie jest w zasadzie interesujące. Podobnie ma się sprawa z jej pracą pokazaną na Geppercie, o znamiennym tytule Obraz bez znaczenia (5), na którą składa się film i trzy obrazy, pierwotnie służące jako rekwizyty. W filmie możemy przysłuchać się rozmowie młodej, ale już zgorzkniałej malarki ze specjalistką od coachingu. Jak się jednak okazuje, ta ostatnia jest uzależniona od alkoholu i wypija łapczywie wino, także z kieliszka swojej rozmówczyni. Pomimo rad koleżanki-alkoholiczki młoda malarka pozostaje niepocieszona i wygląda na to, że malarstwo nie może już dla niej zrobić nic. Nie da jej ani pieniędzy (choć w rzeczywistości jednak 5 tysięcy do kieszeni jej wpadło), ani sławy, a o ewentualnym społecznym znaczeniu malarstwa nie warto nawet wspominać.

Anna Sudoł, Obraz bez znaczenia, wideo, 2016,
Anna Sudoł, Obraz bez znaczenia, wideo, 2016
Jeśli malarstwo może coś dla mnie zrobić, to przede wszystkim być fajnym malarstwem, namalowanym z nerwem, jakąś fantazją i pomysłem. Takie też na Geppercie się zdarzyło.

Ale czy z malarstwem jest faktycznie aż tak źle? To zależy od wymagań względem tego gatunku. Jeśli szukamy w nim wizerunków politycznych, być może spodobają nam się wizualizacje policyjnej pały i Domu Teczek, jeśli czujemy się częścią ciemnej materii świata sztuki, być może podpiszemy się pod deklaracją Sudoł. Na wystawie konkursowej znalazły się też prace takich artystów, którzy chcą po prostu malować, popychani egzystencjalnym przymusem, jak w przypadku Edmunda Okstoma (Nagroda Rektora Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu), samouka, dla którego malowanie jest terapią i sposobem komunikacji ze światem. Dowartościowanie twórczości artysty nieprofesjonalnego jest ciekawym gestem, a oniryczne, niepokojące prace Okstoma nie wypadają właściwie najgorzej, choć wyeksponowanie ich w ciasnym korytarzu, tuż obok zejścia do piwnicy, nie było dobrą decyzją.

Karolina Jabłońska, Nimfa i Satyr, olej na płótnie, 120 x 120 cm, 2015
Karolina Jabłońska, Wściekłe koty, olej na płótnie, 150 x 100 cm, 2015

Z kolei z mojej perspektywy, jeśli malarstwo może coś dla mnie zrobić, to przede wszystkim być fajnym malarstwem, namalowanym z nerwem, jakąś fantazją i pomysłem. Takie też na Geppercie się zdarzyło, choć nie mam tu na myśli „postinternetowej” twórczości Mariusza Wildemana czy Remigiusza Sudy (tak ich określił Szabłowski, chociaż obu panom do sztuki postinternetowej daleko), ale prace dwójki młodych malarzy z krakowskiej galerii Potencja. Wydaje się, że Karolinę Jabłońską (Nagroda Dolnośląskiego Klubu Kapitału) oraz Tomka Kręcickiego (brak nagrody) łączy nie tylko wspólna galeria prowadzona jeszcze z Cyrylem Polaczkiem, ale także pewnie podejście do malarstwa, niefrasobliwe, operujące humorem, czasem lekko abstrakcyjnym, a czasem brutalistycznym. Obrazy Jabłońskiej mogą kojarzyć się z pracami Aleksandry Waliszewskiej, różni je jednak temperament: Jabłońska jest mniej „emo”, jej styl jest dużo bardziej malarski i czytelne są w nim inspiracje sztuką naiwną. Ciekawym dopełnieniem prac malarskich są jeszcze instalacje artystki, w których przebrzmiewają echa prac Marii Pinińskiej-Bereś.  Twórczość Jabłońskiej jest bardzo dziewczyńska, z tego też względu została ona zestawiona z obrazami i instalacjami Małgorzaty Kalinowskiej, bardzo przypominającymi prace Magdy Moskwy, tyle że z dodatkiem krawiecko-konfekcyjnym. Biorąc pod uwagę nagromadzenie różu, dziewczyńskości, gorsetów i koronek nie wiem czy akurat był to dobry pomysł, żeby pokazywać te dwie artystki obok siebie.

Jury na tytułowe pytanie A co Ty robisz dla malarstwa? odpowiedziało w sposób zastanawiający: ignorujemy prace dobre i dla odmiany wybieramy malarski kicz.

Drugi artysta z Potencji, Kręcicki, został pokazany w innej sali, a jego wielkoformatowy obraz Papierosy, zestawiony dodatkowo z blejtramem w kształcie ołówka, wygrywał w zasadzie z wszystkimi pracami pokazanymi obok. O jego stosunku do malarstwa zdaje się mówić sporo obraz Pralka (2016), który kojarzyć się może z pracami Pieta Mondriana, ale w istocie jest przedstawieniem – no właśnie – zwykłej pralki. Z kolei problem samego malowania odzwierciedla się w powtarzającym się motywie dłoni – a to funkcjonujących jako instalacja w szarym pokoju, a to jako grube paluchy, które monstrualnymi koniuszkami trzymają bardzo mały ołówek i coś nim starają się narysować na równie niewielkim skrawku papieru. Właściwie wszystkie prace Kręcickiego pokazane na wystawie jakoś odnosiły się do siebie, ale nie było to czytelne ze względu na ich kiepską ekspozycję.

Prace Tomasza Kręcickiego, fot. Alicja Kielan
Prace Mariusza Wildemana, fot. Alicja Kielan
Prace Remigiusza Sudy, fot. Alicja Kielan
Prace Radosława Szlęzaka, fot. Alicja Kielan

Na bogato wyeksponowane były za to prace Radosława Szlęzaka, którego także zdaje się interesować tradycja malarska i twórcza autorefleksja, ale efekty tych zainteresowań przypominają ilustracje do książek naukowych lub anatomicznych. Szlęzak wydaje się też ogarnięty pasją chorobliwego kolekcjonerstwa, w czym przypomina trochę  Martę Antoniak i być może nie jest szczególnie oryginalny, ale i tak przyciąga wzrok dzięki wspomnianej kolekcjonerskiej fantazji, zaprawionej dodatkowo porcją humoru.

Kle Mens, Kummernis, olej na desce, 180 x 146 cm, 2016

Kle Mens, Kummernis, olej na desce, 180 x 146 cm, 2016

W kontekście zadanych wcześniej pytań o rolę malarstwa, oczekiwania wobec tego medium i naszych powinności, zostaje jeszcze kwestia Grand Prix i decyzji jury, które na tytułowe A co Ty robisz dla malarstwa? odpowiedziało w sposób zastanawiający: ignorujemy prace dobre i dla odmiany wybieramy malarski kicz. Prace Klementyny Stępniewskiej, występującej pod pseudonimem Kle Mens, niestety trudno nazwać inaczej, a jej szybka kariera (wystawa w BWA Tarnów, duża publikacja w „Gazecie Wyborczej” o skomplikowanych losach artystki, wreszcie główna nagroda w Geppercie) nasuwa mi skojarzenia z historią innej artystki uprawiającej kicz religijny, czyli ADU. Oczywiście wymowa prac obu artystek jest inna – ADU jest prokościelna, Kle Mens na odwrót, ikonografię religijną wykorzystuje do celów trangresyjnych i robi to właściwie podręcznikowo, by nie powiedzieć szkolnie niczym z bloga Izy Kowalczyk. Na swoich obrazach przedstawia siebie w roli świętych męczenniczek: Wilgefortis, Katarzyny ze Sieny czy świętej Agaty z obciętą piersią. Wszystkie te wizerunki wyglądają trupio, maniera Kle Mens oscyluje pomiędzy ekspresjonizmem wotywnym i hiperrealizmem, a efekt tej mieszanki jest aż nazbyt czytelny. Obrazom towarzyszy ponadto film, w którym występuje artystka razem ze swoim chłopakiem, ucharakteryzowani na Marię i Jezusa, tyle że w wersji pop. Kluczem do odczytania tych prac jest bujna biografia Kle Mens, która w młodości była związana z rozmaitymi sektami religijnymi i swoją traumę odpracowuje właśnie w ten sposób, dość przytłaczający i karykaturalny zarazem. A z jakich powodów skusiło jury, złożone z zawodowców, dyrektorów i dyrektorki najważniejszych instytucji artystycznych w tym kraju i artystki o międzynarodowej sławie? Odpowiedzi nasuwa się kilka: być może jury wybierało prace nie w kluczu jakościowym, tylko biograficznym, i w takim wypadku Kle Mens faktycznie przoduje; być może jest to efekt poszukiwań sztuki wyglądającej na radykalną, która odznaczałaby się na tle bardziej stonowanej twórczości rówieśników. Możliwy jest też wariant „kompromitujący”, zasadzający się na banalnej konstatacji, że chodzi o magię kiczu, któremu ulegamy często i z dużą przyjemnością, bez względu na to, czy jesteśmy panią Ziutą z Pcimia Dolnego zbierającą figurynki łosi czy dyrektorem Muzeum Sztuki w Łodzi. Czasem te skłonności objawiają się tak, że strzelamy sobie selfie na wystawie Bogactwo, innym razem poprzez propsy dla papieżyc czy też męczenniczek sztuki. W końcu, można całą tę sytuację potraktować jako osobliwy performans jury, przygotowany w odpowiedzi na rządy gwardii dobrej zmiany: skoro ministrem kultury jest Gliński, to nagrodę przez niego ufundowaną wygrywa polska wersja Conchity Wurst. Ta wersja wydarzeń wydaje się najzabawniejsza.

Stopka

ArtystaDaniel Cybulski, Olga Dziubak, Karolina Jabłońska, Anastazja Jarodzka, Małgorzata Kalinowska, Celina Kanunnikava, Marcin Kozłowski, Tomasz Kręcicki, Kle Mens, Justyna Mędrala, Krzysztof Nowicki, Edmund Okstom, Remigiusz Suda, Anna Sudoł, Radosław Szlęzak, Agata Szymanek, Justyna Śmidowicz, Paulina Walczak-Hańderek, Mariusz Wildeman
Wystawa12. Konkurs Gepperta
Miejscegaleria Awangarda, BWA Wrocław
Czas trwania18.10 – 11.12.2016
KuratorMarta Borgosz, Alicja Klimczak-Dobrzaniecka
Strona internetowawww.geppert.art.pl
Indeks

Zobacz też