12.09.2014

Miłosny performance: „Skalpy miłości”, Jan Smaga

Zofia Krawiec
Miłosny performance: „Skalpy miłości”, Jan Smaga
Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga, Bez tytułu (Pies), 2008, dzięki uprzejmości artystów

Jan Smaga, Bez tytułu (Pies), 2008, dzięki uprzejmości artysty

Nagi mężczyzna na fotografii podpiera się na czworakach, w pozycji psa. Jego ciało oblepia ławica małych zdjęć, przedstawiających nagą kobietę w czarnych szpilkach, pozującą w wyuzdanych pozycjach. Chmura zdjęć szczelnie pokrywa męskie ciało, nie oszczędza nawet twarzy. Głowa mężczyzny w fotograficznych łuskach schylona jest w geście pokory. Mężczyzna czeka.

Seks czyli sztuka

Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga zostali parą jeszcze na studiach, w 1997 roku. Jak sami mówią, poznali się w bardzo normalnych, szkolnych okolicznościach. Aneta była od Jaśka o rok wyżej, chociaż są równolatkami. Oboje należeli do typu pilnych studentów, dla których uczelnia jest drugim lepszym domem. Całe dnie spędzali więc w pracowniach. Któregoś razu, mijając się na jednym z uczelnianych korytarzy, wpadli sobie w oko. Tak po prostu. Bez niezwykłych historii. Później były spotkania i wspólne zaangażowanie w sztukę, która od początku była ważnym łącznikiem cementującym ich związek. Prócz miłości do siebie i do sztuki, połączyła ich również ambicja. Przez cały czas bardzo się wspierali i angażowali emocjonalnie w swoją pracę. Nawet wtedy, kiedy robili oddzielne projekty. Poczucie, że spotykają się we wspólnym procesie twórczym dodawało ich miłości wyjątkowego wymiaru. Nie rywalizowali ze sobą. Mimo tego, że na ich miłość nałożyła się miłość do sztuki, ich twórczość nie od początku była symbiotyczna. Ze spotkania i narodzin miłości natychmiast przyszedł na świat pierwszy wspólny owoc – zdjęcia przedstawiające ich seks. Powstały one z zamiarem publikacji w „Ab ovo” – wewnętrznej gazetce uniwersyteckiej. Młodzi Grzeszykowska i Smaga mieli wtedy bardzo radykalne podejście do sztuki. Celowo zrobili pracę pozbawioną jakichkolwiek metafor, słowem – czysty konkret. Nie sądzili, że w tym może być coś niewłaściwego. To miała być praca o spotkaniu i o miłości. Ostatecznie zdjęcia te powstały w dwupokojowym mieszkaniu, w którym Jan Smaga mieszkał z mamą i którego wspomnienie wzbudza w nich dzisiaj śmiech. Do publikacji jednak nie doszło. Dzisiaj nie pamiętają już dokładnie z jakiego powodu, ale najprawdopodobniej intymne zdjęcia odrzucono, jako zbyt kontrowersyjne. Ważniejsze było jednak to, że już wtedy Grzeszykowska i Smaga dali się poznać jako artyści, których sztuka splata się z życiem. W czasie studiów zrobili też pracę Dolna 4/51: czarno białe zdjęcia zrobione z perspektywy sufitu, dokumentujące ich symbiotyczne życie w ciasnym mieszkaniu.

Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Pozorowane rozstanie, autentyczne cierpienie

Zdjęcie nagiego mężczyzny-psa, obklejonego zdjęciami roznegliżowanej kobiety zostało zrobione w 2008 roku. Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga po jedenastu latach związku rozstali się. Aneta wynajęła wtedy małą kawalerkę niedaleko mieszkania swojego wieloletniego partnera – po drugiej stronie placu Wilsona. „To było pozorowane rozstanie. Było nam najwidoczniej potrzebne” – mówi Grzeszykowska. Para rozstała się wtedy na rok. Zdjęcie Smagi, osłoniętego małymi powycinanymi zdjęciami Anety, zostało zrobione do archiwum prywatnego.

Należałoby prześledzić co się dzieje w związkach, które rozstają się na niby, wprowadzają się w sytuację kontrolowanego kryzysu. Czy rozstają się z poczuciem, że niedługo do siebie wrócą? Rilke uważał, że w związku można zachować miłość jedynie metodą naprzemiennych rozstań i powrotów.

Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Czy w życiu sytuacja wykalkulowanej separacji wygląda równie optymistycznie co w literaturze? Aneta Grzeszykowska przyznaje: „Rozstanie pozorowane czy nie, cierpienie w tej pracy jest autentyczne. Być może później następuje wyparcie i wcale nie masz ochoty wiedzieć, dlaczego zrobiłaś/eś taką pracę. A wtedy po prostu robisz, bo musisz. Być może nawet sobie wtedy nie uświadamialiśmy, że emocje przenikały do naszej twórczości.”  Roland Barthes pisząc o katastrofie w miłości porównuje cierpienie zakochanej osoby do stanu więźnia obozu koncentracyjnego:

„Czy nie jest nieprzyzwoitością porównać sytuację zakochanego podmiotu, cierpiącego z powodu miłości, z sytuacją więźnia obozu w Dachau? Czy jedna z najbardziej niewyobrażalnych w dziejach niegodziwości może powrócić w błahym, dziecinnym, wymyślonym, niejasnym zdarzeniu, które przytrafia się podmiotowi w komfortowym położeniu i które jest jedynie łupem jego Wyobraźni? Obie te sytuacje mają jednak coś wspólnego: są panicznie dosłowne: są sytuacjami bezwzględnymi, bezpowrotnymi: przerzuciłem siebie w innego z taką siłą, że kiedy mi go brakuje, nie mogę się pozbierać, sam siebie odzyskać: jestem zgubiony, na zawsze.”

Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Trzeci byt

Jan Smaga wyjawia swoją koncepcję relacji miłosnej: – jest pewien czas dany człowiekowi i jest pewien czas dany związkowi. W którymś momencie czas dany związkowi powoduje, że ze związku tworzy się trzeci byt, pomiędzy dwoma osobami, który jak zewnętrzny organizm spina pewne elementy życia jednej strony i drugiej i tworzy trzecią stronę. W związku następują przemiany jak na kole fortuny.

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Susan Sontag przeczuwając rozstanie ze swoją dziewczyną zanotowała w dzienniku: „Miłość jest bolesna. To tak, jakby pozwolić drugiej osobie, by zdarła z ciebie skórę, a potem żyć ze świadomością, że w każdej chwili może odejść z tą skórą w ręku.” Zakochany podmiot – jak pisał Barthes – jest specyficznym rodzajem szaleńca, ponieważ jego szaleństwo jest wpisane w kulturę. A relacja miłosna nie jest niczym innym, jak metaforycznym kanibalizmem, w ramach którego wchłania się ukochaną osobę i samemu marzy się o tym, żeby zostać bez reszty wchłoniętym. Na okres kryzysu, bolesnego jak oskalpowanie, zakochana osoba jest Buffalo Billem z Milczenia owiec. Obdarta ze skóry, szyje dla siebie kostium z substytutu skóry swojego obiektu miłości. Żeby czuć obecność ukochanej i przez rodzaj praktyk magicznych, przykleić ją do siebie na stałe. I żeby przeżyć, nawet jeżeli kombinezon o magicznej sile przyciągania ma być tanim łachem z second hand’u.

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Para artystów wróciła do siebie po rocznej separacji. Jednak od tamtego czasu pewne rzeczy nieodwołalnie zmieniły się: metaforyczny trzeci byt zmaterializował się pod postacią ich córeczki Franciszki, którą para wspólnie wychowuje. Paroletnia dzisiaj dziewczynka coraz częściej pojawia się w projektach artystycznych swoich rodziców.

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

Pierwsza wspólna praca Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi, 1997

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaAneta Grzeszykowska, Jan Smaga
Indeks

Zobacz też