26.05.2017

Zombie internet atakuje

Karolina Plinta
XOXOXO, instalacja Barbary Łuczkowiak
Zombie internet atakuje
XOXOXO, instalacja Barbary Łuczkowiak
Czy na warszawskiej ASP działa pracownia sztuki post-internetowej? Na wystawie "XOXOXO" w Salonie Akademii można odnieść takie wrażenie, choć szybko się okazuje, że mamy tu do czynienia z jej zombie wersją.

Ostatnimi czasy często się zastanawiam, jakie właściwie znaczenie ma dziś sztuka postinternetowa. W 2009 roku to było coś cool, można powiedzieć że nawet pewnego rodzaju rewolucja, która do Polski dotarła z kilkuletnim opóźnieniem. Dzisiaj, w 2017 roku, możemy z kolei powiedzieć, że na temat postinternetu wiemy już wszystko, przynajmniej jeśli chodzi o zakres tematyczny i ikonograficzny tego nurtu. Temat sztuki postinternetowej wydaje się więc wyczerpany, a jednak ona sama nadal ma się dobrze. W Warszawie otworzyła się nawet pierwsza programowo postinternetowa galeria – Śmierć Człowieka, działająca w wynajmowanym przez grupę znajomych mieszkaniu na Mokotowie. Jej właściciel, ukrywający się pod pseudonimem Kamil 2, postinternetowy neofita, jest w swoich działaniach rozkosznie naiwny, ale jego bezgraniczny entuzjazm, energia i umiejętność wynajdywania nowych nazwisk ratują sprawę i z tego powodu Śmierć Człowieka (działająca także jako alternatywna galeria LAW) to fajne miejsce. Trochę gorzej wypada to w innych kontekstach, kiedy tego rodzaju sztuka zaczyna funkcjonować w przestrzeniach profesjonalnych: galeriach prywatnych czy instytucjach publicznych.

XOXOXO to dowód na ostateczne skonwencjonalizowanie postinternetowych formuł i przykład ich wykorzystania jako zasłony dymnej mającej ukrywać pustkę koncepcyjną pokazu.

Pisałam ostatnio o mojej wycieczce do Bukaresztu, gdzie zderzyłam się ze sprzedażową wystawą George Cringasu w Galerii Nicodim i performansem Vivanne Griffin w MNAC. Po powrocie do Polski nie musiałam długo czekać, żeby natknąć się na podobne wydarzenia. W Poznaniu wybrałam się na przykład do nowej galerii Assembly oraz działającej przy Uniwersytecie Artystycznym galerii Curators’ LAB – w obu akurat trwały wystawy Mateusza Piestraka, świeżo upieczonego doktoranta UAP. Ta nadreprezentacja Piestraka w poznańskich galeriach mogłaby sugerować, że mamy do czynienia z nieodkrytym talentem, ale niestety – już pierwszy rzut oka wystarczy, by stwierdzić, że jest on potwornym kiczystą, który łącząc modną postinternetową estetykę z odniesieniami do „malarskich mistrzów” (takich jak np. Hopper) tworzy prace doskonale akademickie – pozbawione jakiejkolwiek oryginalności, wtórne i nieciekawe nawet z czysto formalnego punktu widzenia.

XOXOXO, instalacja Barbary Łuczkowiak
XOXOXO, instalacja Aleksandry Natalii Koper
XOXOXO, widok na prace Izabelli Bryzek i Wiktora Dyndo

Postinternet zakademizował się więc i skomercjalizował. Nie tylko w Poznaniu; oto w Salonie Akademii otworzyła się wystawa XOXOXO, kolejny dowód na ostateczne skonwencjonalizowanie postinternetowych formuł i przykład ich wykorzystania jako zasłony dymnej mającej ukrywać pustkę koncepcyjną pokazu. Pomysł wystawy wyszedł od Barbary Łuczkowiak, profesor warszawskiej ASP, która prowadzi Pracownię Tkaniny Eksperymentalnej i postanowiła zrobić wspólny pokaz ze swoimi studentkami. Do kuratorowania wystawy zaprosiła z kolei zaprosiła Klarę Czerniewską-Andryszczyk, kuratorkę i pracowniczkę galerii Kasia Michalski. Sama Łuczkowiak ma ponoć reputację nauczycielki lajtowej i więcej niż wyluzowanej, a luz ten zawdzięcza swojej dosyć dobrej sytuacji materialnej, dzięki czemu praca na akademii jest dla niej niezobowiązującym hobby, urozmaiconym licznymi wycieczkami w tropikalne krainy, gdzie to profesor z zapamiętaniem nurkuje. W prowadzonej przez siebie pracowni zostawia swoim studentkom wiele wolności; każdy, kto nie odnalazł się w żadnej innej pracowni na ASP, u Łuczkowiak może znaleźć cichą przystań.

Temat wystawy zamyka się w trzech podpunktach: współczesny nomadyzm, wizerunki polityków i celebrytów oraz zjawisko tzw. „słowiańskiego przykucu”.

Tkanina jako taka nie wydaje się dziedziną szczególnie emocjonującą, Czerniewska-Andryszczyk postanowiła więc wybrnąć z tego problemu, aranżując wystawę na temat znany, dość ograny, ale wciąż lubiany, czyli: internet i jego wpływ na współczesną tożsamość. Do wystawy, oprócz pani profesor i jej uczennic, zaprosiła także innych artystów, na przykład Rafała Dominika i Wiktora Dyndo, dzięki czemu sztubacki klimacik pracowni dziewczęcej został nieco rozrzedzony – a szkoda, bo motyw ten można było bardzo interesująco pociągnąć, w końcu kobiety na akademii to temat zdecydowanie warty uwagi (przypomnijmy choćby raport Marne szanse na awanse? Fundacji Katarzyny Kozyry czy wystawę Przyjaźni moc w lokalu_30). Z kolei zaproponowany przez kuratorkę temat wystawy, o którym można by stworzyć kilka książek i ekspozycję większą od Późnej polskości, został przez nią potraktowany, delikatnie mówiąc, skrótowo i zamyka się właściwie w trzech podpunktach: współczesny nomadyzm, wizerunki polityków i celebrytów oraz zjawisko tzw. „słowiańskiego przykucu”, za którym kryją się różne wcielenia naszej lokalnej, w tym także internetowej przaśności. Tytuł wystawy nawiązuje zaś do buziaczków wysyłanych w internetowych konwersacjach i konwencjonalnie zapisywanych właśnie jako „xoxo”, a w wersji bardziej czułej, którą preferuje także kuratorka, „xoxoxo”. Całość chciałoby się więc skomentować prostym „miau miau miau”, ale tę formułę pozwolę sobie pozostawić uczestnikom wystawy, bo wydaje mi się, że są w niej dosyć biegli.

Jak się rzekło, już przy wejściu na wystawę wita nas motyw podróżniczy, czyli instalacja z walizek Izabelli Bryzek. Różnego typu pojemniki bagażowe, wypełnione piaskiem lub ziemią mają symbolizować niepewne i płynne życie współczesnych nomadów, którzy tułają się po świecie w poszukiwaniu lepszej rzeczywistości. Praca Bryzek być może mogłaby nasuwać na myśl aktualny wciąż temat uchodźczy, ale biorąc pod uwagę biografię artystki, w grę wchodzi raczej kwestia emigracji aspiracyjnej – ona sama urodziła się w Warszawie i przeniosła do Oxfordu. Jest to więc komentarz na temat ambicji współczesnych słoików, a także lęku przed stabilizacją, tak typową dla pokolenia „wiecznie młodych”, ale przecież już starzejących się millenialsów.

XOXOXO, instalacja Izabelli Bryzek
XOXOXO, widok wystawy
XOXOXO, praca Bean Gilsdorf

Tematykę polityczną podejmują Bean Gilsdorf i Wiktor Dyndo. Ta pierwsza pokazała powieszone na ścianach poduszeczki w kształcie rąk polskich polityków, zasiadających obecnie w rządzie. Dyndo z kolei namalował obraz inspirowany cyfrowymi fotografiami, wyłowionymi z sieci i własnego aparatu. Zdjęcia nawiązują do jego podróży do Izraela, na obrazie widzimy więc palmy, widok na taras polskiego ambasadora w Izraelu i panoramę Jerozolimy, gdzie w oddali oczywiście coś dymi. Gest przemalowywania zdjęć ma płótno nie wydaje się co prawda zbyt innowacyjny, a w swojej postinternetowości może nasuwać na myśl poznański przykład Piestraka, ale koniec końców pasuje do zaproponowanej przez kuratorkę narracji. Jest też śmiertelnie poważny w porównaniu do znajdujących się w sali obok prac Aleksandry Koper i Sonji Orlewicz, które biorą na warsztat wizerunki Britney Spears, Justina Biebera czy mangowych bohaterów soft porno, mutując je w wideo-kolażach lub ozdabiając nimi ustawiony na środku sali domek psychofana. Jest to wszystko generalnie atrakcyjne i miłe, ale też umiarkowanie frapujące, bo w końcu ile razy można zachwycać się gwiazdami pop lat 90. lub Harrym Potterem?

Jak pokazuje wystawa XOXOXO, są takie tematy w sztuce, które można odgrzewać w nieskończoność i zawsze ktoś je połknie, bez względu na kontekst.

Pod tym względem pracą najbardziej zaskakującą i prowokującą okazuje się być instalacja samej profesor Łuczkowiak, która na pierwszy rzut oka idealnie wypisuje się w postinternetową estetykę prac uczennic. Przyglądając się tej pracy, złożonej z intensywnie niebieskiej siatki podwieszonej pod sufit i fotografii tropikalnego widoczku, można odnieść wrażenie, że profesor Łuczkowiak jest tak naprawdę tajną propagatorką postinternetów na warszawskiej ASP. Jednakowoż jej dotychczasowa twórczość nie wskazuje na to, żeby miała ona jakikolwiek związek z tym nurtem; jedynym faktycznym linkiem łączącym ją z nim są wspomniane już tropikalne podróże, z których pani profesor przywozi zdjęcia wyglądające jak tapety Windowsa 97. Kolejną jej ulubioną pamiątką z wakacji są rybackie sieci, z których chętnie tworzy swoje instalacje i które możemy też zobaczyć na XOXOXO. Te oto tropikalne suweniry, odpowiednio zaaranżowane przez kuratorkę, stały się idealnym symbolem współczesnego życia obrazów w sieci – pytanie, czy chodzi o sieć internetową, czy po prostu rybacką, nie jest tutaj do końca wyjaśnione.

XOXOXO, instalacja Barbary Łuczkowiak
XOXOXO, instalacja Barbary Łuczkowiak
XOXOXO, prace Princ Polo
XOXOXO, rysunki Rafała Dominika
XOXOXO, instalacja Aleksandry Natalii Koper
XOXOXO, prace Aleksandry Natalii koper i Sonji Orlewicz

Ostatnią zagadką wystawy z Salonu Akademii jest postać artystki o niku Princ Polo, eksplorującej temat słowiańskiego przykucu, której prace zostały zestawione z rysunkami Rafała Dominika, zafascynowanego kulturą disco polo. Temat słowiańskiej przaśności artystka wydaje się mieć faktycznie dokładnie rozpracowany i potrafi swobodnie żonglować swojskimi motywami, takimi jak polski ziemniak, odzieżowe podróbki czy blokerska stylówka. Nawet to fajnie wygląda, szkoda tylko, że jest repetycją tego wszystkiego, co już znamy i co zostało przerobione dokładnie przez innych twórców, na przykład chłopców z ZUS Wave czy Stacha Szumskiego. Choć z drugiej strony, może właśnie to dobrze, bo jak pokazuje wystawa XOXOXO, są takie tematy w sztuce, które można odgrzewać w nieskończoność i zawsze ktoś je połknie, bez względu na kontekst. W tym sensie prace Princ Polo idealnie oddają obecny stan „sztuki z sieci” w Polsce i jej nieuchronne staczanie się w kierunku czegoś, co chyba już nie jest nawet post-, ale zombie internetem. Czego się jednak spodziewać po tym nurcie, pamiętając, że jego aktualnymi promotorami są wieczni dwudzestolatkowie zamknięci w ciałach trzydziestolatków (patrz osobliwy przypadek Kamila 2), a „intelektualne patronki” nawet chyba nie są do końca świadome, jak dziwnej aranżacji zostały poddane ich prace? Czołowej kuratorce zombie internetu życzę z kolei trochę więcej pokory, bo nadmiar ambicji może prowadzić do powstawania wystawienniczych potworków, takich jak ten w Salonie Akademii.

Stopka

ArtystaIzabella Bryzek, Rafał Dominik, Wiktor Dyndo, Bean Gilsdorf, Aleksandra Natalia Koper, Barbara Łuczkowiak, Sonja Orlewicz, Princ Polo
WystawaXOXOXO
MiejsceGaleria Salon Akademii - Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
Czas trwania15.05 -02.06.2017
KuratorKlara Czerniewska-Andryszczyk
Strona internetowasalonakademii.asp.waw.pl
Indeks

Zobacz też