21.04.2014

Spotkanie z Laure Prouvost w CSW Łaźnia

Anna Witkowska
Spotkanie z Laure Prouvost w CSW Łaźnia
Laure Prouvost, kadr z filmy "Swallow"

Laure Prouvost, kadr z filmu „Swallow”, 2013

Gdańska Łaźnia zaprosiła Laure Prouvost tuż po zakończeniu jej pierwszej indywidualnej wystawy w nowojorskim New Museum. Kilka lat wcześniej, w 2010 roku, Prouvost pokazywała swoje wideo w krakowskim Bunkrze Sztuki w ramach wystawy EAST goes East. Od tego czasu artystyczny status Laure uległ sporej zmianie. W Łaźni pojawiła się już jako gwiazda brytyjskiej sztuki z Turner Prize w kieszeni. Co ciekawe, to wydarzenie można potraktować jako zapowiedź wystawy artystki w tej instytucji. Spotkanie z Proouvost miało kameralny charakter, a artystka przyniosła ze sobą ananasa, którym poczęstowała publiczność – wydaje się, że był to gest nieprzypadkowy, bo ananas pojawia się w jednym z jej filmów, Swallow. W ramach spotkania pokazano ten i jeszcze dwa inne filmy, które opisuję poniżej.

Laure Prouvost, "Monolog"

Laure Prouvost, „Monolog”, 2009

Monolog

Sweter w pepitkę, a na nim jeźdźcy na koniach. Obcięta w kadrze głowa, ramiona też poza. Kadr mógłby być szerszy. Nie jest. Trochę to drażni, ale bardziej bawi. Swobodna struktura, nonszalancja, parodia wideo, specyficzna poetyka obrazu. Duży dystans. Humor? Poczucie spójności wydaje się pozorne. Dźwięki też raczej swobodnie przystają do obrazu.

Kolejna sekwencja, nijaka sterta ubrań. Artystka na chwilę przy nich przysiada. Nie ma to większego znaczenia. Prostym przedmiotom autorka nadaje sens, przywołuje je z bliżej nieokreślonych nam powodów. Mało efektowne kadry co jakiś czas przecinają jednobarwne aple, geometryczne formy, biały tekst na czarnym tle, czasami strobowanie ekranu. Trochę teledyskowo, zwięźle, szybko, z nieustającą narracją prowadzoną zza kadru przez artystkę. Trzeba się przyzwyczaić do jej akcentu (Laure mieszka w Wielkiej Brytanii od 15 lat, urodziła się we francuskim Lille), aby dobrze zrozumieć.

Spotkanie z Laure Provost w CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

Spotkanie z Laure Prouvost w CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

Tyle zapamiętałam z projekcji filmu Monolog (2009). Powstawał podobno bardzo długo i jest wynikiem ponad rocznych rozmów w gronie znajomych na temat gubienia sensu w rozmowach… Laure tłumaczyła zebranym w Łaźni okoliczności powstania pracy. Kilka razy padło zdanie lost in translations i faktycznie, ten wieczór potwierdził tą tezę. Nie tylko ja żartowałam, że artystka umówiła się z tłumaczką, która ustawicznie rozmijała się z Prouvost, co rozbawiło licznie przybyłą publikę. Być może błędne tłumaczenie to był element gry?

Laure w pierwszej części rozmowy przywoływała także swoje dialogi z babcią, krytycznie nastawioną do rzeczywistości – bo tempo świata za duże, znikają ważne detale, a wyjaśnianie często zmienia faktyczny sens. Tą rodzinną filozofię artystka przeszczepiła do swej sztuki. Niedoskonałości i błąd to jakby główna oś jej prac.

Spotkanie z Laure Provost w CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

Spotkanie z Laure Prouvost w CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

Swallow

Kolejne prezentowane wideo Swallow to próba sensualnego odtworzenia aury „słonecznej ojczyzny Dantego”. Laure przez sześć miesięcy była na rezydencji we Włoszech. Powołała się na poszukiwania flamandzkich artystów, którzy chętnie studiowali w Rzymie.

Prouvost w swojej realizacji podąża za swoim pierwszym wrażeniem, za uderzeniem ciepłego powietrza w twarz, za dotykiem słońca. Ten film jest duszny, zmysłowy, szeptany. Kompletnie inny od pierwszego. „(…) Ten ptak jest w twoich ustach”- pada z ekranu. Woda, owoce, nagie dziewczęta, ryby, słońce, drzewa. Przypomina mi to dawne kampanie Sisley’a fotografowane przez Terry Richardson’a – nagryzanie granatu, spływające krople soku, zetknięcie sutka z figą, etc. Trochę tu też Pikniku pod wiszącą skałą (w Swallow nagie dziewczyny stoją na skałach), z każdą minutą robi się coraz cieplej, intensywniej.

Nie bez powodu za ten film otrzymała Max Mara Art Prize for Women, bo każde następne westchnienie kobiecych ust z wideo przestaje kojarzyć się z głębokim wdechem, przypomina coraz silniej spazm rozkoszy. Nie pamiętam, jaka jest puenta i czy faktycznie jest jakaś. W sumie nic konkretnego się nie dzieje, majaczy w wodospadzie umięśniony chłopak.

Czy to feminizujące kino? – nie, powiedziała artystka. Żartobliwie stwierdzając, że jest mężczyzną i nie rozumie „rozróżnienia płci” w przypadku artystycznej nagrody. W rozmowie przywołała jeszcze postać dziadka, który ucząc ją w dzieciństwie, czym jest piękno, pokazał garść garść malin. Maliny towarzyszyły prezentacji Swallow w Whitechapel (a także wielka panoramiczna rama z kolażami i wyświetlaczami).

Laure Prouvost, "Wantee"

Laure Prouvost, „Wantee”, 2013

Wantee | Grand dad friendship with Kurt Schwitters

Ten film przyniósł jej Turner Prize 2013. Tate Britain zamówiło u niej wideo o historii jej dziadków. Dziadek podobno przyjaźnił się z Kurtem Schwittersem. Ile w tym prawdy, trudno stwierdzić, artystka kokietując publikę nazywa się kłamczuchą…

Narracja ogniskuje się wokół domku-pracowni, w którym tworzyli krewni autorki. Prouvost zaprasza nas do tego wnętrza, smaruje wszystko gliną, wskazuje kolejne domowe przedmioty i tajemniczą klapę prowadzącą do tunelu. Podobno tym tunelem uciekła babcia…a może nawet tam utknęła – rozwiązanie padnie w kolejnej odsłonie Wantee podczas Two nights performance w NYC. Nakręciła właśnie rozwinięcie tej pracy.

Mnóstwo tu starych, rozpadających się sprzętów, jak i bardzo użytecznych „schwittersów”- podkład pod za krótką nogę krzesła, podpórka pod drzwi, wieszak. Nawet gęś, co znosi jajko prosto na patelnię… Dziadek, podobnie, jak babcia, któregoś dnia zniknął. Po dziadkach zostały jedynie małe portrety i nieśmiertelny czajnik na herbatę. Od ceremonialnego wołania na tea time wziął się tytuł tej pracy.

Spotkanie z Laure Prouvost w CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

Spotkanie z Laure Prouvost w CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

Za co więc Turner Prize? Laure tłumaczy, że za pokój z herbatą (zrekonstruowała go na wystawie w raz z różowiutkim pokojem babci), bo to angielskie i mile widziane przez Jury…, no i ogólnie,” (…) komisji było szkoda dziadków”.

Podsumowując, to był miły wieczór (powtarzam się, ale warto), nie za długie filmy, które opatrzone dowcipnym komentarzem skracają dystans między artystą a odbiorcą. Każdy z nich trochę inny od poprzedniego, a jednak zaplatający się w jedną narrację. Swoista mitologizacja najbliższego otoczenia, domowych historii, surrealność, dwuznaczność i zastosowane środki formalne dobrze do mnie trafiają. Laure Prouvost fascynuje interpretacja przeszłości. Ma dużą łatwość i swobodę w budowaniu swoich historii, a to czyni jej filmy uniwersalnymi i lekkimi. Świadomie wybrała wideo jako medium, które w pełni może pobudzić zmysły, oddać ducha czasu, zostawić ślad po nas tu i teraz.

Mimo zadeklarowanej przez Laure artystycznej frustracji (nie sprawia wrażenia sfrustrowanej), wynikającej z ograniczenia językiem, medium, sobą, wyszłam usatysfakcjonowana i nakarmiona kawałkiem ananasa z poczuciem, że jest artystką nieskrępowaną i wolną. Tym chętniej obejrzę wystawę Prouvost, którą planuje zrobić Łaźnia.

Ananas przyniesiony przez artystkę, CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

Ananas przyniesiony przez artystkę, CSW Łaźnia, 15.04.2014, fot. Wojtek Skrzypczyn

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaLaure Prouvost
MiejsceCSW Łaźnia, Gdańsk
Czas trwania15.04.2014
FotografieWojtek Skrzypczyn
Strona internetowawww.laznia.pl
Indeks

Zobacz też