14.09.2017

Przemysław Branas, czyli Alicja po drugiej stronie „glory hole”

Piotr Policht
Tekst opublikowany w magazynie Szum 18/2017
Przemysław Branas, „Maska erekcyjna 02”, obiekt, 2014, fot. dzięki uprzejmości artysty
Przemysław Branas, czyli Alicja po drugiej stronie „glory hole”
Przemysław Branas, „Maska erekcyjna 02”, obiekt, 2014, fot. dzięki uprzejmości artysty
Przemysław Branas to artysta zmagający się z widmem nieuchronnej porażki. Ale w odróżnieniu od mistrza zamieniania porażki w spektakl, Oskara Dawickiego, Branas nie przeprasza, nie płacze ani nie znika.

Zaczyna podręcznikowo. Szkoła? Na pierwszym etapie akademickiej edukacji zalicza naukę w Pracowni Sztuki Performance na krakowskiej ASP, pod kierownictwem Artura Tajbera i Artiego Grabowskiego. Pierwsze tematy? Abstrakcyjne pojęcia, międzyludzkie relacje, ciało. Jakby dopiero rozpoznawane, oglądane kawałek po kawałku, umieszczane na kulturowej matrycy; ciało homoseksualne, w którym odbija się postać nieformalnego patrona gejów, św. Sebastiana. W jednym z performansów (Wyspa, 2011), wykonanym wspólnie z Justyną Górowską, artyści połączeni dwoma krańcami kaftana bezpieczeństwa zarysowują krąg, następnie zbliżają się do siebie, odwróceni do zewnątrz, wreszcie zaczynają biec w przeciwnych kierunkach. Szarpnięcie, upadek, powtórka. W końcu kaftan pęka. W innym (two, 2010) pojawiają się dwie walczące rybki, bojowniki, w odrobinie wody. Czysta warpechowszczyzna. Branas szybko się jednak z tej ciężkawej i wyjałowionej spuścizny klasyków otrząsa.

Przemysław Branas, „Übung”, dokumentacja performansu w BWA Zielona Góra, 2015, fot. Karol Trębuła
Przemysław Branas, „Jeden krok w przód, jeden w bok, jeden krok w tył”, dokumentacja performansu, 2015, ogród Muzeum Archeologicznego w Krakowie

To jest performans. To nie jest performans

Poważną, wręcz nieco nadętą metaforę zastępują performansy wykoślawione, kpiarskie, rzucające wyzwanie cierpliwości widza. Czasem praktycznie nie do oglądania. W ramach cyklu Trzy Czte Ry! Performance!, kuratorowanego przez Aleksandrę Kubiak w zielonogórskim BWA, Branas wykonuje performans Übung. Siada przy stoliku, rozsypuje na nim kilogram cukru. Następnie od rana do wieczora, przez dwanaście godzin, skrupulatnie wydobywa z kopczyka po jednym kryształku i liczy je. Dokładne przeliczenie i tak jest niemożliwe, na końcu zostaje drobny cukrowy pył. Tomasz Sikora opisuje czynność performera jako rodzaj komentarza do roli masy i jednostki w nowoczesnych społeczeństwach. Z jednolitego „buractwa” wydobywane są „rafinowane jednostki”, koniec końców i tak anonimowe i ponownie zlewające się w masę. Wszelkiej klasyfikacji wymyka się z kolei pozbawiony głosu „pył”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!
Czytaj więcej w magazynie Szum 18/2017

Zobacz też