16.06.2017

Słowo kupieckie. Z Piotrem Nowickim rozmawia Jakub Banasiak

Jakub Banasiak; fotografie: Karol Grygoruk
Tekst opublikowany w magazynie Szum 17/2017
fot. Karol Grygoruk
Słowo kupieckie. Z Piotrem Nowickim rozmawia Jakub Banasiak
fot. Karol Grygoruk
Sztuce potrzebny jest spokój i dystans. Jest z nią tak samo jak z dobrym winem – nie można wypić duszkiem butelki, bo nic z tego nie będzie, poza kacem. Trzeba delektować się nią powoli, w ciszy, i tak samo podchodzić do kolekcjonowania.

Jakub Banasiak: Powszechnie uważa się, że rynek sztuki w Polsce powstał po 1989 roku.

Piotr Nowicki: Bzdura!

No właśnie, skoro pańska galeria w lutym skończyła 40 lat, musiała otworzyć się w… 1977 roku.

Tak w istocie było.

To była pierwsza w Polsce prywatna galeria sztuki. Czy tak?

Pierwsza! Nie jedna z pierwszych. To jest temat, którym bardzo łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi. Mam zasadę, że nie rozmawiam o tym, czy mam najlepszą galerię, czy nie, bo to jest kwestia gustu. Natomiast nie dam sobie odebrać pierwszeństwa. W 1976 roku dostałem z Ministerstwa Kultury i Sztuki zezwolenie na prowadzenie prywatnej galerii sztuki współczesnej. Numer: 1/76. Czekałem na nie prawie dwa lata. W Polsce Ludowej prywatny handel sztuką „uspołeczniono”, czyli zdelegalizowano w 1950 roku. Powstały Desy, państwowe salony wystawiennicze. Sztukę współczesną można było kupić tylko tam. W 1975 roku wszystko się zmieniło. Wydano rozporządzenie, że mogą powstawać prywatne galerie sztuki współczesnej – nie antykwariaty, lecz galerie.

Wernisaż wystawy: Jacek Maria Hohensee, Malarstwo i biżuteria, 14 września 1978.W głębi Andrzej Novak-Zempliński, po prawej Maja Swieżawska-Roqueplo, fot. Erazm Ciołek. Dzięki uprzejmości Galerii Piotra Nowickiego.
Wernisaż wystawy: Andrzej Novak-Zempliński, Malarstwo. „Widoki architektoniczne”, 18 października 1980. Od lewej: Krzysztof Załęski, fot. Erazm Ciołek. Dzięki uprzejmości Galerii Piotra Nowickiego.

Kim pan wtedy był? Co robił?

Studiowałem historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Wcale nie marzyłem o tym, żeby mieć galerię sztuki współczesnej. Lubiłem raczej starocie, pisałem pracę magisterską z historii meblarstwa warszawskiego u profesora Tadeusza Jaroszewskiego, pod kierunkiem doktor Bożenny Majewskiej-Maszkowskiej. Jeszcze przed studiami, a potem w trakcie studiów, pracowałem w Muzeum Narodowym. Byłem przekonany, że po magisterium będę kontynuował karierę muzealnika, pisząc i opracowując historię meblarstwa, bo wtedy był to mało przebadany temat, a mnie on interesował. Napisałem nawet pracę magisterską o meblach warszawskich XIX wieku. Być może dzisiaj byłbym muzealnikiem właśnie odchodzącym na emeryturę, jednak 11 czerwca 1975 roku zmarł mój ojczym, który w pawilonie na tyłach Nowego Światu miał atelier naprawy biżuterii. Coś trzeba było zrobić z tym pawilonem i doszliśmy z mamą do wniosku, że otworzę galerię.

Dlaczego sztuka współczesna?

Bo na antykwariat nie dostałbym zezwolenia, a na sztukę współczesną właśnie otworzyła się taka możliwość. To była miłość z rozsądku.

Czytaj więcej w magazynie Szum 17/2017

Zobacz też