04.09.2016

Dobra zmiana. Nowa polska architektura

Anna Cymer
Tekst opublikowany w magazynie Szum 14/2016
il. Zbigniew Rogalski
Dobra zmiana. Nowa polska architektura
il. Zbigniew Rogalski
Dziesięć lat wystarczyło, by Polskę zalała fala bardzo udanych realizacji architektonicznych. Dzięki unijnym funduszom wydobyto z cienia wielki twórczy potencjał tkwiący w architektach. Efektowne budynki skutecznie leczą polskie kompleksy. Czy jednak ikoniczne gmachy wystarczą, aby poprawić jakość przestrzeni publicznej?

„W roku 1956 wszystko, co minęło – minęło, a od tego roku zaczynała się przyszłość” – tak Adam Kotarbiński podsumowywał przemianę, która nastąpiła w architekturze wraz z gomułkowską odwilżą. Upadek doktryny socrealizmu, rozluźnienie rygorów krępujących projektantów i wzrost liczby inwestycji zaowocowały setkami nowoczesnych, nowatorskich (tak formalnie, jak i konstrukcyjnie) budowli. Nowe osiedla mieszkaniowe, budynki użyteczności publicznej, obiekty kultury, domy wczasowe, dworce, hale sportowe zmieniły obraz kraju: miały poprawić jakość życia, ale i stanowić bodziec do rozwoju. Po mrokach stalinizmu stały się również symbolami chwilowo odzyskanej jako takiej swobody. „Twarda surowa niewola sztywnych kanonów i przesądów urbanistycznych została złamana i zastąpiona wolnością architektury, która nawet dławiąc się w starych liniach zabudowy kontrastem lekkości, jasności i wesołości, wnosi nawet w ponure pozostałości miast starych – świeżość i twórczą radość oraz społeczny postęp”, pisał o tamtych czasach Jerzy Hryniewiecki.

il. Zbigniew Rogalski

il. Zbigniew Rogalski

Analizując to, co zdarzyło się w polskiej architekturze w ostatnich latach, łatwo odnieść powyższe słowa do czasów współczesnych. Bo wejście Polski do Unii Europejskiej, a co za tym idzie – do świata dotacji, dofinansowań i preferencyjnych kredytów, ale i na konkurencyjny rynek zachodni, radykalnie odmieniło architektoniczne oblicze Polski. Trwający od ponad dekady budowlany boom wpłynął na wiele dziedzin życia, doprowadzając do poprawy estetyki miast (remonty rynków, placów, kamienic), zwiększenia komfortu podróżowania (nowe drogi, wyremontowane dworce), rozszerzenia dostępu do kultury (nowe filharmonie, teatry, biblioteki). Co ważne, wiele z pozytywnych zmian wychodzi zdecydowanie poza Warszawę, Kraków czy Gdańsk – coraz więcej godnych uwagi budynków powstaje w średnich i małych ośrodkach miejskich. Może nie wszystko funkcjonuje idealnie, piękne nowe budowle nie zniwelowały rozmaitych problemów estetycznych (na przykład wielkoformatowe reklamy), planistycznych (suburbanizacja) czy społecznych (grodzone osiedla, brak budownictwa komunalnego), ale jakość otaczającego nas środowiska zurbanizowanego w wyraźny sposób się poprawiła. Parafrazując Kotarbińskiego, można bez wielkiej przesady powiedzieć, że i dla polskiej architektury w 2004 roku zaczęła się przyszłość.

Czytaj więcej w magazynie Szum 14/2016

Zobacz też