15.09.2017

Uchodzimy za freaków. Rozmowa z Martą Frej i Tomaszem Kosińskim

Marta Kudelska
Marta Frej i Tomasz Kosiński
Uchodzimy za freaków. Rozmowa z Martą Frej i Tomaszem Kosińskim
Marta Frej i Tomasz Kosiński
Uznaliśmy, że skoro nam czegoś wyraźnie brakuje, to musimy to zacząć robić sami. W Częstochowie nie znaleźliśmy działań i artystów społecznie zaangażowanych, krytycznych, komentujących sytuację polityczną, chcących zmieniać swoją sztuką świat.

Marta Kudelska: Czy moglibyście opowiedzieć na początek o historii Arterii?

Marta Frej, Tomasz Kosiński: W tym roku odbywa się siódma edycja festiwalu, więc to raczej „historyjka”, na historię dopiero pracujemy. Arteria wzięła się, po pierwsze, z przekonania, że kontakt ze sztuką podnosi jakość życia. Po drugie – że sztuka współczesna jest do pewnego stopnia laboratorium zmian społecznych i że można traktować ją jako narzędzie do naprawiania przestrzeni miejskiej. A po trzecie – z nudów.

Skąd się znacie?

M.F.: Poznaliśmy się przez internet, to był czysty przypadek i zbieg okoliczności. Było to 8 lat temu, a więc w momencie, gdy mieliśmy już za sobą sporo przeżyć.

Jak trafiliście do Częstochowy?

T.K.: Marta pochodzi z Częstochowy, ja sprowadziłem się do niej z Warszawy.

To miasto nosi na sobie „piętno” Jasnej Góry, klasztoru… Jak wygląda codzienne życie u jego stóp?

M.F., T.K.: Postrzegamy miasto i klasztor jako dwa odrębne organizmy, działamy wyłącznie w obrębie tego miejskiego, który uważamy za świecki. Miasto swój rozwój i tożsamość zawdzięcza głównie rewolucji przemysłowej oraz swojej wielokulturowości. Często mamy okazję o tym rozmawiać, jeżdżąc po kraju i niezmiennie powtarzamy, że Częstochowę zamieszkują tacy sami ludzie jak wszędzie indziej, mający swoje marzenia, kłopoty, wątpliwości oraz potrzeby.

Możemy pochwalić się dużymi osiągnięciami, jeżeli chodzi o współpracę z NGO-sami pracującymi na innych polach, pomagającymi osobom z zaburzeniami, wykluczonym ekonomicznie czy społecznie.

A co z lokalną sceną artystyczną? Jakie fundacje czy stowarzyszenia działają w Częstochowie?

M.F., T.K.: Mamy oczywiście instytucje kulturalne, uczelnię wyższą z wydziałem artystycznym, jednak jeżeli chodzi o przestrzeń, która nas interesuje, to od strony merytorycznej nie mamy specjalnego wsparcia. Nie mówimy tu o współpracy, ta jak najbardziej się zdarza i jest dla nas elementem bardzo istotnym, jednak zamyka się ona raczej na kwestiach technicznych. W ten sposób od lat współpracujemy z Miejską Galerią Sztuki, Muzeum Częstochowskim, Ośrodkiem Promocji Kultury, czy wreszcie Wydziałem Kultury Urzędu Miasta, ale ogólnie uchodzimy za freaków. Możemy za to pochwalić się dużymi osiągnięciami, jeżeli chodzi o współpracę z NGO-sami pracującymi na innych polach, pomagającymi osobom z zaburzeniami, wykluczonym ekonomicznie czy społecznie.

Dlaczego zdecydowaliście się na zorganizowanie tutaj festiwalu sztuki publicznej?

M.F., T.K.: Uznaliśmy, że skoro nam czegoś wyraźnie brakuje, to musimy to zacząć robić sami. W Częstochowie nie znaleźliśmy działań i artystów społecznie zaangażowanych, krytycznych, komentujących sytuację polityczną, chcących zmieniać swoją sztuką świat.

FRIKO, SARP Częstochowa, „Zrób sobie rzeę”, działanie
FRIKO, SARP Częstochowa, „Zrób sobie rzeę”, działanie
FRIKO, SARP Częstochowa, „Zrób sobie rzeę”, działanie
Anna Pluta i Natalia Kałuża, Świetlica „Krytyki Politycznej” w Cieszynie, warsztaty „Zaufanie”
Anna Pluta i Natalia Kałuża, Świetlica „Krytyki Politycznej” w Cieszynie, warsztaty „Zaufanie”
Miastotożsamość, panel dyskusyjny

Od samego początku działaliście w dużej mierze w oparciu o entuzjazm, przyjaźnie z poszczególnymi artystami, krytykami, kuratorami. Czym jest dla was pojęcie wspólnoty, także tej artystycznej?

M.F., T.K.: Emocje są dla nas bardzo istotne, a festiwal jest dla nas świętem, na które czekamy cały rok, dlatego zależy nam na utrzymaniu familijnej wręcz atmosfery. Wkładamy w to równie dużo wysiłku, jak w przygotowanie merytoryczne. Właśnie podczas festiwalu odczuwamy wspólnotę, bo zapraszamy ludzi, dla których sztuka i jej misja są równie ważne jak dla nas.

W jaki sposób przystępujecie do pracy nad festiwalem?

M.F., T.K.: To długi proces, w zasadzie tuż po zakończeniu każdej edycji zaczynamy pracować nad następną. Wtedy, na gorąco, jest najlepiej, bo wiemy, co chcielibyśmy poprawić albo jakie pomysły i tematy narodziły się podczas poprzednich działań. Jeżeli chodzi o dobór gości, to bazujemy na obserwacjach, które czynimy podczas licznych podróży, oraz na tekstach.

Czy waszym zdaniem coś się przez te 7 lat zmieniło w Częstochowie? Czy zmienia się podczas festiwalu?

M.F.: Miasto zmienia się nieustannie, więc zapewne i podczas samego festiwalu, nie oznacza to jednak, że nasza praca skupia na sobie światła reflektorów. Największą zmianą dla nas jest skupienie wokół festiwalu grupy ludzi – wolontariuszy i wolontariuszek, przyjaciół, widzów, którzy uczestniczą w festiwalowych wydarzeniach, wpływają na ich kształt, nawiązują przyjaźnie, znajomości, dyskutują. Mamy nadzieję, że mieszkanki i mieszkańcy miasta korzystają też z wartości, jaką jest spojrzenie artystek i artystów na miasto z zewnątrz. Czasem bowiem „najciemniej jest pod latarnią” i takie świeże spojrzenie może dużo dać.

W niewielkim stopniu interesuje nas pozostawianie w przestrzeni miejskiej widocznych dowodów na to, że festiwal się odbył. Bardziej interesuje nas praca nad budowaniem tożsamości i poczucia wspólnoty, a także zdobywanie wiedzy o mieszkankach i mieszkańcach, wciąganie ich w interakcję, czasem nawet prowokowanie.

T.K.: Zmieniliśmy też na pewno opinię wielu osób o Częstochowie i jej mieszkańcach. Wiele naszych gościń i gości podkreśla, że po festiwalu zaczęli zupełnie inaczej postrzegać Częstochowę.

Z mojej perspektywy jesteście festiwalem zupełnie niefestiwalowym. Od samego początku odchodziliście od materialności festiwalu, na palcach jednej ręki można policzyć realizacje, jakie tu pozostały na dłużej. Stawiacie raczej na proces niż efekt i staracie się budować poczucie odpowiedzialności za przestrzeń miejską. Tak postrzegacie rolę tego typu przedsięwzięć?

M.F., T.K.: Rzeczywiście, w niewielkim stopniu interesuje nas pozostawianie w przestrzeni miejskiej widocznych dowodów na to, że festiwal się odbył. Bardziej interesuje nas praca nad budowaniem tożsamości i poczucia wspólnoty, a także zdobywanie wiedzy o mieszkankach i mieszkańcach, wciąganie ich w interakcję, czasem nawet prowokowanie. Marzy nam się, żeby przestrzeń wspólna traktowana była z równą uwagą i zainteresowaniem, co przestrzeń prywatna, a to oczywiście jest trudne, bo wymaga ogromnej empatii i kompromisów. Chcemy uświadomić ludziom, że ta wspólna przestrzeń i to, jak się w niej zachowują, wpływa na ich samopoczucie, stosunki, jakość życia i że warto nad tym pracować. To, że jesteśmy niefestiwalowi, zawdzięczamy temu, że to nie jest nasza praca, tylko hobby. Działamy non profit, poświęcamy swój wolny czas i mnóstwo energii.

Fundacja Oczami Brata, gra miejska
Stowarzysznie Yava, „Miejskie historie”, gra miejska
Stowarzysznie Yava, „Miejskie historie”, gra miejska
Urszula Kluz-Knopek, „Latający dom dobrej śmierci”, działanie
Urszula Kluz-Knopek, „Latający dom dobrej śmierci”, działanie
Urszula Kluz-Knopek, „Latający dom dobrej śmierci”, działanie
Joanna Rzepka-Dziedzic i Łukasz Dziedzic, „Posłódź mi”, działanie
Joanna Rzepka-Dziedzic i Łukasz Dziedzic, „Posłódź mi”, działanie
Honorata Martin, „1943”, mural

Jednym z wątków, który mnie zainteresował na tegorocznym festiwalu, jest migracja z miast. To problem, który dotyczy całego Śląska. Mimo budowania wizerunku Śląska jako regionu kreatywnego, znajdujące się tu miasta wyludniają się. Wyludnia się też Częstochowa. Czy myślicie, że skupienie się na szeroko rozumianej kulturze może jakoś uratować takie miejsca? Czy to tylko mrzonka powtarzana przez wszystkich?

M.F., T.K.: Artur Żmijewski, który kiedyś prowadził u nas zajęcia z młodzieżą, powiedział, że procesy rozrastania się i kurczenia miast są czymś naturalnym. Być może miasta, z których ludność migruje, będą się zmniejszać do momentu uzyskania pewnego rodzaju równowagi pomiędzy liczbą mieszkańców i mieszkanek a możliwością zagwarantowania im wszystkim przyzwoitego poziomu życia. Oczywiście jest to bardzo uproszczone ujęcie, ponieważ mówimy tu o złożonym procesie. Nie wiemy, na ile skupianie się na kulturze jest w stanie wpłynąć na ten proces, jesteśmy jednak pewni, że edukacja kulturalna daje kompetencje, które podnoszą jakość życia. Problemem jest to, że obecnie mało kto traktuje u nas poważnie wartości nieprzeliczalne tu i teraz na złotówki.

Wspominaliście na początku naszej rozmowy o lokalnych instytucjach, które zapraszacie do współpracy. W tym roku Fundacja Chrześcijańska Adullam stworzyła publiczną czytelnię i neon ułatwiający powrót do domu. Stowarzyszenie Yava porwało uczestników gr miejską o historii miasta. Po raz kolejny pojawiła się też chyba bardzo lubiana przez mieszkańców akcja Ciepłe słowa. Jak te mniejsze organizacje postrzegają wasz wspólny festiwal?

M.F.: Są one zdecydowanie większe od nas, pracują ze społecznością miasta w cyklu całorocznym od lat. One mają swoje kompetencje, a my swoje i w trakcie współpracy staramy się wykorzystać wspólne doświadczenia.

Częstochowa = Jasna Góra, taki obraz rysuje się w głowach wielu naszych rodaczek i rodaków. Jak bardzo jest on złudny, przekonać się można dopiero spędzając tu więcej czasu. Wtedy wyraźnie widać, że miasto i sanktuarium są jak dwa oddzielne organizmy.

T.K.: Czytelnia Publiczna to projekt mój i Marty, Neon to praca Łukasza Piskorka, Fundacja Adullam wsparła nas przy ich realizacji zarówno zasobami ludzkimi, jak i przestrzenią do przeprowadzenia działań. Z kolej Stowarzyszenie Yava i Fundacja Oczami Brata przeprowadziły na terenie Starego Miasta działania oparte na wspólnotowym poznawaniu historii i przestrzeni miasta, bezpośrednio związane z tematem tegorocznej edycji festiwalu. Z organizacjami tymi współpracujemy również przy innych okazjach, więc nauczyliśmy się wykorzystywać wspólny potencjał.

Fundacja Chrześcijańska Adullam, „Czytelnia Publiczna”, akcja
Fundacja Chrześcijańska Adullam, „Czytelnia Publiczna”, akcja
Łukasz Piskorek, „Dom”, neon
Łukasz Piskorek, „Dom”, neon

Chciałabym jeszcze na moment poruszyć temat Jasnej Góry, bo mam wrażenie, że jednak bardzo często podczas festiwalu próbujecie zbliżyć się do klasztoru. Wystarczy wspomnieć akcję Katarzyny Górnej Obcy w mieście czy Wszystko Bogny Burskiej. W tym roku w programie znalazła się Czarna Madonna płacząca na biało-czerwono Kle Mens. Można śmiało powiedzieć, że klasztor jest pewnym „problemem” architektonicznym, ideowym i politycznym. Mówicie, że miasto i klasztor to trochę dwa osobne byty, ale chyba kusząca jest dla was możliwość symbolicznego dotarcia na wzgórze?

M.F., T.K.: Częstochowa = Jasna Góra, taki obraz rysuje się w głowach wielu naszych rodaczek i rodaków. Jak bardzo jest on złudny, przekonać się można dopiero spędzając tu więcej czasu. Wtedy wyraźnie widać, że miasto i sanktuarium są jak dwa oddzielne organizmy. Niewątpliwe klasztor stanowi punkt odniesienia, który zarówno fizycznie, jak i mentalnie trudno przeoczyć, stąd część zaproszonych artystek i artystów ulega tej pokusie. My nigdy nie cenzurujemy pomysłów. Co do współpracy z klasztorem, to kilka lat temu podjęliśmy taką próbę z inicjatywy Pawła Althamera i Artura Żmijewskiego, jednak całość zakończyła się niepowodzeniem. Od tamtej pory nie próbujemy, zresztą nie odpowiada nam radykalizujący się przekaz płynący z Jasnej Góry – pielgrzymki kibiców, rasistowskie, homofobiczne kazania Rydzyka.

Kle Mens, „Czarna Madonna płacząca na biało-czerwono”, projekcja filmu
Kle Mens, „Czarna Madonna płacząca na biało-czerwono”, projekcja filmu
FRIKO, „Ciepłe słowa”, działanie
FRIKO, „Ciepłe słowa”, działanie
Honorata Martin, „1943”, mural
Honorata Martin, „1943”, mural

Które z dotychczasowych działań było najtrudniejsze logistycznie?

T.K.: Z zawodu jestem logistykiem, w związku z tym podczas festiwalu większość spraw jest dograna zdecydowanie przed czasem, mam też spory zestaw narzędzi pozwalający mi na szybką reakcję w razie potrzeby. Pracę z zaproszonymi gościniami i gośćmi zaczynamy zawsze na tyle wcześnie, aby maksymalnie wyeliminować niespodzianki. Myślę, że nawet ci, którzy mieli mnie czasem serdecznie dosyć w fazie przygotowań, mogli docenić na samym festiwalu celowość moich zabiegów. Dla mnie w tej materii istnieją tylko dwie przeszkody: brak konkretnej informacji oraz upływający czas, resztę barier pokonujemy sprawnie.

A która z festiwalowych akcji była dla was najważniejsza?

M.F., T.K.: Jako organizatorzy uchylamy się od odpowiedzi na to pytanie. Każda z realizowanych podczas kolejnych edycji festiwalu prac jest dla nas równie ważna.

Jakie macie zatem plany na przyszłość?

T.K.: I tu pojawia się pewien problem, ponieważ jeszcze rok temu na takie pytanie odpowiadałem bez chwili wahania: robimy dalej. Na dziś odpowiedź brzmi: nie wiemy. Co do naszych wspólnych planów, chcemy nadal pracować w mieście z mieszkańcami, jednak nadszedł czas, aby pomyśleć trochę o sobie i naszej rodzinie. Potrzebujemy też zmian, nowych wyzwań, być może nowego miejsca.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!

Stopka

ArtystaJoanna Rzepka-Dziedzic, Urszula Kluz-Knopek, Honorata Martin, Anna Pluta, Kle Mens, Łukasz Dziedzic, Duet FRiKO
Wystawa7. Festiwal Sztuki Wspólczesnej w Przestrzeni Publicznej „Arteria”
MiejsceCzęstochowa
Czas trwania6–10.09.2017
FotografieMarcin Szczygieł
Strona internetowaarteria.kulturoholizm.pl
Indeks

Zobacz też