06.04.2018

Sukcesizm. Szydełkowanie znacznie różni się od przywiązywania kochanka do łóżka

Anna Batko
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy, fot. Szymon Jachna
Sukcesizm. Szydełkowanie znacznie różni się od przywiązywania kochanka do łóżka
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy, fot. Szymon Jachna
Zły gust, dużo nostalgii, marzeń, aspiracji, ostentacja i proste reklamowe hasła trafiające w gust zwykłego odbiorcy zdają się być jednym z leitmotivów wystawy „Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, która poza beką dla samej beki ma też jak się zdaje ambicje, by wbić może nie kij, ale szpilkę w mrowisko kapitalizmu.

Rozdzielczość Chleba tym razem bierze na warsztat sukces, a właściwie sukcesizm, który dość enigmatycznie definiuje jako „prąd estetyczno-etyczny podkreślający wagę powodzenia materialnego dla znaczenia społecznego osoby”. Wystawa kolektywu, który sam określa się jako patatinstutucja wydająca książki, aplikacje, wydarzenia i łzy, otwiera się w Elementarzu dla mieszkańców miast, krakowskiej przestrzeni prowadzonej przez Arkadiusza Półtoraka, Leonę Jacewską, a od niedawna również Martynę Nowicką. Towarzyszą jej zapowiadane w tekście promocyjnym gry i przygody. Te jednak, może poza performatywnym gotowaniem chińskich zupek, wypadają dosyć słabo. Na tyle słabo, że trudno nie odnieść wrażenia, że to jednak w tym właśnie szaleństwie tkwi cała metoda. Albo inaczej, jak zwykła mówić znajoma artystka, tak źle i tak obciachowo, że aż zaczynasz się zastanawiać, czy to ciągle jest złe, czy właśnie zaczyna być fajne.

Wernisaż otwiera przejażdżka po centrum Krakowa czarną limuzyną, z której filmowa relacja transmitowana jest na żywo w podziemiach kamienicy na Asnyka. Relacji niestety nie widzę, mam za to szansę zobaczyć przyjazd limuzyny: kilkakrotne nawracanie samochodu w ciasnej krakowskiej uliczce, klakson, okrzyki, wygrywanie polifonicznej melodyjki i pochód poprzebieranych, m.in. za ochroniarza i ludzi sukcesu, przerysowanych postaci, które prowadzą nas na górę, by wreszcie stanąć na skrawku czerwonego dywanu i na tle prowizorycznej ścianki z logiem sukcesizmu i wizerunkiem zaskoczonego duszka. Tu kuratorka wystawy i artyści kolektywu wygłaszają przemówienia. Można już zacząć odcinać kupony od sukcesu. Tak zresztą mogliby czytać wystawę ci, którzy pamiętają świetny ZUSwave w Henryku. Trochę, bo choć cybernetyczna i mocno postinternetowana estetyka doprawiona najtisem i krytycyzmem wymierzonym w kapitalizm zdążyła się już opatrzeć, to okazuje się, że ciągle można z niej coś jeszcze wycisnąć.

„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, przejażdżka limuzyną, fot. Maja Faber
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, przejażdżka limuzyną, fot. Maja Faber
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, wernisaż, fot. Maja Faber
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, wernisaż, fot. Maja Faber

Poza nośnikami sukcesu, ulotkami, banerami i ścianką nawiązującą do ikonografii aspirujących eventów, na tle której na wernisażu pozują niemal wszyscy, przestrzeń strychu zapełniają prace artystów wchodzących w skład kolektywu. Jest generator Leszka Onaka, wyświetlający na posadzce serię tweetów użytkownika o wdzięcznej nazwie Winning!, stanowiących kolaż wyzutych z jakiekolwiek sensu, a epatujących optymizmem myśli m.in. Stevana Seagala, Charliego Sheena i Donalda Trumpa. Porwane, wybrane na chybił trafił kawałki zdań budują jeszcze bardziej skomplikowane, jeszcze bardziej pozytywne i jeszcze głupsze konstrukcje. Specyficzna mieszanka hipokryzji i absurdu owocuje objawieniem. Piotr Płucienniczak pokazuje alafabetyczny spis kilkudziesięciu tysięcy firm i małych przedsiębiorstw, których nazwy są jednowyrazowym słowotwórstwem. Całość jest czymś pomiędzy „Panoramą firm”, a inspirowaną gospodarczą i polityczną wyobraźnią poezją pisaną przez chłoporobotnika zachłyśniętego entuzjazmem wczesnego kapitalizmu i odciśniętą w miękkiej materii mowy, niekończącą się litanią. Cricoteka Tadeusza Kantora sąsiaduje tu z Crezusem, Crgazem, Crimexem i Criscomem. Na ich tle trochę słabiej wypada praca Łukasza Podgórnego i Aleksandry Korzelskiej, obracający się, niemal przeczący prawom grawitacji regał z błyszczącej stali, z opakowaniem sera, dwoma sadzonymi jajkami i surówkami z Jubilatu, w które, w hołdzie bezczasowości domu handlowego, wetknięto plastikowy palec zakończony szponiastym paznokciem. Czy też praca Justyny Plec – pokryte złotą folią łóżko i regulamin konkursu, w którym można wygrać wytatuowanie logotypu sukcesizmu – Ducha Chleba. Stanowią one raczej rodzaj płynnego przejścia między jedną a drugą częścią wystawy, mocno wizualnych akcentów, wyestetyzowanych lub performatywnych fetyszy.

Dużo tu ironii i czarnego humoru. Też lekkości, jak gdyby ktoś nagle przebił rozdmuchany do granic możliwości balon. Szkoda tylko, że prace są nierówne, niektóre ocierają się o banał, połączenia wydają się zbyt powierzchowne, a cała narracja trochę się rozmywa.

Oglądamy instrukcję skakania na trampolinie, irytującą zabawkę, która umieszczona w najniższym możliwym miejscu pomieszczenia, pozbawiona sąsiedztwa trampoliny, traci wszystko poza własnym rezonem (Aleksandra Korzelska, Łukasz Podgórni) i kolekcjonowane od lat, starannie powkładane do klaseru, podobno od najgorszych do najsmaczniejszych dań, opakowania po chińskich zupkach (Piotr Płucienniczak) i jeszcze spleśniałe resztki jedzenia wyciągnięte z lodówki, albo jak kto woli, idąc tokiem myślenia Wojciecha Stępnia, nowe kultury grzybów i pleśni. Całość, zabawna zwłaszcza w kontekście nieistniejącej trampoliny, chińskiej kultury pracy i kapitalistycznej kuchni, trąci slapstickowym humorem w stylu Benny’ego Hilla. Obok można zobaczyć Sen polski, projekt Agnieszki Zgud, który w zamyśle artystki ma się stać bazą wszelkiego rodzaju snów polskich, rozróżnionych ze względu na wiek, zawód, płeć i miejsce zamieszkania śniącego. Praca wydaje być się nie tylko dwuznaczną grą z deprecjonowaniem snu w kapitalizmie, który sprawia, że „miasta nigdy nie zasypiają”, ale też ironicznym komentarzem do narodowego etosu „American Dream” i, szukając mu wschodnioeuropejskiego odpowiednika, czeskiego snu. Ten ostatni, choć przecież fałszywy, oprawiony w nie mniej okazałe dekoracje, zwieńczony został sukcesem. Na razie swoimi snami można się tylko dzielić, artystka zachęca do pozostania dawcą i wspólnego budowania potęgi naszych snów. Już niedługo po uruchomieniu bazy na www.polski-sen.pl można się będzie przekonać zarówno o czym śni gospodyni domowa z województwa pomorskiego, jak i młody kurator z Warszawy. Mikrofalowa wróżka, praca Leszka Onaka i Kingi Raab, miała być mikrofalą, a w rzeczywistości jest stacjonarnym komputerem z wgranym algorytmem emitującym fale gospodarki i niepewnej przyszłości. Po wprowadzeniu daty urodzenia komputer wypluwa spersonalizowany horoskop. Bełkot, na który składa się wiedza z takich dziedzin jak finanse, bankowość i astronomia, i któremu towarzyszy relaksująca muzyka i animacja kilkunastu kolaży, kuriozalnych zlepków różnych elementów, które mają budzić skojarzenia z luksusem. Jeden z nich przedstawia pomidora, suszone morele i basen, w tle majaczy coś co przypomina tarkę, chociaż równie dobrze mogłoby być aluminiową drabinką. Niezamierzony efekt cargo zdaje się być wisienką na torcie tej inwestycyjnej tragifarsy.

„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy
„Sukcesizm Rodzielczości Chleba”, widok wystawy

W pierwszej chwili wystawa nasuwa skojarzenie z latami 90., dekadą wstydu, magazynem „Sukces”, gdzie promowano elegancki styl życia i luksus w najlepszej, bo zachodniej wersji, komediowym serialem z drugiej połowy lat 90. Tygrysy Europy i kultową Modą na sukces, którą w Polsce emitowano od 1994 do 2014 roku. Zły gust, dużo nostalgii, marzeń, aspiracji, ostentacja i proste reklamowe hasła trafiające w gust zwykłego odbiorcy zdają się być jednym z leitmotivów wystawy, która poza beką dla samej beki ma też jak się zdaje ambicje, by wbić może nie kij, ale szpilkę w mrowisko kapitalizmu. Nie bez powodu w tekście kolektyw wzmiankuje o sukcesizmie zadłużonym, o tym, że każdy z nas stanowi podstawową działalność gospodarczą, której gospodarczość przekłada się bezpośrednio na godność. I nie bez powodu chwilę po otwarciu wystawy na portalu Polak potrafi rusza akcja kolektywnego spłacania długu bibliotecznego.

Wystawa, chociaż śmieszkowa, to poza wszystkim jest jakąś zawoalowaną prognozą, w mniejszym lub większym stopniu odbiciem stanu umysłu ludzi, którym przyszło dorastać w entuzjastycznie nastawionych do kapitalizmu latach 90’ i żyć w rzeczywistości ekonomicznego kryzysu, w której co rusz niczym królik z kapelusza wyskakują duchy, jeśli nie zombi, propagandy sukcesu.

Jest śmiesznie. Dużo tu ironii i czarnego humoru. Też lekkości, jak gdyby ktoś nagle przebił rozdmuchany do granic możliwości balon. Szkoda tylko, że prace są nierówne, niektóre ocierają się o banał, połączenia wydają się zbyt powierzchowne, a cała narracja trochę się rozmywa. Odrobina starego najtisu, cyberżulerstwa i postinternetu. Do tego porażka jako ulubiona strategia artystyczna i przepis na sukces gotowy.

I chociaż chciałoby się powiedzieć sukces, to nie wypada. To coś innego. To chyba po prostu sukcesizm. W tonie jednego z bohaterów wystawy można tylko członkom kolektywu poradzić: „Macie świetne pomysły! Liczycie, że dzięki nim osiągniecie sukces. Nic nie stoi na przeszkodzie. Na początek wystarczy!”. I chociaż brzmi to jak komunikat wygenerowany przez cyfrową wróżkę, która na pytanie w co inwestować nieodzownie odpowiada „zainwestuj w siebie!”, to cytat pochodzi z książki, która niczym autostrada zaprowadzić ma jej czytelników na manowce sukcesu. Na ostatniej prostej zostaje koronacja na króla albo wybór na prezydenta.

A tak serio, by wyjść chociaż na chwilę poza meandry duchologicznego sentymentalizmu i nowonowobogackich bolączek? Wystawa, chociaż śmieszkowa, to poza wszystkim jest jakąś zawoalowaną prognozą, w mniejszym lub większym stopniu odbiciem stanu umysłu ludzi, którym przyszło dorastać w entuzjastycznie nastawionych do kapitalizmu latach 90. i żyć w rzeczywistości ekonomicznego kryzysu, w której co rusz niczym królik z kapelusza wyskakują duchy, jeśli nie zombi, propagandy sukcesu.

Pewne rzeczy się nie zmieniają. Telewizja Nowa TV właśnie wznowiła emisję Mody na sukces. Wszystko zaczyna się od nowa. Moda wraca.

W jednym z odcinków tej słynnej opery mydlanej Pamela Douglas przytomnie zauważa, że szydełkowanie znacznie różni się od przywiązywania kochanka do łóżka. I podczas gdy sproblematyzowana wokół podobnych zagadnień wystawa Bogactwo w Zachęcie bezrefleksyjnie skupiała się na wyrwanych z kontekstu przejawach biednego nowobogactwa, to Rozdzielczość Chleba idzie dalej, trochę też odkurzając zainteresowanie zbiorowymi fantazjami i niedostępnymi przedmiotami pożądania. Opowiada o ekonomicznym i symbolicznym kapitale, mechanizmach produkcji. Śmieje się. Ale śmieje się przede wszystkim z siebie. A bardziej niż szydełkowanie i przywiązywanie umięśnionych kochanków do ram swoich łóżek, interesuje ją sama dzianina. Nie co, ale bardziej jak. Bo sukcesizm nie ma celu. To, jak pisze kolektyw, tor przeszkód, bieżnia. Sposób radzenia sobie z niedostatkiem. Jeden szydełkuje, drugi tą samą nitką przywiązuje kogoś do łóżka. Jeszcze inny po prostu i z góry przegrywa.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaAleksandra Korzelska, Leszek Onak, Justyna Plec, Łukasz Podgórni, Piotr Puldzian Płucienniczak, Kinga Raab, Wojciech Stępień, Agnieszka Zgud
WystawaSukcesizm Rozdzielczości Chleba
MiejsceElementarz dla mieszkańców miast, Kraków
Czas trwania22.03–05.04.2018
KuratorMartyna Nowicka
Strona internetowarozdzielchleb.pl
Indeks

Zobacz też