12.04.2016

Powrót Zombie. „Anarchia i Nowa Sztuka” w Orońsku

Anna Batko
Powrót Zombie. „Anarchia i Nowa Sztuka” w Orońsku
Anarchia i Nowa Sztuka, widok wystawy

Anarchia i Nowa Sztuka, widok wystawy

Dada da, albo nie da. Na kuratorowaną przez Małgorzatę Kaźmierczak wystawę Anarchia i Nowa Sztuka. 100-lecie dadaizmu, będącą pretekstem do prezentacji prac profesorów i wykładowców Wydziału Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie, wybrałam się aż do Orońska. Do Centrum Rzeźby Polskiej mieszczącego się w zabytkowych zabudowaniach dworu Józefa Brandta, dziewiętnastowiecznego malarza, docieram przez Radom. Późnym popołudniem podjeżdżam busem pod bramę parku i przedzieram się przez spowite mgłą, ewokujące nostalgiczno-melancholijną atmosferę alejki. Co jakiś czas przystaję, by odczytać taki albo inny napis pod rzeźbami, których kontury coraz bardziej zaciera nadchodzący zmierzch. Anturaż działa trochę przygnębiająco, ale i uderza mnie dziwną romantycznością, tchnącą wspomnieniem Polski szlacheckiej i pańszczyźnianej. Wystawa wręcz wzmaga dwuznaczne wrażenia – jest to surrealistyczne zderzenie przaśnej współczesności z dawno pogrzebanymi światami. Na wernisażu ktoś zresztą rzuca, że orońska atmosfera jest niczym z ludowego horroru. Nic tylko czekać na powrót zombie.

Ekspozycja wita mnie – zanim jeszcze wejdę do środka – graficznym muralem Mariusza Warasa, dosłownie spływającym po fasadzie, odrealniającym nie tylko budynek, ale i napis „Muzeum Rzeźby Współczesnej”, pożerającym „rzeźbę” gdzieś w połowie i nie wypluwając nic poza dojmującym poczuciem bezsensu. W środku stosunkowo niewiele jest zaskoczeń. Jak w przypadku każdej wystawy zbiorowej mamy tu do czynienia z nazwiskami bardziej lub mniej znanymi, pracami lepszymi i gorszymi, trafiającymi mniej lub bardziej w narzucony przez kuratorkę temat. Trudno zresztą było mieć w tym wypadku jakieś wygórowane oczekiwania. Wystawa nie ma ani wyraźnie sproblematyzowanych narracji, ani jakichś szczególnie określonych ambicji – w gruncie rzeczy jest po prostu prezentacją prac artystów jednej z rodzimych akademii. Prac, które kuratorka stara się spiąć klamrą starego, dobrego i z lekka trącącego już myszką dadaizmu – awangardowego kierunku, który właśnie obchodził setną rocznicę urodzin. Nic prostszego: „Włóżcie słowa do kapelusza i wyciągnijcie na chybił-trafił, a otrzymacie poemat dada„ – pisał kiedyś Tristan Tzara. Gdzie? Nie wiem. Nie pamiętam.

Łukasz Skąpski, LS Motors S-Type, 2011

Łukasz Skąpski, LS Motors S-Type, 2011

Po wejściu do środka w oczy rzuca się przede wszystkim czerwony samochód, praca Łukasza Skąpskiego (LS-Motors S-Type), zza której wyziera wideo szczecińskiej Carycy (Lidia Sapińska), bawiącej się włosami i krzywiącej twarz do kamery, dukającej coś o kawie ze Starbucksa i o tym, że nie chce jej się już robić sztuki i projektów, bo wszystko jest bez sensu (Sens). Po lewej minimalistyczne, na poły żartobliwe prace Moniki Zawadzki – dziurawa wanna i czarna kaszanka, monstrualnej wielkości kiełbasa od której odchodzi kilka mniejszych, niby wymiona (Karmiąca) – a po prawej iście peerelowski i, co zrozumiałe, z lekka przyprószony kurzem historii miś Artura Malewskiego, rodem z komedii Stanisława Barei. Tylko trochę mu się oczko odlepiło, temu misiu. Idąc dalej, odkrywam więcej – właściwie całą masę  – równie spektakularnych prac. Obracająca się, przykuwająca wzrok błękitno-różowym światłem wieża z samochodowych szyb oraz szklanych i plastikowych naczyń wypełnionych płynami, autorstwa Roberta Knutha i Jerzego Mazzolla, skonstruowane przez Andrzeja Wasilewskiego pianino (Mam wszystkiego dosyć), które zamiast wydawać dźwięki, wypowiada niecenzuralne kwestie głosem dwuletniej dziewczynki czy, odtwarzająca kształt ciągu Fibonacciego, podświetlona kupa na białym obrusie Emilii Kamińskiej. Albo mniej jak bezużyteczny – bo odwrócony do góry nogami – plastikowy wieszaczek Adama Witkowskiego czy trzy metry połamanych miarek Małgorzaty Szymankiewicz. Dużo jest tutaj nawiązań do klasyków dada, chociażby do Duchampa, jak w przypadku pracy Zawadzki czy autoportretu Aleksandry Ska (Ona ma gorącą dupę), dowcipu – dosłownie – z brodą, zdjęcia ściągniętego z jej profilu na Facebooku, o czym dowiedziałam się podsłuchując rozmowę artystki z kobietą z okolicznej miejscowości, której mąż jest „wielkim fanem sztuki nowoczesnej”. Ale, co bardziej zaskakujące, są też nawiązania do Magritte’a (bo ile dada w magiczny realizmie?), na przykład w nieszczególnie zajmującym wideo Anny Witkowskiej o powodującej niewidzialność pelerynie i w wideo Kamila Kuskowskiego, w którym artysta przy dźwięku piosenki Da da da wyciąga ze słoika fajki, kolejno wkładając je sobie do ust. To chyba jednak nie jest fajka. A przynajmniej nie ta.

Kamil Kuskowski, Kobieta z marmuru, 2013; Aleksandra Ska, Ona ma gorącą dupę, 2016

Kamil Kuskowski, Kobieta z marmuru, 2013; Aleksandra Ska, Ona ma gorącą dupę, 2016

Wbrew temu, co pisze Kaźmierczak w kuratorskim tekście, mało jest tu polityki. Ostrza krytyczne są tu raczej stępione, zaobserwować można jakieś popłuczyny po rancièrowskiej polityczności, w którą jak w dada, wrzucić można wszystko. Jest więc bardzo aktualny, ale i nieszczególnie nośny, kolaż Olgi Lewickiej zestawiający sąd ostateczny Michała Anioła z Sykstyny z fotografią przedstawiającą syryjskich emigrantów przypływających do brzegów Europy na ogromnym pontonie, który to kolaż w towarzystwie reszty prac zdaje się zgrzytać, rozsadzając – do tego momentu ciągle jeszcze znośną – narrację. Jest też anarchistyczny w zamyśle i hermetyczny w praktyce – ale przecież zawsze polityczny – performans Andrzeja Szpindlera i praca Wojciecha Dudy, pardon Dady, który zaprezentował urzędowe podanie o zmianę nazwiska i którego akcji, zwieńczonej sukcesem, Mariusz Szczygieł poświęcił swój artykuł w „Dużym Formacie”. Uzasadnienie wystosowane przez Dadę jest zresztą jedną z nielicznych sytuacji na wystawie, która wywołuje na twarzach zwiedzających autentyczny wyraz rozbawienia. Mowa w nim m.in. o nieustannym i uciążliwym kojarzeniu nazwiska artysty z prezydentem Andrzejem Dudą i przewodniczącym „Solidarności” Piotrem Dudą, ubliżaniu i obelgach, ale i prośbach, a nawet propozycjach korupcyjnych ze strony obcych mu osób. „[…] zmianę świata warto zacząć od siebie, zaś najbliższe człowiekowi jest jego nazwisko. <<Duda>> już mnie nie określa” – mówi artysta w telefonicznej rozmowie ze Szczygłem.

Danuta Dąbrowska-Wojciechowska, Perpetual motif, 2015/16

Danuta Dąbrowska-Wojciechowska, Perpetual motif, 2015/16

Jednak najciekawsze – może właśnie dlatego, że wcześniej otarłam się o duszną prowincjonalność Radomia i przebrnęłam przez romantyczny park malarza o monachijskim rodowodzie – wydaje mi się związanie dadaizmu, z całym jego nadbagażem antyestetyczności, nihilizmu i anarchii, z peerelowskim, a nawet postkomunistycznym absurdem podlanym sosem nostalgii, tak jak w przypadku zwracających uwagę teatralnością fotografii Igora Omuleckiego, dokumentacji trashowych, tchnących duchem prowincjonalności wczesnych lat 90. performansów, barejowskiego misia Malewskiego, rozwibrowanego i uwodzącego niuansami świetlnymi Rżniętego kryształu Agaty Zbylut czy kobiety z marmuru Kamila Kuskowskiego – napisu wyciętego w kamieniu, który siłą rzeczy nasuwa skojarzenia z filmem Wajdy. Taki związek, „rozwiązek”, który eksploruje specyficzną wschodnioeuropejską wrażliwość, zafiksowanie się na ready made, które pozwala się czytać jako etyczno-estetyczny wybór i potrzeba chwili naznaczona bagażem społeczno-politycznej historii, gorzko-słodkiej ironii i abstrakcyjnej anegdoty.

Daleka jestem od wyzłośliwiania się na coś, co od samego początku skazane jest na porażkę. Co zanim jeszcze nawet na dobre rozbrzmi, obiecuje „absurd, humor i bałagan – w treści i w formie”. Na dobrą sprawę jest tak, jak czytamy w tekście towarzyszącym wystawie. Widzimy dadaistyczny sos, w którym topią się, albo z rzadka unoszą na powierzchni, prace wykładowców i profesorów szczecińskiej akademii. Takie „Pie*dolenie o Szopenie”, jak mówi dźwięcznym głosikiem dziewczynka, po naciśnięciu jednego z klawiszy na pianinie Wasilkowskiego. I trudno się z tym nie zgodzić.

Rafał Żarski, Łącznik, 2013

Rafał Żarski, Łącznik, 2013

Może to nie jest dobra wystawa, no ale przecież zawsze mogło być gorzej. Całość przynajmniej trzyma się kupy. Trochę jak praca Kamińskiej i historia sztuki według Kuskowskiego, gdzie artysta zestawił ze sobą pocztowe znaczki z przedstawieniami kanonicznych dzieł sztuki. Na jednym z nich jest napisane: „Filatelistyka zbliża ludzi wszystkich”.

***

Anarchia… to trzecia ostatnimi czasy wystawa zorganizowana w Orońsku będąca prezentacją dorobku pracowników polskich ASP. Wcześniej prace wykładowców akademickich prezentował Kraków i Gdańsk. Krakowska Szkoła Rzeźby (2014) była przekrojową i wielopokoleniową, tradycyjną i konwencjonalną w formie prezentacją prac pedagogów i absolwentów Wydziału Rzeźby krakowskiej ASP. Historycznym wykładem, trochę takim workiem, w który wrzucono dzieła bez większej dbałości o kontekst i o to, co za nimi stoi, uwagę kierując przede wszystkim na hermetyczne i skostniałe „środowisko”. Z kolei Właściwość / Osobliwość (2016) obok dokonań gdańskiej Rzeźby prezentowała też stosunkowo młode Intermedia, zestawiając m.in. dzieła Mariana Wnuka, Zdzisława Pidka i Alfreda Wiśniewskiego z pracami takich artystów jak Wojciech Zamiara, Grzegorz Klaman i Witosław Czerwonka oraz próbami ich wychowanków. Za cel stawiała sobie ona unaocznienie odbiorcom „procesu poszerzania przestrzeni przekazu”, cokolwiek kuratorzy mieli na myśli.

Niewątpliwie na tle Krakowa i Gdańska Szczecin wydaje się być (wydaje, bo dwie pierwsze wystawy znam tylko dzięki dokumentacji fotograficznej) najbardziej interesujący, ale i świadomy czekających na niego w Orońsku pułapek. Wytrych, jakim był dla Kaźmierczak dadaizm, zdaje się „odciążać” ekspozycję, jednocześnie usprawiedliwiając, ale i właśnie obnażając bezsens budowania tego typu „letnich” narracji, gdzie prace każdorazowo zdają się być wyjęte – niczym królik, który nikogo już nie zaskoczy – z jednego kapelusza. I chociaż linia programowa Orońska prowokuje do mniej lub bardziej trafionych porównań, to jednocześnie utrudnia bezpośrednią konfrontację. Nie oddaje artystom głosu, zamiast tego wystawiając akademiom, matecznikom wytartych schematów, ciężkostrawne laurki.

Zombie. Stary problem w nowej skórze.

Anarchia i Nowa Sztuka, widok wystawy

Anarchia i Nowa Sztuka, widok wystawy

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

Artystaakub Czyszczoń, Danuta Dąbrowska-Wojciechowska,Wojciech Duda vel Dada, Łukasz Jastrubczak, Emilia Kamińska, Robert Knuth & Jerzy Mazzoll, Paweł Książek, Kamil Kuskowski, Olga Lewicka, Artur Malewski, Hanna Nowicka, Igor Omulecki, Zbigniew Rogalski, Lidia Sapińska, Aleksandra Ska, Łukasz Skąpski, Piotr Skiba, Andrzej Szpindler, Małgorzata Szymankiewicz, Mariusz Waras, Andrzej Wasilewski, Adam Witkowski, Anna Witkowska, Waldemar Wojciechowski, Monika Zawadzki, Agata Zbylut, Rafał Żarski
WystawaAnarchia i Nowa Sztuka. 100-lecie dadaizmu. Wystawa artystów Wydziału Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie
MiejsceMuzeum Rzeźby Współczesnej - Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku
Czas trwania11.03 – 22.05.2016
KuratorMałgorzata Kaźmierczak
FotografieAgata Zbylut
Strona internetowawww.rzezba-oronsko.pl
Indeks

Zobacz też